wtorek, 23 lutego 2010

„By Polska rosła w siłę a ludzie żyli dostatniej”


Rząd pragnie, by wszystkie dzieci na wsi miały boiska. Rząd zadbał o place zabaw dla maluchów przy szkołach. Teraz rząd zatroszczy się o świetlice.

Kurcze, gdyby nie to, że za komuny  Internetu w Polsce nie było, pomyślałabym, że ktoś przekopiował wiadomości z „Trybuny Ludu” zmieniając jedynie słowo, „partia” na „rząd”. Jak jeszcze przed wyborami będą rozdawać niczym  1 Maja kiełbaski z ciężarówek, to poczuję się jak za dawnych dobrych lat; pensje na chleb i wódkę, a o resztę dbał  I sekretarz.
Potem już nawet  pensja stawała się zbędna, bo kwitł handel kartkami, bonami, a nawet wymienny; ty pół litra, a ja ci masło, ty mi buty, a ja ci pieluchy, ty mi talon na malucha a ja miejsce w kolejce po pralkę. I tak to żyło się szczęśliwie i dostatnio, ale krótko, bo octu już wymieniać nikt nie chciał.
Teraz też, wygląda na to, mamy okres nie tylko cudów, ale i dostatniej szczęśliwości na sielskiej, anielskiej wsi. Czy równie krótko będzie trwał jak za  Gierka?
Niestety, wszystko wskazuje na to, że jedynie do czasu kolejnych wyborów. Nie musimy jednak martwić się zbytnio, bo czego jak czego, ale wyborów to my mamy pod dostatkiem, tego nam nie żałują, udając demokrację za nasze pieniądze.

Gorzej, że za nasze pieniądze decydują o tym, co nie należy do ich obowiązków. Nadgorliwcy znaleźli się, psia krew. Tylko dlaczego z państwowej a nie partyjnej kasy?

Do tej pory sądziłam, że takie pomysły przedwyborcze ma tylko mój wójt. Trzecią kadencję ciągnie chodnik przez moją wieś. Wygląda na to, że będzie i czwarta, piąta... bo doszedł tylko do połowy wioski.
Odkąd miłościwie nam panuje PO z PSL jest szansa, że na chodnik poczekamy, ale będziemy mieli : boisko, plac zabaw i świetlicę. A ja tylko tak mimochodem zapytam, bo czy warto zniechęcać do dawania prezentów?

Czemu rząd wyręcza mój  samorząd i decyduje, co powinno się w gminie budować?

Jeśli już koniecznie chce na siłę uszczęśliwiać, to może dokończyłby chodnik w mojej wsi?
Nie wiem też czy wypada, ale zadam i inne pytanie.

Skąd rząd bierze pieniądze na takie inwestycje? Czy one nie powinny znaleźć się w budżecie gminy? Jeśli nie, to po co nam samorządy?

 Ja rozumiem intencje i nawet się cieszę. Wreszcie ktoś dba o wieś i nie tylko likwidując olimpiady (koła zainteresowań dawno już uznano za zbędny luksus) wyrównuje szanse między miastowymi a wieśniakami, ale myśli o cywilizacyjnym postępie  między strzechami. Co tam obiecany Internet na wsi, dzieciskom  znudził się i chętnie pokopaliby piłkę, pozjeżdżali z rynny do piaskownicy czy pograli w tysiąca w wiejskiej świetlicy. A i dorośli będą mogli sobie wpisać do wyborczych ulotek osiągnięcia na miarę XXI wieku....jeśli, oczywiście, głośno (i po cichu też) zachęcą do wdzięczności w głosowaniu.

Jak jeszcze z okazji otwarcia takiego obiektu radni będą się kłócić, kogo zaprosić; premiera czy prezydenta, a miejscowe media poinformują, że połowice skłóconych wodzów zniszczyły sobie trzewiczki na świeżo pomalowanej trawie podczas przecinania wstążek w kolorach PO i  PSL, to naprawdę poczuję się o przeszło 20 lat młodsza.
Wtedy też brakowało w szkołach pieniędzy na papier toaletowy czy kredę. O pomocach dydaktycznych poza tablicą anatomiczną tasiemca mowy być nie mogło nie tylko ze względów ideologicznych, ale jak Warszawa miała  do gminy zjechać, obowiązkowo był chleb, sól, kiełbaski dla ludu (piwo we własnym zakresie) i na zielono pomalowana trawa. Krawężniki z pewnością też byłyby pięknie na biało malowane, ale, niestety, na wsiach takich fanaberii jak chodniki nie przewidywano.

Martwię się tylko, że wkrótce zabraknie pomysłów na  przedwyborcze obietnice. Bo co może jeszcze rząd obiecać na wsi? Skocznię narciarską, górę na miarę Gubałówki, sztuczne lodowisko i kryty basen?
Prawdę powiedziawszy wcale bym się tymi obietnicami nie zdziwiła, jeśli nawet naród ich nie kupi, to zawsze mój wójt będzie mógł poszukać winnych w rządzie za niezrealizowane inwestycje. Przecież on jak za komuny poza  obowiązkiem zabezpieczenia chleba, soli i malowanej trawy o niczym nie będzie już decydował i za nic odpowiadał.

Nie wykluczone też, że z przedwyborczych obietnic zostanie zrealizowana jedynie  karczma z Jankielem, ale akurat ona ze względu na gorące spory polityczne i agitację partyjnych emisariuszy zawsze będzie dochodowa. Czy uda się zorganizować zajazdy na wrogą partię? A to już zależy czy znajdzie się w okolicy Gerwazy i  Horeszko.

I tylko jednego nie potrafię sobie wytłumaczyć. Jak to jest z tym polskim budżetem; niby kryzys, nie ma na inwestycje, drogi, szpitale. Nie ma na rozładowanie tłoku w klasach, koła zainteresowań, olimpiady, sale gimnastyczne tak, by rzeczywiście mogły odbywać się wszystkie lekcje wychowania fizycznego,  prysznice po fizycznym wysiłku, dożywianie itp itd, a rząd ma pieniądze na coś, co z powodzeniem może  wykonać samorząd, gdyby zgodnie z kompetencjami dzielony był budżet?!

I właściwie tu powinnam postawić kropkę, bo o czym tu jeszcze można myśleć?

Przecież nikt mi nie odpowie na najprostsze pod słońcem w praworządnym kraju pytanie:

Czy ktoś w mojej Ojczyźnie kontroluje wydatki rządu? Czy  sprawdza, które z nich powinny być wliczone do kosztów kampanii wyborczej i potrącone z kasy partyjnej?

Nie mam nic przeciwko boiskom, placom zabaw czy świetlicom ale mam chyba prawo jako podatnik i mieszkaniec wsi do współdecydowania z mieszkańcami, a nie rządem, na co powinniśmy wydać pieniądze.  No chyba że to jest taka inteligentna gra, pod wpływem której w końcu PO I PSL przekona mnie do wyboru między anarchistami a   Unią Polityki Realnej, bo po co mi takie państwo, które nie wywiązuje się ze swoich obowiązków, a wp...a się w moje kompetencje?

Ps.
To do samorządów, w których są już place zabaw, świetlice i boiska.
I po co było się tak śpieszyć?! Nie warto było poczekać do wyborów? Tusk by wam wybudował... i jeszcze przyjechał, odwiedził... ludzki z niego człowiek... tak za darmo.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza