poniedziałek, 17 marca 2008

Feministyczne dylematy cz.II - Jan Paweł II o kobietach

Po tym, co napisałam na końcu mojej poprzedniej notki na temat dążenia feministek do dorównywania mężczyznom, dostałoby mi się od nich, oj, dostało. Miałabym jednak pewną szansę, gdybyśmy dyskutowali o rzeczywistych efektach feminizmu a nie samej ideologii.  A ta, wiadomo, jest mocno zróżnicowana zarówno ze względu na głoszone hasła jak i korzenie, z których się one wywodzą. Są feministki radykalne, uniwersalne, dekonstruktywistyczne, zorientowane psychoanalitycznie, czarne i czerwone, chrześcijańskie, duchowe i kulturowe, lesbijskie, liberalne i marksistowskie tudzież socjalistyczne. (Uf, chyba wszystkie fale wymieniłam)
        A jaki jest polski feminizm? Trudno zgadnąć. Nasze wyemancypowane kobiety nie bardzo sobie radzą z  własną ideologią i tak naprawdę w świadomości  większości Polaków kojarzone są z walką o prawo do aborcji na życzenie. W sprawach społecznych  panie krzyczą gromkim głosem o zrównaniu praw kobiety i mężczyzny w zarobkach, awansie i emeryturze, ale i tu biedne niewiasty nie znajdują zrozumienia. Trudno się dziwić. Żadna kobieta nie da sobie dobrowolnie wyrwać przywileju wcześniejszej emerytury. Do polityki też im nie spieszno, a jeśli nawet którą zwabi polski samorząd czy sejm, to, poza niewielką grupą, chętniej zajmują się dorównywaniem mężczyznom niż propagowaniem feminizmu wśród ciemnogrodu, za jaki uważają Polskę.  Kobiety polskie jakoś nie garną się do męskich  tradycyjnych zawodów. Wolą być przedszkolankami, nauczycielkami, urzędniczkami, ekspedientkami niż spawaczami, murarzami, budowniczymi mostów czy autostrad. Co bardziej ambitne zostają lekarzami, prawnikami, psychologami. Lubią też, zgodnie ze swoją naturą, upiększać inne kobiety w salonach piękności, występować na scenach teatrów, prezentować się pięknie w programach telewizyjnych. Nawet te, które bardziej przypominają swym wyglądem „witkacowskie kobietony", jak np. Monika Olejnik, dbają o swój wygląd i z iście kobiecym wdziękiem rozpuszczają powabnie długie blond włosy. Na radykalny feminizm nie dała się widać namówić też Ewa Drzyzga. Rozmawia o wszystkim, również o homoseksualistach i lesbijkach, ale sama  nie zrezygnowała ani z małżeństwa, ani rodzenia dzieci. Jednym słowem, feminizm w Polsce cienko przędzie i dostaje mu się z każdej strony, a czołowe polskie feministki służą głównie za skrót myślowy do wyrażenia nieodpowiedzialnej głupoty. Jeśli kogoś problem przyczyn takowego stanu rzeczy interesuje, odsyłam do dosyć ciekawego artykułu na stronie:
         Mój blog nie ma ambicji naukowych, jest rodzajem pamiętnika myśli i refleksji, głównie moich. Z tego też powodu przy zmywaku częściej myślę nie o polskich feministkach lecz o sobie. Zastanawiam się, ile z poglądów emancypantek i sufrażystek przeniknęło do mojego życia. Zanim napiszę, co wymyśliłam, proponuję małą zagadkę dla Gości, którzy będą czytać mój dzisiejszy wpis. Kochani, zgadnijcie, kto jest autorem poniższych cytatów.
„Jesteśmy, niestety, spadkobiercami dziejów pełnych uwarunkowań, które we wszystkich czasach i na każdej szerokości geograficznej utrudniały życiową drogę kobiety, zapoznanej w swej godności, pomijanej i niedocenianej, nierzadko spychanej na margines, a wreszcie sprowadzanej do roli niewolnicy. Nie pozwalało jej to być w pełni sobą i pozbawiało całą ludzkość prawdziwych bogactw duchowych. Z pewnością niełatwo ustalić dokładnie odpowiedzialność za ten stan rzeczy, z uwagi na głęboki wpływ wzorców kulturowych, które w ciągu wieków kształtowały mentalność i instytucje"./.../
„Tak, nadeszła pora, by z odwagą, jakiej wymaga pamięć i ze szczerym poczuciem odpowiedzialności popatrzyć na długie dzieje ludzkości, w które kobiety wniosły wkład nie mniejszy niż mężczyźni, a w większości przypadków w warunkach o wiele trudniejszych. Myślę w szczególności o kobietach, które umiłowały kulturę i sztukę oraz im się poświęciły, mimo niesprzyjających warunków, często pozbawione jednakowego dostępu do oświaty, niedoceniane, narażone na niezrozumienie, a nawet na brak uznania ich wkładu intelektualnego". /.../
„Sprawą naglącą jest uzyskanie we wszystkich krajach rzeczywistej równości praw osób, a więc równej płacy za tę samą pracę, opieki nad pracującą matką, możliwości awansu zawodowego, równości małżonków z punktu widzenia prawa rodzinnego, oraz uznania tego wszystkiego, co wiąże się z prawami i obowiązkami obywateli w ustroju demokratycznym"./.../
„Trzeba, aby w sposób wszechstronny ukazała (Światowa Konferencja Kobiet w Pekinie p. mój)geniusz kobiety" i to nie tylko na przykładzie wielkich i znanych kobiet z przeszłości lub nam współczesnych, ale także tych zwyczajnych, prostych, które wykorzystują swe kobiece talenty dla dobra innych w życiu codziennym. Kobieta bowiem, właśnie poprzez poświęcanie się dla innych każdego dnia wyraża głębokie powołanie swego życia. Być może bardziej jeszcze niż mężczyzna widzi człowieka, ponieważ widzi go sercem. Widzi go niezależnie od różnych układów ideologicznych czy politycznych. Widzi go w jego wielkości i w jego ograniczeniach i stara się wyjść mu naprzeciw oraz przyjść mu z pomocą".

Nie wątpię, że bez trudu, nawet bez podpowiedzi w tytule, rozpoznaliście Autora tych cytatów. Mnie pozostaje rozmyślać nad przyczyną wściekłości, z jaką jest On atakowany i krytykowany przez wszystkie współczesne fale feminizmu.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza