piątek, 31 maja 2019

Powyborcze pytania

Mam kilka pytań, na które nie mam pewnych odpowiedzi.

Jeśli spotykam się z podejrzanymi typami, robią mi zdjęcia w kraju powszechnie uznawanym za wroga Polski, zakładam stronę na jego propagandowej tubie, wygłaszam teksty, które kwalifikują mnie jednoznacznie jako prowokatora nawołującego do puczu w wojsku, żądam postawienia prezesa partii rządzącej przed Trybunał Stanu za politykę wobec Rosji i startuję po raz enty w wyborach zakładając kolejną formację, która zwinie się zaraz po nich, to kim jestem i jaki cel chcę osiągnąć? Na pewno chcę wygrać wybory?


Pewną jest tylko jedna odpowiedź; nie liczę na wysoką wygraną. Dzięki temu nie muszę się tłumaczyć, skąd pieniądze na kampanię ani też ze sposobu realizacji haseł wyborczych.
Właściwą odpowiedź zapewne znają służby bezpieczeństwa państwa. Jeśli nie reagują jawnie na prowokacyjne wypowiedzi Korwina, to znaczy, że nie mamy czym się zbytnio przejmować.

Blogerowi jednak wolno snuć przypuszczenia.

Nikt, zdawałoby się logicznie myślący, nie może posądzać o agenturalne powiązania, skoro otwarcie ktoś przyznaje się do prorosyjskich sympatii, niechęci do Amerykanów i NATO. To przecież tylko poglądy polityczne i wynikający z nich program polityczny. Można oczywiście pytać czy nie kłócą się hasła wolnego rynku z ręcznie sterowaną i oligarchiczną strukturą Rosji, ale nikt takich pytań kandydatom Konfederacji nie zadawał i nie zadaje. Nikt nie pyta o logikę deklaracji. A sprzeczności i pustosłowia jest bez liku.

I o to chodzi. To jak z tym wojskiem rosyjskim w Donbasie. Jest, ale go nie ma i co nam zrobicie. A w całym tym socjotechnicznym chwycie chodzi o policzenie, ilu Polaków na tę narrację się nabierze. Ilu jest tęskniących za opieką Rosji? Czy możliwe jest założenie liczącej się w Polsce partii na wzór Frontu Narodowego obecnie Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen?

Odpowiedź padła w wyborach, była do przewidzenia. Po co więc tyle zachodu i wydanych na kampanię pieniędzy?

Mącenie zawsze w cenie. Odebrali głosy partii rządzącej, wsparli nimi w ten sposób Koalicję Europejską. Teraz zapewne nastąpi kolejna roszada i kolejna próba budowania partii prorosyjskiej w Polsce. O tym świadczy, po chwilowej zadyszce, aktywność w Internecie. Z tym, że prorosyjskie wypowiedzi znowu są przykrywane mantrą o wolnym rynku i atakowaniem „rozdawnictwa” Prawa i Sprawiedliwości”. Przy czym powtarza się na forach stały sposób argumentowania; obelgi.

Czy pomysł Konfederacji, która miała zebrać głosy z różnych środowisk powstał spontanicznie i tuż przed wyborami?

Najpierw warto przyjrzeć się środowiskom, jakie zostały uaktywnione.
Największe i budzące zaufanie wśród zwykłych moherów, jak zwykło się obrażać słuchaczy i widzów, to Radio Maryja i TV Trwam. Od lat stałym felietonistą jest tam Stanisław Michalkiewicz. Znany fan wolnego rynku i tropiący powiązania polskiego establishmentu z Żydami.Staje się aktywnym guru w Konfederacji.
Forma jego felietonów trafia do słuchaczy. Nikt nie pyta go o źródła informacji i wiarygodność ogłaszanych tez. Rzuca dowcipne pointy , które szybko wędrują w świat i urabiają opinię w stylu:
Tymczasem gdy my tu jesteśmy zajęci wprowadzaniem demokracji na Ukrainie i Białorusi, od tyłu zachodzą nas Judejczykowie, próbując wymusić na naszym rządzie zapłatę haraczu, zwanego dla niepoznaki rewindykacjami.
Dalej ciągną narodowcy. Walczą z komunizmem, twierdzą, że światem rządzą Żydzi, którzy chcą z Polski zrobić Polin i z torbami nas puszczą, bo chcą odszkodowań za mienie bezspadkowe.
Wierzących kochających Polskę, tropiących Żydów wspiera monarchista Grzegorz Braun. Nawrócił się, odmawia różaniec, wita się jak Wojciech Cejrowski – Szczęść Boże. I wszędzie widzi Żydów, szczerze ich nienawidząc.
Kiedyś na początku drogi politycznej Grzegorza Brauna w rozmowie w niepoprawnym radiu pl zapytałam, kogo widzą monarchiści na tronie Polski, kiedy już demokracja padnie. Nie było odpowiedzi. Sądząc po ostatnich jasnych deklaracjach o potrzebie zwrotu w kierunku Rosji, być może byłby to namiestnik Putina.

Oczywiście, w takim spektrum konserwatywnym nie może zabraknąć Kai Godek, która nagle z obrończyni życia walczącą z prawem do aborcji eugenicznej, przeistacza się w polityka.
Po kolei dołączają inni, jak choćby Marek Jakubiak, który mógłby przyciągnąć wojskowych emerytów i biznesmenów z kręgu browarów i Palikota.
Elektorat Kukiz15 miał zagospodarować nie tylko sam Marek Jakubiak, ale i jego towarzysz projektu Federacji dla Rzeczpospolitej - Liroy. Skończyło się na tym, że przegrali wybory; i Konfederacja, i Kukiz15.
I tak każdy, przyglądając się członkom i doradcom Konfederacji, może snuć przypuszczenia, o jaki elektorat chodzi.

Nie trzeba być wyjątkowo spostrzegawczym, by zauważyć, że obszar szukania elektoratu jest bardzo szeroki i ma na celu wyłapać niezdecydowanych i niezadowolonych z różnych powodów.

Odpowiedź na postawione pytanie czy projekt Konfederacji był spontaniczny musi być w tym kontekście negatywna. Nie tylko nie jest spontaniczny, ale jego konstrukcja została głęboko przemyślana. Czy wszyscy zaproszeni do tej zabawy uczestnicy zdawali sobie z tego sprawę?

Warto teraz przyjrzeć się jakimi metodami pozyskiwano owych potencjalnych zwolenników?
Naczelnym sposobem jest wrzucanie nośnych problemów. Nie jest to żadna nowość, tak robią wszystkie partie w mniejszym lub większym stopniu. Rzecz nie w tematach a w tym, komu podnoszenie ich i walenie nimi 24 godziny na dobę służyło i służy.
Zanim jeszcze powołano Konfederację przez miesiące grzany był temat banderowców, a potem emigracji ukraińskiej i emigracji zarobkowej z Azji, a skończyło się na Żydach.
Łatwo sprawdzić, jakie w tym czasie ważne wydarzenia w polityce międzynarodowej towarzyszyły tym narracjom. W każdym nagłaśnianym temacie brakowało konkretów, propozycji rozwiązania problemów.

Dla wyborcy nie to jest jednak najgroźniejsze.
Największym niebezpieczeństwem są półprawdy, przekłamania i dezinformacja z nich wynikająca.
Jestem za obroną życia, ale PiS nie procedował ustawy zakazującej aborcji eugenicznej, więc pójdę zagłosować na Kaję Godek.
Jestem za wolnym rynkiem i przeciwnikiem socjalu, zagłosuję na Sośnierza.
Jestem przeciwna emigrantom, bo obniżają płace polskim pracownikom, zagłosuję na narodowców.
Jestem przeciwna robieniu z nas współodpowiedzialnych za Holokaust i próbie wymuszania na nas rekompensat za mienie bezspadkowe, ufam doniesieniom Michalkiewicza i głosuję na Konfederację.
Jestem przeciwna cackaniu się z rządem ukraińskim, wspierającym ruchy nacjonalistyczne, zagłosuje na któregoś z „kresowiaków”... itd, itp.
Jeśli nie zapytam o prawdziwe intencje, jeśli nie rozpoznam półprawd i manipulowania informacjami prawdziwymi, wpadam w pułapkę dezinformacji, choć wydawać się będzie, że świadomie wybieram.
I tu wchodzimy już na poletko agentury wpływu Kremla, od której zaczęłam stawiać pytania.
Marek Jakubiak po przegranych wyborach rozżalony biadolił, że to Sakiewicz i Gazeta Polska wszystkiemu winna. Jedna z jego wypowiedzi może posłużyć studentom politologii jako klasyczny przykład manipulowania opinią. Można by ją zatytułować: Udowodnij mi, że nie mówię prawdy
Marek Jakubiak nie odpowiada na zrzuty, na fakty, od których aż huczało w Internecie. Buduje wypowiedź tak, jakby to było oczywiste, że Gazeta Polska zrobiła z Konfederacji ruskich szpiegów, a to nie jest prawdą.
W sytuacji takiej, kiedy Konfederacja startuje, a z dnia na dzień stajemy się ruskimi szpiegami, najgorszym, co może być, dywersantami, antyPolakami [...] to ja nie słyszałem o czymś podobnym.

Dzięki takiemu zabiegowi nie musi już odpowiadać za udzielanie wywiadów w Sputniku niektórych członków Konfederacji, nie musi udowadniać celów wyjazdów na Krym Liliji Moszeczkowej, jej sympatii do Samotnych Wilków czy obecności na listach Konfederacji Włodzimierza Osadczego i Andrzeja Zapałowskiego. Wszystko jest jasne. Konfederacja wygrałaby, gdyby nie Sakiewicz.

Winny jest, więc zabieramy się do pracy i wygramy wybory do Parlamentu.

Pozostaje już tylko ostatnie pytanie. Czy strona Janusza Korwina - Mikke w Sputniku zniknie, czy też Korwin szykuje nową formację, a Konfederaci będą uzdrawiać Polskę?
Czas pokaże, jak będzie, już jesienią.
Jednego jestem pewna, że z prób budowy partii prorosyjskiej w Polsce Kreml nie zrezygnuje. I gdzieś tam roi się już plan kolejnej jej odsłony.

Zapraszam do słuchania

_______________________________________________

Ilustracja:Konfederacja

Zapraszam do słuchania
audycja 1049 (niedzielna)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza