środa, 14 września 2011

Joanna Najfeld: dobra wiadomość i znak nadziei

12 września katolickie media, portale i blogerzy prawicowi powtórzyli za KAI radosną wiadomość. Sąd uniewinnił Joannę Najfeld. Joanna Najfeld wygrała z Wandą Nowicką. Sama zainteresowana tak skomentowała wyrok Sądu Rejonowego dla Warszawy – Mokotów.

„Prawda się obroniła. Moje uniewinnienie to dobra wiadomość i znak nadziei dla niezależnych publicystów, że nie należy dać się zastraszyć lewackim agresorom”.


Prawie całkowicie natomiast przemilczały tę wiadomość media wiodące.


Trwająca dwa i pół roku sprawa znalazła swój finał. Nie poznamy uzasadnienia wyroku, ponieważ na wniosek pełnomocnika Wandy Nowickiej proces został utajniony. Myślę, że warto przypomnieć raz jeszcze czego dotyczył.

13 lutego 2009 r. w czasie debaty w TVN 24 doszło do polemiki między Joanną Najfeld a europosłanką SLD Senyszyn na temat edukacji seksualnej w szkołach.
Wówczas to Joanna Najfeld powiedziała:
"w świetle badań socjologicznych nie ulega wątpliwości, że wczesna i natrętna edukacja seksualna prowadzi do zwielokrotnienia liczby niechcianych ciąż, co potem przekłada się na ogromne zyski proaborcyjnego lobby - w tym także na korzyści feministycznych promotorek aborcji".

Padły też pamiętne zdania:

"Organizacja pani Nowickiej jest częścią międzynarodowego koncernu, największego w ogóle, providerów aborcji i antykoncepcji. Pani po prostu jest na liście płac tego przemysłu".

Za to właśnie Wanda Nowicka, przewodnicząca Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, pozwała Joannę Najfeld działaczkę ruchu pro – life, do sądu, ponieważ stwierdzenie to mogło poniżyć ją w opinii publicznej i narazić na utratę zaufania potrzebnego do jej działalności „non profit” w organizacji. Zaprzeczyła też jakoby była opłacana „jawnie ani niejawnie, przez jakiekolwiek organizacje ani korporacje, ani jakikolwiek przemysł, w szczególności "przemysł providerów aborcji i antykoncepcji".

Najfeld, oskarżona z powództwa prywatnego, odpowiadała z art. 212 par. 2 Kodeksu Karnego, dotyczącego pomawiania innej osoby za pomocą środków masowego przekazu.Publicystce groziła grzywna albo kara ograniczenia wolności do dwóch lat więzienia.


Dla dobra organizacji i środowisk feministek proces ten powinien był odbyć się jak najszybciej, aby nie było cienia wątpliwości co do czystości intencji i czynów dla dobra ciemiężonych kobiet, za którymi niezłomnie i bezinteresownie wstawia się przewodnicząca Federacji, niczym lwica walcząca o prawo do zabijania dzieci poczętych i planowania rodziny poprzez antykoncepcję od lat szkolnych. Tymczasem proces z winy pozywającej odraczany był aż 15 razy, a sama Wanda Nowicka nie stawiła się na większości rozpraw.

O uniewinniającym Joannę Najfeld wyroku dowiedzieliśmy się od niej samej.

Sąd przyznał, że mówiłam prawdę stwierdzając, że Wanda Nowicka jest na liście płac przemysłu antykoncepcyjno-aborcyjnego. Można i należy tę informację rozpowszechniać. Wanda Nowicka kandyduje dziś do Sejmu, jako obywatele mamy prawo wiedzieć, co to za osoba i czyje interesy reprezentuje. Można i należy mówić głośno o przemyśle aborcyjnym i jego PR-owym ramieniu udającym oddolną działalność społeczną.

Zapamiętajmy te zdania Pani Joanny, brzmią jak zobowiązanie dla wszystkich ludzi dobrej woli:

Można i należy tę informację rozpowszechniać. Można i należy mówić głośno o przemyśle aborcyjnym i jego PR-owym ramieniu udającym oddolną działalność społeczną.


Mówmy o tym swoim dorastającym dzieciom, mówmy w swoich środowiskach. Nasze dzieci powinny wiedzieć, że są przedmiotem propagandy na usługach koncernów farmaceutycznych oraz czerpiących zyski z aborcji. Nasze córki powinny wiedzieć, że nie o ich wolność wyboru chodzi, a o szmal zarabiany na ich zdrowiu i przyszłości.

Mówmy to kobietom, które zgłaszają się na badania prenatalne z nadzieją, że ich poczęte dziecko będzie w porę leczone, jeśli jest podejrzenie wady, a zamiast tego otrzymują przede wszystkim propozycję uśmiercenia swego dziecka.

Nie jest to bynajmniej demagogia. Problem nie jest też jedynie polski.

