sobota, 8 grudnia 2018

Przekopać Mierzeję czy dokopać „pisowi”?

Byłem bardzo emocjonalnie zaangażowany po stronie PiS. Dziś nie wiem czy w ogóle wezmę udział w wyborach. Na "mniejsze zło" głosować już nigdy nie będę. Chyba nie jestem wyjątkiem i, sorry, ale to są moje poglądy, a nie wpływ jakiejś propagandy. M.M.Traube🇸🇪🇵🇱‏ @MarekTraube

Taką odpowiedź dostałam na mój komentarz:
Nie widzę żadnych powodów by PiS miało przegrać. Nie kupujmy narracji rosyjskiej agentury.

Sprawa dotyczyła przekopu Mierzei i 142 warunków, pod jakimi rząd uzyskał zgodę na przekop i wątpliwości czy kiedykolwiek projekt zostanie zrealizowany.
Rozgorzała dyskusja, w której nie chciałam już brać udziału, ponieważ tysiące razy słyszałam i czytałam; nie będę wybierać między złem a mniejszym złem.

Rozumiem tę frustrację i poczucie zawodu, bo sama kilka razy przez decyzje PiS i prezydenta mało zawału nie dostałam. Nie mam zamiaru też nikogo przekonywać do wyborów. Każdy decyduje sam. Nie godzę się jednak na potępianie wszystkiego w czambuł i opowiadanie, że ze wszystkiego się wycofują. Lista spełnionych obietnic jest długa, choć może tego ze Szwecji czy Wielkiej Brytanii nie widać.

Nie tylko o obietnice tu jednak chodzi, ale o budowę armii, WOT, obrony cywilnej i poczucia bezpieczeństwa, o to, żeby Polakom żyło się lepiej i bezpieczniej.
Jeśli krytykuje się sojusz z USA, a nie widzi się odbudowy współpracy Grupy Wyszehradzkiej, budowy Via Carpatia, pracy nad uniezależnieniem się od dostaw rosyjskiego gazu, odzyskiwania z niemieckich łap Szczecina, ochrony i ożywienia polskiego przemysłu zbrojeniowego, odzyskania stoczni, jeśli nie widzi się, na jakie trudności rząd napotyka przy realizacji planu przekopu Mierzei, to znaczy, że nic nie widzi się i potrafi się tylko innych zniechęcać do pracy.
Kuriozalnym jest, gdy emigrant z Wielkie Brytanii wrzuca petycje domagającą się zmiany ministra. Niektórzy szczerze prawicowi w ataku na rząd i PiS prześcigają się z mediami niemieckimi i Gazetą Wyborczą.

Furia, z jaką atakowana jest Polska przez Timmermansa i innych unijnych żuli świadczy, że idziemy w dobrym kierunku, choć po grudzie. By podskakiwać unijnym żulom trzeba pogonić z PE Targowicę i trzeba odbudować gospodarkę, która teraz jest w łapach przede wszystkim niemieckich. Trzeba pokonać krajową mafię wszędzie; w mediach, sądach, bankach, przemyśle, w wojsku i przykro to stwierdzić, ale i wśród tzw. swoich.
Tylko z silnym świat się liczy. A silny dziś oznacza bogaty. Emigrantom, jakie prawa rządzą gospodarką, chyba nie trzeba tłumaczyć. Podobnie jak nie trzeba tłumaczyć, kto na świecie ma kasę i rządzi. Kto w Europie, doskonale wytłumaczył Jurgen Roth w Cichym puczu.
Wymaganie, by Polska z dnia na dzień wyzwoliła się z tego, gdy przez 29 lat budowano zależność, jest szkodliwą utopią, albo cyniczną grą wyborczą.
Nie krył Prezes Jarosław Kaczyński, że przyjmuje taktykę Orbana; do przodu i tam gdzie za duże straty, cofnąć się trzeba.

Do realizacji przekopu Mierzei nie tylko zgoda jest potrzebna. Trzeba pokonać agenturę wpływu nie tylko rosyjską, ale i niemiecką. W Polsce mamy ich wszędzie. Będą przeszkadzać, będą buntować, oskarżać PiS, rząd, bo przekop oznacza wolność Polski na Pomorzu. To ta sama walka, którą toczyła II RP budując port w Gdyni. Pomóżmy, stwórzmy lobby, presję na wszystkich, którzy w Polsce przeszkadzają w inwestycji, a nie jęczmy, że PiS nie da rady. Takie gadanie zabiera wolę działania, zniechęca i męczy.

Przypominam oczywistą prawdę, która nie jest bynajmniej straszeniem; przegrana PiS lub rządy nie dające samodzielności - to przegrana Polski, bo nie ma dziś siły politycznej, która by mogła tę partię zastąpić, naprawić Polskę szybciej i lepiej.

Opór zewnętrzny da się wytłumaczyć, opór wewnątrz kraju beneficjentów III RP również, ale ataki tzw. prawicy, która pomaga totalnej opozycji, nie da się w żaden sposób wytłumaczyć. I ja nazywam to pomaganiem zdrajcom Ojczyzny, co doskonale było można zauważyć po wynikach wyborów samorządowych w miastach.
Rozumiem, że UE może się nie podobać, mnie też się nie podoba, ale weszliśmy do niej dobrowolnie i nadal większość Polaków chce w niej być. Jak tzw. prawicowych 4 cwaniaków ogłasza program Polexit to nie śmieszy, a budzi zdumienie brakiem odpowiedzialności. To podanie na tacy totalnym wrogom Polski argumentu: Widzicie, prawica polska, PiS chce wyjść z UE. A to, że nie PiS? A kto to będzie wiedział na Zachodzie!
Trzeba mieć dużo złej woli, by w tak gorącym czasie wyborczym wylatywać z takimi hasłami wyborczymi. O pomaganiu agenturze wpływu nie warto wspominać, bo ta nawet nie musi się wysilać, pożyteczni idioci sami się do niej pchają.

Jojczcie, narzekajcie, stękajcie, kochani, tak dalej, a niepodległość Polski zapewni nam wódz na białym kucu i rządy Schetyny pod protektoratem Niemiec i Rosji. Nie będzie już nam premier emigrantów sprowadzał, Żydzi urządzać Polin, a USA bronić naszych granic. Będzie wreszcie jak na Zachodzie.

_______________________________________________

Ilustracja:https://pl.wikipedia.org/wiki/Kana%C5%82_%C5%BCeglugowy_na_Mierzei_Wi%C5%9Blanej

Zapraszam do słuchania
audycja 1002 (niedzielna)

niedziela, 25 listopada 2018

Nie tak miało być

Wyobraźmy sobie, że swojemu dziecku każdego dnia mówimy; jesteś do niczego, nie dość że mały, głupi, to jeszcze brzydki. Masz za duży nos, odstające uszy, chodzisz jak pokraka. Wyprostuj się, nie garb się! Znowu dostałeś jedynkę, a Jacek szóstkę! Czy ty naprawdę jesteś taki tępy, czy leniwy?! Nawet ubrać się nie potrafisz. Daj, ja za ciebie to zrobię, bo nie mogę patrzeć, jak wszystko psujesz.
Nie trzeba zbytniej wyobraźni, by przewidzieć skutki takiego wychowania. Psychologia mówi o wycofaniu się dziecka, braku pewności siebie i własnego zdania, kompleksach, szukaniu akceptacji w grupach silniejszych, ucieczce w używki, by innym dorównać.

Czy nie tak rozpoczęto wychowywanie Polaków po roku 1989?

Tam za granicą żyli ludzie światli, pracowici i mądrzy. Jeśli nie wiedzieli, gdzie leży Polska, to dlatego, że to małe, nic nie znaczące państwo. A jej mieszkańcy dopiero uczą się demokracji, kultury i zachowania przy stole.
Każdego dnia mogliśmy usłyszeć w mediach , przeczytać w gazetach, jacy jesteśmy zacofani, leniwi i jak nam daleko do Europy.
I jak te dzieci, którym wbijano kompleksy, strofowano i innych dawano za przykład, uwierzyliśmy, że jesteśmy gorsi, musimy gonić światłą Europę. A bycie Polakiem to obciach.
A jak już zaczęliśmy się podnosić, jak już zaczęliśmy wierzyć, że potrafimy lepiej od innych pracować, tworzyć, uczyć się języków obcych, odzyskiwać narodową tożsamość i być z niej dumni, to nagle okazało się, że jesteśmy faszystami i antysemitami, a Niemcy graniczą z Rosją.
Fałszywy obraz Polaka przeniknął na Zachód. Wielu podjęło z tym obrazem walkę, ale jednocześnie cały aparat propagandy wmawia nam po dziś dzień, że jest źle, że nas oszukano, że rządzą nami obcy. I narzekamy, narzekamy, narzekamy...

Tylko człowiek wolny umie docenić siebie i innych. Tymczasem znowu zaczęliśmy narzekać, znowu jesteśmy nieszczęśliwi, bo nie tak miało być.

Nie, to nie moje rozważania, ja je tylko rozwinęłam. Tak zaczął swoją homilię mój proboszcz w niedzielę Święta Niepodległości. A posłużyły mu one do zobrazowania tego, jak ważne jest poczucie własnej godności dzieci Bożych, które tworzą wspólnotę narodową. Bez tej świadomości, że mamy własną godność, bez akceptacji siebie nie jesteśmy w stanie rozumieć innych i wspólnie rozwiązywać trudności, budować i cieszyć się z sukcesów nie kupując wszystkiego, co nam media pod nos podsuwają.
On, katolicki ksiądz pochodzący z rodziny ukraińskiej przygotował dla swoich parafian wspaniałą lekcję patriotyzmu. Uzmysłowił bez wzniosłych i patetycznych słów, że każdemu nie tylko dziecku, potrzebne jest dobre słowo, zachęta do pracy i zaufanie.

Lekcję patriotyzmu udzieliły nam też na koniec mszy św. dzieci z pobliskiej szkoły. W pięknie przygotowanej pantomimie pokazały historię Polski, rozdrapanej przez zaborców, odartej z czci, gnębionej i poniewieranej. Polski odartej z korony i biało-czerwonej szaty, Polski powstańców, żołnierzy walczących i ginących z wiarą, że ona zmartwychwstanie. I przyszedł świt... korona wróciła.
Nie było w kościele jednej osoby, która ukradkiem nie ocierałaby łzy. Budziły się serca. Wybrzmiał w świątyni Hymn Najjaśniejszej.

Jak w każdej niemal parafii na Warmii są tu nieliczni jeszcze Warmiacy, przybyli z Kresów Polacy, Białorusini i Ukraińcy. I jak to bywa w małych miejscowościach, każdy zna swojego sąsiada, nierzadko z nim się pokłóci, czasem oplotkuje, zatańczy na weselu, wypije piwo po robocie, czasem, niestety pod sklepem. Trudno jednak zachęcić do wspólnego działania. Każdy sobie po świętowaniu rzepkę skrobie.

Kiedy tak razem ze wszystkimi śpiewałam pełną piersią Mazurka Dąbrowskiego połykając łzy ze wzruszenia, czułam się wśród swoich, dumnych Polaków. Nie miało żadnego znaczenia, kto kim jest.
Stało się coś wielkiego, coś co od czasów wizyt naszego Ojca św. Jana Pawła II i czuwania przy jego śmierci nie było nam dane, poczuliśmy się Narodem. Na moment staliśmy się wspólnotą w radości.
Wciąż myślę o tej chwili i o tym, jak naładowane naszym wzruszeniem i poczuciem dumy akumulatory wykorzystać w pracy, we własnym domu, własnej gminie, szkole, parafii, by nie zostało to zmarnowane.
Może na początek częściej wyłączać telewizor, komputer, siadać przy wspólnym niedzielnym obiedzie, rozmawiać, słuchać, spotykać się z sąsiadami, zagrać w piłkę, zatańczyć, zaśpiewać, uśmiechnąć się, pomóc w biedzie i chorobie?
Może zacząć od zakazu narzekania na wszystko i na wszystkich? Może nie oczekiwać, że inni nam dadzą, załatwią za nas, docenić wolność i bezpieczeństwo, poznać historię prawdziwą swojej ojczystej ziemi i być z niej dumnym? Zapraszam do słuchania

_______________________________________________

Ilustracja:https://pl.wikipedia.org/wiki/Narodowe_%C5%9Awi%C4%99to_Niepodleg%C5%82o%C5%9Bci

Zapraszam do słuchania
audycja 998 (niedzielna)

sobota, 4 sierpnia 2018

A wszystkiemu winni Żydzi

Tysiące razy powielane zdjęcia prezydenta, premiera w jarmułce lub kapeluszu, tysiące razy przypominanie o zapalaniu świeczek chanuka w Pałacu Prezydenckim. A wszystko okraszone epitetami zdrady, tajnych geszeftów i biciem na alarm, że Żydzi chcą założyć w Polsce państwo Polin. Każdy problem w jakiejkolwiek dziedzinie społecznej czy politycznej ma swoje wytłumaczenie. A wszystkiemu winni Żydzi.
Podgrzewa tę atmosferę prześmiewczy ton redaktora Michalkiewicza i budzące grozę ostrzeżenia Grzegorza Brauna.
Na miejscu widzących wszędzie Żydów spróbowałabym dociec, jakich przodków miał Stanisław Michalkiewicz, bo nos tak jakby semicki. ;-)), a w Wikipedii cisza o rodzicach, dzieciństwie itd.
Oczywiście kpię sobie, ale nie bez przyczyny. Raczej chciałabym zmusić niektórych zaczadzonych tropieniem Żydów o odrobinę refleksji.

Nie mam zamiaru podejmować pałeczki i dyskutować na ten temat, bo po prostu nie wiem, skąd autorzy memów, zdjęć, czy tekstów mają taką wiedzę i w jakim celu ją powielają.
Podsumował to ostatnio bardzo ostro w swym felietonie Jerzy Targalski twierdząc, że jest to działalność agenturalna oparta „na sianiu wątpliwości i strachu, tworzeniu chaosu, wzbudzaniu konfliktów i nienawiści zarówno wewnątrz upatrzonego kraju, jak i między nim i jego sojusznikami, tak by opinia publiczna stała się całkowicie bezbronna. Służy temu manipulacja i zatruwanie dyskusji publicznej, dezorientacja, rozproszenie uwagi oraz podminowywanie zaufania do władzy i państwa”. Sharp power Jeśli chodzi o zaufanie, to przyznam, że gotowam uznać, iż opinia Jerzego Targalskiego jest bardziej wiarygodna niż pozostałych dwóch panów zdobywających uznanie, głównie wśród młodych słuchaczy. Przekonuje mnie, między innymi, jej otwartość.
Czy ktoś, kto nie ma pewności co do wiarygodności posiadanych informacji, wskazałby palcem konkretne portale internetowe i nazwał je rosyjskimi witrynami nie bojąc się oskarżenia sądowego? Diagnoza Jerzego Targalskiego jest jednoznaczna:
„Rosyjska agentura będzie rozgrywać strach przed Izraelem i nienawiść do Żydów, w celu atakowania naszego sojuszu z USA”

Czy na pewno tylko chodzi o sojusz z USA? Czy jest to jedyny powód wzmożonej narracji: A wszystkiemu winni Żydzi? Szukam odpowiedzi. Może udzielą mi jej ci, których spotykam na prawicowych portalach?
Drodzy moi, spoza układu „tubylców”, jak ironicznie nazywa zwykłych Polaków. red. Michalkiewicz, zanim wybuduję schron przed domem z napisem: Żydom wstęp wzbroniony, zrobię remanent w domowej biblioteczce i powyrzucam wszystkie książki, które napisali Żydzi, sprawdzę czy przypadkiem wśród moich znajomych nie ma Żydów, proszę o odpowiedź na kilka pytań:
1. Czy multi – kulti wymyślił Żyd, jak się nazywał?
2. Czy emigrantów do Europy sprowadzają Żydzi?
3. Czy aborcję na życzenie, aborcję eugeniczną, eutanazję, w tym dzieci za zgodą rodziców sponsorują Żydzi?
4. Czy postępująca agresja, niszcząca rodziny, środowisk LGBT to dzieło Żydów?
5. Co jest największym zagrożeniem dla zachodniej cywilizacji?

Z przerażeniem czytam o postępującej cywilizacji śmierci, ale z jeszcze większym przerażeniem obserwuję brak reakcji społecznej i politycznej na prawo, które pozwala zabijać z powodu koloru oczu, płci, mdłości w czasie ciąży, małego mieszkania, starości, kalectwa, depresji czy jakiejkolwiek błahej przyczyny.
Ostatnio Sąd Najwyższy Zjednoczonego Królestwa orzekł, że od tej pory nie będzie już konieczne otrzymanie prawomocnej zgody, aby odłączyć pacjentów od aparatury podtrzymującej ich przy życiu.A to oznacza śmierć głodową.
Sąd Najwyższy zalegalizował eutanazję w Wielkiej Brytanii Była jakaś reakcja, protesty, oburzenie? Czy w Sądzie Najwyższym Zjednoczonego Królestwa orzekają sami Żydzi?
Dlaczego stawiam takie pytania? Bo myślę, że dr Jerzy Targalski podał najważniejszą przyczynę rozgrywania strachu przed Izraelem w Polsce, nie wyczerpał jednak tematu.
Dopiero odpowiedź na pytania, jaka ideologia i czyje interesy reprezentują jej wykonawcy, jaki jest jej cel w przypadku naszej cywilizacji, może skutecznie pokazać politykę i miejsce Żydów we współczesnym świecie. Nie wiem jak innym, ale mnie nie wystarczy hasło: A wszystkiemu winni Żydzi.

_______________________________________________

Ilustracja:https://demotywatory.pl/4862176/Jedni-mysla-ze-to-Zydzi-niszcza-Polske-inni-ze-to-kosciol-a

Zapraszam do słuchania
audycja 966 (niedzielna)

czwartek, 26 lipca 2018

Coraz bardziej wirtualny

Zdziwienie, zaskoczenie to początek zrozumienia. To specyficzny i ekskluzywny sport i luksus intelektualistów. Dlatego też charakterystycznym dla nich gestem jest patrzenie na świat rozszerzonymi ze zdziwienia źrenicami.

Jose Ortega Gasset „Bunt mas”

Nie trzeba być intelektualistą, wystarczy mieć oczy dziecka, by patrzeć na świat ze zdziwieniem i pragnieniem poznania tego, co za horyzontem.
Dziś powszechna jest opinia, że świat się skurczył. Podobno staliśmy się globalną wioską. Możemy oblecieć, opłynąć przejechać, okrążyć Ziemię wzdłuż, wszerz i wzwyż, jak kto woli; samolotem, pociągiem, motocyklem, kajakiem, żaglowcem, rowerem czy na piechotę.
Ci, którzy nie mogą lub nie chcą, mają możliwość zajrzeć w każdy prawie zakątek ziemskiego padołu dzięki filmom, telewizji czy internetowi.
Nic tylko cieszyć się. Usiąść wygodnie z pilotem lub myszką i serfować po świecie, rozmawiać, dyskutować. Cenzura nie straszy już, co najwyżej poprawność polityczna, więc można oglądać i czytać do woli.

Moje dzieciństwo i młodość przypadła na sowiecki barak. Mało kto już pamięta, że na wszystko trzeba było mieć pozwolenie; na powielacz, maszynę do pisania, na wyjazd zagranicę. Książki i filmy tylko z imprimatur wszechobecnej cenzury. O komputerach, laptopach wiedzieli głównie dziennikarze stykający się z kolegami po fachu na różnych międzynarodowych imprezach czy uroczystościach.
Podróżowałam więc głównie palcem po mapie marząc o podróżach, np. do Japonii, Hiszpanii czy Włoch. Niestety musiał mi wystarczyć Berlin po stronie DDR, Żylina, Bratysława czy Praga. Paszport był tylko na demoludy. Gdzieś go nawet mam jako znak tamtych czasów.
Wyobrażenie Zachodu, zamkniętego w baraku zwykłego zjadacza chleba, rysowało świat wolny, w którym dzieci kwiatów łamały wszelkie tabu.

Tęsknota za normalnością wyładowywała się w marzeniach i snach po krótkim eliksirze wolności w 1981.
Pamiętam, że marzyłam o wycieczce z Orbisu i pozostaniu obojętnie w jakiej mieścinie, byleby z dala od PRL, by nie widzieć kolejek za papierem toaletowym, pieluszkami z tery dla dzieci czy mlekiem w proszku, by nie musieć załatwiać kupna dolarów na puszkę oliwy z oliwek do leczenia w szpitalu nauczycielskiego gardła, nie słyszeć w telefonie – rozmowa kontrolowana.
Kiedy na początku lat dziewięćdziesiątych znalazłam się służbowo w Offenburgu, śmiałam się z tych marzeń. Z trudem bowiem wytrzymałam w ekskluzywnym hotelu wśród nienagannie utrzymanej roślinności. Nie mogłam się doczekać powrotu.
Przestałam marzyć o podróżach?
Z marzeniami jak w tej piosence Trubadurów. „Marzenia jak ptaki szybują po niebie”, a rzeczywistość skrzeczy.
W PRL nie mogłam podróżować, a w III RP nie miałam za co.
I tak oknem na świat stał się Internet.
Czy jestem zdziwiona? Od pewnego czasu nawet bardzo.
Czy dziwię się niczym intelektualista czy jak dziecko? I co ja właściwie widzę tymi szeroko otwartymi oczami? I czy ja w ogóle coś widzę, czy to widzą na pewno moje oczy?
Jedno jest pewne; coraz bardziej tęsknię za światem rzeczywistym. Chciałabym na własne oczy przekonać się, jak naprawdę wygląda świat, który opisują mi pisarze, dziennikarze, reżyserzy, politycy czy zwykli internauci.
Zapraszam do słuchania

_______________________________________________

Ilustracja:https://demotywatory.pl/3262758/Zanurzajac-sie-w-wirtualny-swiat

Zapraszam do słuchania
audycja 963 (czwartkowa)

środa, 11 lipca 2018

Fakty skrywane pod kwiatami

Pamięć jest ulotna i dlatego, między innymi, zmieniają się nasze poglądy, ale nie zmieniają się fakty, one tylko giną w mroku niepamięci, by wrócić ze zdwojoną siłą.
I tak jest z ludobójstwem na Kresach. O jednych zdarzeniach się pamięta, inne pokrywa milczeniem, a jeszcze inne otrzymują nową interpretację w zależności od tego, kto rządzi, a kto w opozycji. I tak będzie dopóki choć jeden uratowany od śmierci pamięta, jak było naprawdę, a i on może swoje doświadczenie podporządkuje środowisku politycznemu, do którego należy.

Mam nieodparte wrażenie, że spin doktorzy skrupulatnie przeglądają daty historyczne i kombinują jakby je wykorzystać do kampanii wyborczej. A ponieważ następuje trzyletni wysyp wyborów, to kwiaciarnie mogą spodziewać się sporego utargu na kwiatach i wieńcach.
Maszerować pod pomniki będziemy od rocznicy do rocznicy, a politycy będą wygłaszać przemówienia; ostre, wyciskające łzy lub łagodne zawierające mniej rażące słownictwo, np. zamiast ludobójstwa, czystka etniczna.
Już sobie wyobrażam, jakie burze mózgów przeszły przez kancelarie; Sejmu, Senatu, Prezydenta, Premiera i biura partyjne przed rocznicą 11 lipca rzezi wołyńskiej, krwawej niedzieli, która jest tylko symboliczną datą trwającego od września 1939 r. polowania na Polaków na Kresach, o czym pisze w portalu Polonia Chrystiana 24.pl Tomasz Kolanek Ludobójstwo na Kresach to nie tylko Rzeź Wołyńska!

Ta burza mózgów w instytucjach państwowych, oczywiście, dotyczyła nas, nie polityki. To dla nas Prezydent Rzeczypospolitej modlił się w Łucku, złożył wieniec w ruinach spalonego kościoła i złożył kwiaty na polu, gdzie kiedyś była wioska.
Prawdziwa polityka została ustalona w zaciszu gabinetów Petra Poroszenki i Andrzeja Dudy.
Czy wglądało to tak? Ty pojedziesz na Ukrainę a ja do Polski. Ty będziesz mówić do Polaków to, co chcą usłyszeć, a ja to, co chcą usłyszeć moi.
Oczywiście trywializuję ustalenia dyplomacji, ale czy to ma jakiś znaczenie dla faktów? Co tak naprawdę ustalono? Dlaczego Poroszenko chce się spotkać z Andrzejem Dudą podczas szczytu NATO? O czym będą rozmawiać? Tego Polacy się nie dowiedzą, przynajmniej nie teraz.
A ja za każdym razem, gdy oglądam takie teatrum przypominam sobie rok 2006 i uroczystości „pojednania” w Pawłokomie.
Prasa, zwłaszcza lewicowa, szeroko rozpisywała się o tym, że Prezydent Lech Kaczyński przeprosił Ukraińców za popełnione przez Polaków zbrodnie, przebaczył nam Juszczenko i nikt się nie martwił w tym momencie o prawdę historyczną. Obaj wznieśli wieczorem toasty na cześć pojednania polsko – ukraińskiego.
A w lipcu odbywał się festiwal Kultury Ukraińskiej w Sopocie, właśnie w rocznicę rzezi wołyńskiej i Misiu Kamiński, ówczesny rzecznik prasowy Lecha Kaczyńskiego, w soroczce wywijał na scenie przytupasy.
Oburzenie Polaków było tak wielkie, że prezydent Lech Kaczyński zdał sobie sprawę, iż nie można „jednać” się ponad głowami żyjących ofiar i w samolocie przyznał, że zbrodnie OUN UPA to ludobójstwo.
Warto jednak przypomnieć słowa z przemówienia Prezydenta w Pawłokomie, które do dziś skutkują fałszowaniem historii i próbą zrównania zbrodni ukraińskich rzeźników z akcją „Wisła”.
Wiele jest jeszcze tragicznych miejsc, wiele mogił, często bezimiennych, po obu stronach granicy. Sprawiedliwe i godne jest, aby na każdym z tych bezimiennych, dotąd nieupamiętnionych grobów, bliscy ofiar – od kilkudziesięciu lat pozbawieni możliwości oddania im szacunku – mogli postawić krzyż i odmówić modlitwę. Musimy mówić o bolesnej, trudnej przeszłości otwarcie, krok za krokiem, wypracowując jedną, sprawiedliwą ocenę wszystkich ówczesnych, wojennych tragedii – i tych polskich, i tych ukraińskich. Wszystkie tragiczne wydarzenia w Pawłokomie, na Chełmszczyźnie, na Wołyniu, we Wschodniej Galicji, towarzyszące akcji „Wisła”, powinny znaleźć rzetelne wyjaśnienie w dialogu polityków, historyków i zwyczajnych ludzi. Mocne i trwałe pojednanie można zbudować bowiem tylko w oparciu o prawdę. Nie możemy zmienić przeszłości, ale możemy sprawić, by nie determinowała przyszłości.
Jak trwałe to było pojednanie dziś widać. Prezydent Andrzej Duda prosi o pozwolenie na ekshumowanie i godne pochowanie zamordowanych Polaków. A Poroszenko w tym samym czasie na polskiej ziemi przebywa z ukraińskim wojskiem w otoczeniu duchownych i Ukraińców w Sahryniu. Prezydent Andrzej Duda składa kwiaty w polu, Poroszenko w Polsce pod pomnikiem ofiar ukraińskich.
Coś ktoś z tego rozumie?
Komu powinno zależeć na dobrych stosunkach z Polską; Ukrainie czy nam?
Długo tak polityka wyłuskiwania Ukrainy z łap Moskwy będzie kosztem honoru Polski? Może dość, skoro nie widać efektów?

Tymczasem my łapiemy polityków za słówka, oburzamy się, gdy prawią komunały, które znamy na pamięć. Naiwny jest jednak ten, kto patrzy, słucha i oczekuje twardych ocen, szczegółów, potępienia i zdecydowanych żądań zamiast próśb.
Zapomniał naiwny o polskich Ukraińcach? To dla nich ta delikatna mowa polityków i pojednawcze wypowiedzi niektórych dziennikarzy, relatywizowanie wydarzeń. Na pewno nikt z ich głosów nie zrezygnuje, a już na pewno nie PSL czy PO.

Zbyt dobrze pamiętam awanturę Mirona Sycza, posła PO, który zmusił wojewodę olsztyńskiego, z nadania PSL, do wycofania swego poparcia dla sympozjum w 65 rocznicę Rzezi na Wołyniu, abym mogła uwierzyć, że już zawsze będziemy wspominać i czcić ofiary banderowskich rezunów, a Prezydent Ukrainy przeprosi Polaków nie tylko za zbrodnie swoich rodaków, ale i za fałszowanie historii.

Kampania wyborcza kampanią, ale historia uczy też, że dla żadnych celów politycznych czy doraźnych, wyborczych, nie uda się jej zakłamać. Można przemilczać niewygodne fakty, urządzać uroczystości, ale nie da się wmówić Polakom, że była to wojna domowa, a tego przecież oczekuje strona ukraińska .Każdy polityk poniesie w tym zderzeniu klęskę.

Na koniec zapytam Ukraińców, którzy wierzą, iż była to wojna domowa, bo Polacy byli źli wobec nich i tak samo mordowali, a żołnierze OUN i UPA chcieli wolnej Ukrainy i o nią walczyli.
Czy zgodzą się, przy całym szacunku do nieporównywalnej skali ofiar, by Wielki Głód potraktować jako uzasadnioną względami politycznymi domową wojnę Stalina z Ukraińcami, by umocnić Związek Sowiecki?
Czy nie jest to pytanie retoryczne?
Zapraszam do słuchania

_______________________________________________

Ilustracja: http://www.bibula.com/?p=102635

Zapraszam do słuchania
audycja 959 (czwartkowa)

czwartek, 5 lipca 2018

O knowaniach barbarzyńców i postawie Polaków w pięknej i mądrej książce

Książki z półki mamy Katarzyny

Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja, skrwawiona w wojnach na pewno na pokój zasługuje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę, wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest tylko jedna rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor.

Tymi słowami 5 maja 1939 roku kończy swoje przemówienie w Sejmie Józef Beck minister spraw zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej. Była to odpowiedź na żądania Niemców korytarza przez Pomorze do Prus Wschodnich i Gdańska. Tak zdecydowana odmowa wobec III Rzeszy spotkała się z entuzjastyczną owacją na stojąco, bo była oczekiwana przez Polaków i wszystkie ówczesne siły polityczne.
W PRL słowa te stały się powodem do kpin zarówno z ministra jak i rządu polskiego, a także wojska, które z szabelką wybrało się na niemieckie czołgi, a potem zwiało przez Zaleszczyki z ogarniętego wojną kraju.

Ta głęboko kłamliwa i niesprawiedliwa propaganda przez dziesiątki lat wtłaczana polskim uczniom w szkołach do dziś powtarzana jest przez wielu dyskutujących o klęsce wrześniowej, cytujących przy okazji słowa o „płaszczu i guziku” z wcześniejszego przemówienia nie Józefa Becka, jak się niektórym wydaje, a generała Edwarda Rydza-Śmigłego, wygłoszonego podczas XII Zjazdu Związku Legionistów Polskich w 1935 roku.
O ile w PRL propaganda ta służyła deprecjonowaniu sanacyjnej Polski i była ochotnie powtarzana przez chwalców nowej władzy, o tyle zupełnie niezrozumiałym staje się jej powtarzanie w dzisiejszej wolnej Polsce, między innymi, przez tzw. „prawicowych rewizjonistów” polskiej historii powołujących się na polityków i publicystów II Rzeczpospolitej przeciwnych polityce ministra Józefa Becka.
Wszelka krytyka takich postaw spotyka się z oburzeniem zwiedzionych demagogią rewizjonistów.
Rozprawia się z nimi w mistrzowski sposób dziennikarz, publicysta i historyk Piotr Gursztyn w swej najnowszej publikacji „Ribbentrop – Beck – CZY PAKT POLSKA – NIEMCY BYŁ MOŻLIWY?
Książkę tę czytałam, a właściwie studiowałam kartka po kartce, rozdział po rozdziale przez kilka tygodni. W międzyczasie odbywały się promocyjne spotkania z autorem i powstało kilka ważnych recenzji. Nie natknęłam się na żadną, która by kwestionowała jej wartość merytoryczną czy literacką.
Cóż ja mogłabym dodać do takich opinii jak choćby te, które znajdują się na okładce książki?
To celne wyczerpujące podsumowanie dyskusji o tym czy Polska mogła uniknąć swojego losu podczas drugiej wojny światowej. Świetna historyczna publicystyka – pisze Jan Ołdakowski, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego.
Piotr Semka - Autor chwycił rewizjonistycznego byka za rogi. Pokazał, że flirt z Hitlerem byłby wasalizacją Polski. Książka napisana ze swadą i znajomością epoki.

To tylko dwie entuzjastyczne opinie z wielu.
Jeśli chodzi o mnie, zwykłego czytelnika szperającego w książkach historycznych, to zachwyca mnie właściwie wszystko; bogactwo erudycyjne, przemyślana kompozycja pracy, prowadząca czytelnika przez meandry polskiej i międzynarodowej dyplomacji, decyzji świata, który zmierzał nieuchronnie do zagłady wszystkiego, co do tej pory było kanonem życia społecznego i politycznego, warsztat historyka uzasadniającego swoje wnioski w źródłach, a nie w modnej dziś postawie wbrew oczywistym faktom: Ja tak uważam, to moje zdanie. Mam do tego prawo.

Piotr Gursztyn mówi jasno - dyskusja o decyzji Becka to spór o podmiotowość Polaków, jakie mamy prawa we wspólnocie międzynarodowej i bez wahania broni decyzji ministra.
Polacy mieli prawo odmówić, a Hitler nie miał prawa napadać w odwecie ani tym bardziej „karać” nas masową eksterminacją. Kwestionowanie prawa do odmowy jest jednoczesnym opowiedzeniem się po stronie Hitlera.

To ta część końcowa, publicystyczna, książki mówi o tym i można by się z nią spierać, gdyby nie szeroka panorama wcześniej opisanej sytuacji Polski na tle innych europejskich krajów i polityki dwóch barbarzyńców; Hitlera i Stalina, która nie zostawia żadnych złudzeń.
Ustępstwa wobec Hitlera pokazały, że barbarzyńcy nie liczyli się z nikim i z niczym. Realizowali swój plan podziału i podboju Europy jednych skazując na upokarzający wasalizm innych na zagładę jako podludzi.
Sojusze również kończyły się dla narodów tragicznie, jak w przypadku Rumunii, która do dziś ponosi tego skutki w otwarciu się na komunizm i totalne wyzbycie się kraju z kultury, zabytków i postaw patriotycznych.
Książki o wrześniu 1939 roku i II wojnie światowej zwykle skupiają się na polityce mocarstw. Tymczasem Piotr Gursztyn nie szczędzi czasu na pokazanie sytuacji innych krajów środkowo–wschodniej i zachodniej Europy. I w morzu faktów nie da się obronić teza, że real – polityka zmniejszyłaby ogrom zniszczeń i tragedii polskiej. Nie udało się wydłużyć czasu na przygotowanie kraju do obrony - pisze autor - Mieliśmy swoją Ojczyznę zaledwie 19 lat, potrzeba było przynajmniej jeszcze 10, by uzbroić polską armię. Ale na pewno wart był twardej postawy Polski fakt, że nie wyszedł Hitlerowi blitzkrieg, a wojna z Polską stała się wojną światową, a nie lokalną, nad którą świat przeszedłby do porządku tak jak w przypadku Austrii czy Czech.

Nie chcę opowiadać treści książki, bo każdy musi przeczytać ją sam. Choćby tylko po to, by wyleczyć się z historycznej polityki wstydu, którą uprawiano po 1989 roku, odzyskać poczucie godności i wartości polskiej historii tradycji insurekcyjnej.
Historyk stwierdza-

Aktywizm – a konkretnie odmowa Becka, wojna obronna 1939 roku, działania Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, Państwo Podziemne, walka Armii Krajowej ze szczególną rolą Powstania Warszawskiego – uchronił nas przed losem dużo gorszym, niż Polska zaznała.
I daje odpowiedzi, które opierają się o fakty nie przemilczając argumentów zwolenników polityki rozsądku tradycji „realistycznej” i obala je.
Nie zostawia też suchej nitki na koncepcjach „historycznych” wymyślonych na potrzeby szokowania czytelnika i zarabiania na braku wiedzy i szukaniu sensacji.

Jedno jeszcze muszę koniecznie dopowiedzieć.
Książka pisana jest językiem publicysty, nie stroni, od mowy potocznej, czytelnik nie musi czytać jej ze Słownikiem wyrazów obcych. Każdy rozdział, a jest ich 12, to konsekwentne pokazywanie wydarzeń, odwoływanie się do opinii świadków historii i dokumentów, o istnieniu których wiedzą przede wszystkim historycy i ciekawscy pasjonaci historii.
I tu też dodam kończąc moją opowieść o pięknej i mądrej książce, że każdy znajdzie w niej starannie przygotowany wykaz literatury i aneks nazwisk. Dzięki temu może już sam kontynuować swoją podróż po historii drugiej wojny światowej.

_______________________________________________

Ilustracja: moje zdjęcie

Zapraszam do słuchania
audycja 957 (czwartkowa)

piątek, 29 czerwca 2018

Krajobraz po „niby – bitwach”

Osoby śledzące wydarzenia polityczne od roku zadają sobie pytanie, co dalej z realizacją programu Prawa i Sprawiedliwości? Mnożą się „konstytucje”, konferencje, wywiady, przemówienia jak jest dobrze, ale kluczowe reformy, zwłaszcza służby zdrowia, repolonizacji mediów, chyba przerosły możliwości i wciąż są w sferze dyskusji programowej.

Radość ma swoją cenę

Za to jak z rękawa posypały się kolejne obietnice socjalne dla następnych grup społecznych. Wiadomo wybory. Niektórzy modlą się, by były one jak najczęściej, bo wtedy od dołu do góry biega św. Mikołaj.
Tym, którzy je wymuszają protestami i strajkami, warto przypomnieć, czym to się kończy na przykładzie genezy zabierania dzieci od rodziców przez Jugendamty w Niemczech, Bavernet w Norwegii, makabryczne wyroki sądów w sprawie ich życia i śmierci w Kanadzie czy Wielkiej Brytanii.
Państwa przejęły kontrolę nad rodziną poprzez socjal; coś za coś. Ostrożnie cieszmy się z pomocy państwa, bo przy ponownym dojściu do władzy liberalnych oszołomów skończy się to dla wielu dzieci tragicznie. Temat na oddzielną dyskusję.

Polityka dialogu z silniejszymi

Bezsensowne veto prezydenta zatrzymało reformę wymiaru sprawiedliwości. Wobec buty i arogancji sędziów z namaszczenia Okrągłego Stołu władza, wydaje się, jest bezsilna.
Koncepcja dialogu z Komisją Europejską w tej sprawie właśnie ponosi klęskę. Eksperyment ze zmianą szefa MSZ nie powiódł się.
Nie można bezkarnie zapraszać do domu gościa, by się przed nim tłumaczyć z ustawienia mebli i dziwić się, że umeblowanie mu się nie podoba. Są granice dialogowania, zwłaszcza z przeciwnikiem, który tylko udaje, że prowadzi dialog, a robi sobie kampanię wyborczą.

Trąbienie o sukcesach w przypadku relokacji emigrantów wywołuje ironiczny uśmiech, bo jest to bajka dla ciemnego luda i wielu z nas się na to nabrało. Wystarczy spojrzeć na polskie ulice w dużych miastach. Wszelkie pytania kierowane do rządu zbywane są milczeniem.

Wazelina w cenie

Wspieranie PiS przez media publiczne to kompletne fiasko. Polega ono na bezwzględnym chwaleniu wszystkich decyzji i pokazywaniu, że więcej nic zrobić nie można, bo szaleje opozycja totalna w kraju i zagranicą. Faktem jest, że szaleje, bo ma powody, traci kasę i grożą więzienia, ale to nie może być główny temat przekazu medialnego.
Programy publicystyczne niczym się nie różnią od debat przedwyborczych. Nie przekonują nikogo,co najwyżej gruntują podziały. Rzadko są merytoryczne i uczciwe i chyba nie taki ich cel. Nie po to przychodzą politycy do studia, by głosić prawdę. Leje się strumieniem propaganda.
Media społecznościowe również przyjęły taką opcję i dzielą się ze względu na sympatie polityczne. Każdy, kto ma inne zdanie, widzi problem inaczej, jeśli nie zostanie nazwany agentem FSB lub Mossadu, to na koniec otrzyma sakramentalne pytanie: A widzisz jakąś alternatywę dla PiS? I to zamyka dyskusję niczym prawo Godwina.
Jednym słowem, głosujemy na PiS, bo nie mamy wyboru? Kiepska to laurka dla partii rządzącej i nie najlepiej świadczy o wyborcach.
PiS też kiedyś nie miał szans, a zdobył mandat do rządzenia, a efemerydy noszą nawet teki ministerialne.
Czy nie tak lekceważono opozycję AfD w Niemczech i Ruch Pięciu Gwiazd we Włoszech?

Ale nie w tym problem, a w sposobie komunikowania się ze społeczeństwem i swoimi wyborcami.
Pierwszy szok
przeżyliśmy przy zmianie rządu. Jednego dnia kwiaty i gratulacje, owacje na stojąco po odrzuceniu wniosku opozycji o odwołanie premier rządu, akcja na fb i twitterze – Murem za Panią Premier, a drugiego uzasadnianie potrzeby zmiany rządu.
Ówczesna bezradność narracji mści się do dziś. Premier Morawiecki, moim zdaniem, nigdy nie zdobędzie takiego poparcia społecznego jak Beata Szydło. Zawsze będzie się kojarzył z liberałami, choćby nie wiem jak głośno przekonywał, że chce Polski solidarnej. I nie ma to znaczenia, że tak krawiec kraje, jak mu materiału staje, bo o trudnościach nie mówi się, poza zrzucaniem winy na totalną opozycję.
Leje się propaganda sukcesu, a nie jest to najlepszy sposób na dłuższą metę.

Dziś przeżywamy drugi szok.

Wykorzystując Mundial, pogodę i wakacje PiS przeprowadza akcję pojednania z Izraelem. Nowelizuje ustawę IPN uchylając zapisy o penalizacji kłamstw dotyczących współwiny Polaków za zbrodnie niemieckie. Robi to w skandaliczny sposób, łamiąc procedury stanowienia prawa, co natychmiast wykorzystuje opozycja w Parlamencie Europejskim.

Trudno zorientować się w przyczynach takiego zachowania.

1) Szantaż? Czyj i wobec kogo?
2) Pretekst do załagodzenia konfliktu z Izraelem i Kongresem Żydów Amerykańskich?
3) Szukanie obrony przed konsekwencjami amerykańskiej ustawy #447 o zwrocie bezspadkowego majątku żydowskiego?
4) Warunek wizyty Prezydenta RP w USA?
Pytań może być więcej.
Odpowiedzi znają tylko ci, którzy za tę bezprecedensową akcję odpowiadają. A historycy w przyszłości będą pisać na ten temat rozprawy tak, jak dziś po kilkudziesięciu latach niektórzy rewidują decyzję o braku zgody rządu polskiego na przystąpienie Polski do Antykomiternu przed II wojną światową. Takie jest prawo badań historyków.
Zadanie polityka jest inne. Podejmuje decyzje niepopularne, ale jeśli nie chce stracić władzy, musi je przekonywująco uzasadniać.
Nie można przez pięć miesięcy grzmieć, że nikt nam prawa nie będzie pisać i nikt nie będzie cenzurować nam ustaw, a potem robić woltę, po której oczy dostają zeza z wrażenia.

Przyjrzyjmy się argumentom

PiS - Nowelizacja i tak była martwa nie do zastosowania poza granicami Polski.
Przeciwnicy - To po co było ją uchwalać? Skoro martwa, to dlaczego tak ważna dla Izraela i USA?
PiS - Osiągnęliśmy wielki sukces normalizacji stosunków z Izraelem.
Przeciwnicy - Bzdura. Deklaracja nic istotnego nie wnosi. Już są jej przeciwnicy po obu stronach. A nowelizacja nadal grozi sądami historykom i publicystom. Tym ostatnim argumentem posłużył się nasz dzielny obrońca praw obywatelskich jednej opcji, Adam Bodnar.
Mało kto jednak dziwi się, że o tym, kto był ofiarą zbrodni II wojny światowej decyduje Izrael. Są jednak i tacy, którzy dostrzegają nie bez słuszności, że to koniec naszej suwerenności. Teraz każde ustawy będą musiały mieć kolaudację w Izraelu, zanim zostaną uchwalone. Nawet jak jest to tylko czysta złośliwość, to w pewnych sytuacjach całkiem realna. Czy tak będzie, przekonamy się przy procedowaniu ( jeśli do tego dojdzie) ustawy reprywatyzacyjnej. Czy to będzie nasz następny szok zafundowany przez PiS?
Są jeszcze dwa, najbardziej groźne argumenty, które zostały podane na tacy totalnej opozycji i wrogom Polski.
Sposób procedowania sam w sobie był niebezpiecznym precedensem i zemści się czy prędzej, czy później. Słusznie prof. Andrzej Nowak nazwał to niezrozumiałą rejteradą, która złamała wszystkie reguły stanowienia prawa.
Przy okazji uważnym obserwatorom może przyjść do głowy, kiedy porówna awanturę w dyskusji przed głosowaniem z wynikami głosowania, że teatr odpowiada wszystkim stronom, a wrzaski, okupacje mównicy są grą pozorów.
Zjednoczona prawica może usprawiedliwiać swoje trudności, a opozycja chwalić się, że nie porzuca broni. Jednym słowem „niby – bitwy”, po których wszyscy są zadowoleni. Czy nie jest to przypadkiem zarządzanie emocjami wyborców?
Drugi argument dotyczy Ukrainy. Banderowocy na tę nowelizację i deklarację będą się powoływać i domagać się podobnego traktowania jak Żydów.

Podsumowanie:

Na wyniki polityczne akcji „Pojednanie z Izraelem” będziemy czekać i przyjdzie nam jeszcze niejedno gorzkie przebudzenie ze snów o potędze.
O tandetnej dziennikarskiej apologetyce nie warto wspominać, bo to samo się kompromituje.
Nie mogę jednak przemilczeć wypowiedzi Prezesa Jarosława Kaczyńskiego w dzisiejszym (29 VI) wywiadzie. Wynikało z niej, że osiągnęliśmy wielki sukces. Izrael pozwolił nam mówić o tym, że jesteśmy ofiarami a nie współodpowiedzialnymi za Holokaust. Możemy już śmiało o tym mówić i walczyć o dobre imię.
Mam nadzieję, że to tylko brak doboru słów, a sukces leży gdzie indziej, bo jeśli nie, to znaczy, że jest gorzej niż myślimy i niewiele już możemy zrobić.
Mimo wszystko nie wolno krytykującym działanie rządu i partii zamykać ust argumentem - bo opozycja to wykorzysta. Żydzi w Polsce muszą wiedzieć, że nie kupiliśmy ich narracji, że polityka ich wobec Polski będzie miała fatalne skutki w nastrojach antyżydowskich. Jesteśmy jedynym w Europie krajem, gdzie synagogi i szkoły żydowskie nie muszą być chronione przez policję. Oczekujemy nie tylko deklaracji, ale przeprosin za haniebny atak prezydenta i premiera Izraela i zaprzestania wtrącania się w polskie ustawodawstwo szantażem.
Tego nie powie żaden polityk, ale my możemy. Politycy też muszą wiedzieć, co naprawdę myślimy. Alienacja władzy zawsze jest groźna.
Prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu kiedyś wydało się, że do pojednania polsko - ukraińskiego wystarczy uroczystość w Pawłokomie. Co wyszło, z tego pojednania, dziś już wiemy.
Oby nie było tak z pojednaniem polsko – żydowskim.
Krajobraz po staczanych „niby – bitwach” nie jest wesoły, ale czy to pierwszy raz Polacy muszą walczyć o swoje? Walczmy jednak z wrogami a nie ze sobą. Są sprawy, na których nie należy robić kampanii wyborczej.

_________________________

Zapraszam do słuchania
audycja 956 (niedzielna)

środa, 13 grudnia 2017

Kto pyta, ten błądzi

Słuchałam exposé nowego premiera Mateusza Morawieckiego. Nie usłyszałam nic, czego nie mówiła wcześniej premier Beata Szydło, czego nie byłoby w programie jej rządu. I dobrze, bo to był dobry program i trzeba go kontynuować.
Jedyna różnica, to doskonałe przygotowanie piarowskie. Każda część zapowiedzi działań programowych kończyła się wdzięcznym bon motem. Wszystko okraszone symboliką walki z komuną Solidarności Walczącej i mającym wycisnąć patriotyczne łzy przywołaniem siedzącego w ławie poselskiej ojca.
Atmosfera euforii wśród posłów Klubu Parlamentarnego PiS i wściekłość opozycji, chamskie okrzyki, mimo że na galerii siedział korpus dyplomatyczny. Szkoda, że dyplomaci nie pozostali na czas debaty, bo zobaczyliby prawdziwy obraz polskiego Sejmu i prymitywizm niektórych posłów.

Gdzieś tam w tym samym czasie obradował Senat nad uchwalonymi przez Sejm ustawami reformy sądownictwa autorstwa prezydenta, a pod Senatem garstka chuliganów, podpuszczana przez senatorów opozycji, atakowała policję.
Wszędzie można traktować łobuzów pałami, tylko nie u nas. Bo jakby to wyglądało, gdyby w świat poszły zdjęcia akcji policyjnej w wigilię rocznicy wypowiedzenia wojny narodowi przez juntę Jaruzelskiego.

Przez moment wydawało się wszystkim, że to już koniec, że teraz rząd zajmie się pracą. Urzędnicy odetchną z ulgą, bo nie będzie wymiany kadrowej, nowych dyrektorów, kierowników, wojewodów, kolegów z piaskownicy na miejsce poprzedniej ekipy. Ale nie. Nic z tego. Prezes ogłosił, że nastąpi w styczniu głęboka rekonstrukcja rządu z naciskiem na określenie – głęboka.
Do kogo to było adresowane? Do prezydenta, ministrów, opozycji, zagranicy?
Nie wątpię, że to był przekaz zaplanowany przez prezesa w określonym celu. Adresat zapewne usłyszał to, ale po co nam taka informacja, skoro nie uczestniczymy świadomie w grach politycznych, a jedynie jesteśmy manipulowani i bombardowani sprzecznymi dywagacjami dziennikarzy i polityków?

Czy dziennikarze ośmielą się o to zapytać? Wątpię. Sami będą tworzyć odpowiedzi. Nie zadaje się niewygodnych pytań. I dotyczy to wszystkich dziennikarzy również tych z TVN czy Polsatu.
Co by to było, gdyby gromada dziennikarzy polowała na wywiad z szefem Kancelarii Prezydenta i zapytała o udział Andrzeja Dudy w fecie Polsatu u boku Piotra Kroka, Piotra Podgórskiego, Zygmunta Solorza – Żaka, TW Zyg. w jednej osobie? Jak czuł się w towarzystwie właściciela stacji telewizyjnej opluwającej rząd ugrupowania, z którego wystartował do prezydentury i jego samego?
Co by było, gdyby dociekliwy dziennikarz na korytarzu Senatu zapytał marszałka Karczewskiego, dlaczego zamiast w Teatrze Polskim ze swoimi partyjnymi koleżankami i kolegami świętował razem z prezydentem galę Polsatu? Straciłby dziennikarz pracę?

Nie twierdzę, że wybrana przez nas władza ma się z każdego działania nam spowiadać. Są sprawy, które załatwia się za zamkniętymi drzwiami i ustala, co może przeniknąć do opinii publicznej. Nie znaczy to jednak, że z obowiązku patrzenia rządzącym na ręce zwolnieni są dziennikarze.
Gdybym chciała zamiast informacji propagandową papkę, oglądałabym od rana do wieczora TVN 24 czy Polsat. Płacę abonament, tymczasem zamiast wiadomości mam wyreżyserowany spektakl propagandowy. I nie ma to znaczenia, że akurat wspierający dobrą zmianę. Bo ktoś wciąż traktuje mnie, widza, obserwatora tego spektaklu z pogardą sądząc, że nie mam prawa do rzetelnej informacji, bo jej nie zrozumiem, ale można manipulować moimi emocjami i wychodzi na to, że, kto pyta, ten błądzi.

To zupełnie tak jak wtedy, gdy ważyły się losy Traktatu Lizbońskiego. Odegrano przed nami sztukę teatralną z oczekiwaniem na wyniki powtórnego referendum w Irlandii, choć zdrowy rozsądek nakazywał wsparcie Irlandii ogłoszeniem referendum w Polsce.
Nie zrobiono tego, bo podobno jesteśmy za głupi, jak stwierdziła Danuta Hubner, by decydować o tak poważnych sprawach. Zadziwiająca zgodność rządzących z Brukselą.
Nie wątpię, że prezydentem Lechem Kaczyńskim kierowały dobre dla Polski motywy działania, ale czy trzeba było udawać, kombinować? Nie wystarczyło powiedzieć wprost. Podpiszę, bo nie chcę, by Polska była izolowana? Wtedy moglibyśmy się spierać, dyskutować merytorycznie a nie pod wpływem emocji.

I teraz jest podobnie. A jak nie kupujemy narzucanej dezinformacji, to jesteśmy głupimi niewdzięcznikami, którzy nie ufają prezesowi.

Naprawdę nikogo z Prawa i Sprawiedliwości nie razi zrobienie z TVP i Polskiego Radia tuby propagandowej?!

Zamiast dociekać, pytać, spieramy się czy słusznie, czy nie, czy dobrze, jeszcze lepiej... itd. ale bez żadnej wiedzy o kulisach gry w całej sprawie. Odpowiadamy za polityków, piszemy im usprawiedliwienia. Krzyczymy na tych, którzy pytają, bo przecież nasi, bo trzeba mieć zaufanie do Jarosława Kaczyńskiego.
Nie twierdzę, że nie, ale nie pozwalajmy się tak łatwo zbywać. Pytajmy i nie odpowiadajmy za nich. Nie jest żadnym wstydem, powiedzieć – Nie wiem. Chcę wiedzieć, a jak nie możecie powiedzieć, to nie manipulujcie mną.

Kupujemy wszystko jak leci, choć nawet dziecko zadałoby pytania. Dlaczego? I dlaczego w takim stylu? I dlaczego takie huśtanie nastrojami społecznymi i dokładanie napięcia do awantur opozycji?
Jeśli nie chciano nas wtajemniczać, bo nie można, bo gra toczy się, to czy trzeba dolewać oliwy do ognia?

Po latach kolejne pokolenie dowie się prawdy, nowi propagandziści będą uzasadniać, krytykować i dziwić się, że łykaliśmy to wszytko bez zastrzeżeń.
Dziś wszyscy pytający o sens ostatnich wydarzeń politycznych odsyłani są do diabła, bo podobno nie ufają, pomagają opozycji itd, itp.
Co rozsądniejsi nie piszą jednak laurek. Przyznają, że nie rozumieją sytuacji i wstrzymują się z oceną.
Tylko czy dano nam wybór postawy wobec kolejnego grudniowego spektaklu, tym razem również udziałem zjednoczonej prawicy?
Czy wolno nam pytać; po co, dlaczego i czy na pewno zjednoczona? Czy pytania mają sens?
Nie chcę mieć łatwych propagandowych i spiskowych odpowiedzi, chcę być jedynie szanowana, a nie manipulowana bez względu na to czy robi to opozycja czy władza.

_______________________________________________

Ilustracja: http://s.tvp.pl/images/f/6/d/uid_f6deab34b359e1d8bf7a9376c6e2bfab1512658036984_width_268_play_0_pos_4_gs_0.jpg

Zapraszam do słuchania
audycja 900 (czwartkowa)

sobota, 18 listopada 2017

Jaki jest ten plan?

Eskalacji napięcia między prezydentem a rządem i Parlamentem nie widać końca. Do czego ostatnie wydarzenia polityczne w Polsce zmierzają? Jak to się skończy?

Zaczęło się od cyrku z reformą oświaty. Nikt nie pyta dziś prezydenta, gdzie są jego wysłannicy, którzy mieli nadzorować jej wykonanie. Reforma ma się dobrze. Broniarz pomocy prezydenta nie potrzebuje.

Potem była próba przekupienia elektoratu Kukiza referendum w setną rocznicę odzyskania niepodległości. Budowanie narracji wokół zmian w konstytucji jakoś jednak dziwnie szybko zgasło.

Ale prawdziwa bomba miała dopiero nadejść przy reformie sądownictwa. Pod Sejmem i Pałacem szalała opozycja, finansowana przez Sorosa. Pan prezydent wypoczywał z małżonką w Juracie i czekał cierpliwie na rozwój wypadków.
Nie przeszkadzało mu szarganie pamięci Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, choć w kampanii wciąż się na Niego powoływał. A kiedy Parlament przegłosował ustawy mimo wrzasku ulicy i zagranicy, jak grom z jasnego nieba spadło weto i kłamstwa, że nikt z nim niczego nie konsultował.
Prowokację i inwektywy ze strony babci Zosi i rzecznika przetrzymał minister Zbigniew Ziobro. Dziwnie natomiast zaczął się zachowywać Jarosław Gowin.

Zaproszenie Tuska na obchody Święta Niepodległości to następna butelka oliwy wylana do ognia. Nie da się tego faktu czytać w oderwaniu od mającej się w tym samym czasie rozpocząć europejskiej akcji pd tytułem "Faszystowska Polska".
I tu znowu zaskakujące zachowanie prezydenta. Strzela niczym z armaty do faszystów. Mówi jednak nie o rasizmie a o ksenofobii i antysemityzmie. Do tablicy tym wywołuje Żydów polskich i izraelskich. Zagraniczna prasa grzmi wciskając kłamstwa swoim czytelnikom.
Dziwnie słabo brzmi oburzenie prezydenta wobec rezolucji PE, a właściwie prawie wcale go nie ma, poza potępieniem europosłów głosujących przeciwko Polsce.

Awantura jeszcze trwa, a prezydent przypadkowemu dziennikarzowi wygłasza opinię na temat ministra Antoniego Macierewicza. Nazywa to opinią prywatną, bo tak myśli. Nie przeprasza, a potwierdza ją w udzielonym wywiadzie, czym wylewa następną butelkę oliwy do ognia.
I wszytko to można by było jakoś wytłumaczyć, gdyby nie fakt, że w tym czasie Departament USA finalizuje zgodę na sprzedaż Polsce zintegrowanego systemu obrony powietrznej i przeciwrakietowej Patriot. Gen. Jarosław Kraszewski czy prezydent czują się niezadowoleni z tego powodu? A może ktoś inny pociąga za sznurki?
Nie śmiem nawet przypuszczać, że nieodpowiedzialna wypowiedź prezydenta miała na celu przeszkodzić tym negocjacjom. Tłumaczę to sobie jedynie zbiegiem okoliczności. Czy wszyscy w to uwierzą?

To nie koniec jednak wszczynania awantur przez Kancelarię Prezydenta. Dziś minister prezydenta Paweł Mucha zapowiedział kolejne weto prezydenta do nowelizacji ordynacji wyborczej. Zapowiedź ta została poprzedzona mętną opinią PKW. Znowu przypadkowy zbieg okoliczności?

Pora zapytać, skąd to nagłe wzmożenie prezydenckiej agresji wobec swego elektoratu i partii, której zawdzięcza wszystko; od pieniędzy na kampanię po program, pod którym tak chętnie się podpisuje i pozuje na jego współtwórcę?
Najwięcej, oczywiście, byliby w stanie Polakom wyjaśnić Małgorzata Sadurska i Marek Magierowski. Ze zrozumiałych względów milczą.

Kto śledzi wrzutki piarowców na twitterze, ten zapewne pamięta, że od jakiegoś czasu dziwne zachowanie prezydenta tłumaczono potrzebą poszerzenia elektoratu, a potem już śmiało brzmiał głos: Andrzej Duda miał lepszy wynik wyborczy niż PiS.
Znikła gdzieś kultura polityczna. Tandem Zofia Romaszewska – Krzysztof Łapiński wywołuje salwy śmiechu, ale i oburzenia. Mnożą się apele o zmianę rzecznika i wycofanie się pani Zosi. Oboje ośmieszają prezydenta. Prezydentowi jednak to nie przeszkadza. Wydaje się, że wszystko idzie zgodnie z planem.

Jaki jest więc ten plan?

Uważam, że odpowiedź znajdziemy, gdy cofniemy się do roku 2006/7. Premierem jest Marcinkiewicz. Głównie bryluje, niczego nie reformuje. Opozycja wrzeszczy, że pora, aby odpowiedzialność za rząd wziął prezes PiS.
Premierem zostaje Jarosław Kaczyński. Ręce ma jednak związane koalicją z Lepperem i Romanem Giertychem. Nie to jest jednak najważniejsze, a nieustanne awantury, kłótnie, prowokacje, czarny piar wobec braci Kaczyńskich i wobec PiS.
Polacy nie wiedzą, że zagraniczni sponsorzy dwoją się i troją, by zohydzić im rządy PiS. I udaje się im to z nawiązką. Wybory 2007 spychają na 8 lat PiS do opozycji. Dla Polski był to czarny czas, ale nie został zmarnowany przez Jarosława Kaczyńskiego. Partię prowadzi do zwycięstwa z całym pakietem wypracowanego programu.

Co się zmieniło od tego czasu? PiS ma większość parlamentarną i prezydenta ze swego ugrupowania, może mimo awantur reformować kraj. Opozycja, która miała być koalicyjną alternatywą podzieliła się i nic już nie jest w stanie ją uratować. Z każdym dniem traci elektorat, a mimo to brnie w niebyt ze swoją narracją.
Mafijne układy nie złożyły jednak broni, dla wielu baronów PO rządy PiS to perspektywa więzienia i utraty gigantycznych fortun. Naciska też europejska lewica, bo za przykładem Węgier i Polski pójdą i inne kraje.

Jaka jest szansa na odsuniecie PiS od władzy? Tylko jedna; podzielenie elektoratu PiS. Kto może ten elektorat podzielić, ba, kto już dzieli? Tylko prezydent. I robi to z coraz większą determinacją, bo jak na złość Jarosław Kaczyński i cała dobra zmiana na czele z Panią Premier ze stoickim spokojem przyjmują coraz agresywniejsze ataki na PiS i ministrów rządu. Robią swoje.
Rozżaleni wyborcy ślą inwektywy pod adresem prezydenta i zarzekają się, że nigdy na Andrzeja Dudę nie zagłosują. A prezydent wcale tym się nie przejmuje, a jego rzecznik nazywa nas ormowcami internetu.
Na co liczą? Mają nadzieję, że podzielimy się - jak niegdyś na zwolenników Wałęsy i Mazowieckiego, tak dziś na zwolenników obozu prezydenckiego i Jarosława Kaczyńskiego. Liczą, że PiS wystawi swojego kandydata i nie udzieli poparcia Andrzejowi Dudzie. Tego będą bowiem oczekiwać wyborcy PiS.

Czy tak się stanie?

_______________________________________________

Ilustracja: http://s.tvp.pl/images/c/6/f/uid_c6f45859cb2e1479f5e9b10a2c9da1d41484242228364_width_633_play_0_pos_3_gs_0.jpg

Zapraszam do słuchania
audycja 893 (niedzielna)

wtorek, 19 września 2017

„Nowa tradycja” pomysłem na reformę służby zdrowia?

„Rząd chce rewolucji w ustawie o cmentarzach. Dopuszczalne stanie się rozsypywanie prochów – pisze Rzeczpospolita”. A za nią powtórzyli te rewelacje Gość Niedzielny i TVP Info.

Przyznam, że mocno zbulwersował mnie ten news. Jest on tak dalece obcy naszej kulturze i tradycji, wierze chrześcijańskiej, że mogę sobie pomysł Głównego Inspektoratu Sanitarnego za aprobatą Ministerstwa Zdrowia wytłumaczyć jedynie uleganiem lobby zarówno zakładów pogrzebowych jak i samorządów, które skąpią nowych miejsc na pochówek naszych bliskich oraz naciskami deweloperów szukających nowych placów pod zabudowę.

Na pewno spodoba się on wszystkim walczącym z polską tradycją odwiedzania grobów w Dzień Zaduszny i Wszystkich Świętych.
Bardzo też wdzięczni będą za nią przestępcy.

Albo minister Konstanty Radziwiłł z Janem Bodnarem naoglądali się za dużo filmów amerykańskich, albo chodzi o przykrycie kiepsko idącej reformy służby zdrowia.

Tłumaczenie, że projekt jest jedynie zalegalizowaniem nielegalnych praktyk, nie wytrzymuje krytyki. Co by było, gdybym, np. w testamencie zapisała, że zgodnie z moją wolą proszę mnie pochować w przydomowym ogródku pod ukochaną jabłonią? Czy pozwolono by na to rodzinie? A może pozwolono by, zgodnie z wolą nieboszczyka, trzymać go w zamrażarce w piwnicy lub urnę z prochami przy łóżku ukochanej żony?

Niech mi nikt nie opowiada, że nowelizacja prawa w sprawie pochówku to wybór a nie nakaz.
Podobnie jest bowiem z chowaniem naszych zmarłych w jednej mogile. Owszem rodzina ma wybór; może wykupić miejsce obok, a może kolejną trumnę lub urnę wcisnąć na dziadka czy babcię. Nie testament w większości przypadków o tym decyduje, a wysokość zasiłku pogrzebowego i zaporowa, dla wielu, cena miejsca na cmentarzu.

Mówi się, że śmierć zrównuje wszystkich, biednych i bogatych. Czy na pewno?
Jak to jest, że tylko na nekropoliach narodowych takich jak Powązki grób nie jest likwidowany nawet wtedy, gdy nikt z rodziny już się nim nie opiekuje, zaś na cmentarzach komunalnych trzeba co 20 lat kupować miejsce pochówku powtórnie, by nie został „zasiedlony” przez nowego lokatora, a kości naszych zmarłych nie wysypano do wspólnego dołu lub skremowano?
Sarkofag sowieckiego zbrodniarza Bolesława Bieruta nie może być bez wrzasku oburzenia zlikwidowany, a można bez problemu ślad istnienia zwykłego Polaka zaorać? Tyle tylko jesteśmy warci?

Czy to normalne? Pytam, bo jestem z rodziny, która swoich przodków zostawiła w Tarnopolu. Przed laty przez ukraińskich gospodarzy miasta zostali potraktowani spychaczem, a na miejscu ich mogił wybudowano bloki mieszkalne.

Tyle się nasłuchałam, naczytałam o polskiej tradycji pamięci i szacunku do zmarłych, a tu tymczasem może się okazać, że zjem w Kątach Rybackich dorsza, który połknął ze smakiem wielbiciela nowej tradycji rozsypywania prochów na morzu.

Naprawdę Ministerstwo Zdrowia nie ma nic innego do roboty, tylko nowelizować ustawę o cmentarzach?
Tak tylko pytam, Panie Ministrze Konstanty Radziwille, bo nie mogę uwierzyć w to, co dziś przeczytałam. Rozumiem, że nie jest Pan projektem zbulwersowany, bo Pan i Pana rodzina z pewnością będzie miała kiedyś przepiękny nie tylko pogrzeb ale i grób rodzinny, którego nikt nie zaorze i nie postawi na tym miejscu, np. kolejnej Biedronki czy Lidla.

_______________________________________________

Ilustracja: Cmentarz w Klukach z XVIII w

Zapraszam do słuchania
audycja 876 (czwartkowa)