poniedziałek, 22 maja 2017

Ad vocem Grzechg:Polityczna hybryda zamiast wolnej Polski

Będzie demokracja, głosowanie co cztery lata, będzie opozycja. Będą prawicowe portale, prasa nowych i starych niepokornych, będzie Prawo i Sprawiedliwość, "zapędzone"  do obrony tożsamości narodowej, a jego wyborcy będą izolowani w życiu publicznym.
Rzeczywiście, trudno nie zgodzić się z autorem tej diagnozy. Polsce grozi sytuacja, w której rząd nie będzie miał wpływu na życie w gminach, powiatach czy sejmikach. Nad tym w tej chwili zapewne główkują pijarowcy opozycji; jak utrzymać wpływy, nierzadko mafijne, na prowincji i w dużych miastach po wyborach samorządowych. Bloger, Grzechg diagnozuje:
I nie ma większego znaczenia, że  jeszcze dziś czy pojutrze, PiS ma władzę. Bo decydująca gra toczy się w przestrzeni medialnej, a tu Prawo i Sprawiedliwość, jeśli nie będzie perfekcyjne w każdej decyzji, dosłownie, w każdej jednostkowej wypowiedzi do kamery, skazane jest w dłuższej perspektywie na porażkę.
A w komentarzu Stronnika pod notką czytam:
Polacy czekają nadal na zasadniczą dobrą zmianę.
A ja pytam; na jaką zmianę czekają Polacy? Na co czekają Polacy? I którzy Polacy?

Przyznaję, szlag mnie trafia, stąd zamiast komentarza pod notką, piszę własną. Temat bowiem gorący i polemiczny, ale nie da się go uniknąć, jeśli nie chcemy zmarnować zwycięstwa, z którego byliśmy tak dumni.

  Pytam więc: Kto ma zrobić ten porządek? Rząd, posłowie czy Polacy w swoich regionach?!
Rząd robi, co może, na co pozwalają warunki, w tym międzynarodowe.
Sejm porządkuje. Są błędy taktyczne i może też czasem głupota i pycha niektórych posłów. Są też ograniczenia; nie wszyscy ministrowie są z PiS, a o tym zapominamy.  Nie można też przewrócić wszystkiego, chyba, że zamierzamy ogłosić rewolucję. W organizacji majdanu Putin i opozycja chętnie nam pomogą.
Nie usprawiedliwiam, ale nie da się zmienić systemu bez zmian oddolnych, w tym w partii. Skala umaczania w układy jest niewyobrażalna. Przykład z brzegu, który mnie bulwersuje.

W grudniu 2016 r."IPN wskazał długoletniego przewodniczącego zarządu warmińsko-mazurskiej "Solidarności" i zarazem radnego wojewódzkiego z ramienia PiS, Józefa Dzikiego, jako tajnego współpracownika (TW) służby bezpieczeństwa PRL. "S" oczekuje wyjaśnień od Dzikiego".

I co? Ma odwołać go Kaczyński?

"Zarząd Regionu "Solidarności" nie zawiesił Dzikiego w jego obowiązkach. Dziki jest też radnym PiS, ale nie należy do partii. Szef klubu radnych PiS w sejmiku województwa warmińsko-mazurskiego Patryk Kozłowski przyznał, że nie wiedział dotąd o publikacji IPN".

Albo zaczniemy wskazywać swoim posłom w regionach, czego oczekujemy, organizować się i wymuszać zmiany, albo przestańmy biadolić.
Rząd ma swoją strategię i ją realizuje. Pogońmy do roboty dół partyjny, wojewodów. Nie damy rady? No to nie będzie dobrej zmiany.

Przegrana PiS to:
podatek katastralny, obozy emigrantów, likwidacja obrony terytorialnej, powrót do emerytury w wieku 67 lat, likwidacja 500+ itd. Jednym zdaniem; zwijanie Polski.
Pomóżmy więc, bo same manifesty niczego nie zmienią.

Zgadzam się, media publiczne to katastrofa, podobnie jest z Twitterem i Facebookiem oraz z niektórymi portalami prawicowymi, które głównie specjalizują się w dokopywaniu PiS. W TVP Kurski powinien być odwołany i to natychmiast, formuła publicystki i informacji zmieniona.
Brak profesjonalnego piaru na pewno zemści się, to nie ulega wątpliwości.
Potrzebna jest jednak nasza aktywność na portalach. Nie może być tak, że guru Ziemkiewicz, Michalkiewicz, Karnowski czy Sakiewicz to autorytety, które głównie służą do dzielenia prawicy. Albo zaczniemy dyskutować o konkretach,  a nie kto jest lepszym patriotą i czy nacjonalizm jest niezbędny w miłości Ojczyzny, kiedy nastąpi rekonstrukcja rządu (bo że nastąpi, to pewne - tak twierdzi tzw.  "konstruktywna"  opozycja Kukiz15 - i my to kupujemy bez zmrużenia oka) itd,  albo pogrzebią nasze nadzieje na dobrą zmianę.
Kupujemy wciąż piar przeciwnika, wciąż liczą się dla nas słupki i podrzucane tematy. Nie widzę, np. na prawicy zażartej dyskusji na temat odbywającego się Kongresu Wielki Projekt, a szkoda. A powinno huczeć od merytorycznych polemik. Problem w tym, że do tego potrzebna jest wiedza, a nie emocje.

Wygrana PiS w 2015 r. była, między innymi, efektem merytorycznego programu a nie emocji. Owszem, do pewnej grupy wyborców potrzebne są tematy wywołujące emocje, ale przynajmniej my, blogerzy czujmy się odpowiedzialni za słowo i za merytoryczną dyskusję.
Nie chcę przez to powiedzieć, że nie wolno nam krytykować PiS czy Prezydenta, wskazywać na zagrożenia, jak to zrobił bloger Grzechg i wielu innych w prawicowych gazetach czy mediach niszowych, ale róbmy to z głową i rzeczowo bez oglądania się na słupki i bez kompleksów wobec opozycji. To tylko tępe narzędzia w rękach mafijnych, agentury i Sorosa, a my musimy wygrać Polskę, nie mamy wyboru. Trzeciej szansy nie będzie

.

_______________________________________________

Ilustracja:https://obserwatorpolityczny.pl/wp-content/uploads/2016/12/Obraz1-34-300x176.jpg

Zapraszam do słuchania
audycja 841 (czwartkowa)

wtorek, 9 maja 2017

Kto bawi się kluczem do rozporka?

Trafiła do mnie tajemnicza książka, nazwana thrillerem, chyba na wyrost, która zdążyła już zdobyć swoich entuzjastów w Internecie. Zobowiązałam się do napisania recenzji, ale im bardziej myślałam o jej treści, tym bardziej miałam ochotę ją odesłać, by nie być dłużnikiem wydawnictwa „Novae Res”. Wydała mi się bowiem jakąś lekturą z kluczem, którego nie bardzo umiałam rozszyfrować, a nie chciałam być narzędziem popularyzacji niewiadomego. Ostatnie wiadomości skłoniły mnie jednak, by powieść Bartka Marcinkowskiego „Rozgrywka” wykorzystać do zilustrowania odwrotu od pewnych założeń politycznych propagandy partii lewicowych.

Niestety, nie dotarłam do informacji, kim jest autor ani skąd czerpał wiadomości do swej dziwnej opowieści. Dziwnej, bo posługuje się zupełnie bezkarnie nazwiskami autentycznych postaci, sugeruje motywy ich postępowania, posługując się zużytymi stereotypami; zły, cyniczny esbek, górujący nad ofiarą inteligencją, wykształceniem, znajomością języków, pieniędzmi - kontra ideowy, pełen poświęceń, ale naiwny opozycjonista. Łączy ich jedno przekonanie; Polacy zaakceptują wiele w postępowaniu innych, ale nigdy skłonności homoseksualnych. Dziś powiedzielibyśmy, że jesteśmy skrajnymi homofobami i peerelowskie służby o tym wiedziały.

Dla Jaruzelskiego i Kiszczaka to uzasadnienie akcji, dzięki której zamierzają utrzymać realną władzę mimo zbliżającego się upadku PRL. Dla młodych działaczy NZS i WiP to uwikłanie się we współpracę z SB w zamian za utrzymanie zboczenia w tajemnicy i przyszłe kariery w III RP na służbie Kiszczaka.

Autentyczna akcja służb pod kryptonimem„Hiacynt”przeprowadzona znienacka pod pozorem rejestracji środowisk zagrożonych wirusem HIV owocuje listą opozycjonistów praktykujących kochanie inaczej, których odtąd można będzie szantażować.
Tajemnica homoseksualnego zboczenia daje dwóm zbrodniarzom możliwość pociągania za sznurki i kierowania polityką przyszłej III RP. Ku radości naiwnego czytelnika pomysł podsunęła Kiszczakowi jego własna małżonka.

Książka jak książka, niewielu ją przeczyta, a jeszcze mniej osób wie w ogóle o operacji służb „Hiacynt” (15 listopadab1985). Nie jest to żaden thriller i nie wiem czy kogoś z mojego pokolenia jest w stanie trzymać w napięciu.
Kompozycja powieści rozłazi się w mało zindywidualizowanych dialogach i przedłużającym się psychologicznym portretowaniu bohaterów, punkt kulminacyjny,najważniejszy moment całej intrygi, gubi się, by nagle zakończyć przysięgą dochowania tajemnicy państwowej dwunastu mężczyzn przyjętych w 1990 r. do pracy w Urzędzie Ochrony Państwa.
Sama akcja „Hiacynt”nie budzi specjalnej grozy wobec dzisiejszej wiedzy o zbrodniach NKWD, UB i SB. Czytelnik bez doświadczenia życia w PRL nie będzie w stanie odróżnić, co w książce, oprócz niektórych nazwisk, jest prawdą, a co fikcją.
Niewątpliwie trzeba pochwalić autora za sporą znajomość mechanizmów działających w SB i sposobu działania ich agentów i funkcjonariuszy. Nie obca też jest mu wiedza o studenckich środowiskach opozycyjnych, poprzetykanych informatorami tajnych służb.
Wszystko to jednak trąci powierzchownością i stereotypami.
Tajemnicą pozostaje, kto ma być czytelnikiem powieści i dlaczego wdowom po Kiszczaku i Jaruzelskim nie przeszkadza użycie nazwisk ich mężów?

Książka ma jedną, niewątpliwie ważną, nie wiem czy zamierzoną, zaletę. Pozwala wyjaśnić, dlaczego od czasu do czasu ktoś posługuje się bronią Kiszczaka i przypisuje zboczenie seksualne niektórym politykom prawicy.

I tu czas najwyższy na wyjaśnienie, dlaczego postanowiłam,mimo wątpliwości,pisać o powieści Bartka Marcinkowskiego „Rozgrywka”.
Autor wysuwa śmiałą tezę o bezwzględnym braku tolerancji Polaków wobec homoseksualistów. To ten brak tolerancji stał się podobno motorem działania Kiszczaka, któremu Jaruzelski zlecił opracowanie taktyki przetrwania w przyszłej III RP.

Jeśli tak było rzeczywiście, to nic błędniejszego. Owszem, brak jest pochwały takich zachowań, ale dopóki jest to sprawa prywatna, dyskretna, raczej większość z nas udaje, że nie wie, dlaczego dwóch starych kawalerów mieszka razem. Sprzeciw wzbudza natomiast nachalna propaganda i parady równości środowisk LGBT. A tego w 1985 roku w Polsce nie było.

To wykorzystanie powszechnego strachu przed HIV a nie dyskryminacja mogło być jedynym prawdziwym motorem akcji rejestracji środowisk homoseksualnych.
Nie sądzę, by Kiszczak na tej podstawie chciał budować gwarancję dla ciągłości władzy. Jeśli już, to wiedza ta była komuś potrzebna do budowy w Polsce przyszłych organizacji LGBT, które z powodzeniem działały na Zachodzie i dyktowały polityczną poprawność, tak potrzebną do wychowania nowego posłusznego człowieka.

Lata prania mózgów propagandą w szkołach, mediach i czasopismach przyniosły efekty. Ostatnio pewna po siedemdziesiątce pani z czułością mówiła o parze homoseksualistów, w której jeden był mężem a drugi żoną, tłumacząc mi, że z naturą jeszcze nikt nie wygrał.
Tęczowe czapeczki zakładają niektóre mamy swoim małym dzieciom.
Tak jak niegdyś dobry western miał białego i czarnego konia, film antyrasistowski - aktora białego i czarnego, tak teraz obowiązkowo w serialu musi być gej lub lesbijka.
Kto rejestrował się lub logował na Twitterze, tego witają obściskujący się homoseksualiści.
Tolerancja dla homoseksualizmu wśród nastolatków stała się niemal kodeksem moralnym.
Dziś ”Hiacynt” nie musiałby być tajną operacją służb, homoseksualiści sami chętnie się tym do niedawna chwalili i nawet udało się im umieścić swojego przedstawiciela w sejmie, a potem zrobić z niego prezydenta samorządowego.

Jeśli Jaruzelski i jego kumple mieli utrzymać władzę, to na pewno nie za pomocą walki z homofobią a wprost przeciwnie, metodą Putina, który kreuje się na wybawcę świata od zgniłego Zachodu i przymyka oko na obozy Kadyrowa dla homoseksualistów w Czeczeni*.

Coś jednak ostatnio i u nas zaczęło pękać. Czyżby moda na homoseksualizm, jak na wszystkie ideologie potrzebne do zdobycia władzy, mija?

Stawiam tezę i gotowam jej bronić, że jedną z przyczyn klęski wyborczej PO/PSL było pośpieszne podlizywanie się LGBT,między innymi ratyfikacją konwencji antyprzemocowej.
Ostateczna klęska SLD również, moim zdaniem, była po części wynikiem haseł rozporkowych i usilnym wspieraniu środowisk proaborcyjnych. Wychowany w PRL elektorat oczekiwał haseł rodem z komunistycznej Międzynarodówki, a nie zapewnień, że wkrótce po zwycięstwie, kochający inaczej będą mogli się łączyć w małżeńskie stadła.
Nawet jeśli upraszczam, to ostatnie przecieki niepomyślnych wiadomości dla kumpli prezydenta Słupska i jego samego są dołujące.Wprawdzie nie zanosi się na zakładanie obozów koncentracyjnych wzorem czeczeńskim, ale na ławce opozycyjnej w przyszłych wyborach samorządowych, a i w drodze po prezydenturę państwową, stało się ciasno i zaczyna brakować miejsc dla orientacji seksualnych.
Przekonali się o tym na tzw. „Marszu wolności” geje*, którzy zamiast zaproszenia do marszu zostali nazwani marginesem a jednego z nich ochroniarz Schetyny z pogardą opluł.
Czyżby koniec parad gejowskich? Nawet jeśli tego bez „wodki nie rozbieriosz”, jak mawiają wyrodni „bracia” znad Oki, to młodym kandydatom na przyszłych działaczy LGBT czytającym z wypiekami powieść Bartka, ku przestrodze polecam przemyślenie tematu. Czy przypadkiem klucz w zamku do rozporka nie obraca się w odwrotną stronę?

_______________________________________________

Bartek Marcinkowski, Rozgrywka, Nowae Res 2016
*O obozach koncentracyjnych dla homoseksualistów w Czeczenii poinformowały wszystkie lewicowe i feministyczne gazety i media w Polsce.
*Gej zrobił swoje... Ochroniarz Schetyny pluje na gejów...

Ilustracja:http://x3.wykop.pl/cdn/c3201142/comment_Fb1dBLy0I4xVLRITFm5DZ0ALRb1kK0iY.jpg

Zapraszam do słuchania
audycja 838 (czwartkowa)

sobota, 25 marca 2017

Miedzy „wściekłym lewakiem” a „wściekłym rasistą”

Czy jest coś złego w tym, że ktoś jest dumny z tego, że jest biały? - pyta autor notki promującej cukierkowy filmik o pięknej, tradycyjnej białej Europie zatytułowany: Bądź dumny z białej kultury Europy! - i dziwi się, że nazwany został rasistowskim, bo przecież nikogo nie obraża.
A jednak sam fakt, że pokazuje on piękno kultury europejskiej i chrześcijańskie korzenie Europy wzbudził wściekłość środowisk lewackich, które oskarżają autorów, że eksponując takie rzeczy dowodzą swojego „rasizmu" -użala się anonim.

Mojej wściekłości ten film nie wzbudził, ale zdziwienie, że ktoś może się nabrać na tak prymitywną socjotechnikę.

Po pierwsze, samo stwierdzenie, że cywilizacja europejska budowana była przez białych jest przekłamaniem. Na bogactwo Europy i całego świata zachodniego składała się przede wszystkim niewolnicza praca mieszkańców kolonii i wypływała właśnie z rasizmu, z poczucia wyższości nad Murzynami czy Hindusami. A jak już ktoś wciska taki kit, to niech pamięta, że niewolnictwo wśród białych kwitło od zarania dziejów w samej Europie i kolor skóry nie był tu brany pod uwagę, a wynikał z podboju i stosunków feudalnych. Dziś przetrwał, między innymi, w totalitarnych ideologiach, lichwie i eugenice.

Sugerowanie, że chrześcijaństwo jest religią białych, świadczy o tym, iż autorzy nie mieli w ręku ani Ewangelii, ani katechizmu.
Nie ma już żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie - pisze św. Paweł do Rzymian.
A Jezus rozsyłając uczniów nie mówi idźcie na całą Europę, ale: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! (Mt 28,19)

Nie zamierzam negować oczywistego faktu, że u podstaw nowożytnej historii Europy było chrześcijaństwo ze swoim bogactwem ośrodków naukowych, zakonów i szkół, ze swoimi świętymi męczennikami, świadkami wiary, ale w żadnym wypadku nie decydował o tym kolor skóry.
Nie wolno też zapominać, że ta sama biała, jak chcą autorzy filmu, chrześcijańska kultura europejska pozwoliła na wyhodowanie Hitlera, Lenina i Stalina, a dziś nadal morduje dzieci nienarodzone, starców i kaleki.

Po drugie, komentarz, który tu na początku przytoczyłam stosuje charakterystyczny dla totalitarnej propagandy chwyt, który zamyka usta tym, którym ona się nie podoba.
Jeśli uznasz, że film w swej wymowie jest rasistowski, to jesteś przedstawicielem „wściekłych środowisk lewackich” w myśl zasady: Kto nie znami, ten przeciwko nam.

Pozostaje pytanie, na które każdy sam powinien sobie odpowiedzieć - Z jakiej Europy jest dumny?
Jeśli w tej odpowiedzi będzie najważnieszy kolor skóry, tzn, że albo nie ma wiedzy, albo ulega tym samym złudzeniom, które mieli Niemcy łykajacy nazistowskie hasła o wyższości rasy niemieckiej nad Słowianami czy Żydami.

Po trzecie, podobno nie ma takich ludzi, którzy nie ulegają propagandzie czy dezinformacji. Wystarczy, że ktoś mówi to, co chcemy usłyszeć i już uznajemy go za naszego. A to nie jest takie proste. Jezus dobrze o tym wiedział i dlatego przestrzegał: Nie każdy, który Mi mówi: «Panie, Panie», wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. (Mt 7, 21)

Bombardują nas dziś prawdziwe i sfabrykowane obrazy okrucieństwa bojowników Państwa Islamskiego. (Tylko fachowcy potrafią odróżnić ich autentyczność). Mnożą się zamachy, giną ludzie. Jednych opanowuje strach paraliżujący rozsadek. Inni szukają winnych sytuacji i przypisują recepty.
Słowo – lewak - obejmuje wszystkich, którzy sprawują władzę, dopuścili do eksodusu dawnych niewolników państw kolonialnych na sytą lecz wyludniającą się Europę i Amerykę.

Po drugiej stronie są ci, którzy czują się okradzeni ze swej narodowej tożsamości, kultury i religii.
Naiwnym jest jednak ten, kto sądzi, że wszystkie ruchy polityczne, próbujące zagospodarować nas, broniących się przed naporem multi-kulti, są transparentne co do celów, jakie im przyświecają, kiedy głoszą z pozoru piękne hasła.
Słuszne obawy przed napierającym terroryzmem stają się pożywką dla polityków widzących jedyną szansę w przejęciu władzy od rozzuchwalonej lewicy, która właśnie przedobrzyła i zjada własny ogon.

Poziom oświaty sprowadzony do doraźnych i funkcjonalnych czynności okraszony ideologią, w zależności od potrzeb panujących, czyni społeczeństwa bezrozumną masą ulegającą wszelkiej propagandzie.
Zdaję sobie sprawę, że zostanę za chwilę przez znających z autopsji sytuację w krajach zachodnich znokautowana informacjami o skali zagrożeń.
Nie szkodzi, przeżyję wszelkie epitety. Mam tę przewagę, że nie należę do żadnej partii. Popieranie Prawa i Sprawiedliwości nie wynika z żadnej ideologii, a z patriotyzmu. Kocham swój kraj, swój polski dom, ale nie pałam miłością do wszystkich moich rodaków. Nie tłumaczę wszystkiego, co złe w mojej ojczyźnie żydowskim spiskiem, choć zdumiewać mnie może bezkarność pyszczenia za granicą Holland i wielu aktorów maszerujących i wrzeszczących na marszach KOD pochodzenia żydowskiego.
Nie szukam łatwych odpowiedzi zamykających dyskusję, choć można się dziwić legalizacji w Polsce loży masońskiej i tolerowanie skandalicznych wypowiedzi Hartmana.

Bo jeśli są tacy silni, to jednak 2015 r. pokazał, że my nie jesteśmy bezsilni.

Z całym przekonaniem popieram politykę rządu wobec próby narzucania nam uchodźców i emigrantów z Bliskiego Wschodu, Afryki czy Czeczenii.
Od pewnego czasu niepokoją mnie jednak hasełka, które znajdują posłuch, zwłaszcza u młodych ludzi; Polska dla Polaków, Żydzi do Izraela, Ukraińcy do domu. Itp.
Jeśli ktoś ma wątpliwości, że niczym innym są one jak wykorzystywaniem młodzieńczej naiwności, to powinien sięgnąć do modnego na przełomie XIX i XX wieku pangermanizmu, przeczytać koniecznie „Płomienie” Stanisława Brzozowskiego.
Czy kochających niemiecką kulturę młodzieńców mógł ktoś posądzać wówczas o rasizm i plany budowania obozów koncentracyjnych?
A płomiennych rewolucjonistów, dyskutujących o sprawiedliwości, kształcących się, gotowych za wyznawane ideały poświęcić życie, obarczać winą za gułagi, deportacje i śmierć tysięcy rodaków tylko za to, że byli Polakami?
A jednak tak to się zaczęło. I dlatego filmiki o dumie z białej kultury Europy warto oglądać krytycznie i nie bać się etykietki „wściekłego lewaka”, choćby po to, by nie stać się „wściekłym rasistą”.

_______________________________________________

Ilustracja: Belgowie na swoich koloniach...

Zapraszam do słuchania
audycja 824 (niedzielna)

wtorek, 31 stycznia 2017

Polska racja stanu w morzu dezinformacji

Temat dotyczący stosunków polsko – ukraińskich raz po raz to przycicha, to wraca ze zdwojoną siłą.
Prezydent Andrzej Duda w wywiadzie dla „Polskiego Przeglądu Dyplomatycznego” jasno określił polską rację stanu, w tym dotyczącą polityki zagranicznej wobec Ukrainy.
„ Bieżące interesy polityczne nie powinny przesłaniać potrzeby oddania hołdu ofiarom rzezi wołyńskiej i potępienia mordu jako metody politycznej. Nie sposób mówić o pojednaniu polsko-ukraińskim bez głośnego wypowiedzenia prawdy o owych wydarzeniach. Nazwaliśmy zło po imieniu. A teraz trzeba przejść do kolejnego etapu i nazwać po imieniu dobro. Stąd moja inicjatywa, wsparta przez prezydenta Poroszenkę, by uhonorować ludzi, którzy w tamtych czasach bronili swoich sąsiadów – Polacy Ukraińców, Ukraińcy Polaków – nie zważając na konsekwencje, narażając często własne życie. To ci bohaterowie powinni stać się patronami naszego pojednania. To o nich powinni wspominać na lekcjach historii nauczyciele w Warszawie, Kijowie, Przemyślu i Lwowie. I nie oczekujmy pojednania natychmiastowego i bezwarunkowego. To będzie bardzo długi proces”.
„Musimy być głodni sukcesu” - rozmowa z Prezydentem RP Andrzejem Dudą

Jaki jest ten bieżący interes polityczny Polski?

Wspieranie Ukrainy w utrzymaniu niepodległego państwa i pokonania zapędów imperialnych Rosji na pewno leży w interesie Polski.

Czy chce tego Ukraina?

To pytania do polityków ukraińskich, ale i części społeczeństwa ukraińskiego, które nie może narzekać na brak wsparcia ze strony Polaków. Słusznym jest więc nasze domaganie się wzajemności.

Czy możliwe jest budowanie tożsamości narodowej Ukraińców bez gloryfikacji rezunów Bandery i Szuchewycza?

Jeśli prawdą jest, że „nie sposób mówić o pojednaniu polsko-ukraińskim bez głośnego wypowiedzenia prawdy o owych wydarzeniach”, to tę prawdę muszą przyjąć obie strony, nie tylko Polacy. A z tym Ukraińcy wciąż mają problem, o czym świadczą ostatnie wydarzenia; zakaz wjazdu na Ukrainę prezydenta Przemyśla czy dewastacja pomnika w Hucie Pieniackiej i profanacja grobów ofiar NKWD w Bykowni.
Zakaz został cofnięty, a od zburzenia pomnika odciął się Prawy Sektor, profanację grobów potępił ukraiński MSZ.

Kto więc prowokuje i próbuje zmienić relacje polsko - ukraińskie?

Oczywiście, ten, kto z takich prowokacji czerpie korzyści; może to być inicjatywa rosyjskiego GRU, a może być efektem ukraińskich wewnętrznych gier politycznych.
Jedno jest pewne. Ukraina otrzymała od polskich władz ostrzeżenie zdecydowanym działaniem dyplomatycznym.
Jarosław Kaczyński w rzeszowskim radiu nie zatrzasnął jednak drzwi, choć powiedział:
Jest ciągle niepewne czy Ukraina pójdzie w stronę, która w Polsce jest nie do zaakceptowania, czyli oparcia swojej historycznej legitymacji o tradycje UPA, o tradycje organizacji, które dopuściły się potwornych zbrodni na Polakach, czy też z tej drogi zrezygnuje.
Niektóre media jakoś tak dziwnie zbagatelizowały dalszą część wypowiedzi prezesa, pomijając ją.
Powtarzam: mamy znak zapytania i pewien niepokój, ale często bywa w polityce tak, że jest źle, a później się okazuje, że jest dobrze. Ja ciągle liczę na to że tak będzie.
(za :wpolityce.pl)

Nie wierzę, że to przypadek, a nie celowy zabieg dezinformacji, który miał zasygnalizować zmianę polityki wobec Ukrainy w wyniku haniebnych prowokacji.

Problem minionych lat rządów III RP polegał na tym, że rządzące partie stały się zakładnikami sporej i wpływowej mniejszości narodowej Ukraińców w Polsce.
Bezkarne tolerowanie usprawiedliwiania rzezi Polaków na Kresach przez OUN – UPA nie tylko w wydawanym w Polsce „Słowie” ale i działalności takich posłów jak Miron Sycz, sprawiło, że to, co było wstydliwą przeszłością ojców, stało się patriotycznym mottem ukraińskiej młodzieży.
A wszystko przekładało się na głosy wyborcze diaspory ukraińskiej. Lobby ukraińskie w Parlamencie skutecznie mogło przez lata blokować uznanie rzezi za ludobójstwo. Starzy uwierzyli, że uda się przeforsować odszkodowania za akcję „Wisła”, a młodzi w porywie patriotycznych gestów zostawiali na grobach rezunów banderowski znak Tryzuba.
Nie bez znaczenia były tu nieprzemyślane jednostronne gesty polskich hierarchów Kościoła i Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
Również śp. Prezydent Lech Kaczyński podporządkował prawdę o Wołyniu bieżącej polityce, starając się niewiele znaczącym gestem pojednania w Pawłokomie załatwić historię i przejść do budowania wspólnych polsko - ukraińskich relacji i przeciwdziałania agresji Rosji.
Co prawda, gdyby nie tragiczna śmierć, mogło go to kosztować utratę szans na drugą kadencję, ale niewątpliwie zamieszał mocno w planach Putina i zmusił Zachód do weryfikacji dyplomatycznych ocen wydarzeń w Gruzji. Zapłacił za to największą cenę – życiem.
Historyczne już ostrzeżenie: Wiemy świetnie, że dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze Państwa Bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę! - do dziś wytycza politykę zagraniczną Polski.

Liczne gesty wsparcia Ukrainy na arenie międzynarodowej ze strony polskiej wróciły po wygranych przez PiS wyborach.

Jak może temu przeciwdziałać Rosja?

Prof. Andrzej Zybertowicz w twitterowej rozmowie z prof. Tomaszem Aleksandrowiczem stwierdził:
"Społeczeństwo informacyjne" - nieaktualne pojęcie! - by dodać: zwrot "społeczeństwo dezinformacyjne" lepiej oddaje stan spraw.
Każdy, kto szuka informacji w sieci musi uczciwie przyznać, że jest to prawda, z którą nie bardzo umiemy sobie poradzić i to nie tylko tacy jak ja blogerzy komentujący znad zmywaka bieżące wydarzenia polityczne, borykają się z tym problemem.
Bywa, że więcej czasu tracimy na sprawdzenie autentyczności informacji, niż na jej ocenę i wyrobienie własnego zdania na interesujący nas temat.
Agentura wpływu, trollowanie, pożyteczni idioci, sondy, ankiety, memy... jest tego tyle, że trudno zaufać komukolwiek, nawet własnej intuicji i wiedzy. Efektem może być tylko dezinformacja.
Tak jest i w przypadku stosunków polsko – ukraińskich. Niewątpliwie najskuteczniejszą bronią rozgrywającą politykę zagraniczną Polski wobec Ukrainy, tak jak we wszelkich technikach manipulacji opinią społeczną, są emocje.
Migawki i zdjęcia z uroczystości ku czci Bandery, rozbity pomnik, oblane farbą groby Polaków prowokują nie tylko rozgoryczenie i żal, ale i nienawiść do nacji, która uznała Polaków za odwiecznych wrogów. I nie ma tu znaczenia czy Ukraińcy są rozgrywani przez Rosję czy przez polityków robiących kariery na nacjonalizmie neobanderowców.
Oburzenie wykorzystywane jest do konfliktów w miejscowościach przygranicznych, zwłaszcza w Przemyślu. Mnożą się pretensje do rządu, za zbyt uległą politykę wobec Ukrainy. Zarzuca się przemilczanie zbrodni Ukraińców dla doraźnej strategii politycznej.

Nie zamierzam z tymi opiniami polemizować. Chciałabym jednak dla otrzeźwienia ulegającym słusznemu oburzeniu, zwłaszcza w środowiskach narodowców, uzmysłowić pewną stosowaną przez agenturę wpływu socjotechnikę.
Nasze myślenie jest kierowane na taką oto postawę:
Zbrodnie rezunów nie pozwalają na politykę proukraińską, bo Ukraińcy nie potępili zbrodniarzy i nie rozliczyli ich.
Czy jest w tym rozumowaniu błąd?
Oczywiście, że nie! Brak odcięcia się od przeszłości OUN UPA, jednoznacznego potępienia ideologii Doncowa, utrudnia bieżące relacje, czego jesteśmy ostatnio świadkami. Ale czy to oznacza konieczność rewizji założeń polskiej racji stanu?
Ci sami, którzy się tego domagają, nie widzą przeszkód w budowaniu poprawnych relacji z Rosją mimo straszliwych zbrodni ludobójczych na narodzie polskim.
Nie znam żadnych apeli narodowców do parlamentarzystów, aby rozkaz Iwana Sierowa, w wyniku którego blisko 100 tysięcy Polaków zostało zamordowanych, upamiętnić uchwałą nazywającą zbrodnię ludobójstwem i zawierającą żądanie przyznania się Rosji do winy oraz zmiany polityki historycznej.
Dlaczego akurat tak wybiórcza ich ocena zbrodni ludobójstwa? Warto poszukać konkretnych odpowiedzi. Wiele mogą wyjaśnić.

I może jeszcze jedno na koniec, co pozwoli zdać sobie sprawę, jak bardzo nami agentura wpływu manipuluje.
Internetowa akcja „Niemieckie Obozy Śmierci” przyniosła efekty. Ruch oddolny wywołał reakcje władz, ambasad polskich, różnych instytucji i organizacji oraz Polonii. Jak chcemy, potrafimy i nie czekamy, że wszystko załatwi rząd.
Ale czy ktoś zna apel nawołujący do zerwania współpracy dyplomatycznej z Niemcami w związku z ich polityką historyczną? Wprost przeciwnie, wszyscy zdają się rozumieć, że polska racja stanu wymaga współpracy z rządem niemieckim, ba, nawet wsparcia Angeli Merkel w nadchodzących wyborach.
Dlaczego nie rozumiemy tego w przypadku Ukrainy?

______________________________________________

ILUSTRACJA: wpolityce.pl

Zapraszam do słuchania
audycja 810 (czwartkowa)

czwartek, 13 października 2016

Trwającym w wierności ojczyźnie...

„Miłym Ziomkom znad Berezyny trwającym w wierności ojczyźnie,
ten opis krzywd doznanych od władz i pobratymców,
opis triumfów i bolesnych rozczarowań, co nas spotkały w okresie zmagań o umiłowanie nasze
– poświęcam i pozdrawiam Was gdziekolwiek jesteście.
Autor”

Taką dedykację zamieścił w roku 1942 w swojej powieści, pięknej i szerokiej jak ziemia nad Berezyną, Florian Czarnyszewicz.

Pisarz – emigrant, uczestnik wojny polsko - bolszewickiej w 1920, szlachcic zagrodowy, którego przodkowie od wieków żyli na ziemiach pomiędzy Berezyną a Dnieprem, zwanych w czasie zaborów ziemiami zabranymi, a po traktacie ryskim utraconych na zawsze.

Kiedy nadzieja na powrót do Polski zabranych przez Rosję ziem ojczystych umarła, Florian Czarnyszewicz wyemigrował do Argentyny i tam pozostał do końca życia.
Z tęskonoty i wspomnień narodziła się w 1942 epopeja
„Nadberezyńcy”, nazwana przez Michała Kryspina Pawlikowskiego „Wojną i pokojem” naszych polskich kresów.
Polski pisarz emigracyjny, wychowany w majątku Pućków za Berezyną pod Bobrujskiem onegdaj napisał:
Jak »Cichy Don« jest eposem kozactwa w okresie pokoju i wojny, tak »Nadberezyńcy« są eposem szlachty zagrodowej, której mnogie setki tysięcy rozsiane były jeszcze przed 30 laty – w zaściankach, zagrodach, futorach i »okolicach« – w dorzeczach Berezyny, Ptyczy, Druci i Dniepru. Nie zawaham się użyć jeszcze mocniejszego porównania: »Nadberezyńcy« – to »Wojna i Pokój« naszych polskich kresów....

Długo z powodu wojny, a potem komunistycznej, sowieckiej cenzury w PRL, Polacy czekali na nią w Polsce. Przemilczana żyła w kręgu nielicznych, którzy ją czytali i pokochali.
Dziś za sprawą wydawnictwa „Arcanów”, któremu prawo do tej powieści oddała rodzina pisarza, żyje i zachwyca wielu Polaków.

Kto będąc z dala od rodzinnych stron nie marzył choćby przez chwilę o powrocie i odszukaniu okruszyn utraconego czasu. A kiedy szczęśliwym trafem uda się wyprawa w rodzinne strony, okazuje się, że nie ma już tam naszych znajomych i przyjaciół, zmienił się krajobraz, zniknęły nasze miejsca zabaw, spotkań...
Kiedy nie odnajdujesz już swojej małej ojczyzny w twarzach najbliższych i krajobrazie, wtedy jak do skarbonki sięgasz do wspomnień, a gdy one nie wystarczą, zawsze możesz mieć pod ręką „Nadberezyńców”.
Bez mała rok temu otrzymałam w moim blogu Rozmyślania mamy Katarzyny prośbę emigranta z Tornto:
Napisał on 20 grudnia 2015 r.:

Pani Cecylio Droga, jeżeli można "bezczelnie" zasugerować następny audiobook to proponuję "Berezyńców". Sam nosiłem się z tym zamiarem, ale słysząc Panią czytającą Gillera nie wyobrażam sobie inaczej... życząc Zdrowych i Spokojnych Świąt pozdrawiam serdecznie z Toronto - Adam Laskowski

Nie muszę mówić, że wzruszył mnie Pan Adam tą prośbą. Sama jestem z rodziny kresowej i wiem, co dyktuje takie prośby.
Dziś możemy wreszcie z ogromną tremą ale i radością zaprosić Pana Adama z Toronto i wszystkich słuchaczy Niepoprawnego Radia PL do słuchania naszego nowego audiobooka.

Przed nami „Nadberezyńcy”. Zamknijmy oczy, przenieśmy się do Rogów, Bobrujska i Smolarni nad Berezyną, ziemi utraconej kresowych rodaków.

____________________________________________

Ilustracje:Czarnyszewicza obraz Polski pięknej

„Jedna z najważniejszych i najpiękniejszych powieści polskich XX wieku”. Oraz o autorze, którego nazwisko nic nie mówi nawet absolwentom polonistyki

Zapraszam do słuchania
audycja 779 (czwartkowa)

czwartek, 6 października 2016

I co dalej?

Sejm głosami PiS odrzucił obywatelski projekt obrony nienarodzonych,ginących po wyroku lekarzy, odtrącanych przez rodziny. Nie ma dla tego faktu żadnego wytłumaczenia, bo nie chodzi o to, by nie mordowali swoje dzieci ci, którzy szanują życie, ale chodziło o to, by nie mogli robić to ci, którzy chcą zabijać i zarabiają na tym procederze.

Wersji typu, bo przez to PiS przegrałoby wybory, a ustawa zostałaby zmieniona, nie przyjmuję. Gdyby o to chodziło, partia nie rozegrałaby pracy nad projektem w tak głupi sposób.

Warto też zapytać Ordo Iuris, w czym tak naprawdę wzięli udział? Nagle chcieli poprawiać projekt? Przecież od miesięcy był krytykowany za radykalizm. Z uporem maniaka trwali przy swoim i nagle zmiana?

A PiS tak się zakiwało, że za jednym zamachem załatwiło najwierniejszy ideowy elektorat. Być może jest nas mniejszość i dlatego można nasze głosy wyrzucić do kosza. Nie umiem bowiem wytłumaczyć sobie, dlaczego pozwolono na taką kampanię i dlaczego podtrzymywano kłamstwa o projekcie.
Wczoraj myślałam, że mnie szlag trafi, kiedy ideowy Pan Antoni bez zmrużenia oka powtórzył bajkę o przyczynach odrzucenia projektu w komisji bez jego procedowania i pochwalił tę decyzję.
Takich bajek dla grzecznych dzieci przeczytałam dziś wiele, tylko kto się na nie nabierze?

To prawda, PiS nie mogło już zgodzić się na wniesienie poprawki, bo wiedziało, że na komisji będzie działo się to co wczoraj. A przed sejmem będzie wrzeszcząca hałastra. Ale pytanie pozostaje, dlaczego właśnie tak nieudolnie rozegrano batalię o obronę życia?

Premier Beata Szydło deklaruje rządowe rozwiązania w sprawie ochrony życia. A gdzie była Pani, gdy powstawały projekty, w tym Ordo Iuris? Przecież deklarowała Pani słuchanie głosu obywateli, tysiąc razy to słyszałam z Pani ust.
Zagoniła was opozycja do kąta i odtąd będziecie już za każdym razem zaganiani, nie jesteście już drużyną, bo daliście się zakiwać na śmierć.
Następny protest to w obronie niezawisłości sędziów, potem w obronie gimnazjów, potem w obronie NFZ. Właściwie to już możecie ogłosić przyspieszone wybory, bo niczego już nie zreformujecie, ani nikogo nie rozliczycie za machloje.

Te gorzkie słowa oczywiście wielcy taktycy polityki mają gdzieś, ale mimo to zapytam - Ile razy można ludzi nabierać na prawo i sprawiedliwość?
Na szczęście jestem na tyle stara, że nie zdąży żadna partia wprowadzić eutanazji. ;-)
A Polskę niech sobie urządzają biskupi(jak im opozycja wybaczy popieranie PiS), którzy najpierw podpuścili, a potem wycofali się gadaniem o spowiedzi. Tylko co powiedzą młodzieży biorącej udział w ŚDM, święcie przekonanej, że warto bronić życia za wszelką cenę.
Będą im wciskać w płomiennych kazaniach, że o karanie kobiet chodziło?

O święta naiwności, zapytajcie, drodzy pasterze, lepiej kościół prawosławny i luterański, dlaczego milczał.
Dziś zmanipulowana młodzież, odpowiednio pokierowana przez nauczycieli i wykładowców z radością pobiegnie na następne protesty, a niektórzy z ochotą wezmą udział w profanacji świętości. Ci, którzy nie dadzą się złamać, będą wyszydzani; Ale was do wiatru wystawili, naiwniacy! - To skutki stania okrakiem, bo jak nie, to przegrają wybory, a tu tyle długów w związku z ŚDM i nie tylko.

Rozegraliście to jak gówniarze, to stańcie teraz przed młodzieżą opluwaną obrzucaną ogryzkami i podpaskami przez Sorosowe kobietony, opłacane przez providerów aborcji. Opozycja załatwiła was, ale dlaczego przy okazji Polskę? I co dalej? ____________________________________________

Ilustracja: http://i.iplsc.com/jaroslaw-kaczynski-w-sejmie/0005ZKOAPSRG2VBV-C122-F4.jpg

Zapraszam do słuchania
audycja 778 (niedzielna)

środa, 5 października 2016

Prezesa taktyka kiwania

Kiedy partię rządzącą krytykuje opozycja, można się tylko cieszyć, bo to wzmacnia elektorat, ale kiedy w obronie polityków brakuje argumentów zwolennikom, to zaczyna być nieciekawie. A tak dzieje się w trzech sprawach; ujawnienia zbioru zastrzeżonego IPN, odpowiedzialności karnej za przestępstwa w czasie rządów PO/PSL i ostatniej, tj, zachowania się PiS wobec projektu obywatelskiego o zmianie ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży oraz ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r.

Wiem, że już zbyt dużo na ten ostatni temat powiedziano, ale ja tylko kilka zdań tytułem życzliwego ostrzeżenia.Myślę, że czytelnicy i słuchacze niepoprawnego radia pl mi wybaczą.

Właściwie to jestem wdzięczna kobietonom z „czarnego protestu”. Dzięki ich wściekłości, chamstwu, obrażaniu uczuć religijnych katolików (jakby tylko Kościół katolicki był przeciwny aborcji), profanacji krzyża, Polacy mieli okazję zobaczyć prawdziwą twarz komunistów, a także cwaniaków z PO i Nowoczesnej, którzy z dzieci i kobiet zrobili sobie kampanię przeciwko PiS.
Tylko tępy i ślepy może nam wmawiać, że każdy ma prawo do protestów w takim wydaniu i że należy mu się szacunek. Wiemy już, kto kim jest u do czego może się posunąć.

Nie mogę jednak zrozumieć, dlaczego publicystyka pro -life była tak źle przygotowana. Większość Polaków nadal nie wie, czego dotyczy projekt Ordo Iuris, jak brzmią paragrafy.
Owszem, każdy może znaleźć link do projektu i każdy może przeczytać zaledwie dwie strony ( nie licząc uzasadnienia proponowanych zmian).
PROJEKT
Może też zapoznać się tam z opiniami prawnymi, teksty naprawdę nie są trudne. Wiadomo jednak, że siła mediów jest tak wielka, iż zwykle dyskutujemy zgodnie z podrzuconą narracją a nie faktami.
Zupełnie bezkarnie z mediów lały się kłamstwa, manipulacje i demagogia polityków, którzy zagłuszali wrzaskiem i monologiem głosy rozsądku i informacji o projekcie. Bezsilni wydawali się dziennikarze prowadzący rozmowy w TVP.

Ale najbardziej zdumiona jestem „indolencją” PiS. Cytowana wypowiedź prezesa Jarosława Kaczyńskiego świadczy, że i on nie zapoznał się z projektem i kupił „nawalankę” narracji opozycji.
A może jednak była mu ona na rękę?

Oto jego opinia, którą przytacza portal Polonia Chrystiana:

Na pewno trzeba zatrzymać proceder uśmiercania dzieci, które mają różne wady rozwojowe. To jest coś nieludzkiego i z tą eugeniką trzeba w Polsce skończyć. - Niektóre wypowiedzi wzywające do wyłączenia także przypadków, gdy chodzi o ratowanie życia kobiety lub ciążę z gwałtu, sprawiają w mojej opinii wrażenie nakręcające drugą stronę – mówi Kaczyński.
Read more: Polonia Chrystiana

Chciałoby się powiedzieć, Panie prezesie; aż tak Pan jest naiwny czy wciąż pod wpływem śp. bratowej? A może jest tak, że dał się Pan wpędzić do narożnika opozycji?
Nie chce mi się w to jednak wierzyć. Prawnik przecież wie, że zostawianie furtki kończy się tak jak życie „Wiktorka” na stole aborcyjnym. Wszystko przecież odbyło się zgodnie z procedurami, nikt nie został za bestialstwo ukarany.
Gdyby nie fakt uśmiercania dzieci pod pozorem podejrzenia niepełnosprawności, gdyby nie śmierć tego dziecka, które przez godzinę w męczarniach umierało, gdyby nie wyciszenie sprawy przez ministra Radziwiłła, być może nigdy już nie powstałby projekt zakazujący zabijania dzieci poczętych, choć konstytucja, wykładnia orzeczenia TK i prawo międzynarodowe je chroni.
Dokładnie taką samą furtką dla aborcyjnych providerów będzie klauzula zawierająca zgodę na aborcję dziecka poczętego w wyniku gwałtu czy orzekania, że ciąża zagraża życiu.
Zapytam jednak pana prezesa, gdzie w projekcie jest zmuszanie kobiety do porodu choć zagraża to jej życiu?

Co do gwałtu, to śmieszny i naiwny argument wobec faktu, że minister Konstanty Radziwiłł nie zakazał sprzedaży tabletek „po” w polskich aptekach, a gro aborcji nie wynika z gwałtu a z orzekania o podejrzeniu wady dziecka.
Rację ma autor newsa:
Prezes PiS mniej lub bardziej świadomie powtarza też niezgodne z prawdą opinie o społecznym projekcie:- Są zresztą pewne granice działania państwa. Państwo nie może nakazać umrzeć kobiecie, która chce ratować swoje życie.
Ale zostawmy prezesa i jego poglądy, które niczym nie odbiegają od faryzejskich monologów przeciwników zakazu aborcji. Jest mi tylko przykro i smutno, że partia tak jednoznacznie nazywająca się konserwatywną, a na dowód wierności chrześcijańskim zasadom w gabinetach jej posłowie wieszają krzyże, dopuściła do hucpy i histerii zmanipulowanych kobiet tylko po to, by wybrnąć z odrzucenia projektu, pod którym podpisało się ponad 450 tys. Polaków.

Czarny protest nie był bowiem wybuchem spontanicznym, został wcześniej ogłoszony, trwała kampania agitacyjna, wiadomo było już z dyskusji w Sejmie, że uderzy nie w Ordo Iuris a w PiS, a jednak głos rzecznika Klubu PiS zabrzmiał dopiero po fakcie, po proteście. Wnioski niech każdy sobie sam wyciąga.

Po tym, co obserwuję w medialnym szumie, coraz bardziej jestem przekonana, że odrzucenie projektu liberalizującego prawo aborcyjne było nie wbrew prezesowi a zgodnie z taktyką prezesa. Niestety, nie tylko ja się nabrałam na „taktykę partyjną”.

Obawiam się jednak, że nic już nie będzie tak jak do tej pory, zaufanie zostało mocno nadwyrężone, można je tylko naprawić uczciwym procedowaniem bez względu na wrzaski opozycji. Do tego akurat zbędny jest projekt PiS, bo tylko udowodni, gdzie posłowie mają projekty obywatelskie, a to byłoby fatalne dla słupków, o które tak wszyscy martwią się dziś po proteście czarownic i zmanipulowanych dzieciaków.

Panie prezesie, zanim Pan się wypowie i zarządzi, radzę czytać projekty, zwłaszcza obywatelskie, bo nawet w najlepszej taktyce można się zakiwać na śmierć.
____________________________________________

Ilustracja: Czarny protest

Zapraszam do słuchania
audycja 777 (czwartkowa)

wtorek, 13 września 2016

„Potrzeba nam nowego Mojżesza”

Wyobraźmy sobie; wybory w całej Europie wygrywają partie prawicowe, każda z nich odwołuje się do chrześcijańskich wartości Europy, a parlamenty kodyfikują je.
Wprowadzają obronę życia od poczęcia do naturalnej śmierci, unieważniają prawo o przekształceniu małżeństwa w umowę cywilno-prawną, którego początkiem był Kodeks Napoleona, znoszą prawo do rozwodów, związków jednopłciowych, delegalizują wszystkie partie i organizacje, walczące z chrześcijaństwem, w tym masonerię i LGBT. Muzułmanie i inni wyznawcy religii muszą podporządkować się wyznawanym przez chrześcijan wartościom. Władzę przejmuje „nowy Mojżesz” i przewraca złotego cielca, przypominając ludowi, na czym opierało się Przymierze z Bogiem.

Już słyszę okrzyk oburzenia; byłyby to państwa wyznaniowe, a nie oparte o wartości, z których wyrosła Europa!

A jednak kusi mnie, by nieustannie pytać tych, co piszą i mówią o chrześcijańskich korzeniach Europy, o konkrety. Jak sobie wyobrażają ten powrót? Czy jest on w ogóle możliwy? A jeśli tak, to jak wyglądałby? Czy oznaczałby powszechną spowiedź (confiteor) i wyznanie wiary (credo) czy tylko odwołanie się do tradycji? Do jakiej tradycji odwołaliby się, np. Niemcy czy Szwedzi a do jakiej Polacy?
Na jakich wartościach i na jakim prawie działałyby międzynarodowe korporacje? O jaką ideologię oparliby się politycy?

Problem w tym, że Mojżeszowi było przed wiekami łatwiej przywołać do porządku swój lud wyprowadzony z niewoli egipskiej. Był jeden złoty cielec i wystarczyło go rozbić, przypomnieć komu zawdzięczają swoją wolność i gdzie podążają.

Dziś cielców bez liku, wielu służy jakiemuś bożkowi.

Wydaje się, że wszystkie siły zogniskowały się wokół szukania za wszelką cenę dróg do rozbicia starych resztek fundamentów chrześcijańskiej Europy. Nie ma już żadnych hamulców.
Ostatnia akcja przesyłania znaku pokoju Kościołowi przez gejów, której patronuje, między innymi, katolicki ”Tygodnik Powszechny”, świadczy najdobitniej o próbie nowego odczytania Ewangelii tak, by służyła usprawiedliwianiu każdego zła.
Skoro nie można wpędzić do katakumb chrześcijan, może uda się przerobić ich na wyznawców chrześcijaństwa na miarę ludzką. Doskonale do tego nadaje się nauczanie Kościoła o Bożym Miłosierdziu. Niektórym bowiem już dawno pomyliło się miłosierdzie wobec człowieka grzesznego z akceptacją grzechu. Mogę niczym syn marnotrawny roztrwonić wszystkie Boże dary, a miłosierny Ojciec i tak mi przebaczy.

Na naszych oczach, za naszego życia ginie chrześcijaństwo. Wydaje się, że jest to apokalipsa, której już zapobiec nie można.
Na pytanie Petera Seewalda w Ostatniej rozmowie z Benedyktem:
– A jak należy postrzegać przyszłość chrześcijaństwa?
Joseph Ratzinger odpowiada:
- To, że nie przystajemy już do współczesnej kultury, a chrześcijańskie wzorce przestały być decydującym wskazaniem, to oczywiste. Obecnie żyjemy w ramach pozytywistycznej i agnostycznej obyczajowości , która staje się coraz bardziej nietolerancyjna wobec chrześcijaństwa. Stąd też społeczeństwo Zachodu, w każdym razie Europa, po prostu nie będzie chrześcijańskie.

Czy wobec tej diagnozy papieża - emeryta prawdą jest, że największym zagrożeniem dla Europy jest Islam? A może muzułmanie tylko wypełniają europejską pustynię, a zagrożeniem dla niej jest ona sama?
Czy wystarczy zamknąć granice, by uratować Europę?

Na niedzielnej Eucharystii usłyszałam w małym wiejskim kościółku wołanie mojego proboszcza:

- Potrzeba nam nowego Mojżesza, który poprzewraca złote cielce i przywróci czystą wiarę.

Przyznam, że zaskoczyła mnie ta pointa homilii i wciąż nie wiem, co o niej myśleć.
____________________________________________

Ilustracja: Adoracja złotego cielca autorstwa Nicolasa Poussina

Cytat: Peter Seewald,Benedykt XVI, Ostanie rozmowy, Dom Wydawniczy Rafael 2016

Zapraszam do słuchania
audycja 771 (czwartkowa)

czwartek, 28 lipca 2016

Zagadki dla dociekliwych

W związku z ostatnimi aktami terroryzmu tzw. lewica rozporkowa i partie o jedynie słusznym programie obalenia Kaczystowskiego reżimu, szaleją na temat uchodźców. W zakłamaniu rzeczywistości powielają prasę zachodnią, zwłaszcza niemiecką, która, jak określił redaktor Cezary Gmyz, sięga już do sprawdzonych wzorców propagandy Goebbelsa.

Jako dobrą monetę wciskają Polakom reakcje władz Francji, Niemiec czy Belgii, które nie robią nic, poza pustymi gestami i frazesami, by eskalacji terroru strachu zapobiec.
Akurat temu się specjalnie nie dziwię, bo cóż znaczy jeden 86 - letni kapłan, zamordowany przy ołtarzu, wobec setek tysięcy wypędzanych, krzyżowanych i bestialsko mordowanych, gwałconych, sprzedawanych chrześcijan nie tylko na Bliskim Wschodzie. To mieści się logice walki z chrześcijaństwem.
Pamiętam początki dyskusji internetowych na ten temat. Otrzymałam kiedyś „pokrzepiającą” zapowiedź – Nie spoczniemy, póki choć jeden z was (dotyczyło chrześcijan) będzie na tej ziemi.
Okazuje się teraz, że to była całkiem realna groźba. A strach, jaki zapanował w krajach zachodnich, wpisano w realizację tego zadania.
Powtarzające się apele o nawrócenie i powrót do Europy Schumanna budzą chyba jednak obawy, że eksperyment budowy nowego porządku może się nie udać nawet na głęboko zlaicyzowanym Zachodzie.
Stąd, być może, ogólny obraz propagandowy jest mimo wszystko optymistyczny; kochani wszystko pod kontrolą, z szaleńcami sobie poradzimy, nie zrezygnujemy z wartości demokratycznych i tolerancji.

Z Brukseli nie płyną żadne alarmistyczne wieści o zwołaniu pilnych narad i podejmowaniu niezwłocznych działań, jak to miało miejsce do tej pory.
Półgębkiem wspomina się o problemie kolejnej nawałnicy uchodźców, których może nam przysłać w pakiecie niezrealizowanych zobowiązań UE wobec Turcji, Erdogan.
Zresztą Komisja Europejska ma znacznie poważniejszy problem; co zrobić „z tą Polską”? Oto młodzież Zachodu, karmiona propagandą o faszystowskim reżimie PiS, przekonuje się na własne oczy, że Polska to piękny, gościnny i tolerancyjny kraj, w którym nikt nie zamyka za głośne wyznawanie wiary, nie kastruje gejów i nie pakuje opozycji do więzień.
W rozpaczliwym geście odwrócenia uwagi od sielankowego obrazu Polski, jaki przywiozą pielgrzymi ŚDM do swoich krajów, komunistyczni eurokraci postanowili wrócić do tematu Trybunału Konstytucyjnego, choć już nawet wróble na polskich dachach śmieją się z tego, o Polakach nie wspomnę.

Czy to znaczy, że możemy dziękować Bogu za mądry wybór prezydenta, oddanie rządów PiS i spać spokojnie?

Nie jestem pesymistką, nie boję się gróźb agentury wpływu o rychłym ataku na Polskę, a tym bardziej groteskowych tematów obrad Komisji Europejskiej. Są jednak pytania, na które, ja, szary obywatel, mama Katarzyna stojąca przy kuchennym zmywaku, chciałabym znać odpowiedzi, po to by lepiej zrozumieć, co naprawdę dzieje się w Europie i na świecie.

Ot, choćby na takie:

Jak to się dzieje, że zamachowcy atakują w pociągu, na ulicy, w kościele, a parada gejów w Berlinie mogła odbyć się bez problemu?
Czy propaganda prasy zachodniej to wynik odpowiedzialności za powstrzymanie wojny domowej, czy też cyniczne ratowanie obecnej władzy?
Czy za progiem czekają partie Putina? A może to jest tylko straszenie, by opozycja w poszczególnych krajach nie doszła do władzy?

A może będzie tak, jak zasugerował na Twitterze pytaniem MaciejG:

A kto Putinowi zabroni ogłosić się w przyszłości Patryjarchą Wszechrusi i poprowadzić krucjatę w celu ratowania Europy?
A może nie tylko o walkę wyborczą chodzi, a o osiągnięcie celu zwerbalizowanego przez Sorosa?

Wiem, zadaję pytania naiwne i w ogóle wiedza ta jest mi zbędna, bo i tak nie mam wpływu na to, co się stanie.
W takim razie czemu jestem bombardowana setką mądrych, głupich, uczonych i propagandowych analiz w mediach i w Internecie? Czemu karmi się społeczeństwa propagandą, skoro na nic nie mają wpływu?

Wracam na polskie podwórko, bo od tego zaczęłam.

Nie wiem czy jeszcze ktoś pamięta dyskusje na temat końca historii i królowania narracji, która zdominowała kampanię wyborczą. Nie liczą się programy, nie ma żadnych moralnych granic, kto lepszą bajkę wymyśli, ten zdobędzie władzę.
Dzięki takiej taktyce PO mogło rządzić przez 8 lat nie informując wyborców o prawdziwym programie wygaszania Polski w ramach wielkiego projektu superpaństwa.
I nagle wygrywa partia z programem, który konsekwentnie realizuje. Wydawać by się mogło, że opozycja powinna wymyślić inną, lepszą narrację, tymczasem każde odezwanie się, każda sesja Sejmu odsłania pustkę i wręcz głupotę tych, co Polską rządzili.
Wielu ludzi pyta, jak ta głupota mogła dostać się do Sejmu?

To faktycznie kolejna zagadka dla dociekliwych, ale ja mam inną, której nie potrafię rozwiązać.
Wszelkie badania pokazują, że Polacy nie chcą uchodźców, że siła rządów PiS wynika, między innymi, z zapewnień, że Polska nie zgadza się na imigrantów, a jednak z uporem maniaka opozycyjni „gawędziarze” wciąż apelują o otwarcie granic dla muzułmanów.
Ilość bzdur wygadywanych na ten temat przekracza wszelkie polityczne standardy, a jednak narracja wciąż trwa.
Dlaczego opozycja dokonuje samozagłady? Na co liczy? Kto jej to podpowiada, a może od niej wymaga? Jak się ta narracja zakończy?

Źródło:Rozmyślania przy zmywaku mamy Katarzyny ;-)

Ilustracja

Zapraszam do słuchania
audycja 757 (czwartkowa)

czwartek, 21 lipca 2016

Człecza przypadłość tocząca z ust pianę


„Człecza przypadłość tocząca z ust pianę,
gdy to, co ma ktoś, nie jemu jest dane”.


No dobra, zrobię wyłom i zacznę od opowiadania, a potem, wyjaśnię, komu je dedykuję i dlaczego.
Zaczynam:
To było w okresie niezłomnej wiary w pogłoski, że komuna upadła, a dobiją ją samorządy oraz zwycięstwo Komitetów Obywatelskich, które jak grzyby po deszczu powstawały w czasie pierwszych, historycznych wyborów samorządowych w 1991 r.
Mała podmiejska gmina z rozrzuconymi wioskami, w których brakowało wszystkiego; dobrze wyposażonych szkół, sklepów, boisk, świetlic, dróg i połączeń nie tylko z miastem, ale i z gminą.

Dom stał się tymczasową siedzibą GKO, gdzie odbywały się zebrania, stukano na zdezelowanej maszynie do pisania biuletyny, wypracowywano program działania samorządu. Wszystko w ramach kosztów własnych. Na fali entuzjazmu przewodniczący komitetu objeżdżał gminę na ruskim rowerze i sporządzał raport niezbędny do opracowania programu.
Wybory wygraliśmy w cuglach i tu zaczął się nasz osobisty problem, bo dzieci małe, trzeba odebrać z gminnej szkoły, dojechać na wiejskie zebrania, w domu też nikt za nas niczego nie zrobił. Nie było komu pomóc. Bez samochodu dłużej nie dało się funkcjonować. Ba! Ale skąd go wziąć? Na ulicach wciąż królowały maluchy, duże fiaty i polonezy. O czymś takim jak leasing jeszcze nie słyszeliśmy.
Kolega miał w Niemczech rodzinę, kupił nowy samochód i pozbywał się 10-letniego dużego fiata. Chciał za niego niewiele, ale nawet na to stać nas nie było, owszem mogliśmy pieniądze zarobić w Radzie Nadzorczej Banku Spółdzielczego, nawet zaproponowano nam to, ale uważaliśmy, że byłoby to wykorzystywaniem pozycji, a my przecież gwarantowaliśmy uczciwość swoim wyborcom. Poszliśmy więc do banku nie po udziały a kredyt. Nie pamiętam sumy, bo to było przed wymianą pieniędzy. Natomiast pamiętam procent, w który chyba dziś nie bardzo może ktoś uwierzyć – całe 63 procent (sic!). Spłacaliśmy go dłużej niż jeździł kupiony samochód.
I to był początek końca naszego entuzjazmu i wiary, że świat peerelowskiej gminy można zmienić.
Kłody gminnej nomenklatury pominę, bo kiedyś już o tym pisałam. Wyleczyli nas z zaangażowania politycznego ostatecznie sami wyborcy. Kto mieszka na wsi wie, jak to się odbywa. Powiem w skrócie:
- Pani, patrzy pani, jak to się szybko do żłobu dorwali, ruskimi rowerami zapie... a teraz już paniusia samochodem jeździ. Szybko do koryta się dorwali, oj, szybko.

I tak skończyła się nasza polityczna kariera. Nawet gdyby mi obiecali dietę 100 razy wyższą od mojej emerytury, nigdy nie wystartowałabym już w żadnych wyborach.

A teraz pointa krótka, bo po co darmo sobie język strzępić.
 
Marzenia o naprawie Rzeczypospolitej mogą zniweczyć ci, którzy jeszcze niedawno tak byli szczęśliwi, że wygrał Andrzej Duda, że ma taką piękną i mądrą żonę, że tak godnie nas oboje reprezentują. Ci sami, którzy tak podziwiali Beatę Szydło dziś czują nieodpartą potrzebę nieustannego strofowania, doradzania i martwienia się, że opozycja wykorzysta... itd, itp.

Nie, nie uważam, że nie należy krytykować, gdy nasi popełniają błędy, wprost przeciwnie, ale to co działo się przez dwa dni na Twitterze, nie miało wiele wspólnego z troską. To był zmasowany atak w stylu właśnie takim, jak kiedyś zaatakowano moją rodzinę. Oczywiście przyznaję, że merytoryczne uwagi też były i chwała ich autorom. Niestety, tzw. hejt zdecydowanie przeważał.

Nie chcę tu roztrząsać, dlaczego tak się stało, skąd nagle pojawił się taki bubel prawny, dlaczego projekt nie został poprzedzony dobrze przygotowanym pijarem.
Faktem jest, że jak każdy projekt mógł być skrytykowany i poprawiony. Dlaczego więc podniósł się taki tumult?
Nie chcę ani analizować projektu ustawy o wynagrodzeniu osób na stanowiskach kierowniczych, bo się na tym nie znam, ani szukać przyczyn, dla których PiS postanowił zaproponować ten waśnie projekt do procedowania. 
Reakcja opozycji też mnie nie zdziwiła, no może chamstwo, z jakim zaatakował memami premier Beatę Szydło Kukiz15, długo będę pamiętać i nie wiem czy kiedykolwiek zapomnę. 
Natomiast podgrzewanie tematu, rozdzieranie szat niczym Rejtan, jakby groził Polsce kataklizm, elektoratu Prawa i Sprawiedliwości jeśli nie jest zawiścią, to na pewno głupotą.
I nie ma co cieszyć się, że projekt został wycofany pod wpływem krytyki, bo od tej pory tym narzędziem będzie na forach posługiwać się opozycja. Już TK nie będzie potrzebny, sami wierni fani rządu pomogą w zniszczeniu każdego, choćby najmądrzejszego projektu. 
Nie będzie to specjalnie trudne, bo większość krytykujących ma wstręt do aktów prawnych i wypowiada się zwykle w oparciu o doniesienia medialne.

Faktem też jest , że były i są trudności z pozyskaniem na stanowiska kierownicze fachowców. Wiem, że jedną z metod brużdżenia PiS w terenie było zniechęcanie to przyjmowania stanowisk w administracji poprzez proponowanie intratniejszych posad i niektórzy po miesiącu pracy rezygnowali z państwowej posady.
Wiemy też chyba wszyscy, jak z tym problemem radziła sobie koalicja PO/PSL omijając kontraktami i niebotycznymi odprawami ustawę kominową.
Kto chciał, ten wiedział, jak w praktyce wyglądało zamrożenie płac w administracji. I każdy, kto choć trochę myśli powinien też wiedzieć, że jeśli ma być uczciwie, to prawo musi zamknąć furtki, które na ten proceder pozwalały. 
Nie wiem jak to zrobić, ale mam zaufanie do PiS, do Jarosława Kaczyńskiego, do Beaty Szydło, że zrobią to tak, aby byli fachowcy dobrze opłacani i by było uczciwie, oczywiście jeśli ortodoksyjni wyborcy na to pozwolą. To im te rozmyślania przy zmywaku mamy Katarzyny dedykuję razem z przysłowiem:
Człecza przypadłość tocząca z ust pianę, gdy to, co ma ktoś, nie jemu jest dane”.
____________________________________________________
Źródło:Rozmyślania przy zmywaku mamy Katarzyny ;-)
Ilustracja
Zapraszam do słuchania
audycja 755 (czwartkowa)