Brytyjskie ministerstwo zdrowia zostało zmuszone przez organizację ProLife Alliance i antyaborcyjną kampanię anglikańskiej pastor Joanny Jepson, powołującą się na brytyjskie prawo dostępu do informacji, do odtajnienia statystyki dotyczącej aborcji z powodów medycznych.


Z ujawnionych danych wynika, że między 2002 a 2010 r. w Anglii i Walii miały miejsce 17 983 aborcje z powodu ryzyka, iż dziecko urodzi się z poważnymi wadami (2290 w samym tylko ubiegłym roku). W 40 przypadkach powodem było ryzyko wystąpienia (sic!) zajęczej wargi czy też rozszczepienia podniebienia. Kolejnych 27 aborcji dokonano z powodu zagrożenia, że dzieci urodzą się bez jednego oka, ucha czy z krzywą szyją.


Jednak najczęstszym powodem tego rodzaju aborcji było zdiagnozowanie u płodu zespołu Downa (482 w 2010 r.) i zespołu Edwardsa (164) (zespół wad wrodzonych, dzieci z tą chorobą najczęściej umierają w wieku niemowlęcym), a w następnej kolejności rozszczepienia kręgosłupa (128) i zaburzeń układu mięśniowo-szkieletowego (181).


W Niemczech w przypadku odkrycia zespołu Downa ciążę przerywa się nawet w siódmym miesiącu. Według hiszpańskiego pisma „Medicina Clinica” aż 96 proc. spośród Hiszpanek, które dowiadują się, że urodzą dziecko z tym schorzeniem, korzysta z prawa do usunięcia płodu.


Tych statystyk na hitlerowski nazizm już zrzucić nie można. Eugenika kwitnie dzięki propagandzie i prawu w imię postępu i wolności wyboru, a także lęku przed przyszłością bez wsparcia, co nie jest prawdą. Dziś rodzina z dzieckiem niepełnosprawnym nie musi być sama i bezradna.

Są jednak i dobre wiadomości.


Nieludzka eugenika przemysłu aborcyjnego budzi sprzeciw, a obrońcy życia coraz częściej sięgają po dostępne im prawo.

Niedawno 37 rodziców i krewnych osób z zespołem Downa pozwało Ministra Zdrowia Nowej Zelandii do Międzynarodowego Trybunału w Hadze. „Uważają, że wprowadzenie systemu badań prenatalnych, który zmusza lekarzy do oferowania kobietom aborcji w przypadku podejrzenia zespołu Downa stanowi naruszenie art. 6 i art. 7 Statutów Rzymskich, które gwarantują wszystkim prawo do życia”. Skarżących poparła organizacja Prawo do Życia Nowa Zelandia uzasadniając, że lekarze, jak i badania prenatalne są po to, by w przypadku wykrycia choroby móc leczyć dziecko, a nie po to, by je zabijać, tymczasem "Rząd wysyła wiadomość, że dzieci z syndromem Downa nie są mile widziane w Nowej Zelandii" i stosuje "eugenikę w której urodzić się mogą tylko doskonali".


Gdyby nie portale katolickie i strony internetowe obrońców życia, takie informacje nie dotarłyby do nas. Tak jak do przeciętnego Polaka nie dotarł wyrok uniewinniający Joannę Najfeld. Nie wszyscy w Polsce mają internet i nie wszyscy kupują katolickie gazety. Większość czerpie informacje ze szklanego ekranu.

Nie można było zapobiec dłużej oczywistemu wyrokowi, ale można go przemilczeć. Żaden dziennikarz telewizji szczycącej się „głoszeniem prawdziwych informacji całą dobę”, jak do tej pory nie przeprowadził wywiadu ani z europosłanką Senyszyn, ani z Wandą Nowicką. Nie było też emocjonującej debaty politycznej. A przecież Wanda Nowicka kandyduje do Sejmu z listy Palikota. Czyżby wyborcom zbędna byłą taka wiedza? Nikt nie zapyta, dlaczego zażądała utajnienia wyroku? Nikt nie zapyta, jakie i skąd profity czerpie dla siebie ze swej działalności?

Wyrok ten nie stał się newsem tak, jak miało to miejsce w przypadku wyroku w Strasburgu w sprawie Alicji Tysiąc. Wstydliwie przemilczany, czy świadomie przemilczany? A może przemilczany, bo jeszcze nie wiadomo jak ten wyrok poprawnie politycznie skomentować?

Na szczęście nie wszyscy muszą i chcą milczeć, a wyrok uniewinniający Joannę Najfeld to naprawdę dobra, pełna nadziei, wiadomość. Wyjątkowo trudno będzie od tej pory lewicowym feministkom bajdurzyć o wolności kobiecego brzucha i szczęściu płynącemu z nieograniczonego dostępu do farmakologicznej antykoncepcji.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza