poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Na kogo liczą politycy

Tyle się napracował Eryk Mistewicz, by przekonać, że wszystko, co nas w polityce i zachowaniu polityków denerwuje czy szokuje, to tylko skrzętnie zaprogramowana narracja. A narracja jest taka, jaką chcą snuć wyborcy, a wyborcy są tacy, jacy są i nic na to politycy ani spin doktorzy nie poradzą. Co ja zrobię, kiedy ja  spin doktorowi nie wierzę i mam nawet  niezbite dowody na fałszywość tej tezy.
 
 
Owszem, przyznaję, pokusa dryfowania z prądem była. Nawet próbowałam unikać wszystkich, którzy hańbą nazwali głosowanie europosłów przeciw ogłoszeniu 25 maja Międzynarodowym Dniem Bohaterów w Walce z Totalitaryzmem.
 
Przez krótką chwilę przestałam wątpić, że wszyscy polscy europosłowie doskonale wiedzą, iż 25 maja 1948 r., został zabity strzałem w tył głowy i zginął z rąk komunistów rotmistrz Witold Pilecki, jeden z najodważniejszych i najwierniejszych żołnierzy Rzeczpospolitej.

Była okazja, co prawda, by dowiedzieli się o tym również włoscy, francuscy czy hiszpańscy komuniści, ale jak pech to pech.
 
Poddałam się przyjaźnie brzmiącej narracji, kiedy ze słodyczą w głosie mój sąsiad zastępując mi drogę na podwórku oznajmił - A widzi pani, to jednak nie wina kosmopolitycznych i lewackich poglądów posłów PO czy tajnych dyrektyw. Zwykły ludzki błąd i przeprosiny im się należą jak nic.
 
 
Pełna dobrej woli już zaczęłam się leczyć z niewłaściwych narracji i wsłuchiwać się w głos ludu.

Niestety, zamiast jaśniej widzieć i lepiej rozumieć wciąż drapię się po głowie i kombinuję. A od tego drapania i kombinowania nie tylko niczego nie widzę jaśniej, ale wręcz przeciwnie - coraz bardziej czarno robi mi się przed oczami.
 
Bo niby jak to jest? Na kogo tak naprawdę liczą politycy? Na mnie, na wyborcę porwanego emocjonującą narracją?

Gdyby prawdą było, że wszystko robią, by pozyskać mój głos, to nie wyobrażam sobie polityka, który mógłby nie przyjść na głosowanie czy przycisnąć guzik przeciw, gdy ja całym sercem jestem za.
 
 
Zupełnie nie mogę pojąć jak ma odwagę poseł obrażać w niewybredny sposób Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczpospolitej wiedząc, że głosowałam na niego, podobnie jak większość wyborców?
 
 
W żaden sposób nie mieści mi się w głowie, by prezes drugiego co do wielkości ugrupowania był nieobecny w czasie głosowania nad przywróceniem tak ważnego dla katolików Święta Objawienia Pańskiego, choć każdy głos był na wagę złota i zjednywał mu katolicką większość elektoratu.
Nie umiem jakoś zracjonalizować sobie wiadomości, że inna z kolei partia potrafi zwoływać swoich członków na rekolekcje w Sanktuarium Narodowym i jednocześnie z uporem głosić, iż nie przywróci święta zabranego przez komunistów.
 
 
Skoro jestem, jak większość Polaków, zdecydowanie przeciwko komercjalizacji służby zdrowia, to dlaczego Ewa Kopacz bez żadnego lęku o słupki w sondażach w czasie gorączki przedwyborczej chce ratować za moje podatki szpital w Pabianicach i następnie przerobić go na spółkę handlową?
To jak to jest? Nie ma na moje leczenie, a są pieniądze na wyprowadzanie majątku narodowego? I można to głosić bez obawy o utratę mojego głosu?!
 
 
Czy jest mi w stanie, ktoś wreszcie jasno i klarownie wyjaśnić, na jaki elektorat liczy PO?
 
 
A może ktoś będzie tak uprzejmy i zdradzi mi, na kogo w wyborach liczy partia mieniąca się lewicową i jednocześnie beztrosko wbrew swemu elektoratowi głosuje za odebraniem przywilejów emerytalnych czy prywatyzacją szkół?
 
 
Tyle pytań i żadnych odpowiedzi? Dlaczego?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza