środa, 26 maja 2010

Testament Kapelana „Solidarności” wciąż czeka na wykonanie


W lutym większość polskich mediów ogłosiła; znana jest data beatyfikacji ks. Jerzego Popiełuszki. Nastąpi ona 6 czerwca br.
Przyznam, że nie tak wyobrażałam sobie przygotowania Kościoła polskiego do tej, jakże ważnej dla jego odnowy i wzmocnienia ducha wiernych, uroczystości.

Przez 20 lat rytualnie media wspominały i odfajkowywały kolejne rocznice, pokazywano zdjęcia Jana Pawła II oraz inne osobistości życia politycznego modlące się nad mogiłą. Wzruszały nas zdjęcia ks. Jerzego i jego rodziców. Jeszcze kilka wytartych od ciągłego powtarzania bez należytej refleksji cytatów z kazań podczas Mszy za Ojczyznę w sanktuarium żoliborskim. Jeszcze kilka szkół, szpitali, hospicjów przyjęło jego imię, jeszcze okolicznościowe akademie, poświęcone sztandary i  oczekiwanie z roku na rok na beatyfikację.
Każda rocznica zdominowana była jednak przede wszystkim przez dezinformację i spekulacje na temat okoliczności zbrodni. Gdzieś na plan dalszy schodziły homilie i działalność ewangeliczna ks. Jerzego. Można było do woli epatować kłamstwem, frazesami, spekulacjami na temat samej zbrodni.  Nie należało jednak zbytnio wgłębiać się w istotę lekcji religii i patriotyzmu, jakiej udzielał kapelan „Solidarności” zniewolonym Polakom.

W międzyczasie wyrosło pokolenie, które nie pamięta, bo pamiętać nie może, kim był dla hutników, członków „Solidarności”, mieszkańców Warszawy i Polski wbitych w reżim dekretu o stanie wojennym ks. Jerzy Popiełuszko, czym były Msze za Ojczyznę, czym były jego kazania.
Prawdy nie da się zniszczyć taką czy inną decyzją, taką czy inną ustawą. Nie, na  tym polega w zasadzie nasza niewola, że poddajemy się panowaniu kłamstwa, że go nie demaskujemy i nie protestujemy przeciw niemu na co dzień. Nie prostujemy go, milczymy lub udajemy, że w nie wierzymy. Żyjemy wtedy w zakłamaniu. Odważne świadczenie prawdy jest drogą prowadzącą bezpośrednio do wolności. -
Tylko ten, kto wtedy słyszał te słowa, potrafi sobie wyobrazić, co one znaczyły w 1982 r.

Cierpienie z powodu wyrzucenia z pracy, aresztowania, rewizji czy śmierci od kuli zomowca nabierało sensu i budziło nadzieję: Przez krzyż idzie się do zmartwychwstania. Innej drogi nie ma. I dlatego krzyże naszej Ojczyzny, krzyże nasze osobiste, krzyże naszych rodzin muszą doprowadzić do zmartwychwstania, jeżeli łączymy je z Chrystusem, który krzyż pokonał.- tłumaczył ks. Jerzy

To dzięki ks. Jerzemu litania internowanych do Matki „Solidarności” trafiła do Polaków, uczono się jej na pamięć, przepisywano i podawano innym.
Matko w "Solidarności”: nadzieję mających, módl się za nami.
Matko oszukanych, módl się za nami.
Matko zdradzonych, módl się za nami.
Matko w nocy pojmanych, módl się za nami.
Matko uwięzionych, módl się za nami.
Matko na mrozie trzymanych, módl się za nami.
Matko przerażonych, módl się za nami.
Matko zastrzelonych górników, módl się za nami.
Matko stoczniowców, módl się za nami.
Matko przesłuchiwanych, módl się za nami.
Matko niesłusznie skazanych, módl się za nami.
Matko robotników, módl się za nami.
Matko studentów, módl się za nami.
Matko wytrwałych aktorów, módl się za nami.
Matko prawdomównych, módl się za nami.
Matko nieprzekupnych, módl się za nami.
Matko niezłomnych, módl się za nami.
Matko osieroconych, módl się za nami.
Matko bitych w dniu Twojego święta Królowej Polski, módl się za nami.
Matko poniewieranych za to, że noszą znaczek z Twoim świętym wizerunkiem, módl się za nami.
Matko pozbawionych pracy, módl się za nami.
Matko zmuszanych do podpisywania deklaracji niezgodnych z sumieniem, módl się za nami.
Matko dzieci tęskniących za uwięzionymi matkami i ojcami, módl się za nami.
Matko matek płaczących, módl się za nami.
Matko ojców zatroskanych, módl się za nami.
Matko sługi Twojego, uwięzionego Lecha, módl się za nami.
Matko poniżanych uczonych i pisarzy, módl się za nami.
Królowo Polski cierpiącej, módl się za nami.
Królowo Polski walczącej, módl się za nami.
Królowo Polski niepodległej, módl się za nami.
Królowo Polski zawsze wiernej, módl się za nami.
Prosimy Cię, Matko, która jesteś nadzieją milionów, daj nam wszystkim żyć w wolności i prawdzie, w wierności Tobie i Twojemu Synowi.
Amen.
Tak, Lechu, za ciebie też się modlono. Jak się wtedy czułeś ze swoją tajemnicą? Jak się czułeś na pogrzebie ks. Jerzego? Nie gryzie cię sumienie?  O tych wszystkich, którzy uwierzyli ci, zaufali, bronili stali pod oknami, kiedy wracałeś z internowania, o takich jak Ania Walentynowicz broniących ideałów „Solidarności” powiedziałeś publicznie z pogardą: To nieudacznicy, im się nie powiodło. Powiedziałbyś to ks. Jerzemu w twarz, gdyby żył?
A on mówił:
Egzamin z męstwa zdali robotnicy w sierpniu 1980 roku, a wielu z nich zdaje go nadal.
Okazali męstwo uczniowie szkoły w Miętnem, którzy odważnie stanęli w obronie krzyża Chrystusowego.
Egzamin z męstwa zdali w ostatnim czasie nasi więzieni bracia, którzy nie wybrali wolności za cenę zdrady swoich i naszych ideałów.
Niech na koniec będzie nam ostrzeżeniem świadomość, że naród ginie, gdy brak mu męstwa, gdy oszukuje siebie, mówiąc, że jest dobrze, gdy jest źle, gdy zadowala się tylko półprawdami.


Jak grzyby po deszczu powstawały  inicjatywy, wzorujące się na działaniu ks. Jerzego Popiełuszki, w całej Polsce. Kościoły, w których odprawiano Msze za Ojczyznę stawały się wówczas miejscem ludzi wolnych i tych, którzy przez kilkadziesiąt minut wolnością chcieli się nacieszyć, spotkać ludzi podobnie myślących, oklaskiwać homilie dające nadzieję, śpiewać, ile pary w płucach, z podniesionymi palcami w kształcie znaku zwycięstwa – Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie.
Do patriotycznego szpanu należało choć raz pojechać do Kostki na Żoliborz. Kto nie był, ten z zazdrością słuchał relacji szczęściarzy.
I stało się. Dziś nie ma już problemu z opisaniem młodym narodowej traumy po zabójstwie ks. Jerzego. Kto pamięta, ten wie, że czuliśmy się podobnie i podobnie przeżywaliśmy jak dni żałoby po katastrofie w Smoleńsku. Wielotysięczny tłum płakał i śpiewał: „Ojczyzno ma, tyle razy we krwi skąpana, jakże wielka jest twoja rana, jakże długo cierpienie twe trwa”.

A potem rozszedł się do domu, bo tak musiało być, ale to nieprawda, że zapomniał.  Dziś też niech nikt na to nie liczy. Są chwile, kiedy pamięć mobilizuje i rozum i serce. Tak było 4 czerwca 1989 r. To było pełne zwycięstwo nad komuną, trzeba było  je pomniejszyć, dopasować do oczekiwań międzynarodowych i ustaleń „okrągłego stołu”. Łatwo poszło, bo naród ogłupiały ze szczęścia i dumy,  jeszcze  tak niedawno nawet nie marzył o obaleniu komuny.  I tak powolutku zamiast niepodległości, wolności mamy jedynie datę transformacji PRL. Jeszcze nie wszyscy w to mogą uwierzyć, jeszcze się łudzą, że może jednak PRL to przeszłość.
Czy dla podtrzymania tych złudzeń tak cichutko jest w większości parafii, a przygotowań choćby duchowych do tej nie do przecenienia dla życia religijnego i narodowego beatyfikacji nie widać?
Kiedy o tym rozmyślam i ze zdziwieniem kontestuję  ciszę wokół beatyfikacji ks. Jerzego, nie mogę nie porównywać tamtych lat do tego, co się stało po 10 kwietnia.
Czy muszę pokazywać łudzące podobieństwo między reakcją władzy komunistycznej i obecnej na obie tragedie? Moje pokolenie wie o czym mówię. Te same zapewniania o poznaniu prawdy i ustaleniu okoliczności, te same dezinformacje, których dziś jesteśmy świadkami i ta sama próba dezawuowania wagi tragedii. I ta sama reakcja niektórych hierarchów kościelnych. 
Zastanawiam się, jaki scenariusz pisany jest w głowach postkomuny różnych partii na wypadek, gdyby znowu naród nie wybrał po ich myśli. Czy po instrukcje jadą do Moskwy, Berlina czy do Brukseli?

Nie boję się tego scenariusza, boję się obojętności moich rodaków, którzy zapomnieli, co do nich mówił i mówi zza grobu ich Kapelan:
W dużej mierze sami jesteśmy winni naszemu zniewoleniu, gdy ze strachu albo dla wygodnictwa akceptujemy zło, a nawet głosujemy na mechanizm jego działania. Jeśli z wygodnictwa czy lęku poprzemy mechanizm działania zła, nie mamy wtedy prawa tego zła piętnować, bo my sami stajemy się jego twórcami i pomagamy je zalegalizować.

 I dalej mówił do łaknących prawdy zgromadzonych wiernych na Mszy za Ojczyznę 27 maja 1984 r. na kilka miesięcy przed swoją męczeńską śmiercią:
Niech na co dzień towarzyszy nam świadomość, że żądając prawdy od innych, sami musimy żyć prawdą. Żądając sprawiedliwości, sami musimy być sprawiedliwi. Żądając odwagi i męstwa, sami musimy być na co dzień mężni i odważni.

Za te słowa, między innymi, komunistyczni bandyci w mundurach generałów wydali na niego wyrok i do dziś dnia nie zostali osądzeni.
Nauczanie Kapelana „Solidarności”, Jego świadectwo wiary słowem i czynem, to wciąż czekający  wykonania testament pozostawiony Polakom. Nie mamy prawa o nim zapomnieć, bo ks. Jerzy podpisał go swoją krwią.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza