wtorek, 22 kwietnia 2008

Być kobietą, być kobietą....

Wiosna, a co za tym idzie, praca w ogródku nieco odciągnęła mnie od rozmyślań przy  zmywaku. Nie szkodzi. Do problemu szkoły i wychowania patriotycznego jeszcze powrócę. Tempo życia społecznego i politycznego jest bowiem w naszej ojczyźnie tak imponujące, że nie nadążam i przy porządkowaniu grządek po zimie bez zimy myśli moje skaczą z tematu na temat. A jest o czym podumać. Nad głową ćwierkają wróbelki, szpaki pilnie odbudowują gniazda i skoro świt przywołują swoich partnerów do porządku, bo już czas na miłość i prokreację, która zapewni radość z wychowywania potomstwa przedłużającego trwanie gatunku. Nie tylko wróble i szpaki zabrały się ostro do pracy. Wszystko, co fruwa, pełza, pływa i biega, wykorzystuje promienie słoneczne do odnowy życia.  A jak jest z nami?
Człowiek to dziwne stworzenie boże. Ciągle jest niezadowolony, a odnowę traktuje głównie jako szansę na poprawienie tego, co w jego mniemaniu spartaczył Pan Bóg. Czasem są to tylko drobnostki, takie jak: poprawienie urody, nowa dieta – cud czy mocne postanowienie uprawiania porannych biegów. Tym, którym doskwiera samotność, przychodzą do głowy atrakcyjne wczasy, by zabawić się, a i kto wie, może odszukać w tłumie rozgrzanym wiosennym słońcem swojej drugiej połowy? Co do tego, jaka ona ma być nie ma zgodności. Oczekiwania zmienia ją się. Bywa, że zupełnie nie pomyśli tych, którzy podsuwają nam różne gotowe pomysły, po zastosowaniu których powinniśmy się czuć szczęśliwi, spełnieni raz na zawsze i definitywnie.
Moje dojrzałe kości nieco zbuntowały się z powodu machania grabiami i motyczką, dlatego dziś odpuściłam sobie ogródek i zajrzałam do Internetu. A tam co? Nic tylko płakać i uciekać od polityki. Palikot zagrożony, Sikorski nie może sobie poradzić z komunistycznymi zaszłościami w dyplomacji, a Cejrowski nie chce już być Polakiem. Jakby mało tego było, Polki nie chcą już być wyzwolonymi kobietami i nad karierę przedkładają  zapyziałe, konserwatywne pomysły na życie. Z przeprowadzonych badań przez ośrodek Stratosfera wynika, że młode Polki deklarują powrót do konserwatywnych ideałów, przede wszystkim do wartości rodzinnych. Z entuzjazmem deklarują, że planują założenie rodziny. A wzorem dla nich jest nie Manuela Gretkowska lecz kobieta, która doskonale radzi sobie z rolą matki i pracą zawodową, przy czym nic nie traci ze swoich kobiecych powabów. Jednym słowem jest czuła, opiekuńcza, piękna i do tego wszystkiego jeszcze mądra  i profesjonalna w wykonywanym zawodzie. Jak donosi „Dziennik”, a za nim Onet,  „obecne dwudziestolatki uczą się i rozwijają, ale przede wszystkim dla własnej satysfakcji i realizowania pasji. W odróżnieniu od swoich starszych o 10 lat koleżanek, nie cenią wysokich stanowisk w firmach i nie imponuje im status tzw. człowieka sukcesu. Nie chcą więc harować dla dobra firmy po kilkanaście godzin dziennie, za to chętnie podejmą mniej prestiżową pracę, byleby czuły się w niej szczęśliwe. Wiele młodych kobiet dochodzi do wniosku, że bliższa jest im opcja: mniej pieniędzy, za to o wiele więcej spokoju”.
Na miejscu Anny Kornackiej uznałabym tę informację za podłą manipulację męskich szowinistów skierowaną przeciwko Partii Kobiet. Dziwnie się na tym świecie plecie. Tyle trudu, tyle zabiegów. Wreszcie udało się, znalazły się kobiety, które na I Zjeździe Krajowym Partii Kobiet, obradującym w Warszawie 19 kwietnia jasno powiedziały mężczyznom, że nie zamierzają dłużej tolerować traktowania kobiet jako kwiatka do męskiej butonierki.
Żal mi troszkę pani Anny, bo trudno chyba jest przyjąć ze spokojem wyniki powyższego sondażu. Niby nie ma się czym martwić,  najważniejsze punkty programu ambitnej, choć moim zdaniem, typowo seksistowskiej partii, mogą zadowolić również konserwatywne współczesne panienki, ba, nie tylko one mogłyby przyjąć ów ambitny program. Sądzę, że pod takimi postulatami, jak zapewnienie: właściwej opieki medycznej nad kobietami (zwłaszcza w okresie ciąży, porodu, badań okresowych), przyznanie  godnych zasiłków wystarczających na wychowanie dziecka w ubogich rodzinach, zlikwidowania domów dziecka na rzecz domów rodzinnych, wyrównania płac z mężczyznami, zaostrzenia kar w przypadku maltretowania kobiet, gwałtu czy zmuszania do prostytucji, realnej polityki prorodzinnej, opieki nad samotnymi matkami, podpisałby się niejeden mężczyzna. Spełnienie ich leży bowiem również w ich dobrze pojętym interesie. No może za wyjątkiem niektórych pracodawców, zboczeńców i alfonsów.
Skoro program partyjny jest tak trafnie opracowany, to w czym problem? Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. A tych złośliwie doszukuję się w głównych punktach programu, choć wstydliwie wymienianych na końcu. Nasze panie domagają się nie tylko słusznych praw dla kobiet w zakresie prawa pracy czy ochrony zdrowia, one chcą znacznie więcej. Prawdziwe kobiety domagają się przede wszystkim: edukacji seksualnej, refundacji środków antykoncepcyjnych i leczenia niepłodności oraz możliwość samostanowienia w kwestiach planowania rodziny.
Brzmi pięknie? Dla mnie jako kobiety na pewno nie. Dlaczego? Z prostej przyczyny, realizacja tych punktów programu każe między bajki włożyć urzeczywistnienie tych pierwszych, z którymi się zgadzam.
Prostuję obolały od pochylania się nad grządkami kręgosłup i myślę sobie. Dlaczego politycznie wyrobione kobiety traktują mnie jak przedmiot zaspokajający stały dochód koncernom farmaceutycznym i każą mi dla zaspokojenia męskiej chuci łykać tabletki, a potem leczyć bezpłodność?! Dlaczego zamiast rozkładać odpowiedzialność za poczęte życie na mnie i mężczyznę, proponują mi jego zabicie i do tego jeszcze nazywają to „samostanowieniem w kwestiach planowania rodziny”? Co to za rodzina, w której decyduje tylko jedna osoba?! Dlaczego moje dzieci mają uczyć się w szkole jak bezpiecznie uprawiać seks, zamiast przygotowywać się do założenia rodziny, miłości, wspólnego podejmowania decyzji i przyjmowania  potomstwa i odpowiedzialnej troski za nie?
Patrzyłam niedawno w telewizji na  te kobiety, obradujące, jak poprawić niewesołą dolę kobiet i nadziwić się nie mogłam. Zastanawiałam się, kto je kiedyś tak mocno skrzywdził,  że   w macierzyństwie widzą tylko zagrożenie? Czy nigdy nie zaznały radości przytulenia się do własnego mężczyzny? Czy nigdy nie miały okazji cieszyć się z pierwszych ruchów swego dziecka w kołysce swego brzucha? Gdyby to ode mnie zależało, ja na pierwszym miejscu do programu Partii Kobiet wpisałabym – Domagamy się surowych kar dla wszystkich, którzy w imię obłędnej ideologii zabierają nam prawo do bycia szczęśliwą i spełnioną kobietą. Niestety, problem polega na tym, że większość z nas nie bardzo już wie, co to tak naprawdę oznacza. Pozostaje mieć nadzieję, że sądząc po wynikach przeprowadzonych badań, młode Polki  dla własnego dobra odkryją na nowo właściwe znaczenie tego słowa.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza