wtorek, 2 grudnia 2014

Ładunek wybuchowy prezydenta

PiS podkłada ładunek wybuchowy pod demokrację – tak zareagował Prezydent Najjaśniejszej na ujawnienie masowych w skali całego kraju fałszerstw wyborczych.

Szanowny prezydencie, ładunek pod demokrację podłożył pan i pana partia wraz z koalicjantem, a nie opozycja, która ma niezbywalne prawo i obowiązek patrzeć na ręce władzy. To doprawdy „czyste odmęty szaleństwa”, gdy prezydent próbuje zrzucić winę za brak demokracji w państwie na tych, którzy jej się domagają. Tyle mam do powiedzenia w tej sprawie panu prezydentowi jedynie słusznej partii.

Można by, oczywiście, polemizować z Bronisławem Komorowskim i udowadniać, że jednak nie ma racji, gdyby nie fakt, że zarzut jego nie mieści się w logice zdrowego rozsądku. Jak można podkładać ładunek wybuchowy pod coś, czego nie ma?! A nie ma demokracji w III RP i być może wcale jej nie było, choć Polakom wydawało się, że jest i dlatego nie zważając na manipulacje, gry przedwyborcze szli do urn z nadzieją, że od ich głosu zależy los Polski, polskiej demokracji, ich dobrobyt, ich prawo do budowania Ojczyzny takiej, jaką sobie wymarzyli.

Z moich doświadczeń i obserwacji jasno wynika, że nie sfałszowano wyborów na pewno 4 czerwca 1989 r. i wynik, który tak przeraził magdalenkowy układ, był prawdziwy, mimo że wybory nie były demokratyczne lecz kontraktowe.
Wytarto sobie więc partyjne tyłki wynikami wyborów, prawem stanowionym i zarządzono dogrywkę, i to był już prawie koniec marzeń o demokracji.
Demokratyczne były I wybory samorządowe, które wywołały prawdziwy popłoch w establishmencie nomenklaturowym.
Potem już było z górki. Nie było zaskoczenia i tylko nazwy urzędów pozostały dziś po szumnie ogłoszonej demokratyzacji polskiego państwa.
Zamiast naczelników mamy wójtów, burmistrzów, prezydentów, zamiast rad narodowych są gminne rady i zarządy.
Przez lata manipulując przy ustawie samorządowej uczyniono z samorządów atrapy do wykonywania zadań piarowskich miłościwie panującej nam władzy.
Pieniądz, dotacje, fundusze celowe, pozwoliły na bardzo sprawne domknięcie układów. Jedni w nich tkwią od „reformy” Balcerowicza, inni weszli w nie później, ale zawsze był i jest to układ, który niepokornych wysadza na aut.
Jakie mają Polacy szanse na rozerwanie tych układów, skoro podzielono nas na tych, co mają wejścia i tych, co muszą zadowolić się ochłapami z pańskiego stołu?

Wiem. Uprościłam obraz z konieczności, ale nawet jeśli znający temat wprowadziliby do niego znaczące korekty, to i tak nie zmieni to faktu, że nie ma w Polsce demokracji, jest jedynie jej fasada, a rządzi oligarchia powiązana ze służbami specjalnymi i wymiarem sprawiedliwości. Jej to służą wybrańcy wyborów, które udają demokrację.
Wybory samorządowe 2014 jedynie ujawniły to, co wielu z nas widziało od dawna. System manipulacji i fałszerstw wyborczych przestał być szeptaną tajemnicą, której udowodnić nie było sposobu, bo za każdym razem słyszeliśmy: Doszło do nieprawidłowości, ale nie miało to wpływu na wynik wyborów.

Prof. Andrzej Nowak nie ma złudzeń. Ostatnie wybory nazywa największą klęską demokracji od 1947.

Skoro koalicja PO–PSL nie może już z nikim przegrać, ani nikogo (nawet SLD) dokooptować, bo alternatywą jest „podpalenie Polski”, to oznacza to koniec demokracji. Oznacza, że rządzący mają teraz już prawo do każdego, coraz bardziej zuchwałego nadużycia swej władzy, do każdego kłamstwa – bo przecież nikt ich nie może zastąpić.
Buńczuczny atak prezydenta na PiS zdaje się potwierdzać tę diagnozę. Ośmielę się jednak być nieco innego zdania.

Szacowny Panie Profesorze,
z którego opinią liczę się jak z żadną, jest znacznie gorzej; nie może być klęski tego czego nie ma już od dawna.
Nam dziś potrzeba jak wody do życia klarownych wykładów wiarygodnych i skutecznych nauczycieli, między innymi Pana, Panie Profesorze, by na nowo powiedzieli Polakom, czym jest demokracja i czym w niej są uczciwe, demokratyczne wybory.
Być może będzie to syzyfowa praca, ale zrezygnować z niej nie wolno.

Potrzeba polityków, którzy poprowadzą naród do prawdziwych urn wyborczych, a nie koszy na śmieci. Czy będą to politycy PiS, czy wyciągną wnioski i zabiorą się do pracy a nie tylko kampanii wyborczej?

Może sobie prezydent jedynie słusznej partii wymachiwać epitetami, niczego one nie zmienią, bo walka o prawdziwą demokrację dopiero może się zacząć, jeśli Polakom jeszcze raz będzie się chciało, jeśli uwierzą, że nie mają wyboru, że tak trzeba mimo odmętów szaleństwa obecnej władzy i zapowiedzi Donalda Tuska w nowym wcieleniu Prezydenta Europy, że Polska będzie musiała zrezygnować „z części swoich interesów”. Polska nie ma już z czego rezygnować.

Napisał Pan, Profesorze:
Potrzebny jest wielki wysiłek (…) byśmy z tej równi pochyłej jeszcze zeszli. Ostatnia szansa: przyszłoroczne wybory na prezydenta i do parlamentu. Potem już będzie wszystko jasne. Albo… ciemne?
Tu pełna zgoda; albo zrozumiemy to, albo w ostatnich wyborach wybierzemy jedynie tego, który zgasi światło.
A jeśli już ładunek to nie pod demokrację, bo jej wciąż nie ma, a pod fasady, za którymi chowa się prezydent i rządzący Polską za pomocą fałszowanych wyborów.

foto: http://jacekgalka.pl/category/kutno/

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza