czwartek, 21 lipca 2016

Człecza przypadłość tocząca z ust pianę


„Człecza przypadłość tocząca z ust pianę,
gdy to, co ma ktoś, nie jemu jest dane”.


No dobra, zrobię wyłom i zacznę od opowiadania, a potem, wyjaśnię, komu je dedykuję i dlaczego.
Zaczynam:
To było w okresie niezłomnej wiary w pogłoski, że komuna upadła, a dobiją ją samorządy oraz zwycięstwo Komitetów Obywatelskich, które jak grzyby po deszczu powstawały w czasie pierwszych, historycznych wyborów samorządowych w 1991 r.
Mała podmiejska gmina z rozrzuconymi wioskami, w których brakowało wszystkiego; dobrze wyposażonych szkół, sklepów, boisk, świetlic, dróg i połączeń nie tylko z miastem, ale i z gminą.

Dom stał się tymczasową siedzibą GKO, gdzie odbywały się zebrania, stukano na zdezelowanej maszynie do pisania biuletyny, wypracowywano program działania samorządu. Wszystko w ramach kosztów własnych. Na fali entuzjazmu przewodniczący komitetu objeżdżał gminę na ruskim rowerze i sporządzał raport niezbędny do opracowania programu.
Wybory wygraliśmy w cuglach i tu zaczął się nasz osobisty problem, bo dzieci małe, trzeba odebrać z gminnej szkoły, dojechać na wiejskie zebrania, w domu też nikt za nas niczego nie zrobił. Nie było komu pomóc. Bez samochodu dłużej nie dało się funkcjonować. Ba! Ale skąd go wziąć? Na ulicach wciąż królowały maluchy, duże fiaty i polonezy. O czymś takim jak leasing jeszcze nie słyszeliśmy.
Kolega miał w Niemczech rodzinę, kupił nowy samochód i pozbywał się 10-letniego dużego fiata. Chciał za niego niewiele, ale nawet na to stać nas nie było, owszem mogliśmy pieniądze zarobić w Radzie Nadzorczej Banku Spółdzielczego, nawet zaproponowano nam to, ale uważaliśmy, że byłoby to wykorzystywaniem pozycji, a my przecież gwarantowaliśmy uczciwość swoim wyborcom. Poszliśmy więc do banku nie po udziały a kredyt. Nie pamiętam sumy, bo to było przed wymianą pieniędzy. Natomiast pamiętam procent, w który chyba dziś nie bardzo może ktoś uwierzyć – całe 63 procent (sic!). Spłacaliśmy go dłużej niż jeździł kupiony samochód.
I to był początek końca naszego entuzjazmu i wiary, że świat peerelowskiej gminy można zmienić.
Kłody gminnej nomenklatury pominę, bo kiedyś już o tym pisałam. Wyleczyli nas z zaangażowania politycznego ostatecznie sami wyborcy. Kto mieszka na wsi wie, jak to się odbywa. Powiem w skrócie:
- Pani, patrzy pani, jak to się szybko do żłobu dorwali, ruskimi rowerami zapie... a teraz już paniusia samochodem jeździ. Szybko do koryta się dorwali, oj, szybko.

I tak skończyła się nasza polityczna kariera. Nawet gdyby mi obiecali dietę 100 razy wyższą od mojej emerytury, nigdy nie wystartowałabym już w żadnych wyborach.

A teraz pointa krótka, bo po co darmo sobie język strzępić.
 
Marzenia o naprawie Rzeczypospolitej mogą zniweczyć ci, którzy jeszcze niedawno tak byli szczęśliwi, że wygrał Andrzej Duda, że ma taką piękną i mądrą żonę, że tak godnie nas oboje reprezentują. Ci sami, którzy tak podziwiali Beatę Szydło dziś czują nieodpartą potrzebę nieustannego strofowania, doradzania i martwienia się, że opozycja wykorzysta... itd, itp.

Nie, nie uważam, że nie należy krytykować, gdy nasi popełniają błędy, wprost przeciwnie, ale to co działo się przez dwa dni na Twitterze, nie miało wiele wspólnego z troską. To był zmasowany atak w stylu właśnie takim, jak kiedyś zaatakowano moją rodzinę. Oczywiście przyznaję, że merytoryczne uwagi też były i chwała ich autorom. Niestety, tzw. hejt zdecydowanie przeważał.

Nie chcę tu roztrząsać, dlaczego tak się stało, skąd nagle pojawił się taki bubel prawny, dlaczego projekt nie został poprzedzony dobrze przygotowanym pijarem.
Faktem jest, że jak każdy projekt mógł być skrytykowany i poprawiony. Dlaczego więc podniósł się taki tumult?
Nie chcę ani analizować projektu ustawy o wynagrodzeniu osób na stanowiskach kierowniczych, bo się na tym nie znam, ani szukać przyczyn, dla których PiS postanowił zaproponować ten waśnie projekt do procedowania. 
Reakcja opozycji też mnie nie zdziwiła, no może chamstwo, z jakim zaatakował memami premier Beatę Szydło Kukiz15, długo będę pamiętać i nie wiem czy kiedykolwiek zapomnę. 
Natomiast podgrzewanie tematu, rozdzieranie szat niczym Rejtan, jakby groził Polsce kataklizm, elektoratu Prawa i Sprawiedliwości jeśli nie jest zawiścią, to na pewno głupotą.
I nie ma co cieszyć się, że projekt został wycofany pod wpływem krytyki, bo od tej pory tym narzędziem będzie na forach posługiwać się opozycja. Już TK nie będzie potrzebny, sami wierni fani rządu pomogą w zniszczeniu każdego, choćby najmądrzejszego projektu. 
Nie będzie to specjalnie trudne, bo większość krytykujących ma wstręt do aktów prawnych i wypowiada się zwykle w oparciu o doniesienia medialne.

Faktem też jest , że były i są trudności z pozyskaniem na stanowiska kierownicze fachowców. Wiem, że jedną z metod brużdżenia PiS w terenie było zniechęcanie to przyjmowania stanowisk w administracji poprzez proponowanie intratniejszych posad i niektórzy po miesiącu pracy rezygnowali z państwowej posady.
Wiemy też chyba wszyscy, jak z tym problemem radziła sobie koalicja PO/PSL omijając kontraktami i niebotycznymi odprawami ustawę kominową.
Kto chciał, ten wiedział, jak w praktyce wyglądało zamrożenie płac w administracji. I każdy, kto choć trochę myśli powinien też wiedzieć, że jeśli ma być uczciwie, to prawo musi zamknąć furtki, które na ten proceder pozwalały. 
Nie wiem jak to zrobić, ale mam zaufanie do PiS, do Jarosława Kaczyńskiego, do Beaty Szydło, że zrobią to tak, aby byli fachowcy dobrze opłacani i by było uczciwie, oczywiście jeśli ortodoksyjni wyborcy na to pozwolą. To im te rozmyślania przy zmywaku mamy Katarzyny dedykuję razem z przysłowiem:
Człecza przypadłość tocząca z ust pianę, gdy to, co ma ktoś, nie jemu jest dane”.
____________________________________________________
Źródło:Rozmyślania przy zmywaku mamy Katarzyny ;-)
Ilustracja
Zapraszam do słuchania
audycja 755 (czwartkowa)






środa, 13 lipca 2016

Tego oczekujemy?

Po smutnych doświadczeniach obchodów 65 rocznicy rzezi na Wołyniu obiecałam sobie, że więcej na ten temat nie odezwę się, bowiem instrumentalne traktowanie narodowych tragedii dla podreperowania słupków uważam za wyjątkowo obrzydliwe.
Tą drogą dziś poszli posłowie Kukiz15, ale chyba i oni opamiętali się, gdy spojrzeli w kalendarz i zobaczyli, że równie emocjonalnie i prawnie należałoby uczcić rocznicę obławy augustowskiej, a potem rocznicę ludobójstwa dokonanego na Polakach przez Rosję z rozkazu Jeżowa. Nie mam jednak do nich pretensji o wywołanie do tablicy Prawa i Sprawiedliwości w Sejmie. Do uzasadnienia Sekretarza Stanu w MKiDN, Jarosława Sellina przyczyn opóźnienia upamiętnienia ofiar zbrodni wołyńskiej zapewne będziemy wracać. Ci, którzy nie słyszeli, mogą to nadrobić. Warto, jeśli chce się na ten temat dyskutować.
06.07.2016 Wystąpienie ministra J. Sellina podczas XXII posiedzenia Sejmu RP Nieco złośliwie tylko powiem, że ministrowi z trudem przychodzi nazywanie zbrodni ludobójstwem, ale to już inna sprawa.

 Nie będę też wnikać, co takiego naprawdę stało się, że Senat rzutem na taśmę, wprowadzając zmianę w porządku obrad, przyjął Uchwałę w sprawie oddania hołdu ofiarom ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na obywatelach II Rzeczypospolitej w latach 1939–1945 .
Treść jej nie bawi się już w żadną dyplomację. Nazywa rzeczy po imieniu i apeluje do Prezydenta Rzeczypospolitej o odznaczenie Ukraińców, którzy narażając własne życie pomagali Polakom uciec przed kulami, granatami, nożami, siekierami i ogniem rezunów, wyznawców ideologii Dmytro Doncowa spod znaku OUN i UPA, wnioskuje też o ustanowienie 11 lipca Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na obywatelach II Rzeczypospolitej Uzasadnienie równie jasno, bez niedomówień przedstawił senator Jan Żaryn, chwała mu za to.
Pytania kierowane do Profesora przez opozycję, przeciwną przyjęciu uchwały, ujawniły przyczyny, dla których do tej pory III RP nie przyjęła takiego jednoznacznego stanowiska. Dla mnie z całej tej piany, bitej, między innymi, przez senatora Rulewskiego, przebija się ten sam prawdziwy motyw sprzeciwu – lęk przed utratą poparcia wpływowych nacjonalistycznych środowisk ukraińskich w Polsce i na Zachodzie, głównie w Kanadzie. Warto posłuchać raz jeszcze dyskusji, bo może dzięki temu, komuś otworzą się oczy, jak moje w 2008 roku co do prawdziwych intencji PSL. 22. posiedzenie Senatu RP IX kadencji - 07.07.2016 r. - cz. 4
Uchwałę tej samej treści zapowiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński. Kolejni posłowie w telewizyjnych rozmowach nie mieli oporu, by rzeź na Wołyniu nazywać ludobójstwem, skąd więc zwłoka w podjęciu uchwały?
Tłumaczyć ją można polityką prezydenta i rządu wobec współczesnych wydarzeń na Ukrainie i przeciwstawieniem się nieustannemu wykorzystywaniu przez Rosję nacjonalistów ukraińskich do izolacji Ukrainy. Doskonale do tego nadają się, jak mniemają, również Polacy. I w wielu wypadkach nie mylą się.
Przyczyn zapewne jest więcej. Na pewno nie jest to działanie, które przynosi profity wyborcze, a raczej może stać się, jak wieszczą niektórzy, przyczyną utraty zaufania środowisk kresowych. Szwankowało jednak w moim przekonaniu uczciwe postawienie sprawy, co skrzętnie wykorzystała agentura wpływu.
I właśnie dlatego złamałam dane sobie słowo, że już więcej tematu tego w swoim blogu nie podejmę.
Obserwuję komentarze na Twitterze i łapię się za głowę, czasem klnę, bo jak tu nie kląć, kiedy całkiem porządni ludzie kupują narrację rosyjską podrzucaną również Ukraińcom. Można ją w skrócie podać w dwu punktach:
1) To nie było ludobójstwo, a wojna domowa.
2) Polacy też mordowali, więc poprawnie brzmi zwrot : „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”.

Co bardziej gorliwi Polacy dorzucają punkt:
3) Tak kiedyś zrobili polscy biskupi wobec Niemców.
Mogę zrozumieć prezydenta i rząd, który w interesie polskiej racji stanu stara się, aby upór Ukrainy w relatywizowaniu własnej okrutnej zbrodni poprzez promowanie Bandery i innych przywódców OUN i UPA jako bohaterów, nie miał wpływu na relacje polsko – ukraińskie, ale za żadne skarby nie zrozumiem pożytecznych idiotów kupujących fałszowanie historii w imię poprawności politycznej.
Czy potrafi sobie ktoś wyobrazić usprawiedliwienie Holokaustu ekspansją gospodarczą i polityczną Żydów?
Czy doszłoby do wybaczenia winy zbrodni ludobójstwa w Rwandzie, gdyby zaczęto relatywizować przyczyny i szukać winy również po stronie plemienia Tutsi?Szukanie przyczyn, dla których człowiek zdolny jest zabić sąsiada, wbić jego dziecko na sztachety płotu, rąbać członki siekierami poświęconymi w cerkwiach, to nie to samo co usprawiedliwiać popełnione zbrodnie. A niektórym to wyraźnie się myli.
Dlaczego Ukraińcy o tym nie mówią głośno,dlaczego milczą, gdy ich dzieciom wpaja się tę samą obłąkańczą ideologię? Dlaczego nie prostują kłamstw IPN ukraińskiego?
Tego nie wiem na pewno, ale myślę, że nie jest to tylko wypychanie ze świadomości okrutnych faktów, ale i strach. Ten sam strach, który przetrwał w rodzinach z czasów rzezi, jest podsycany przez potomków rezunów.
Wystarczy prześledzić działalność Mirona Sycza, byłego dyrektora Liceum Ukraińskiego w Górowie Iławeckim, byłego posła PO, by to zrozumieć. A takich Syczów mamy wielu.
Ot, choćby Michał Kamiński, który 11 lipca 2008 roku jako rzecznik prezydenta Lecha Kaczyńskiego paradował w soroczce, wywijał hołubce na festiwalu kultury ukraińskiej w Sopocie, bo przecież w ramach pojednania i wspólnego przebaczenia win gościł w Polsce prezydent Wiktor Juszczenko.Nie znam przypadku, by nawet po wielu latach udało się pojednać z sobą narody za pomocą poprawności politycznej.
To do historyków i zwykłych obywateli należy mówienie prawdy i przypominanie, że z faktami się nie dyskutuje.
Zarówno Polacy jak i Ukraińcy, szczególnie starsze pokolenie, wie, jak naprawdę było i żadne zaklinanie rzeczywistości tu nie pomoże. Żadne kolejne, udawane pojednania pawłokomskie, apele Episkopatu, deklaracje, oświadczenia, czy gładkie uchwały z potworkiem językowym typu „zbrodnia o charakterze ludobójczym”, nie spowodują zagojenia ran, wprost przeciwnie, rozdrapują je.
I dlatego jeśli Sejm uprze się, by rozmyć tragedię Wołynia i ustali Dzień Narodowej Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Kresach II Rzeczypospolitej na 17 września, nie tylko niczego nie osiągnie, bo rozgrzeszy rezunów rozmywając odpowiedzialność, ale sprawi, że każdego roku wybuchać będą kolejne gorszące spory podsycane skrzętnie przez agenturę Rosji. Tego chcemy? Tego oczekujemy?
__________________________________________________________
Źródło:Rozmyślania przy zmywaku mamy Katarzyny ;-)
Ilustracja
Zapraszam do słuchania
audycja 753 (czwartkowa)

wtorek, 17 maja 2016

Nowe imperium czy Polska?

Nie byłoby [...] w ogóle walk wyznaniowych o podkładzie niby to 'ideowym', gdyby nie było dzikiej teorii, że pewna część mieszkańców danego państwa lub kraju ma prawo uważać się za jego 'gospodarzy', a inna może sobie rościć pretensje co najwyżej do roli gości 'tolerowanych'.
Jan Niecisław Baudouin de Courtenay

Cytat ten, który stał się moim mottem do kilku pytań o przyszłość Polski, zaczerpnęłam z książki prof. Andrzeja Nowaka Historia i polityka. Jest to wybór artykułów, felietonów i esjów pisanych na przestrzeni 29 lat (1987 – 2016). Łączy ich, jak sam tytuł wskazuje, związek historii z polityką.
Niedawno w niepoprawnym radiu pl mieliśmy możliwość rozmowy z Profesorem o tej niezwykłej lekturze.(Audycja 733) Niezwykłej, bo nie da się jej ani streścić, ani zamknąć w jednej choćby najdłuższej rozmowie. Każdy tekst to możliwość niekończącej się dyskusji o tym komu i do czego potrzebna wiedza historyczna, jak ją upowszechnia władza, jak ją wykorzystuje i manipuluje faktami, by rządzącym służyła.
Czytelnik ma możliwość pogłębienia wiedzy o fakty, interpretację wydarzeń, ale i skonfrontowania swoich przemyśleń na temat, między innymi, tożsamości wspólnoty narodowej kształtowanej w wirze dawnych i współczesnych decyzji politycznych, odszukania na mapie sporów politycznych swego miejsca w Ojczyźnie czy określenia swojego stosunku do wspólnoty narodowej, tradycji,kultury, religii i historii Polski.
W związku z tym pozostał niedosyt rozmowy. Wiele pytań, których nie udało się z braku czasu zadać, trzeba odłożyć na inną okazję lub samemu szukać odpowiedzi w gąszczu gorących dziś opinii i politycznych sporów, posługując się wskazówkami autora.
A spór toczy się o niebagatelną sprawę; już nie tylko o poprawę bytu większości społeczeństwa, sprawiedliwości i bezpieczeństwa, ale o istnienie Polski jako państwa suwerennego złączonego unią z pozostałymi 27 krajami europejskimi czy też Polski wtopionej w peryferie superpaństwa europejskiego z Centrum imperium w Brukseli.

A jeśli suwerenna to jaka? Jakiej Polski chcą Polacy?

Wyniki wyborów minionego roku pokazały, że na pewno większość tych, którzy głosowali na PiS, chciała przede wszystkim poprawy swego bytu, chciała wyjść z wykluczenia i poczuć się obywatelami we własnym kraju.
Można już jednak mieć wątpliwości czy wszystkim zależało na obronie polskiej tożsamości wyrastającej z kultury, religii i przeszłości. Czy przypadkiem to nie strach przed imigrantami, fatalne decyzje rządzącej koalicji w Brukseli i zagrożenie rosyjską imperialną polityką, a nie poczucie przynależności do Narodu i pragnienie silnej Ojczyzny, kierował wyborem.

Zwycięstwo Platformy Obywatelskiej w 2007 obnażyło postawę Polaków; większość wybrała święty spokój łudząc się, że wszystko będzie po staremu i jakoś da się żyć. (Od Polski do post-polityki)
Problem w tym, że władza po wygranych wyborach zapomniała o naczelnej zasadzie post – polityki, którą przed wiekami zaproponował chiński mistrz Laozi, a którą przywołuje Andrzej Nowak:
Władca sprawując rządy, opróżnia serca, a napełnia brzuchy, osłabia wolę, a wzmacnia kości. Zabiega stale, aby lud niczego nie wiedział i niczego nie pożądał; ci natomiast, co wiedzą, aby nie śmieli działać. Kiedy uprawia się niedziałanie – wówczas są dobre rządy. (Od Polski do post polityki Str. 92)
Wbrew kardynalnej zasadzie niedziałania zamiast napełniać, opróżniano Polakom skutecznie kieszenie, spychając na margines większość peryferii kraju. Okazało się, że nie da się już tak dalej żyć.
Z powodzeniem jednak udawało się opróżniać serca Polaków realizacją programu zapomnienia, która miała z nas uczynić mrówki, niepamiętające o polskiej historii, zwłaszcza tej, którą należało się, zdaniem władzy, wstydzić; ciągłej walki prowadzącej do kolejnych klęsk. Syty Polak miał zapewnić wtopienie się w krajobraz multikulturowej Europy. Niestety nie, nie stał się sytym, ale za to coraz bardziej wykorzeniony z polskości.

Służyła temu polityka wstydu. Andrzej Nowak pisze:

Nieustannie jestem zawstydzany. Przez ostatnich kilkanaście lat wciąż czytałem, jakim to wstydem jest bycie Polakiem: zacofany naród, ciemny i okrutny dla innych. […] historycznie zajmowaliśmy się gnębieniem mniejszości, a w czasie II wojny przede wszystkim zabijaniem naszych SĄSIADÓW. (Wstyd i jego kapłani str. 61)
Polityka wstydu wydała owoce, czy wszystkich zatruły? Czy dla sytości wszyscy gotowi jesteśmy wyrzec się swej tożsamości? Na to pytanie najpełniej mogą nam odpowiedzieć badania socjologiczne. Lektura Historii i polityki z pewnością pomoże spojrzeć szerzej na wyniki badań.
Ostatnie patriotyczne uroczystości świadczą jednak, że nachalna propagandowa polityka wstydu importowana również z zagranicy, np. Rosji, Niemiec czy USA, budzi już sprzeciw.
Tysiące, zwłaszcza młodych ludzi, wzięło udział w pogrzebie majora Zygmunta Edwarda Szendzielarza „Łupaszki”. Na nic zdał się jazgot polskojęzycznych mediów, oburzonych na powrót do bohaterskiej przeszłości Polski. To był pogrzeb i jednocześnie duma, satysfakcja i radość. Historia nasza w tym momencie napisała najpiękniejsze epitafium Niezłomnym, Wyklętym sponiewieranym w dołach zapomnienia.

Pytanie jednak pozostaje; jaki to jest powrót i jakie będą tego owoce?

W eseju

Horodło z perspektywy XX i XXI wieku: pamięć modernizacji, pamięć republiki, pamięć imperium

(str. 253) czytelnik spotka się z istotnymi, dla poznania zachodzących nie tylko w Polsce, analizami Franka Ankersmita i Paula Connertona przyczyn i konsekwencji procesów zapominania w pamięci historycznej.

O czym, kiedy i dlaczego zapominamy?

1. Zapominamy o tym, co jest bez znaczenia dla naszej tożsamości.
2. Znika z pamięci historycznej to, czego znaczenia dla naszej tożsamości nie jesteśmy świadomi.
3. Wypieramy z pamięci to, co jest szczególnie bolesne, o czym nie chcemy pamiętać.
4. Zapominamy, bo wyrzekamy się swojej tożsamości wybierając nową.
Bywa, że zapominanie jest wymuszane przez zwycięzców, bądź zalecane jako korzystne dla wszystkich (gruba kreska). Zapomnienie staje się fundamentem nowej tożsamości, po starej pozostają w historii wspólnoty głębokie blizny.
Tu warto zapytać – Nowa tożsamość? A za jaką cenę? Jaką odpowiedź dadzą sobie i innym młode pokolenia Polaków i ich dzieci, taka będzie historia naszej tożsamości.

A jaka powinna ta tożsamość być?

I tu przywołam jakże ważny komentarz prof. Andrzeja Nowaka, bo on pozwala na refleksję i ocenę tego, co się dziś w Polsce dzieje w związku z powrotem wypartych z pamięci historii zdarzeń, twórców i realizatorów ważnych decyzji politycznych i ich bohaterów.
...niekiedy odkrywamy takie blizny na zbiorowej świadomości na nowo, jako dolegliwe, uwierające – po latach, albo nawet po wiekach. Nowa tożsamość jest dla nas jakby przejrzysta, nie widzimy jej konturów, nie umiemy jej relatywizować – bo jesteśmy w niej całkowicie zanurzeni, nie mamy dystansu. Poprzednia, zakwestionowana i odrzucona tożsamość staje się mitem, którego inni mogą wciąż bronić albo który można odnaleźć po latach czy wiekach właśnie na śmietniku historii. Można ją wtedy przemienić w pomnik (str. 265)

Dla Litwinów Unia Horodelska stała się pomnikiem zdrady tożsamości narodowej, dla Polaków pięknym przykładem budowania Rzeczypospolitej wolnych obywateli, równych wobec prawa.
Na tezie, iż Unia Horodelska budowała „panteon polskości na mogile Litwy” politycy uczynili z Polaków odpowiedzialnymi za zatrzymanie budowania litewskiej kultury narodowej.
Myśl ta tak dalece zawładnęła ideologią nacjonalistów litewskich, że znaleźli się obrońcy okrutnych represji wobec powstańców styczniowych, które „czyściły” Litwę z żywiołu polskiego.
Andrzej Nowak przytacza tu opinię księdza Kazimierza Propolanisa w 500. rocznicę Unii Horodelskiej:

Po 479 latach polskiej hegemonii w Litwie, Murawjow pierwszy jął się kruszeniem na 'mogile litewskiej' wspaniałego Panteonu polskości, w którym nie zostawiono miejsca Litwinom.

Wyrazem sprzeciwu wobec rosnących tragicznych konfliktów narodowościowych na Kresach II Rzeczypospolitej był głos polskiego językoznawcy, naukowca i publicysty - Jana Niecisława Baudouina de Courtenay – którego zacytowałam we wstępie.
Czy diagnoza profesora z przełomu XIX i XX wieku była słuszna, czy wszyscy zgodzilibyśmy się dziś na budowanie państwa wielonarodowego w imię zażegnania waśni narodowych i spokoju?
A może lepiej byłoby dla nas tak jak chcą narodowcy, zwłaszcza radykalni; uniezależnić się od UE i USA, wprowadzić rządy narodowo-chrześcijańskie. Szczelnie zamknąć granice.
A może w imię nowej europejskiej tożsamości wyrzeknijmy się, wyrzućmy na śmietnik historii naszą przeszłość, która jest kulą u nogi w pościgu za zachodnim dobrobytem? (Czy Polska jest szubieniczną pętlą?)

Kto szuka odpowiedzi lub tylko argumentów na potwierdzenie swoich odpowiedzi na pytania - Czy jeszcze Polska? A jeśli tak, to jaka i jak przywracać Polakom pamięć historyczną? - koniecznie musi sięgnąć do tej niezwykłej lektury.

Andrzej Nowak, Historia i polityka, Biały Kruk, Kraków 2016

Ps.

Szczególne podziękowanie należy się Wydawnictwu Biały Kruk za pietyzm przy opracowaniu tej książki. To prawdziwy Biały Kruk :-)

__________________________________________________________

Źródło:Rozmyślania przy zmywaku mamy Katarzyny ;-)

Zapraszam do słuchania

audycja 737 (czwartkowa)

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Lustracja, to jest to!

Było tak:
- No proszę, prezydent obiecał i co? I nic nie robi!
Po wyborach parlamentarnych narracja wyglądała podobnie; obiecanki cacanki...
A kiedy już okazało się, że PiS nie zamierza odpuścić i szturmem realizuje zobowiązania i naprawę państwa, a prezesi spółek lecą jak ulęgałki, zaczęła się hucpa z Trybunałem Konstytucyjnym. Ale to nie wystarcza, słupki PiS nie lecą.
Jak odwrócić uwagę Polaków od realizowanego programu wyborczego?

Lustracja, to jest to!

Polacy to uwielbiają, przynajmniej tak sadzą założyciele PSL, PO i Nowoczesnej.
Na podpuchę zarządy wybiorą Kowalskiego czy jakiegoś tam innego, podniesie się wrzask i wtedy wybiorą, kogo będą chcieli. Niezorientowanym wystarczy, że nie jest on TW i nie należał do PZPR.
A przy okazji idzie w ruch agentura wpływu; prymitywny żołdak, w „todze” prawicowca, robi furorę swoim wideo blogiem, bo mówi to, co chcemy usłyszeć, a że przy okazji wzywa prezydenta do wprowadzenia stanu wyjątkowego?

I o to chodzi.

Przetłumaczony na język niemiecki monolog doskonale uzasadni opinii społecznej groźby Schulza wobec Polski, w której podobno kroczy zamach stanu.
Jest i najważniejsza, najistotniejsza korzyść w tym wszystkim, rośnie w słupkach poparcie dla Petru. Czy jest prawdziwe? Nie ma to w tej chwili znaczenia. Najważniejsze by osłabić popularność prezydenta i rząd, ośmieszyć tych, co zaufali Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Coraz częściej pojawiają się wpisy, niezorientowanych w technikach spin doktorów i agentury wpływu, atakujące Prezydenta za wszystko; za zatrudnienie nie tych, co trzeba, za świeczkę Chanuka, za,za... itd. A najciekawsze jest to, że dzieje się to w chwili, kiedy odbudowywana jest solidarność państw środkowej Europy, kiedy prezydent wybiera się na Ukrainę, a poprzedza ją wizyta Ministra Obrony Narodowej Antoniego Macierewicza w Kijowie.

Włączają się mentorzy w stylu Kornela Morawieckiego, który będzie śledził wszystkich należących w PRL do PZPR.
Efekt murowany, każdy, kto miał czerwoną legitymację, stanie murem przy Petru. Dodatkowa korzyść to eliminowanie groźnego dla mafii sędziowskiej posła Piotrowicza i kłótnia o przeszłość w III RP trybuna ludu, na jakiego kreuje się Morawiecki.
Jeśli chodzi o mnie, to w przypadku tego pana mniej mnie interesuje, jak to się stało, że nie startował z listy Solidarności Walczącej, a śmiesznego komitetu Kukiz15. Bacznie natomiast obserwuję nie tyle , co mówi, ale jak głosuje.
Dotyczy to nie tylko świeżo wykreowanego „Sumienia Narodu”, który zapragnął być polskim Wizentalem.

Byłam i jestem wrogiem grubej kreski Mazowieckiego, przyniosła ona trudny do oszacowania bezmiar krzywd ofiar komunizmu, złodziejstwa, rabowania i niszczenia polskiej gospodarki i kultury. Stała się przyczyną bezkarności zbrodniarzy takich jak Jaruzelski czy Kiszczak, umożliwiła proces rządzenia państwem przez postkomunistyczne mafie niemal w każdej dziedzinie życia politycznego i społecznego.

Dlaczego więc krytykuję tych, którzy chcą oczyszczenia polskich władz z byłych członków PZPR, ZSL czy SD?

Odpowiem najpierw pytaniami retorycznymi.

1. Czy fakt, iż Tusk nie należał do PZPR był gwarancją uczciwej władzy?

2. Dlaczego spadkobiercy PRL, członkowie czerwonej partii gęsto obsiadający Platformę Obywatelską, dziś pilnie tropią, kto z Prawa i Sprawiedliwości należał do PZPR? Sami przecież mają w swoich szeregach pierwszych sekretarzy POP, byłych członków PSL, SD, ZSM itd. Mało tego, zbudowali mity wokół byłych pezetpeerowców, każąc ich czcić jako wielkich , niezłomnych bohaterów; Kuronia,Mazowieckiego,Geremka.

3. Kto i dlaczego boi się dyrektora biura prasowego w Kancelarii Prezydenta, redaktora Marka Magierowskiego czy przypadkiem nie Gazeta Wyborcza?

Mogłabym pytania mnożyć udowadniając, że jawny były członek PZPR, ZSL, SD, dawny dziennikarz GW, nie jest największym zagrożeniem dla reform w Polsce.
Bogusław Kowalski nie powinien pełnić funkcji Prezesa PKP nie tylko dlatego, że był TW i donosił, ale przede wszystkim dlatego, że dawni oficerowie SB i WSI wciąż są aktywni. Zapewne mają „zaginioną” teczkę tego pana i w odpowiednim momencie, machaliby mu ją przed nosem zmuszając do korupcyjnych decyzji.
Prawo i Sprawiedliwość powinno wyciągnąć wnioski z tego wydarzenia i zanim kogoś poprze w spółkach Skarbu Państwa dobrze zajrzy do życiorysu kandydata na stanowisko.

Na początku drogi ku wolności potrzebna była ustawa dekomunizacyjna.Czy nie byłoby machania teczkami? Tego nie wiem, ale ustawa nadal jest potrzebna, głównie po to, by oddzielić prawo PRL od prawa niepodległej Polski. Wiąże się to ze zmianą konstytucji i wprowadzeniem w czyn, między innymi, potępienia ideologii komunistycznej tak, aby żadna KPP nie mogła być zarejestrowana w polskim sądzie, a komunistyczni ideolodzy pokroju Sierakowskiego czy Zandberga ścigani z mocy prawa za głoszenie tej zbrodniczej ideologii, nawet jak ją eufemistycznie nazwą socjalizmem czy socjaldemokracją.

Lustracją zajmuje się IPN. Listę ujawnionych TW powinna za każdym razem sprawdzać władza, zanim wręczy akt mianowania czy kogoś poprze.
Natomiast dzika, podsuwana przez agenturę lustracja, kupowana przez nie znających realiów PRL, to czysta głupota.

Potrzebne jest nam sprawdzanie, kto kim był i komu służył, by nie obdzielać emocjonalnie zaufaniem czy wrogością polityków tylko ze względu na przeszłość. Liczą się jednak czyny i praca w drużynie. Tę drużynę PiS stworzyło, ma mandat narodowy do rządzenia, ma prawo do naszego zaufania.
Dyskutujmy nie o personaliach członków rządu, a o decyzjach.
Przed nami najważniejsze dyskusje nad reformą służby zdrowia, oświaty czy systemu emerytalnego. Nie kupujmy brudnego piachu i nie sypmy w tryby, bo przykrywamy przed Polakami, ku uciesze światowego biznesu, to co najważniejsze; naprawę Rzeczpospolitej. A kto jeszcze nie wie, jak to działa, to niech zmusi się do lektury Jorgena Rotha „Cichy pucz”.
Media prawicowe mają prawo i obowiązek patrzeć władzy na ręce choćby po to, by ostrzec, ale bez mądrej analizy newsów podrzucanych przez spin doktorów Petru i agentury narobimy więcej szkody niż otwarci wrogowie PiS, Prezydenta Andrzeja Dudy i Premiera Beaty Szydło.

Całe obydwie kampanie wyborcze uczestniczyłam w dyskusjach i komentowaniu na Twitterze. Nie pracowałam w żadnym komitecie, nie jestem członkiem żadnej partii, więc mogłam sobie pozwolić na niezależną obserwację i komentowanie wydarzeń.
Zdarzają mi się czasem gafy, kiedy nie wytrzymuję i łapię się na emocjonalny news. Staram się jednak trzymać zasady; zanim skomentuję, dwadzieścia razy obejrzę, kto jest nadawcą i czy informacja jest prawdziwa. Wiem już, że nie każdy, kto pisze, iż kocha Prezydenta, jest jego przyjacielem.

Potrafię ataki emocjonalne zrozumieć u pracujących w marketingu politycznym. Robią to za pieniądze, czynią według wyuczonych reguł. Niech mi jednak ktoś wytłumaczy, w czym do tej pory zawiódł Polaków Prezydent Andrzej Duda? W czym zawinił rząd Beaty Szydło? Wszystko, co zostało zapowiedziane w kampanii wyborczej jest realizowane. Wywołuje to wściekłe ataki dotychczasowych właścicieli Polski. Dlaczego przyłączają się do nich niektórzy święci prawicowcy?

Atakujący Prezydenta i rząd powinni jeszcze o jednym pamiętać, że służą nieświadomie odbudowie rowu dzielącego Polaków, to bardzo groźne, bo służy emocjonalnej a nie merytorycznej dyskusji o kształcie reform, pomaga w manipulacji nastrojami.
Wydawało się po wyborach, że chcemy wspólnoty i chcemy być razem. Nie da się tego zbudować bez politycznej rozwagi. Ale o tym pomyślę oddzielnie.

Pozdrawiam czytelników i słuchaczy
Katarzyna

__________________________________________________________

Źródło:Rozmyślania przy zmywaku mamy Katarzyny ;-)

ilustracja

Zapraszam do słuchania

audycja 693 (czwartkowa)

wtorek, 24 listopada 2015

Jeszcze nie czas na odpoczynek

Trwa festiwal głupoli, niestety również za przyczyną tych, którzy nie mogą powstrzymać się od krytyki głupoty, niepomni, że z głupim lepiej zgubić niż znaleźć. Bankrutująca i zamykająca lokalne oddziały Gazeta Wyborcza razem z masońskim zboczeńcem, nie wiedzieć czemu tytułowanym profesorem, z żoną ministra, na szczęście, byłego,chorą z żądzy zemsty w ramach starotestamentowego „ząb za ząb, oko za oko” oraz stęskniona za porządkiem Kim Ir Sena dziennikarska 'Wanda Wasilewska”, zakładają jakieś tam śmieszne konto, a w mediach trwa pompowanie żałosnego kwiczenia świń odganianych od koryta.
Świnia jak to świnia żre bez opamiętania i zanim legnie w słomie, sporo jeszcze nabrudzi.

Nie byłoby w tym nic groźnego, gdyby nie to, że szum medialny podsycają oburzeni dziennikarze, publicyści i blogerzy. I tym sposobem rozwścieczeni bombardowaniem propagandą widzowie i słuchacze zamykają się na ważne wiadomości wyłączając telewizor czy radio.
A szkoda, bo powinniśmy wiedzieć, co naprawdę dzieje się w polityce krajowej i międzynarodowej, i w razie czego wesprzeć rząd w działaniach. O potrzebie takiego wsparcia mówił w czasie kampanii Jarosław Kaczyński.

Tymczasem zadowoleni z wyników wyborów zaczynamy zachowywać się jak w 1989 czy w 2005; zabieramy przysłowiowe zabawki i zamykamy się we własnych problemach, poganiając od czasu do czasu rząd i Prezydenta. Oczekujemy, że natychmiast znikną złodzieje, mafiozi, skorumpowani sędziowie i prezesi spółek, bo przecież PiS wygrał wybory.
Hola, nie tak szybko. Nie ten wygrywa, kto ma rację, ale ten, kto wie, jak prowadzić grę. Nie wątpię, że zarówno Prezydent jak i rząd oraz parlamentarzyści PiS wiedzą jak to zrobić, ale muszą mieć pewność, że stoimy w sprawach słusznych murem i gotowi jesteśmy wesprzeć.

Najważniejszą sprawą dla powodzenia odsunięcia od koryta właścicieli Polski jest zapobieżenie paraliżu państwa za pomocą Trybunału Konstytucyjnego.

Ci, którzy interesują się polityką, wiedzą, że działanie PO/PSL przy współudziale prezesa TK sędziego Rzeplińskiego doprowadziły do prawnego pata. Tu możemy liczyć jedynie na mądrość Prezydenta i drużyny PiS. To walka na śmierć i życie.
Trybunał Konstytucyjny, jak skwitował gorzko Janusz Wojciechowski,
jest polityczną, trzecią izbą parlamentu. Trzecią i najważniejszą izbą, od której decyzji politycznych nie ma odwołania. Trzecia izba, odmiennie niż Sejm i Senat, zdominowana jest przez delegatów PO. Nawet jeśli obecny Sejm wybierze 5 nowych delegatów rekomendowanych przez Prawo i Sprawiedliwość, PO zachowa w trzeciej izbie większość i będzie kontrolowała cały proces ustawodawczy. PO będzie skarżyć ustawy do trzeciej izby, która większością głosów będzie je uchylać i blokować w ten sposób proces reform.
Powinniśmy zrobić wszystko, by do ludzi ta informacja dotarła, również do tych, którzy nie mają ochoty na spektakle w wykonaniu dziennikarskich cyngli pokroju Lewickiej i wolą film od polityki.

Jestem pewna, że w sytuacji kryzysowej Prezydent odwoła się do Polaków. Może to być apel skuteczny tylko pod jednym warunkiem, że jak w czasie wyborów informacje o działaniach Prezydenta i rządu będą docierać z pominięciem mediów mainstreamowych zanim te zostaną zreformowane i odzyskane dla rzetelnej informacji.

Ogromne zadanie stoi przed lokalnymi strukturami PiS. Nie kombinujecie, jakby tu gdzieś się załapać, bo walka idzie nie o wasze stołki tylko o Polskę.
Prezydent i rząd powinien mieć teraz wsparcie w europosłach PiS i Polonii. Wiem, że takie jest, ale potrzebne jest nagłaśnianie tego, co dzieje się w Polsce i różne formy nacisku.

Cała para w ruch, nie może być tak, że kilku cwaniaków znowu narzuca narracje, przekazy dnia, a my jak te barany kupujemy je już o świcie przy pierwszym przeglądzie informacji.
Problemów na wagę naszego bezpieczeństwa jest wiele i naród musi o tym wiedzieć, by zacząć myśleć, a nie uciekać w prywatność z naiwnym wyobrażeniem, że wraz z przyciskiem pilota wszystkie problemy zostaną rozwiązane.

Jedną z takich niecierpiących zwłoki spraw jest nasze bezpieczeństwo nie tylko naszych granic, ale nas samych w miejscach zamieszkania, szkołach, urzędach sklepach itd. Żyć musimy normalnie, choć widać, jak bardzo zapętlony Putin prze do wojny wykorzystując sytuację międzynarodową, jak bardzo tragiczny los zgotował sobie Zachód swoją naiwną lewacką poprawnością polityczną.
Nikomu jednak nie przychodzi do głowy, że pod osłoną lęku przed zamachami terrorystycznymi „obrońcy demokracji” wynajmą „Cybów”, by nas zastraszyć i to różnymi sposobami?
A ja coraz bardziej jestem przekonana, że małymi kroczkami przygotowują się do tego. Jedną próbkę już mieliśmy w wykonaniu nowoczesnego Petru we Wrocławiu.
Pora wrócić do szeroko zakrojonej akcji informowania, kim jest Petru i dyrektor Teatru Polskiego, czym jest Nowoczesna, kto ją zorganizował i kto finansuje.
Prowokacji będzie więcej i będą wynajmowani krzykacze lżący policję, i będą ośmieszani w mediach protestujący. Byleby tylko pokazać, że znowu PiS się awanturuje.
Pamiętajmy, że Bury wyszedł z więzienia mimo zarzucanych mu czynów korupcyjnych i pamiętajmy, że on i jemu podobni wciąż są na wolności, a sam Bury jest nadal członkiem Krajowej Rady Sądownictwa. Sami przecież mówiliśmy, że władzy dobrowolnie nie oddadzą.

Nie są jednak demiurgami i przegrywają, gdy jesteśmy zjednoczeni.
Jeszcze nie czas na odpoczynek, jeszcze toczy się brudna wojna z legalnie wybraną władzą i to od nas w dużej mierze zależy czy kolejny raz dostaną łupnia i zaczną się wreszcie pakować.
Wygrał Orbán, wygramy i my. Trzeba tylko włączyć rozum i ignorować wynajętych głupoli. Ci będą zawsze, ale czy musimy traktować ich poważnie? Wystarczy jak przypilnujemy, by nam krzywdy nie zrobili.

__________________________________________________________

Źródło:Rozmyślania przy zmywaku mamy Katarzyny ;-)

zdjęcie

Wojciechowski prosto z mostu o tym, czym jest Trybunał Konstytucyjny

Zapraszam do słuchania

audycja 687 (czwartkowa)

środa, 11 listopada 2015

Dziś to NASZE ŚWIĘTO. TO MOJE ŚWIĘTO!!

To nasze Święto, Polski i Polaków. Odzyskaliśmy Ojczyznę, pora dziękować Bogu, a jutro zakasać rękawy, ruszać głową i pilnować, by jej nie ukradli.

----------------------------

Stan wojenny. Rok 1982. W pracowni języka polskiego wiejskiej szkoły wywieszam 11 listopada gazetkę o Józefie Piłsudskim. Czujne oko „kogoś tam” nie omieszkało powiadomić dyrektora. Otrzymuję polecenie natychmiastowego ściągnięcia jej pod groźbą utraty pracy. Zanim wróciłam do klasy, gazetka usłużną ręką „kogoś tam” została ściągnięta.

Wczesne lata 90 – te. Lekki podmuch wolności. Wraca Narodowe Święto Niepodległości w miejsce komunistycznego 22 lipca. W przeddzień ulice udekorowane biało-czerwonymi flagami. Jadę do pracy. W samochodzie syn koleżanki zdumiony pyta z lekceważeniem w głosie. - A z jakiej to okazji? Konsternacja ukraińskich rodziców; dziecko nie wie, że to polskie święto odzyskania niepodległości, nikt mu nie powiedział ani w szkole, ani w domu.

Wiele od tego czasu się zmieniło. Ukraińscy sąsiedzi nadal są naszymi przyjaciółmi, a guru nacjonalistów spod znaku UPA przegrał wreszcie wybory. Coś w końcu dotarło do licznych ukraińskich mieszkańców ? Oby.

Prze te 26 lat nie oni jednak byli wrogami Polski i Polaków, choć wielu z nich gorliwie pomagało właścicielom PRL, a dziś korzysta z profitów mniejszości narodowej w III RP. Niektórzy nadal z rozrzewnieniem tęsknią za komuną. Taki paradoks polskiej historii; nacjonalista tęskni za komuną.

----------------------------

Myślę, przeżywając dzień Narodowego Święta Niepodległości, o drodze, jaką przebyliśmy od 1980;od radości zwycięstwa górników i stoczniowców po wojnę z Narodem zbrodniarzy komunistycznych i wieloletnie oczekiwanie na cud powstania z kolan Polaków. Myślę o łzach radości o 5 – tej nad ranem pod siedzibą Regionu „Solidarności”, kiedy przywieźliśmy protokoły wyników wyborów 1989 r.

Tymczasem zbudowano nam zamiast dumnej Niepodległej Polski Mordor.
Bo prawda jest taka, iż przy Okrągłym Stole doszło do zdrady. Do zdrady Narodu i Państwa Polskiego. /.../ Bo to właśnie „Kiszczaki” i „Michniki” umeblowali nam III RP-ę, państewko-potworka, nie Państwo Polskie - podsumował III RP polski emigrant ze Szkocji Grzegorz 24 maja 2015 roku, data bez wątpienia historyczna!

Setki dyskusji, polemik przy każdej rocznicy powstania Solidarności, wojny Jaruzelskiego z narodem, kontraktowych wyborów. Nie chcę w tej chwili do tego wracać. Dziś oddycham radością i nadzieją. Lepiej tego nie powiedziałabym, dlatego znów oddaję głos Grzegorzowi z mego pokolenia:

24maj 2015 roku Andrzej Duda pokonał Mordor. Pokonał nie tylko Komorowskiego, postać nikczemną jak wszystkie „autorytety” IIIRP-y, ale pokonał system. Cały, zblatowany system władzy kraiku-potworka, zadżumione media i skorumpowane instytucje „państwa”.
Jak ważne było to zwycięstwo, przekonaliśmy się 25 października.
Ta sama radość ze zwycięstwa, ale jakże inna nadzieja. Ujadanie beneficjentów przerażonych rozmiarem klęski takie same jak w latach 2005 – 2007, ale już bezsilne. Posiadanie mediów i możnych sponsorów już nie zadziałało. Pozostał lament i rozsyłane pocztą pantoflową wieści o odbieraniu przywilejów urzędnikom, czystkach kadrowych i wsadzaniu do więzień przeciwników, wywołaniu wojny z Rosją. A wszystko po to, by utrzymać podziały, abyśmy skakali sobie do oczu i nienawidzili się wzajemnie.

Zwycięstwo Andrzeja Dudy i uzyskanie w wyborach możliwości samodzielnych rządów przez PiS pokazało, że można wydostać się z oblężenia mimo wściekłego ataku mediów i taktyki rozbijania głosów.
Jest program naprawy Rzeczpospolitej, są politycy, którzy potrafią tego dokonać. I co najważniejsze; mają zaplecze intelektualne i naukowe patriotycznych elit. Nie zmarnujmy tego małostkowością i partyjnymi podjazdami. Wiele jest do zrobienia.

Mnie rozpiera radość. Dzięki transmisji w TV Trwam uczestniczyłam we mszy świętej w archikatedrze warszawskiej w kolejną, 67 miesięcznicę smoleńskiego zamachu na polskie elity. Ze wzruszeniem słuchałam homilii biskupa Janochy. Patrzyłam na twarze polityków. Stawili się prawie wszyscy kandydaci rządu Beaty Szydło. Był z nimi Prezydent. Na koniec podniósł się las biało – czerwony i zabrzmiała nieśmiertelna pieśń „Boże coś Polskę”. Moje pokolenie nie pamięta czasu, kiedy władza była z Narodem tak jak dziś.

I stało się:

Nadszedł ten moment, ta chwila, kiedy w archikatedrze warszawskiej Polacy razem z Prezydentem i Parlamentarzystami Najjaśniejszej mogli wspólnie zaśpiewać: Ojczyznę wolną pobłogosław Panie". Dzięki Ci, Panie Boże.

Nie, dziś nie chcę słyszeć o żadnych sporach, kto jak powinien świętować i gdzie powinien być nasz Prezydent.Radowałam się ogromem uczestników uroczystości przed Grobem Nieznanego Żołnierza, lasem polskich flag, pietyzmem, z jakim przygotowano defiladę. Słuchałam ze wzruszeniem naszego Prezydenta i z dumą myślałam, że jestem częścią tego Narodu. Tak, Dziś to NASZE ŚWIĘTO. TO MOJE ŚWIĘTO!!

__________________________________________________________

Źródło:Rozmyślania przy zmywaku mamy Katarzyny ;-)

Zapraszam do słuchania

audycja 683 (czwartkowa)

środa, 21 października 2015

Kto jest dziś Salomonem ben Natanem Aszkenazem?

Jeżeli pan Zandberg był taki "świetny" to znaczy, że są rzeczy, których nie jestem w stanie ogarnąć. I jest ich coraz więcej... - napisał na Twitterze bloger Grzegorz Mniejszy

Ten głos rozsądku na pewno niektórych otrzeźwił. Mnie upewnił, że obok kampanii widocznej gołym okiem ciecze brudny ściek mający za cel kolejny raz wyrolować Polaków.

Ze zdumieniem oglądałam debatę wtorkową. Wielu zapewne tak jak ja pytało –

A kto to jest ten Zandberg? A co to za partia RAZEM?

Gdyby nie ta debata myślałabym, że nie tak dawno nagabywała mnie jakaś religijna sekta, która próbowała spamując przesyłać mi „tajne” informacje o moim Kościele i przekonywała mnie do głosowania RAZEM.
Próbowałam dowiedzieć się, co to za tajemna poczta sięga do mojej skrzynki, ale nikt ze znajomych nie potrafił mi wyjaśnić.

Wystarczyła debata, by wszystko stało się jasne.

A chodzi, oczywiście, o Polsko-Japońską Wyższą Szkołę Technik Komputerowych.

Nie, nie będę przytaczać tu programu partii, który głównie opiera się na komunistycznej sprawiedliwości; zabrać kułakom (75% PIT)- ale już nie do końca wiadomo, komu oddać. Gdyby mieli dojść do władzy, ta partyjna kanapa szybko przekształciłaby się w urząd szukający wrogów ludu.

Bardziej interesujące mogłyby być odpowiedzi na pytania: Dlaczego do tej pory prowadzili tajemną kampanię i to głównie dziwnymi e-mailami, z których trudno było domyśleć się, kto jest nadawcą? Jak zebrali podpisy, skoro nikt ich nie zna?

Nie za bardzo przejmujemy się ewentualnym ich wynikiem wyborczym, bo jeśli komuś zabiorą głosy, to na pewno nie PiS -owi. Będą zbierać tych, którzy zawiedli się na SLD, a ZLEW brzydko im się kojarzy. Pada i dodatkowy argument; popełnili niewybaczalną w Polsce gafę. Polacy nie dadzą się nabrać na budzące fatalne skojarzenia brody i nazwisko wodza.
I żeby nie było mi tu jakiś domysłów, dodaję; chodzi nie o narodowość czy wyznanie, a o tragiczne doświadczenia Polaków z żydokomuną, by wspomnieć: Komitern, PZPR, NKWD, KGB, UB, SB, kadra ludowego wojska itd.
Ten numer nie przejdzie, mimo pompowania od samego rana „świetnego” wystąpienia w czasie debaty tego pana, uważają inni.
Też tak w pierwszej chwili sądziłam, ale bloger Grzegorz zapalił mi w głowie czerwoną lampkę; „świetność” Zandberga domaga się oświetlenia tego, co nie tylko przed nim zakryte i czego nie ogarniamy.

Czy potrzebna jest nam ta wiedza do zwycięstwa w wyborach? Lepiej byłoby zapytać czy jesteśmy w stanie ją zdobyć.

Od miesięcy przypominamy sobie ostrzeżenia, że oni tak łatwo nie oddadzą władzy. Już wiedzą, że trudno nas wyprowadzić na ulicę, już czują oddech Ruchu Kontroli Wyborów i wiedzą, że fałszowanie na szeroką skalę może nie wyjść.
Nie znaczy to, że pogodzili się z klęską. Teraz rzecz idzie o to, by nie dopuścić do samodzielnych rządów PiS–u. Na pomoc przybył Korwin – Mikke, głosy PO próbuje ratować i zbierać Petru. Głosy prawicy może uszczknąć pajac pod muszką i manipulowany do obrzydliwości przez spin doktorów Kukiz.
Każde wejście do Parlamentu, choćby minimalnie nad progiem, daje szansę na koalicję antypisowską. I nie chodzi o to, że i tak może być powołany rząd mniejszościowy, skoro nie pozwolą rządzić, a chwiejnych trzeba będzie przekupywać stanowiskami.
Każda zablokowana przez Prezydenta ustawa, będzie wywoływać histerię. Zmęczony naród będzie miał dość rządów PiS. Jednym słowem; powtórka z 2005 r, tylko w znacznie trudniejszych realiach gospodarczych i międzynarodowych.
Nie zatrzymamy wówczas regionalizacji Polski, likwidacji kopalń czy prywatyzacji uczelni. I co najważniejsze, nie przeciwstawimy się sprowadzaniu imigrantów, jeśli zlekceważymy te przestrogi.
Nasi emigranci jeszcze nie wiedzą, że przyjazne ich traktowanie w krajach UE nie jest szczere ani bezterminowe. Wynika z różnych powodów, ale skończy się wraz z zakończeniem wynaradawiania Polaków, a do pozbycia się ich wykorzystani zostaną fanatyczni muzułmanie.

Z tego też powodu nie unikajmy rozmów i tłumaczenia, że każdy zmarnowany głos, to oddanie Polski w łapy obcego wywiadu, który tak będzie Sejmem manipulował, jak niegdyś caryca Katarzyna, która wymyśliła ustawę o ochronie prześladowanych rzekomo w Polsce innowierców, by mieć pretekst do ich obrony przed szlacheckim, katolickim ciemnogrodem. Ale to już inna historia, którą świetnie opisała Barbara Stanisławczyk w książce Kto się boi prawdy?

Jeśli już jestem przy tej znakomitej lekturze, to przyznam, że do tajemniczej partii RAZEM najbardziej pasuje inna, opowiedziana przez autorkę, historia pewnego wpływowego żyda Salomona ben Natana Aszkenazego.
Polskiej szlachcie wydawało się, że wybiera króla samodzielnie, tymczasem to Salomon wybrał Henryka Walezego. Zdaję sobie jednak sprawę, że choćbyśmy nie wiem jak grzebali w informacjach, szeptanych newsach, to o tym, kto dziś jest Salomonem Aszkenazym dowiedzą się, być może, dopiero nasze wnuki, dlatego tak bardzo potrzebna jest Polsce nie tylko sprawna i oddana ojczyźnie służba wywiadowcza, ale i nasz rozsądek.

__________________________________________________________

źródło: Rozmyślania przy zmywaku;)

Ilustracja;https://pbs.twimg.com/media/CR1APkTVAAEwMON.jpg

Zapraszam do słuchania

audycja 677 (czwartkowa)

środa, 7 października 2015

„Test otwartej furtki” amerykańskiego dyplomaty

Minęło kilka ładnych lat od chwili, kiedy szumnie ogłoszono, iż czas tradycyjnej polityki minął bezpowrotnie. Zmiany jej funkcjonowania poszły tak daleko, że wkroczyliśmy nieodwołalnie w etap postpolityki.
W czasie kampanii w 2007 r. słyszeliśmy, że PiS nigdy nie wygra wyborów, bo stosuje zasady i metody z przeszłości. Pisze programy, chce dyskutować merytorycznie, tymczasem wyborców to nie obchodzi, bo polityka stała się walką o władzę, a tę zdobywa się manipulując emocjami. Wygrywa atrakcyjnie zbudowana narracja a nie idee.
W myśl tej teorii skonstruowano cały system oddziaływania na społeczeństwo; od ekranu tv i wiodących stacji radiowych począwszy, po wykorzystanie portali takich jak „Nasza klasa”, Facebook, Twitter czy różne fora dyskusyjne.

Gdzieś tam w niszy wytrwale mądrzy ludzie snuli projekty o „pociągu do Polski”, budowali program „Polska wielki projekt”, marzyli o „odzyskaniu Polski”, przekonywali, że to możliwe.
Ot, taki konserwatywny światek, otoczony niszowymi mediami, portalami, blogami, doskonale nadający się do pogardliwego przeciwstawiania oświeconej elicie walczącej prowokacją, datkami na obrazoburcze przedstawienia, hojnymi reklamami, o nowy przyszły świat.
Prof. Andrzej Zybertowicz gorzko pointował wówczas tę sytuację:
Będąc socjologiem starającym się, za pomocą sposobu myślenia właściwego dla swojej dyscypliny naukowej, aktywnie uczestniczyć w debacie publicznej, odnoszę wrażenie, iż mimo upływu czasu i zmian, które on przynosi ze sobą – stale wchodzę do tej samej rzeki. Jak to możliwe? - pytał autor Pociągu do Polski Polska do pociągu w 2011 r.
i dodawał dalej:
Tymczasem po raz kolejny zobaczyłem, że patologie trzymają się mocno. Że uformowane w pierwszych latach naszej transformacji zasady gry interesów zmieniają się tylko nieznacznie. Że w istotnej części mediów i w głowach sporej części Polaków w najlepsze trwa praktykowanie odmowy wiedzy o faktycznych mechanizmach na wpół- wolnorynkowej gospodarki; o mechanizmach na -wpół-demokracji; o tym, że część naszych elit zachowuje się tak, jakby bardziej ceniła lojalność wobec podmiotów zagranicznych niż wobec swego kraju.

Tak właśnie wygląda postpolityka! Narracja, pięknie opowiedziana bajka, liczy się w zdobywaniu władzy - zakrzyknąłby Eryk Mistewicz w odpowiedzi profesorowi. Tymczasem obserwując gorące wydarzenia w świecie oraz sytuację w Polsce po wyborach prezydenckich chyba pora na zmianę okrzyku. Polityka wraca, i to w najgorszym imperialnym wydaniu! A świat potrzebuje mądrych polityków, a Polska wizjonerów na miarę Józefa Piłsudskiego.

Czy to na pewno agonia postpolityki, przynajmniej w Polsce? Czy Polacy otwierają się na wiedzę o swoim kraju? Przekonamy się już wkrótce 25 października. Inżynieria zarządzania emocjami jest bowiem wciąż stosowana, wywołuje w nas paroksyzmy gniewu i chęci zemsty. Niemal każda sytuacja nadaje się do emocjonalnych podziałów Polaków. Siła narracji jednak znacznie osłabła, o czym boleśnie przekonała się Platforma przy wyborach prezydenckich.

A mimo to zaczynamy się denerwować, memy coraz ostrzejsze, czasem wręcz chamskie,bo kampanię rozciągnięto w czasie licząc na zmęczenie Polaków. Odzywają się stare lęki, że coś tam znowu wywiną i mimo wiedzy poniosą nas emocje tak jak w 2007 r.
I tak zbulwersowany bloger twittuje:

Nie ma mowy do powrotu rządów w starej formie, uspokajają nas autorzy niezwykłego jak na polskie warunki głosu w dyskusji o kondycji Polski -

Państwo Platformy. Bilans zamknięcia

.
Bez wątpienia, nawet jeśli Platforma utrzyma władzę po wyborach parlamentarnych 2015 r. , powrót do komfortu rządzenia, którego zaznała w latach 2007 – 2015 nie będzie możliwy.
I to Polacy widzą gołym okiem; żenujące naśladowanie kampanii prezydenta i Beaty Szydło. Wszyscy nagle jeżdżą po Polsce autobusami i chcą z ludem się bratać.
Prezydent Andrzej Duda zmusił do gorączkowego sklejania jakiegoś tam programu, nieobecnego w ośmioletniej polityce władzy mimo szumnych zapowiedzi i kolejnych odsłon „nowego otwarcia”.
Tymczasem PiS macha jej przed nosem gotowymi projektami ustaw, których domagają się Polacy.
Czyżby przyszedł czas na powrót do polityki? Argumenty i program kontra sloganom i rewii haseł bez ładu i składu?
Nie popadajmy jednak w przedwczesny zachwyt. Kampania parlamentarna różni się znacznie od prezydenckiej. Dziś mamy przed sobą listy, a na nich nazwiska, które kojarzymy z konkretnymi osobami. Dla jednych to ktoś bliski, znajomy, dla innych ten, co pomógł w biedzie, choć bliżej mu do postkomuny, a jeszcze inny to - panie, łobuz i cwaniak.
To dlatego tak Beata Szydło apeluje:
Oznacza to ni mniej, ni więcej tylko - nie liczą się wasze ambicje, sympatie, prywatne układy, jesteśmy drużyną i tylko tak możemy zwyciężyć i działać.
To ważny sygnał również dla emocjonalnie nastawionych wyborców.

„golone – strzyżone”

Tymczasem wielu z nas przyzwyczaiło się już do wymiany ciosów na zasadzie : golone – strzyżone, które zwykle kończą się argumentem ad personam, bo jak tu „zakutej pale wytłumaczyć, że PKB nie przekłada się na dobrobyt konkretnego Polaka”.

Czy można dyskutować merytorycznie?Czy każda dyskusja w gronie znajomych musi kończyć się argumentami; wszyscy politycy kłamią, kradną i tylko obiecują. PiS taki sam?
Sokrates wiedział, jak to się robi. Źle się to, co prawda, dla niego skończyło, ale dla nas nie musi, pod warunkiem, że nie tylko będziemy umieli zadawać pytania, ale mieli też w zanadrzu rzeczowe argumenty w odpowiedzi.
Na temat tego, jak jest, to my już z grubsza wiemy, ale trudniej nam o rzeczową odpowiedź, dlaczego tak się dzieje.

„Państwo Platformy. Bilans zamknięcia”

Przyznam, że w związku z tym bardzo ucieszyłam się wydaną ostatnio przez Frondę pracą socjologów: Andrzeja Zybertowicza, Macieja Gurtowskiego i Radosława Sojaka Państwo Platformy. Bilans zamknięcia.
Czytelnika nawykłego do publicystycznych diagnoz i pryncypialnych wniosków może ona zaskoczyć, ba, nawet zniechęcić do czytania; tyle tam wykresów, tyle wskaźników, porównań.
Bez obaw. To lektura nie tylko dla studentów socjologii, politologii i polityków kreujących programy partyjne, ale wszystkich, którzy biorą udział w burzliwej debacie przedwyborczej o stanie naszej Ojczyzny.
Chcemy dostarczyć narzędzi i danych przydatnych do rzeczowej, prowadzącej do konkretnych wniosków obecnej kondycji naszego kraju. Chcemy przedłożyć pewną porcję sprawdzalnej wiedzy służącej racjonalnej dyskusji o warunkach i rozwoju Polski - piszą we wstępie autorzy książki.
I krok po kroku przeprowadzają czytelnika od funkcjonujących w obiegu społecznym ocen współczesnej Polski, nieuleczalnej skłonności do stronniczości w ich ferowaniu po wskazywanie problemów w wybieraniu źródeł oceny i twardych wskaźników, które byłyby w stanie zobiektywizować obraz kondycji państwa. Otrzymujemy bogactwo informacji, a zamiast stronniczej narracji, liczby, wykresy, wnioski, oceny.

Autorzy zadają pytania - Czy w ogóle istnieją jakieś naukowe metody pomiaru procesów społecznych związanych ze sprawowaniem władzy? Czy możliwa jest sprawiedliwa ocena rządów PO/PSL? - i odpowiadają – tak, jest to możliwe i konieczne. Nie możemy czekać na osąd historii, państwo Platformy należy ocenić już dziś.

Zaskoczeniem dla wielu może być przytaczanie opinii płynących z obozu władzy a nie opozycji. Okazuje się, że są one zróżnicowane i pokazują pęknięcia. Dają możliwość szukania odpowiedzi na pytanie - Skoro jest tak dobrze (jak twierdzą niektórzy), to dlaczego jest tak źle (jak zdaje się sądzić wielu)?

Cenną wartością tej publikacji jest odwoływanie się do powszechnie dostępnych źródeł informacji, badań przeprowadzanych przez polskie i międzynarodowe instytucje pokazujące miejsce Polski w świecie w ostatnim ćwierćwieczu na tle innych państw. Zestawienia tych badań mogą zaskoczyć, czasami mogą upewnić w naszych ocenach, dać podstawy własnym intuicyjnym wnioskom, ale też nauczyć szerszego spojrzenia na różnego rodzaju wkładane nam teorie i hasła ekonomiczne.
Wielu z nas, np. nie rozumie, dlaczego rozwój kraju mierzony w PKB nie poprawia jakości życia Polaka? Tu może się dowiedzieć i spokojnie pytać w dyskusji, dlaczego „w Polsce zamiast o PKB per capita można raczej mówić o PKB per elita”.
Wiedza o tym, co tak naprawdę mierzy GUS, jak mierzona jest polska bieda niejednemu czytelnikowi powinna szeroko otworzyć oczy.

Motto rozdz. IV - Socjalizm, Panie Kolego, to system, który cechuje się tym, iż między planowaniem a sprawozdawczością ogniwa pośrednie nie zawsze są niezbędne -rozbawiło mnie, bo pamiętam kawał o sprawozdawczości pogłowia trzody chlewnej w PRL.
Tu jednak nie o trzodzie, a o jakości rządzenia mowa i to w różnych aspektach, między innymi, w tak bulwersujących opinię społeczną jak przedsiębiorczość, innowacyjność czy wykorzystanie funduszy unijnych.

Wszystko to byłoby jedynie socjologicznym, naukowym opisem rzeczywistości polskiej pod rządami koalicji PO/PSL, gdyby nie konsekwentne, logiczne wyjaśnianie celu badań i wniosków płynących z nich.
A wniosek najważniejszy to taki, który powinien otrzeźwić zwolenników opinii „ trwającego złotego wieku Polski”, zmusić kandydatów do Parlamentu do podjęcia rzeczowej, a nie propagandowej dyskusji o kondycji Polski. Brzmi on: „Polska pod rządami PO/PSL marnuje swoje cywilizacyjne i rozwojowe szanse”.

Z faktami się nie dyskutuje, ale można przytaczać nowe

Problem w tym, że nie każdy, nawet tak oczywiste fakty, wynikające z analizy wskaźników, jest gotowy przyjąć w dyskusji. Czy jest na to rada?
Jeśli, nawykły do opinii w 140 znakach i notatek nie przekraczających wielkości leadu artykułu, czytelnik dojdzie do zagadkowo brzmiącego tytułu rozdziału – Nie zakończenie, ale nowy początek! - spotka go nagroda. Mowa w nim, między innymi, o „pewnym specjalnym wskaźniku” nazwanym „testem otwartej furtki”, który jest „najważniejszym wskaźnikiem jakości całego systemu społecznego”.
Autorzy bowiem nie ukrywają głównego celu publikacji. Jest nim odpowiedź na pytanie; żyjemy na „zielonej wyspie” czy w „państwie teoretycznym”.

Jeśli mimo to autorzy Państwa Platformy. Bilans zamknięcia nie przekonają niektórych dziennikarzy, publicystów i polityków do wynikających z faktów wniosków i ocen, to zawsze mogą sięgnąć do bogatej bibliografii zamieszczonej w starannie wydanej pracy. Nie jest to bowiem książka stronnicza, pozbawiona warsztatu naukowego,co nie znaczy, że jest nudna. Nieraz uśmiechniemy się przy jej lekturze.
Wiemy, że z faktami się nie dyskutuje, ale zawsze można przytaczać nowe. Czy zdobędą się na tak rzeczową dyskusję apologeci rządów jedynie słusznej partii? Jak będzie, przekonamy się wkrótce.
Nie dajmy książce zakurzyć się na półce, jest ona bowiem zwiastunem nowej jakości dyskusji politycznej w oparciu o badania socjologiczne i gwoździem do trumny postpolityki.

Andrzej Zybertowicz, Maciej Gurtowski, Radosław Sojak, Państwo Platformy. Bilans zamknięcia, Fronda 2015

__________________________________________________________

źródło: Rozmyślania przy zmywaku;)
ilustracja

Zapraszam do słuchania

audycja 673 (czwartkowa)

wtorek, 22 września 2015

Wybór jeszcze należy do nas

Problem narastającej emigracji z Bliskiego Wschodu zaskoczył nas. Tysiące wędrujących drogami Europy młodych, silnych mężczyzn zdumiewa i przeraża. Kto i dlaczego tak okrutnie drwi z sytej Europy? Do nich dołączają tysiące emigrantów z Afryki. Gdzieś tam każdy z nas od wielu lat słyszał, że Włosi, Francuzi, Hiszpanie mają z nimi problem. Nie dotyczył on jednak nas, więc spokojnie klepaliśmy swoją polską biedę, rozmawiając przy rodzinnych stołach o tym, jak „ciapaci” zaczynają zmieniać zachodnie kraje.

Dziś z internetowych portali wieje grozą. Autorzy memów prześcigają się w epatowaniu makabrycznymi zdjęciami egzekucji dokonywanych przez islamistów na chrześcijanach. Zdjęcia z obozów biją w nas współczuciem dla dzieci i budzą strach przed tym, co nas czeka, gdy hordy fanatyków muzułmańskich dotrą do polskich miast.

Ze zdumieniem i przerażeniem odbieramy totalną propagandę lewacką dziennikarskich gnomów wyzywających Polaków od ksenofobów, zdradę Polski przez Donalda Tuska, przez rząd Ewy Kopacz i jednocześnie szukamy sposobów w gorących dyskusjach, by Polskę uchronić przed najazdem współczesnych „hunów”. Otrzymujemy przy tym z różnych stron próby odpowiedzi, dlaczego tak się dzieje.
Nie będę ich przytaczać, bo pamiętam o starej maksymie; prawdy o wojnie dowiadujemy się po jej zakończeniu. Teraz dociera do nas głównie propaganda. Można mieć tylko nadzieję, że są tacy, którzy rozumieją sytuację i wiedzą jak nas chronić.

Z nadzieją patrzymy na kalendarz; za kilka tygodni może karta się odwróci, może polskie władze staną we wspólnym działaniu z Węgrami, Słowacją i Czechami. Dziękujemy Bogu za mądrość wyboru prezydenta, bo nie trzeba wielkiej wyobraźni, by wiedzieć, co by się dziś działo, gdyby wybory wygrał Komorowski.
Nie pamiętam sprawy, która by tak łączyła Polaków, jak strach przed muzułmańskimi imigrantami. Kto jednak próbuje ogarnąć rzeczywistość, musi przyznać, że jesteśmy zaledwie na powierzchni problemów, które przyjdzie rozwiązywać.
Od rana do wieczora targają nami emocje skrzętnie podgrzewane w wyborczej kampanii. Brakuje rzeczowej dyskusji; co dalej.

No właśnie, co dalej? Czas najwyższy odpowiadać na to pytanie. Ale jeszcze trudniejsze mogą nam zadać muzułmanie. Co stało się z waszą cywilizacją, że tak czujecie się bezradni wobec naszej?

Z faktami się nie dyskutuje.

A faktem jest, że ratunek upatrujemy w politycznych rozwiązaniach, drutach okalających granice i prawach antyimigracyjnych. Chcemy czuć się bezpiecznie we własnym domu i we własnej Ojczyźnie. Żądamy tego od władz i mamy do tego prawo.
Strach jednak tylko na początku jest zdrowym sygnałem zagrożenia, potem paraliżuje i dlatego przyjęliśmy postawę ofiar bezbronnych wobec narastającej fali islamizacji Europy.

Czy tak jest na pewno, czy jesteśmy tylko ofiarami, czy tylko islam niszczy naszą cywilizację?

Wędrujący przez Europę szlakiem św. Jakuba do katedry w Santiago de Compostela w Hiszpanii Marek Kamiński mówi:
To była podróż przez duchową pustynię Europy. Ruszyłem na pielgrzymkę i chciałem uczestniczyć we Mszy świętej, tymczasem okazało się , że w Niemczech, Belgii, czy Francji kościoły były zamknięte. Nikogo nie interesowały tematy duchowe (GN nr 32, 2015)
Czy wobec tego ktoś może dziwić się jeszcze, że wyburza się kościoły w Belgii, Holandii, a we Francji rząd chce je zamienić na meczety?
Czy może w tej sytuacji budzić zdziwienie, że w największej, historycznej katedrze Pamięci Protestu Marcina Lutra w Spirze modli się imam, a chrześcijanka jest wyrzucana z kościoła, bo tę modlitwę zakłóciła?

Pytajmy dalej.

Czy to muzułmanie są winni, że w amerykańskich klinikach Planned Parenthood morduje się dzieci i sprzedaje na części?
Kto odważy się zapytać głośno, co dzieje się z abortowanymi dziećmi w Europie, w Polsce?

Przyjrzyjmy się naszej Europie zagrożonej islamskimi dzikusami z Afryki czy Bliskiego Wschodu. Jesteśmy lepsi od nich, bo mordujmy w klinikach, w białych fartuchach, a dziecięce główki nie wbijamy na pal? Umierają na aborcyjnym stole, rozrywane ciałka służą do badań i wyrobu kremów dla wynaturzonych celebrytek? Dlatego jesteśmy lepsi i dlatego bronimy się przed hordą dzikusów?

Wybaczcie, że psuję narrację, ale nie mogę nie myśleć i nie pytać:
W ilu krajach Europy w kościołach zarządzono modlitwy ekspiacyjne wobec zbrodniczego prawa do eutanazji dzieci w Belgii?
Tymczasem mamy już kolejny pomysł.
Francuscy masoni chwalą rządowy projekt ustawy w praktyce legalizującej eutanazję i chcą, by mogły być jej poddawane także dzieci.
Okrutna prawda wciąż jest bagatelizowana; do zbudowania nowej Europy według planów międzynarodowej lewicy i masonerii wystarczy nasze milczenie wobec szerzącego się w cywilizacji zachodniej prawa do aborcji, eugeniki i eutanazji. Wystarczy uwierzyć, że Boże przykazania nie przystają do wymogów współczesnego świata, wystarczy poddać się przemocy tolerancji w jedną stronę i wyrzec się chrześcijańskich wartości.
Islam teraz neomarksistom jest potrzebny do wykorzenienia chrześcijaństwa za pomocą przymusowego wprowadzania multikultury. Jeśli się im to uda, poradzą sobie z wiernymi Mahometa tak jak radzi sobie Putin w Rosji.

Na marginesie problemu migracyjnego zostawiliśmy nasze dobrowolne wyrzekanie się własnej tożsamości dla wygody życia.

Wielokrotnie miałam okazję słuchać pochwał polskich emigrantów, jak to na Zachodzie żyje się im lepiej niż w Polsce. Nie mogę jednak doprosić się odpowiedzi na podstawowe pytania, jak radzą sobie z naporem praw poprawności politycznej, jak bronią swoje dzieci przed utratą chrześcijańskiej tożsamości? Ich doświadczenia mogłyby nam bardzo się przydać, bo nie unikniemy konfrontacji z nadchodząca rzeczywistością.

Jakimi wyjdziemy z tej konfrontacji?

Nadchodzi czas próby; albo wrócimy do korzeni chrześcijańskiej Europy, albo zaleje nas zrazu fala islamu, a potem porządek nowego świata bez Boga i wolności. Wybór jeszcze należy do nas, niczego też nie musimy wymyślać sami. Przed nami byli już tacy, którzy zdali egzamin z życia.
Jednym z wielu był rotmistrz Witold Pilecki. Swój Raport z Auschwitz kończy tak:
Nie to jest ważne, co napisałem dotychczas na tych kilkudziesięciu stronach, szczególnie dla tych, co będą je czytać li tylko jako sensację, lecz tutaj chciałbym pisać tak wielkimi literami, jakich nie ma, niestety, w maszynowym piśmie, żeby te wszystkie głowy, co pod pięknym przedziałkiem mają wewnątrz przysłowiową wodę i matkom chyba tylko mogą dziękować za dobrze sklepione czaszki, że owa woda im z głów nie wycieka - niech się trochę zastanowią głębiej nad własnym życiem, niech się rozejrzą po ludziach i zaczną walkę od siebie, ze zwykłym fałszem, zakłamaniem, interesem podtasowanym sprytnie pod idee, prawdę, a nawet wielką sprawę. (p.m.)
Setki razy czytałam tę zagadkową pointę i wciąż ją przywołuję.
Wydawać by się mogło, że po tak tragicznych doświadczeniach i braku odzewu na możliwość uwolnienia więźniów powinien zaszyć się gdzieś w kącie, nadrobić czas stracony dla rodziny i zapomnieć o zdradzie świata wobec setek tysięcy więzionych, głodzonych, bitych i mordowanych, dla których nie było miejsca w świecie za drutami. A jednak nie przyjął rozkazu ucieczki za granicę, gdy czerwony terror zawisł nad umęczoną Polską. Nie zwolnił siebie z żołnierskiej przysięgi.
Długimi godzinami w więziennej celi oddawał Bogu swoje cierpienie, czerpiąc siłę z naśladowania Chrystusa. I nie jest to bajka dla grzecznych katolików.
To przesłanie dla nas i nie ma od niego ucieczki, jeśli chcemy zwyciężyć.

źródło: Rozmyślania przy zmywaku;)

__________________________________________________________

zdjęcie

Zapraszam do słuchania

audycja 669 (czwartkowa)

wtorek, 4 sierpnia 2015

Biją dzwony, Panie

Biją dzwony dziś na alarm, kto je słyszy?

Kiedy pasterze zbłądzą, owce gubią się. Dlatego mądry baca szuka je wsłuchując się w dźwięk dzwoneczków uczepionych u ich szyi. Sam też nawołuje je wołaniem, którego melodię znają owce, odnajdują go i idą za nim. Każdy, kto był w górach choćby raz pod reglami, zna tę muzykę gór. Budziła go każdego ranka, łagodna niczym trel ptaków, nie drażniła, a wprowadzała porządek w rozproszonym stadzie.

Na wielu katolików tak działa dźwięk dzwonów bijących w oddali z wieży kościelnej. Budzi i przypomina, pokazuje, gdzie mieszka Ten, który stworzył, Ten, który jest Panem i Ten którego grzech człowieka zaprowadził na Golgotę.

Kto krzyż odgadnie, ten nie upadnie... - słowa wielkopostnej pieśni niejednego już podtrzymały na duchu w zwątpieniu, bólu, ale i w buncie przeciwko zgorszeniu świata, a bicie kościelnego dzwonu zaprowadziło przed Tabernakulum, by wystawić się na promienie Słońca, które nigdy nie zachodzi.

Bywa jednak, że dźwięk rozkołysanych dzwonów wskutek braku słuchu dzwonnika brzmi fałszywie, zgrzyta i powoduje ucieczkę wielu owiec, które potem trudno pozbierać i zgromadzić wokół pasterza.
Doświadczają tego zsekularyzowane narody Zachodu. Boją się inwazji islamistów zapominając, że jest Pasterz, który czeka na ich powrót do źródła.

Nie należę do owiec, które obrażają się na dzwonnika za fałszywe tony i szukają sobie innego przewodnika, innej łąki, bo moim Pasterzem jest On, nawet wtedy, gdy dzwonnik fałszuje, gdy wydaje mu się, że tak będzie lepiej, bezpieczniej dla owiec.
PAN jest moim Pasterzem niczego mi nie braknie /.../„Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.... - śpiewa psalmista

Moja rozmyślania przy zmywaku są dziś bardzo smutne.

Powiem tak:
Diabeł kolejny raz zaciera kosmate kopyta i macha radośnie ogonem licząc na wielki łów.
Kiedy aresztowano Prymasa Tysiąclecia, niektórzy biskupi, kapłani mieli mu za złe - Non possumus! - i próbowali na własną rękę dogadać się z czerwoną władzą w imię lęku przed rozproszeniem się owiec.
A jednak to Stefan Kardynał Wyszyński miał rację. Modlił się za Bieruta, ale nie poszedł z nim na układ.

Są granice, których pasterz nie może przekroczyć nie sprzeniewierzając się Chrystusowi.

A ta granica została przekroczona w imię doraźnej polityki hierarchów Kościoła, którą większość wiernych nie rozumie. W każdym razie została mocno nadwyrężona i rozmydlona w dziwnych oświadczeniach.

Biją dzwony na alarm, ale uszy zatkane

Wiele straciły ze swej mocy listy KEP w sprawie, godzącej w życie, ustawy o in vitro. Wobec ostatniego oświadczenia brzmią jak rozbity dzwon.
Powiem więcej, brzmi z tego powodu równie fałszywie zakaz komunii św. dla małżeństw niesakramentalnych.
Nie ma już żadnego znaczenia tyrada wygłoszona w oświadczeniu abp. Dzięgi, skoro kończy je tymi słowami:
5.     Poprzez głosowanie za ustawą dopuszczającą in vitro lub jej podpisanie nie zaciąga się automatycznie ekskomuniki. Według Kodeksu Prawa Kanonicznego takową ma prawo nałożyć ordynariusz po dokładnym zbadaniu danej sprawy (por. KPK, kan. 750; kan. 1371 § 1).

Drogi Arcybiskupie Andrzeju, dlaczego manipulujesz? Dlaczego naciągasz nauczanie Kościoła jak niegdyś abp Życiński krzycząc na tych, którzy żądali dla Ewy Kopacz ekskomuniki za pomoc w zabiciu dziecka „Agaty”. To właśnie wtedy zaczęła się bezpardonowa walka z Kościołem w III RP, która dziś skończyła się przegraną, jutro może być klęską.

Pychą z mojej strony byłoby pouczać abpa, czym jest „ekskomunika automatyczna”. Powiem tylko tyle: oświadczenie to ubrane w kanoniczne prawo gorszy maluczkich.
Bijesz, arcybiskupie, fałszywym tonem. Czy na pewno jest to Twój ton? Znamy przecież i inny ten spod obrazu Mateńki.
Dziś katolicy mają już dostęp do prawa kanonicznego i jego prawnych interpretacji. Wielu poznało je na polskich uczelniach.
Nie o paragrafy tu jednak chodzi, a o jeden głos Kościoła w sprawach wiary.
Dziś nie brzmi on harmonią dźwięków, wkradają się coraz częściej dysonanse, które wprowadzają w zakłopotanie wiernych ku uciesze różnej maści ideologów walczących z Kościołem.

Niejeden raz biły już fałszywe tony w polskim Episkopacie. Teraz przebiły już wszystkie zgrzyty. Kto zdoła naprawić moralną krzywdę tym, którzy Wam zaufali, narażali się w pracy, w środowisku, w mediach stając po stronie zamrożonych dzieci, które pewnego dnia cichaczem spuszczą w klinikach do kanału, albo sprzedadzą do doświadczeń czy do produkcji odmładzających kremów. Pisali do posłów tłumacząc, że narażają się na wykluczenie z Kościoła, powołując się na nauczanie swoich pasterzy. Owszem, pasterze dalej tak głoszą, ale jednocześnie zapewniają, że nikt posłów i prezydenta z niczego nie wyklucza, niczego im nie zabrania.

Którego arcybiskupa Dzięgi mają słuchać owieczki; tego z wałów Jasnej Góry, nazywającego ustawę o in vitro ustawą zbrodniczą, czy tego, który w imieniu Episkopatu Polski oświadcza, że... no wiecie, trudno... bezpieczniej... :
Co do osób udzielających sakramentów trzeba stwierdzić, iż faktyczne odmówienie komukolwiek Komunii świętej jest niezwykle trudne, ponieważ nigdy nie wiadomo czy dana osoba nie była wcześniej u spowiedzi i nie uzyskała rozgrzeszenia z tego grzechu, okazując żal, postanowienie poprawy i zadośćuczynienie Panu Bogu i ludziom. Jest to sprawa bardzo delikatna. Ze względu na trudność w dokonaniu jednoznacznej oceny, czy w tym przypadku zachodzi sytuacja trwania „z uporem w jawnym grzechu ciężkim” (Kodeks Prawa Kanonicznego, kan. 915), bezpieczniej jest przekazać tę sprawę do oceny ordynariusza.

Bezpieczniej? Dla kogo?

Co jeszcze ma do ustalania w sprawie „zbrodniczej ustawy” miejscowy ordynariusz? Musi ją skonsultować z politykami?! Którymi?
Oby tylko wskutek trudności w „bezpiecznym ustalaniu”, zamiast łagodnej sygnaturki na Anioł Pański katolicy w Polsce nie usłyszeli muezzina wzywającego z minaretu do modlitwy.
Wśród szumu i zgrzytu pustych dzwonów próbują przebić się tony mądrych pasterzy. Biją dzwony na alarm, Panie, ale kto je słyszy?

źródło: Rozmyślania przy zmywaku;)

__________________________________________________________

zdjęcie: Ks. abp Andrzej Dzięga: Naród Polski stać na to, by powiedzieć „Nie”

OŚWIADCZENIE w sprawie konsekwencji na płaszczyźnie sakramentalnej,wynikających z głosowania i podpisania ustawy dotyczącej procedury in vitro

To, co przewiduje Kościół

Zapraszam do słuchania

audycja 655 (czwartkowa)