czwartek, 12 sierpnia 2010

Miętne 26 lat później?


Emocje nie stygną. Wyzwiska również. W podgrzewaniu atmosfery prześciga się TVN. Dziennikarz GW w dyskusji podekscytowany, żąda szacunku dla Tarasa, gdy na Twitterze napisałam przez pomyłkę jego nazwisko małą literą. Już wiadomo; za barierką mohery i dewotki a wszyscy razem antysemici.

Ci, którzy próbują wyłowić sens konfliktu, nie rozumieją, dlaczego na Węgrzech mógł powstać pomnik upamiętniający ofiary katastrofy w Smoleńsku, a w Polsce o to trzeba walczyć? W trwaniu przy krzyżu upatrują inni złą wolę i zbijanie kapitału politycznego.

Jak bumerang powtarzane jest pytanie. Dlaczego protestujący się tak upierają? Przecież wystarczyłoby „grzecznie przenieść krzyż do kościoła i po sprawie”.

Oburzeniem też pałają  niektórzy na porównanie walki z krzyżem pod Pałacem Prezydenta z wojną wypowiadaną krzyżowi przez komunistyczne władze PRL. Audycja poświęcona, między innymi, tym represjom w radiowej trójce, prowadzona przez red. Sakowicza została już ostro oprotestowana, a robiący zawrotną karierę Krzysztof Luft z determinacją obiecał protest poprzeć.
Na szczęście mnie jeszcze nie można ust i komputera zamknąć i póki mogę, będę mówiła i pisała. Dziś mówię młodym. Nie dziwcie się,  że wasi rodzice i dziadkowie wydarzenia spod Pałacu porównują z wydarzeniami w PRL.
Dwadzieścia sześć lat temu w niewielkiej miejscowości  leżącej na ziemi mazowieckiej, w Zasadniczej Szkole Rolniczej w Miętnem gm. Garwolin, dawnym województwie siedleckim, władza wydała wojnę krzyżom w szkole, które, nie tylko tam, powszechnie za zgodą rodziców i uczniów wieszano w szkolnych pracowniach.

I temu też nie dziwcie się, bo wolność krzyżami się mierzy i dlatego „Solidarność” 30 lat wstecz walczyła  nie tylko o sprawiedliwość, ale i o prawo do wolności wyznawania własnych przekonań publicznie. Odzyskiwaliśmy ułamek podmiotowości w baraku demoludów, jak nazywano wówczas państwa Układu Warszawskiego. To, co dziś wydaje się nam oczywiste; krzyż na ścianie, medalik na piersi, religia w szkole, 26 lat temu nie było oczywistością. A za wierność przekonaniom trzeba było płacić wysoką cenę, nawet taką jak zapłacili górnicy czy błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko i pozostałe ofiary wojny Jaruzelskiego przeciwko narodowi, często nam nieznane nawet z nazwiska.

Sami z resztą wyróbcie sobie zdanie. Posłuchajcie i oceńcie czy miedzy obroną krzyża pod Pałacem Prezydenckim a walką o krzyże uczniów w Miętnem  są podobieństwa, czy też nie?

Tak opisuje to IPN, a ja z konieczności przytaczam najważniejsze wydarzenia, bo uważam, że warto i trzeba je przypomnieć w kontekście wojny wypowiedzianej krzyżowi w podobno niepodległej Polsce, a sprowokowanej przez prezydenta wybranego w demokratycznych wyborach.

Historia konfliktu o krzyże w Miętnem rozpoczęła się w drugiej połowie 1980 r. Uczniowie Zasadniczej Szkoły Rolniczej w Miętnem zawiesili krzyże we wszystkich pracowniach. Po stanie wojennym rozpoczęto stopniowe ich usuwanie. W końcu 1983r. w szkole krzyże pozostały jeszcze tylko w kilku pracowniach.

Na polecenie władz oświatowych i stanowczych żądań Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Siedlcach dyrektor usunął i te pozostałe.

Uczniowie zaprotestowali i w wystosowanej petycji zażądali ich przywrócenia. Zgody na to nie mogło być, nawet kompromis nie był mile widziany. Nie zgodzono się, by pozostał jeden krzyż w bibliotece lub u wejścia do szkoły.

Służby Specjalne szybko ustaliły, kto pomaga młodzieży, kto chce ze świeckiej szkoły uczynić, o zgrozo,  „wyznaniową”. Wszystkiemu byli winni - ks. Stanisław Bieńko – wikariusz parafii Garwolin oraz nauczyciele Stanisława Makara i Bogumiła Szeląg z „Solidarności”.

Osiem krzyży z maleńkiej, nikomu w większości Polski  i za granicą nie znanej szkoły, zaprzątnęły głowy władz od góry do dołu. Odbywały się narady, posiedzenia, posypały się groźby rozwiązania szkoły i wilczego biletu dla niesubordynowanych uczniów i zwolnień w radzie pedagogicznej, co zresztą stało się faktem.

Doszło do pierwszego porozumienia. Uczniowie zgodzili się, że krzyże zostaną przeniesione do kościoła w Garwolinie. Zrobiły to uroczyste delegacje uczniowskie.

14 stycznia - w kościele parafialnym w Garwolinie podczas nieszporów odprawianych przez wikariusza ks. St. Bieńko modlono się w intencji tych, co zdjęli krzyże w szkołach jak i za to,  by wróciły na swoje miejsce. Obecny był bp Jan  Mazur wraz z młodzieżą z ZSR

12 lutego -  krzyże z kościoła podczas nabożeństwa otrzymały delegacje uczniów, którzy zawieźli je do swoich parafii. Tam odbyły się adoracje i modlitwy.

19 lutego - podczas wywiadówki w ZSR rodzice zawiesili krzyże na korytarzach i w niektórych pracowniach.

Krzyże ponownie władza zarekwirowała, ale proboszcz nie chciał ich w taki sposób przyjąć. Konflikt rozszerzał się. Protest uczniów zaostrzał się, a wieści o nim niebezpiecznie rozbiegały się po kraju. Zainteresowała się też nim  zagranica. Niemiecki dziennikarz w nakręconym filmie relacjonował widzom: obie strony są nieprzejednane.

Jednocześnie trwały negocjacje z władzą, która bynajmniej ustąpić nie chciała, ale i rozgłos też był stanowczo jej nie na rękę. Mógł wywołać niepokoje, a i trudno byłoby wtedy opowiadać bajki o stabilizacji pokojowej w kraju po tzw. zawieszeniu stanu wojennego.

8 marca zajęcia zawieszono,  nie dopuszczając tym samym do okupacji budynku szkoły przez strajkujących, a pod szkołę podstawiono autobusy, by uczniów rozwieść do domów. Do pilnowania porządku ściągnięto aż dwie kompanie ZOMO i zablokowano drogi wyjazdowe.

Uczniowie zorganizowali się w małe grupy, przez pola i cmentarz przedostali się do garwolińskiego kościoła. Na porannej mszy zgromadziło się 1500 uczniów z różnych szkół. Obecny był bp Jan Mazur. Przejmującą homilię proboszcza, jego łzy i płacz młodzieży zarejestrowały kamery. Pokazał go w swoim programie „Warto rozmawiać” po latach Jan Pospieszalski. Bez trudu każdy odnajdzie go na YouTube „Miętne – strajk szkolny w obronie krzyży”. http://www.youtube.com/watch?v=Lr1fHowAWnI Podobnie jak dokumenty dotyczące pamiętnego strajku uczniów w szkole w Miętnem oraz szczegóły zakończenia konfliktu i wspaniałej roli, jaką w tym odegrał bp Jan Mazur, możemy odnaleźć na stronie IPN http://www.ipn.gov.pl/portal/pl/203/1597/Konflikt_o_krzyze_w_Mietnem_8211_w_20_rocznice_wydarzen.html

To groźba bojkotu wyborów zawarta w pisemnym proteście diecezji siedleckiej i niezłomna postawa uczniów, solidarność młodzieży z innych szkół, determinacja biskupa, księży, rodziców i nauczycieli ostatecznie zadecydowała o uległości władzy po 5 miesiącach przejmującej w swej wymowie walki o prawo do krzyża w miejscu nauki i pracy.

Jeśli ktoś nie wie, co dziś czują obrońcy krzyża pod Pałacem, niech obejrzy wspomniany fragment  filmu. Może coś zrozumie? Może będzie wreszcie wiedział, dlaczego nie ufają zapewnieniom władzy i żądają konkretnych decyzji?

Ja pamiętam swoje łzy po złamanym strajku studenckim i dlatego nie mam wątpliwości, że to władza pod pałacowym krzyżem już przegrała. Można złamać, można zdusić siłą, podstępem, ośmieszaniem, wyrzuceniem z pracy, nasłaniem bandziorów, ale nie można już niczym naprawić pęknięcia. Dla obrońców krzyża i tych tysięcy ich wspierających zarówno w Warszawie, Krakowie, jak i w całej Polsce, ten prezydent i ten rząd na zawsze w pamięci będzie obcy, wrogi.  I nie pomoże gadanie o prawie, o demokracji, o świeckim państwie. Czy o to chodziło Bronisławowi Komorowskiemu?

 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza