sobota, 8 czerwca 2019

Kto lepiej wierzy

W 2017 r. papież Franciszek ogłosił, że chciałby zmienić tekst modlitwy "Ojcze nasz". Chodziło o fragment "i nie wódź nas na pokuszenie". Zdaniem papieża, tekst opiera się na błędnym tłumaczeniu. - To nie Bóg popycha mnie ku pokusie, by patrzeć, jak upadam - mówił papież. - Ojciec tak nie postępuje, ojciec natychmiast pomaga wstać. To Szatan prowadzi nas na pokuszenie – dodał.
Nowa wersja tekstu modlitwy ma brzmieć "nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie".
- doniosła Rzeczpospolita
.
I zaczęło się; papież niszczy Kościół, papież zmienia modlitwę, którą podyktował sam Bóg.
Posypały się tytuły, które podgrzały emocje. Każdy, kto przeczytał treść komunikatu, musiał zauważyć różnice między tytułami:
Stało się! Papież zmienił tekst modlitwy „Ojcze nasz” – donosi Super Ekspres
Papież Franciszek zaakceptował zmiany w modlitwie Ojcze nasz - radio Zet
Czy papież ma prawo zmienić „Ojcze nasz”? – pyta Fronda i odpowiada stanowczo – NIE!

Właściwie to nie wiem, po co papieżowi Kongregacja Wiary, zespół biblistów, znawców Ojców Kościoła, Doktorów Kościoła, historii Kościoła? Czy nie byłoby lepiej, gdyby zamiast tego pytali się Frondy? I taniej, i szybciej byłyby podejmowane decyzje?

Aż dziw, że do tej pory Fronda nie wpisała do indeksu książek heretyckich Biblii Tysiąclecia, bo tam od dziesiątków lat modlitwa „Ojcze nasz” zawiera zwrot „i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie i zachowaj nas od złego”. Podobnie jest w Biblii Jerozolimskiej.

Nie będę się spierać. Mam tylko pytanie:
Czy zgodnie z wiekową tradycją uznają dogmat nieomylności papieża w sprawach wiary i moralności?
Na pocieszenie dodam, że Papież nie wykorzystał tego dogmatu, nie zmienił modlitwy, a jedynie zaakceptował zmianę w języku włoskim. Tę zmianę mogą, ale nie muszą wprowadzić kościoły w innych krajach w językach narodowych.

Wszystkim nam potrzeba trochę pokory, zanim wypowiemy się jak „Święte Oficjum”.
Nade wszystko potrzebna jest wiedza i przyznanie, że nie wszystko wiemy.
Peter Seewald, niemiecki dziennikarz i pisarz, biograf papieża Benedykta XVI, w wywiadzie - rzeka z ówczesnym prefektem Kongregacji Nauki Wiary, kardynałem Josephem Ratzingerem zadając pytanie, dzieli się spostrzeżeniem, które niestety wciąż jest aktualne.
Jak się zdaje, zaginęła również wiedza o tym, czym właściwie jest i czym winien być Kościół. Prawdziwe znaczenie znaków i słów tej wiary skryło się w gęstej mgle. Nikomu nie przyszłoby do głowy, że bez jakiejkolwiek nauki i bez wysiłku można zrozumieć na przykład buddyzm zen.
Kardynał odpowiada:
Można by powiedzieć, że znów musi się pojawić zaciekawienie religią chrześcijańską, pragnienie jej rzeczywistego poznania. Musimy wyprowadzić wiernych poza to uczucie, że wszystko od dawna znają, że wszystko już zwietrzało, i obudzić zaciekawienie bogactwem, które kryje się w chrześcijaństwie i które należy traktować nie jako ciężar systemów, lecz jako życiodajny skarb, który opłaca się poznawać.

Pół biedy, kiedy brak wiedzy dotyczy historii obrazów wiszących w kościele parafialnym, gorzej, gdy wypowiadamy się autorytatywnie niczym członkowie Kongregacji Nauki Wiary.
Internet sprawił, że każdy z nas może się wypowiadać na dowolny temat bez względu na posiadaną wiedzę. Ulubionym tematem, budzącym emocje jest Kościół Katolicki. Nie wypowiadają się ani prawosławni, ani, np. luteranie, którzy wiernie służyli w Niemczech Hitlerowi, za to każda okazja jest dobra, by dołożyć Kościołowi Katolickiemu.
Nie dostrzegłam, np. na twitterze żadnej parafii protestanckiej, nie czują potrzeby roztrząsania publicznego swoich spraw prawosławni, ani grekokatolicy. Tylko nam, katolikom, dziką satysfakcję sprawia walenie patetycznymi z wrotami: kościół ginie!

Nie mam nic przeciwko krytyce, reagowaniu na niepokojące wiernych zjawiska; tak dotyczące wyznania wiary, dogmatów czy hierarchii. Nie przymykam oczu na to, co się dzieje.
Kto czynnie uczestniczy w życiu Kościoła w swojej parafii czy we wspólnocie charyzmatycznej, ten łatwo rozpozna fałszywych proroków i wrogów Kościoła.
Wrogowie zwykle liczą pieniądze rzucane na tacę, opłaty za chrzest, ślub czy pogrzeb. Tropią niepoprawnych politycznie księży, nagrywają kazania jak za dawnych ubeckich czasów, szukają skandali i wykorzystują do ataku księży. Któż w Internecie nie zna popisów ks. Lemańskiego, ks. Sowy czy tzw. nowoczesnego teologa o. Kramera?!

Wiernych zwyczajnie bolą ujawniane skandale, nieczyste ręce wznoszące Hostię w chwili najważniejszej, podczas Przeistoczenia.
Nie rozumieją, dlaczego posłanka, wojująca feministka, mogła dotrzeć do papieża z kimś, kto podawał się za ofiarę pedofilii, choć był zwykłym przestępcą, ośmieszyć autentyczne współczucie Franciszka całującego w geście pokory i przeproszenia jego dłoń?
Przecież ktoś tę posłankę rekomendował, udzielił poręczenia?

Czym innym jest jednak zgorszenie, którego jesteśmy czasem bezsilnymi świadkami, a czym innym zwyczajne nabieranie się na narracje rozbijające naszą jedność w Kościele.
Pół biedy jeśli ulegamy emocjom, a mimo to umiemy dyskutować merytorycznie. Niestety, im mniej niektórzy wiedzą, tym głośniej krzyczą.

Przeżyliśmy już niejedną medialną awanturę; a to o modlitwę za Żydów, a to o mszę trydencką i nadzwyczajną formę rytu rzymskiego, o Komunię św. na rękę i na stojąco, podważanie postanowień Soboru Watykańskiego Drugiego, komunii św, dla małżeństw niesakramentalnych. Czy coś tym zwojowaliśmy, coś naprawiliśmy, czemuś zapobiegliśmy?
Te gorące dyskusje z jednej strony wypływają z troski i obaw o to, by Kościół nie roztopił się w magmie synkretyzmu, z tęsknoty do Kościoła, który od nas wymaga, z drugiej z formalizmu, by nie powiedzieć faryzejskich dysput.
Bywa, że prześcigamy się w sporach, kto lepiej wierzy.
Nie ma w tym tylko jednego; troski o istotę naszej wiary.
A ona jest niezmienna. W centrum jej jest Jezus Chrystus. Nigdy dość przypominania, że w kruszynie chleba Bóg ukryty. Czy pamiętając o tym, sięgnę po Hostię rękoma, nie padnę przed Nim na kolana?
W dyskusjach teologicznych, sporach formalnych o tradycję Kościoła nigdy nie wolno zapominać o tym, co tak żarliwie przy każdej okazji podkreśla Joseph Ratzinger. W centrum Kościoła jest Bóg, który chce,
żebyśmy stali się ludźmi, którzy miłują - bo wtedy jesteśmy na Jego podobieństwo. Bóg jest bowiem, jak powiada św. Jan, miłością i chciałby, aby istniały istoty, które są doń podobne i które dzięki temu, wolne w swej miłości, stają się takie jak On, i łączą się z Nim, i krzewią Jego światłość.
Tylko w takiej perspektywie wolno nam roztrząsać czy trafniejsze jest tłumaczenie z wulgaty Ojcze nasz – „i nie wódź nas na pokuszenie”, czy też „ "nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie".
Zapraszam do słuchania

_______________________________________________

Ilustracja:Jerozolima, kościół Pater Noster, tablice ceramiczne z modlitwą Ojcze Nasz (m.in. w języku kaszubskim)

Zapraszam do słuchania
audycja 1051 (niedzielna)

piątek, 31 maja 2019

Powyborcze pytania

Mam kilka pytań, na które nie mam pewnych odpowiedzi.

Jeśli spotykam się z podejrzanymi typami, robią mi zdjęcia w kraju powszechnie uznawanym za wroga Polski, zakładam stronę na jego propagandowej tubie, wygłaszam teksty, które kwalifikują mnie jednoznacznie jako prowokatora nawołującego do puczu w wojsku, żądam postawienia prezesa partii rządzącej przed Trybunał Stanu za politykę wobec Rosji i startuję po raz enty w wyborach zakładając kolejną formację, która zwinie się zaraz po nich, to kim jestem i jaki cel chcę osiągnąć? Na pewno chcę wygrać wybory?


Pewną jest tylko jedna odpowiedź; nie liczę na wysoką wygraną. Dzięki temu nie muszę się tłumaczyć, skąd pieniądze na kampanię ani też ze sposobu realizacji haseł wyborczych.
Właściwą odpowiedź zapewne znają służby bezpieczeństwa państwa. Jeśli nie reagują jawnie na prowokacyjne wypowiedzi Korwina, to znaczy, że nie mamy czym się zbytnio przejmować.

Blogerowi jednak wolno snuć przypuszczenia.

Nikt, zdawałoby się logicznie myślący, nie może posądzać o agenturalne powiązania, skoro otwarcie ktoś przyznaje się do prorosyjskich sympatii, niechęci do Amerykanów i NATO. To przecież tylko poglądy polityczne i wynikający z nich program polityczny. Można oczywiście pytać czy nie kłócą się hasła wolnego rynku z ręcznie sterowaną i oligarchiczną strukturą Rosji, ale nikt takich pytań kandydatom Konfederacji nie zadawał i nie zadaje. Nikt nie pyta o logikę deklaracji. A sprzeczności i pustosłowia jest bez liku.

I o to chodzi. To jak z tym wojskiem rosyjskim w Donbasie. Jest, ale go nie ma i co nam zrobicie. A w całym tym socjotechnicznym chwycie chodzi o policzenie, ilu Polaków na tę narrację się nabierze. Ilu jest tęskniących za opieką Rosji? Czy możliwe jest założenie liczącej się w Polsce partii na wzór Frontu Narodowego obecnie Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen?

Odpowiedź padła w wyborach, była do przewidzenia. Po co więc tyle zachodu i wydanych na kampanię pieniędzy?

Mącenie zawsze w cenie. Odebrali głosy partii rządzącej, wsparli nimi w ten sposób Koalicję Europejską. Teraz zapewne nastąpi kolejna roszada i kolejna próba budowania partii prorosyjskiej w Polsce. O tym świadczy, po chwilowej zadyszce, aktywność w Internecie. Z tym, że prorosyjskie wypowiedzi znowu są przykrywane mantrą o wolnym rynku i atakowaniem „rozdawnictwa” Prawa i Sprawiedliwości”. Przy czym powtarza się na forach stały sposób argumentowania; obelgi.

Czy pomysł Konfederacji, która miała zebrać głosy z różnych środowisk powstał spontanicznie i tuż przed wyborami?

Najpierw warto przyjrzeć się środowiskom, jakie zostały uaktywnione.
Największe i budzące zaufanie wśród zwykłych moherów, jak zwykło się obrażać słuchaczy i widzów, to Radio Maryja i TV Trwam. Od lat stałym felietonistą jest tam Stanisław Michalkiewicz. Znany fan wolnego rynku i tropiący powiązania polskiego establishmentu z Żydami.Staje się aktywnym guru w Konfederacji.
Forma jego felietonów trafia do słuchaczy. Nikt nie pyta go o źródła informacji i wiarygodność ogłaszanych tez. Rzuca dowcipne pointy , które szybko wędrują w świat i urabiają opinię w stylu:
Tymczasem gdy my tu jesteśmy zajęci wprowadzaniem demokracji na Ukrainie i Białorusi, od tyłu zachodzą nas Judejczykowie, próbując wymusić na naszym rządzie zapłatę haraczu, zwanego dla niepoznaki rewindykacjami.
Dalej ciągną narodowcy. Walczą z komunizmem, twierdzą, że światem rządzą Żydzi, którzy chcą z Polski zrobić Polin i z torbami nas puszczą, bo chcą odszkodowań za mienie bezspadkowe.
Wierzących kochających Polskę, tropiących Żydów wspiera monarchista Grzegorz Braun. Nawrócił się, odmawia różaniec, wita się jak Wojciech Cejrowski – Szczęść Boże. I wszędzie widzi Żydów, szczerze ich nienawidząc.
Kiedyś na początku drogi politycznej Grzegorza Brauna w rozmowie w niepoprawnym radiu pl zapytałam, kogo widzą monarchiści na tronie Polski, kiedy już demokracja padnie. Nie było odpowiedzi. Sądząc po ostatnich jasnych deklaracjach o potrzebie zwrotu w kierunku Rosji, być może byłby to namiestnik Putina.

Oczywiście, w takim spektrum konserwatywnym nie może zabraknąć Kai Godek, która nagle z obrończyni życia walczącą z prawem do aborcji eugenicznej, przeistacza się w polityka.
Po kolei dołączają inni, jak choćby Marek Jakubiak, który mógłby przyciągnąć wojskowych emerytów i biznesmenów z kręgu browarów i Palikota.
Elektorat Kukiz15 miał zagospodarować nie tylko sam Marek Jakubiak, ale i jego towarzysz projektu Federacji dla Rzeczpospolitej - Liroy. Skończyło się na tym, że przegrali wybory; i Konfederacja, i Kukiz15.
I tak każdy, przyglądając się członkom i doradcom Konfederacji, może snuć przypuszczenia, o jaki elektorat chodzi.

Nie trzeba być wyjątkowo spostrzegawczym, by zauważyć, że obszar szukania elektoratu jest bardzo szeroki i ma na celu wyłapać niezdecydowanych i niezadowolonych z różnych powodów.

Odpowiedź na postawione pytanie czy projekt Konfederacji był spontaniczny musi być w tym kontekście negatywna. Nie tylko nie jest spontaniczny, ale jego konstrukcja została głęboko przemyślana. Czy wszyscy zaproszeni do tej zabawy uczestnicy zdawali sobie z tego sprawę?

Warto teraz przyjrzeć się jakimi metodami pozyskiwano owych potencjalnych zwolenników?
Naczelnym sposobem jest wrzucanie nośnych problemów. Nie jest to żadna nowość, tak robią wszystkie partie w mniejszym lub większym stopniu. Rzecz nie w tematach a w tym, komu podnoszenie ich i walenie nimi 24 godziny na dobę służyło i służy.
Zanim jeszcze powołano Konfederację przez miesiące grzany był temat banderowców, a potem emigracji ukraińskiej i emigracji zarobkowej z Azji, a skończyło się na Żydach.
Łatwo sprawdzić, jakie w tym czasie ważne wydarzenia w polityce międzynarodowej towarzyszyły tym narracjom. W każdym nagłaśnianym temacie brakowało konkretów, propozycji rozwiązania problemów.

Dla wyborcy nie to jest jednak najgroźniejsze.
Największym niebezpieczeństwem są półprawdy, przekłamania i dezinformacja z nich wynikająca.
Jestem za obroną życia, ale PiS nie procedował ustawy zakazującej aborcji eugenicznej, więc pójdę zagłosować na Kaję Godek.
Jestem za wolnym rynkiem i przeciwnikiem socjalu, zagłosuję na Sośnierza.
Jestem przeciwna emigrantom, bo obniżają płace polskim pracownikom, zagłosuję na narodowców.
Jestem przeciwna robieniu z nas współodpowiedzialnych za Holokaust i próbie wymuszania na nas rekompensat za mienie bezspadkowe, ufam doniesieniom Michalkiewicza i głosuję na Konfederację.
Jestem przeciwna cackaniu się z rządem ukraińskim, wspierającym ruchy nacjonalistyczne, zagłosuje na któregoś z „kresowiaków”... itd, itp.
Jeśli nie zapytam o prawdziwe intencje, jeśli nie rozpoznam półprawd i manipulowania informacjami prawdziwymi, wpadam w pułapkę dezinformacji, choć wydawać się będzie, że świadomie wybieram.
I tu wchodzimy już na poletko agentury wpływu Kremla, od której zaczęłam stawiać pytania.
Marek Jakubiak po przegranych wyborach rozżalony biadolił, że to Sakiewicz i Gazeta Polska wszystkiemu winna. Jedna z jego wypowiedzi może posłużyć studentom politologii jako klasyczny przykład manipulowania opinią. Można by ją zatytułować: Udowodnij mi, że nie mówię prawdy
Marek Jakubiak nie odpowiada na zrzuty, na fakty, od których aż huczało w Internecie. Buduje wypowiedź tak, jakby to było oczywiste, że Gazeta Polska zrobiła z Konfederacji ruskich szpiegów, a to nie jest prawdą.
W sytuacji takiej, kiedy Konfederacja startuje, a z dnia na dzień stajemy się ruskimi szpiegami, najgorszym, co może być, dywersantami, antyPolakami [...] to ja nie słyszałem o czymś podobnym.

Dzięki takiemu zabiegowi nie musi już odpowiadać za udzielanie wywiadów w Sputniku niektórych członków Konfederacji, nie musi udowadniać celów wyjazdów na Krym Liliji Moszeczkowej, jej sympatii do Samotnych Wilków czy obecności na listach Konfederacji Włodzimierza Osadczego i Andrzeja Zapałowskiego. Wszystko jest jasne. Konfederacja wygrałaby, gdyby nie Sakiewicz.

Winny jest, więc zabieramy się do pracy i wygramy wybory do Parlamentu.

Pozostaje już tylko ostatnie pytanie. Czy strona Janusza Korwina - Mikke w Sputniku zniknie, czy też Korwin szykuje nową formację, a Konfederaci będą uzdrawiać Polskę?
Czas pokaże, jak będzie, już jesienią.
Jednego jestem pewna, że z prób budowy partii prorosyjskiej w Polsce Kreml nie zrezygnuje. I gdzieś tam roi się już plan kolejnej jej odsłony.

Zapraszam do słuchania

_______________________________________________

Ilustracja:Konfederacja

Zapraszam do słuchania
audycja 1049 (niedzielna)

poniedziałek, 20 maja 2019

Zobaczyła żaba, że konia kują i sama nogę nadstawia

To znane przysłowie jak ulał pasuje do Konfederacji. Struktura, naprędce zmontowanej do europarlamentu grupy od Sasa do Lasa, to taka żaba, która usilnie chce podkuć sobie buty podkową na miarę Prawa i Sprawiedliwości.

Nie traktuję poważnie tego zlepka chętnych do diety europosłów, a poza tym, jeśli komuś może podkraść elektorat, to nie Prawu i Sprawiedliwości a Kukizom, bo ostatnio wydzierają sobie hasła i prześcigają się w porównywaniu partii rządzącej z Platformą Obywatelską. Skrzętnie omijają wszystko, co do tej pory partia zrealizowała, posługują się okrągłymi hasłami, a przyciśnięci w internetowych dyskusjach, oponenta obrzucają błotem. A gdy to nie pomaga, ogłaszają, że jest to Żyd, albo Żydówka i kończą rozmowę.

Wiem, że zaczadzonych nic nie jest w stanie przekonać. To jest choroba wieku młodzieńczego niczym trądzik. Jedni z tego wychodzą, inni lepią korektorem wżery po wyniku wyborczym w granicach kilku procent, by znowu ulec argumentom bojowników o „prawdziwą polską prawicę” przy następnej kampanii.
Zmieniają się tylko hasła. Raz to jest prywatyzacja państwa w imię wolnego rynku, innym razem likwidacja Unii Europejskiej.

W obecnej kampanii zaczęto od walki z „Ukrami” (tak zwykli nazywać Ukraińców pracujących w Polsce), emigrantami z Europy Zachodniej i Azji.
Teraz aktualnie wszędzie widzą Żydów i gotowi obalać na ulicy i w polskim parlamencie ustawy Kongresu Amerykańskiego. Tu, niestety, inicjatywę wydziera im Kukiz15.

Jak wreszcie te wybory wygrają i zaczną rządzić, to pokażą, że żaden Żyd w Polsce się nie ostoi. Ciupasem wyrzucą, jak onegdaj, Jaruzelski, do Izraela. Potem ustawią wszystkich mężczyzn w rządku i będą sprawdzać w rozporkach czy nie ukrył się jaki obrzezany.

Kpię sobie trochę, ale też próbuję posługującym się logiką wyjaśnić, że panu z muszką pod siekaczami nie chodzi ani o Polskę, ani o Żydów, a jedynie, by zabezpieczyć rodzinkę i przy okazji może kto z kręgu sponsorów Sputnika pochwali, jak jesienią zabierze znienawidzonemu "PiSowi" większość pozwalającą na samodzielne rządy. Dobrze bowiem wiedzą, że każdą bajkę można opowiadać zakładając coraz to nową partię.
Żaba też przechodzi mutacje, zanim zapragnie być koniem. Tylko wódz nie zmienia się od lat. Żaba nigdy nie podkuje swoich nóżek, co najwyżej zmieni nazwę. Za udawanie konia nikt jej nie ukarze.

Zapraszam do słuchania

_______________________________________________

Ilustracja:https://www.wiocha.pl/1579495,No-Korwin...-przebiles-nawet-Biedronia

Zapraszam do słuchania
audycja 1045 (niedzielna)

sobota, 8 grudnia 2018

Przekopać Mierzeję czy dokopać „pisowi”?

Byłem bardzo emocjonalnie zaangażowany po stronie PiS. Dziś nie wiem czy w ogóle wezmę udział w wyborach. Na "mniejsze zło" głosować już nigdy nie będę. Chyba nie jestem wyjątkiem i, sorry, ale to są moje poglądy, a nie wpływ jakiejś propagandy. M.M.Traube🇸🇪🇵🇱‏ @MarekTraube

Taką odpowiedź dostałam na mój komentarz:
Nie widzę żadnych powodów by PiS miało przegrać. Nie kupujmy narracji rosyjskiej agentury.

Sprawa dotyczyła przekopu Mierzei i 142 warunków, pod jakimi rząd uzyskał zgodę na przekop i wątpliwości czy kiedykolwiek projekt zostanie zrealizowany.
Rozgorzała dyskusja, w której nie chciałam już brać udziału, ponieważ tysiące razy słyszałam i czytałam; nie będę wybierać między złem a mniejszym złem.

Rozumiem tę frustrację i poczucie zawodu, bo sama kilka razy przez decyzje PiS i prezydenta mało zawału nie dostałam. Nie mam zamiaru też nikogo przekonywać do wyborów. Każdy decyduje sam. Nie godzę się jednak na potępianie wszystkiego w czambuł i opowiadanie, że ze wszystkiego się wycofują. Lista spełnionych obietnic jest długa, choć może tego ze Szwecji czy Wielkiej Brytanii nie widać.

Nie tylko o obietnice tu jednak chodzi, ale o budowę armii, WOT, obrony cywilnej i poczucia bezpieczeństwa, o to, żeby Polakom żyło się lepiej i bezpieczniej.
Jeśli krytykuje się sojusz z USA, a nie widzi się odbudowy współpracy Grupy Wyszehradzkiej, budowy Via Carpatia, pracy nad uniezależnieniem się od dostaw rosyjskiego gazu, odzyskiwania z niemieckich łap Szczecina, ochrony i ożywienia polskiego przemysłu zbrojeniowego, odzyskania stoczni, jeśli nie widzi się, na jakie trudności rząd napotyka przy realizacji planu przekopu Mierzei, to znaczy, że nic nie widzi się i potrafi się tylko innych zniechęcać do pracy.
Kuriozalnym jest, gdy emigrant z Wielkie Brytanii wrzuca petycje domagającą się zmiany ministra. Niektórzy szczerze prawicowi w ataku na rząd i PiS prześcigają się z mediami niemieckimi i Gazetą Wyborczą.

Furia, z jaką atakowana jest Polska przez Timmermansa i innych unijnych żuli świadczy, że idziemy w dobrym kierunku, choć po grudzie. By podskakiwać unijnym żulom trzeba pogonić z PE Targowicę i trzeba odbudować gospodarkę, która teraz jest w łapach przede wszystkim niemieckich. Trzeba pokonać krajową mafię wszędzie; w mediach, sądach, bankach, przemyśle, w wojsku i przykro to stwierdzić, ale i wśród tzw. swoich.
Tylko z silnym świat się liczy. A silny dziś oznacza bogaty. Emigrantom, jakie prawa rządzą gospodarką, chyba nie trzeba tłumaczyć. Podobnie jak nie trzeba tłumaczyć, kto na świecie ma kasę i rządzi. Kto w Europie, doskonale wytłumaczył Jurgen Roth w Cichym puczu.
Wymaganie, by Polska z dnia na dzień wyzwoliła się z tego, gdy przez 29 lat budowano zależność, jest szkodliwą utopią, albo cyniczną grą wyborczą.
Nie krył Prezes Jarosław Kaczyński, że przyjmuje taktykę Orbana; do przodu i tam gdzie za duże straty, cofnąć się trzeba.

Do realizacji przekopu Mierzei nie tylko zgoda jest potrzebna. Trzeba pokonać agenturę wpływu nie tylko rosyjską, ale i niemiecką. W Polsce mamy ich wszędzie. Będą przeszkadzać, będą buntować, oskarżać PiS, rząd, bo przekop oznacza wolność Polski na Pomorzu. To ta sama walka, którą toczyła II RP budując port w Gdyni. Pomóżmy, stwórzmy lobby, presję na wszystkich, którzy w Polsce przeszkadzają w inwestycji, a nie jęczmy, że PiS nie da rady. Takie gadanie zabiera wolę działania, zniechęca i męczy.

Przypominam oczywistą prawdę, która nie jest bynajmniej straszeniem; przegrana PiS lub rządy nie dające samodzielności - to przegrana Polski, bo nie ma dziś siły politycznej, która by mogła tę partię zastąpić, naprawić Polskę szybciej i lepiej.

Opór zewnętrzny da się wytłumaczyć, opór wewnątrz kraju beneficjentów III RP również, ale ataki tzw. prawicy, która pomaga totalnej opozycji, nie da się w żaden sposób wytłumaczyć. I ja nazywam to pomaganiem zdrajcom Ojczyzny, co doskonale było można zauważyć po wynikach wyborów samorządowych w miastach.
Rozumiem, że UE może się nie podobać, mnie też się nie podoba, ale weszliśmy do niej dobrowolnie i nadal większość Polaków chce w niej być. Jak tzw. prawicowych 4 cwaniaków ogłasza program Polexit to nie śmieszy, a budzi zdumienie brakiem odpowiedzialności. To podanie na tacy totalnym wrogom Polski argumentu: Widzicie, prawica polska, PiS chce wyjść z UE. A to, że nie PiS? A kto to będzie wiedział na Zachodzie!
Trzeba mieć dużo złej woli, by w tak gorącym czasie wyborczym wylatywać z takimi hasłami wyborczymi. O pomaganiu agenturze wpływu nie warto wspominać, bo ta nawet nie musi się wysilać, pożyteczni idioci sami się do niej pchają.

Jojczcie, narzekajcie, stękajcie, kochani, tak dalej, a niepodległość Polski zapewni nam wódz na białym kucu i rządy Schetyny pod protektoratem Niemiec i Rosji. Nie będzie już nam premier emigrantów sprowadzał, Żydzi urządzać Polin, a USA bronić naszych granic. Będzie wreszcie jak na Zachodzie.

_______________________________________________

Ilustracja:https://pl.wikipedia.org/wiki/Kana%C5%82_%C5%BCeglugowy_na_Mierzei_Wi%C5%9Blanej

Zapraszam do słuchania
audycja 1002 (niedzielna)

niedziela, 25 listopada 2018

Nie tak miało być

Wyobraźmy sobie, że swojemu dziecku każdego dnia mówimy; jesteś do niczego, nie dość że mały, głupi, to jeszcze brzydki. Masz za duży nos, odstające uszy, chodzisz jak pokraka. Wyprostuj się, nie garb się! Znowu dostałeś jedynkę, a Jacek szóstkę! Czy ty naprawdę jesteś taki tępy, czy leniwy?! Nawet ubrać się nie potrafisz. Daj, ja za ciebie to zrobię, bo nie mogę patrzeć, jak wszystko psujesz.
Nie trzeba zbytniej wyobraźni, by przewidzieć skutki takiego wychowania. Psychologia mówi o wycofaniu się dziecka, braku pewności siebie i własnego zdania, kompleksach, szukaniu akceptacji w grupach silniejszych, ucieczce w używki, by innym dorównać.

Czy nie tak rozpoczęto wychowywanie Polaków po roku 1989?

Tam za granicą żyli ludzie światli, pracowici i mądrzy. Jeśli nie wiedzieli, gdzie leży Polska, to dlatego, że to małe, nic nie znaczące państwo. A jej mieszkańcy dopiero uczą się demokracji, kultury i zachowania przy stole.
Każdego dnia mogliśmy usłyszeć w mediach , przeczytać w gazetach, jacy jesteśmy zacofani, leniwi i jak nam daleko do Europy.
I jak te dzieci, którym wbijano kompleksy, strofowano i innych dawano za przykład, uwierzyliśmy, że jesteśmy gorsi, musimy gonić światłą Europę. A bycie Polakiem to obciach.
A jak już zaczęliśmy się podnosić, jak już zaczęliśmy wierzyć, że potrafimy lepiej od innych pracować, tworzyć, uczyć się języków obcych, odzyskiwać narodową tożsamość i być z niej dumni, to nagle okazało się, że jesteśmy faszystami i antysemitami, a Niemcy graniczą z Rosją.
Fałszywy obraz Polaka przeniknął na Zachód. Wielu podjęło z tym obrazem walkę, ale jednocześnie cały aparat propagandy wmawia nam po dziś dzień, że jest źle, że nas oszukano, że rządzą nami obcy. I narzekamy, narzekamy, narzekamy...

Tylko człowiek wolny umie docenić siebie i innych. Tymczasem znowu zaczęliśmy narzekać, znowu jesteśmy nieszczęśliwi, bo nie tak miało być.

Nie, to nie moje rozważania, ja je tylko rozwinęłam. Tak zaczął swoją homilię mój proboszcz w niedzielę Święta Niepodległości. A posłużyły mu one do zobrazowania tego, jak ważne jest poczucie własnej godności dzieci Bożych, które tworzą wspólnotę narodową. Bez tej świadomości, że mamy własną godność, bez akceptacji siebie nie jesteśmy w stanie rozumieć innych i wspólnie rozwiązywać trudności, budować i cieszyć się z sukcesów nie kupując wszystkiego, co nam media pod nos podsuwają.
On, katolicki ksiądz pochodzący z rodziny ukraińskiej przygotował dla swoich parafian wspaniałą lekcję patriotyzmu. Uzmysłowił bez wzniosłych i patetycznych słów, że każdemu nie tylko dziecku, potrzebne jest dobre słowo, zachęta do pracy i zaufanie.

Lekcję patriotyzmu udzieliły nam też na koniec mszy św. dzieci z pobliskiej szkoły. W pięknie przygotowanej pantomimie pokazały historię Polski, rozdrapanej przez zaborców, odartej z czci, gnębionej i poniewieranej. Polski odartej z korony i biało-czerwonej szaty, Polski powstańców, żołnierzy walczących i ginących z wiarą, że ona zmartwychwstanie. I przyszedł świt... korona wróciła.
Nie było w kościele jednej osoby, która ukradkiem nie ocierałaby łzy. Budziły się serca. Wybrzmiał w świątyni Hymn Najjaśniejszej.

Jak w każdej niemal parafii na Warmii są tu nieliczni jeszcze Warmiacy, przybyli z Kresów Polacy, Białorusini i Ukraińcy. I jak to bywa w małych miejscowościach, każdy zna swojego sąsiada, nierzadko z nim się pokłóci, czasem oplotkuje, zatańczy na weselu, wypije piwo po robocie, czasem, niestety pod sklepem. Trudno jednak zachęcić do wspólnego działania. Każdy sobie po świętowaniu rzepkę skrobie.

Kiedy tak razem ze wszystkimi śpiewałam pełną piersią Mazurka Dąbrowskiego połykając łzy ze wzruszenia, czułam się wśród swoich, dumnych Polaków. Nie miało żadnego znaczenia, kto kim jest.
Stało się coś wielkiego, coś co od czasów wizyt naszego Ojca św. Jana Pawła II i czuwania przy jego śmierci nie było nam dane, poczuliśmy się Narodem. Na moment staliśmy się wspólnotą w radości.
Wciąż myślę o tej chwili i o tym, jak naładowane naszym wzruszeniem i poczuciem dumy akumulatory wykorzystać w pracy, we własnym domu, własnej gminie, szkole, parafii, by nie zostało to zmarnowane.
Może na początek częściej wyłączać telewizor, komputer, siadać przy wspólnym niedzielnym obiedzie, rozmawiać, słuchać, spotykać się z sąsiadami, zagrać w piłkę, zatańczyć, zaśpiewać, uśmiechnąć się, pomóc w biedzie i chorobie?
Może zacząć od zakazu narzekania na wszystko i na wszystkich? Może nie oczekiwać, że inni nam dadzą, załatwią za nas, docenić wolność i bezpieczeństwo, poznać historię prawdziwą swojej ojczystej ziemi i być z niej dumnym? Zapraszam do słuchania

_______________________________________________

Ilustracja:https://pl.wikipedia.org/wiki/Narodowe_%C5%9Awi%C4%99to_Niepodleg%C5%82o%C5%9Bci

Zapraszam do słuchania
audycja 998 (niedzielna)

sobota, 4 sierpnia 2018

A wszystkiemu winni Żydzi

Tysiące razy powielane zdjęcia prezydenta, premiera w jarmułce lub kapeluszu, tysiące razy przypominanie o zapalaniu świeczek chanuka w Pałacu Prezydenckim. A wszystko okraszone epitetami zdrady, tajnych geszeftów i biciem na alarm, że Żydzi chcą założyć w Polsce państwo Polin. Każdy problem w jakiejkolwiek dziedzinie społecznej czy politycznej ma swoje wytłumaczenie. A wszystkiemu winni Żydzi.
Podgrzewa tę atmosferę prześmiewczy ton redaktora Michalkiewicza i budzące grozę ostrzeżenia Grzegorza Brauna.
Na miejscu widzących wszędzie Żydów spróbowałabym dociec, jakich przodków miał Stanisław Michalkiewicz, bo nos tak jakby semicki. ;-)), a w Wikipedii cisza o rodzicach, dzieciństwie itd.
Oczywiście kpię sobie, ale nie bez przyczyny. Raczej chciałabym zmusić niektórych zaczadzonych tropieniem Żydów o odrobinę refleksji.

Nie mam zamiaru podejmować pałeczki i dyskutować na ten temat, bo po prostu nie wiem, skąd autorzy memów, zdjęć, czy tekstów mają taką wiedzę i w jakim celu ją powielają.
Podsumował to ostatnio bardzo ostro w swym felietonie Jerzy Targalski twierdząc, że jest to działalność agenturalna oparta „na sianiu wątpliwości i strachu, tworzeniu chaosu, wzbudzaniu konfliktów i nienawiści zarówno wewnątrz upatrzonego kraju, jak i między nim i jego sojusznikami, tak by opinia publiczna stała się całkowicie bezbronna. Służy temu manipulacja i zatruwanie dyskusji publicznej, dezorientacja, rozproszenie uwagi oraz podminowywanie zaufania do władzy i państwa”. Sharp power Jeśli chodzi o zaufanie, to przyznam, że gotowam uznać, iż opinia Jerzego Targalskiego jest bardziej wiarygodna niż pozostałych dwóch panów zdobywających uznanie, głównie wśród młodych słuchaczy. Przekonuje mnie, między innymi, jej otwartość.
Czy ktoś, kto nie ma pewności co do wiarygodności posiadanych informacji, wskazałby palcem konkretne portale internetowe i nazwał je rosyjskimi witrynami nie bojąc się oskarżenia sądowego? Diagnoza Jerzego Targalskiego jest jednoznaczna:
„Rosyjska agentura będzie rozgrywać strach przed Izraelem i nienawiść do Żydów, w celu atakowania naszego sojuszu z USA”

Czy na pewno tylko chodzi o sojusz z USA? Czy jest to jedyny powód wzmożonej narracji: A wszystkiemu winni Żydzi? Szukam odpowiedzi. Może udzielą mi jej ci, których spotykam na prawicowych portalach?
Drodzy moi, spoza układu „tubylców”, jak ironicznie nazywa zwykłych Polaków. red. Michalkiewicz, zanim wybuduję schron przed domem z napisem: Żydom wstęp wzbroniony, zrobię remanent w domowej biblioteczce i powyrzucam wszystkie książki, które napisali Żydzi, sprawdzę czy przypadkiem wśród moich znajomych nie ma Żydów, proszę o odpowiedź na kilka pytań:
1. Czy multi – kulti wymyślił Żyd, jak się nazywał?
2. Czy emigrantów do Europy sprowadzają Żydzi?
3. Czy aborcję na życzenie, aborcję eugeniczną, eutanazję, w tym dzieci za zgodą rodziców sponsorują Żydzi?
4. Czy postępująca agresja, niszcząca rodziny, środowisk LGBT to dzieło Żydów?
5. Co jest największym zagrożeniem dla zachodniej cywilizacji?

Z przerażeniem czytam o postępującej cywilizacji śmierci, ale z jeszcze większym przerażeniem obserwuję brak reakcji społecznej i politycznej na prawo, które pozwala zabijać z powodu koloru oczu, płci, mdłości w czasie ciąży, małego mieszkania, starości, kalectwa, depresji czy jakiejkolwiek błahej przyczyny.
Ostatnio Sąd Najwyższy Zjednoczonego Królestwa orzekł, że od tej pory nie będzie już konieczne otrzymanie prawomocnej zgody, aby odłączyć pacjentów od aparatury podtrzymującej ich przy życiu.A to oznacza śmierć głodową.
Sąd Najwyższy zalegalizował eutanazję w Wielkiej Brytanii Była jakaś reakcja, protesty, oburzenie? Czy w Sądzie Najwyższym Zjednoczonego Królestwa orzekają sami Żydzi?
Dlaczego stawiam takie pytania? Bo myślę, że dr Jerzy Targalski podał najważniejszą przyczynę rozgrywania strachu przed Izraelem w Polsce, nie wyczerpał jednak tematu.
Dopiero odpowiedź na pytania, jaka ideologia i czyje interesy reprezentują jej wykonawcy, jaki jest jej cel w przypadku naszej cywilizacji, może skutecznie pokazać politykę i miejsce Żydów we współczesnym świecie. Nie wiem jak innym, ale mnie nie wystarczy hasło: A wszystkiemu winni Żydzi.

_______________________________________________

Ilustracja:https://demotywatory.pl/4862176/Jedni-mysla-ze-to-Zydzi-niszcza-Polske-inni-ze-to-kosciol-a

Zapraszam do słuchania
audycja 966 (niedzielna)

czwartek, 26 lipca 2018

Coraz bardziej wirtualny

Zdziwienie, zaskoczenie to początek zrozumienia. To specyficzny i ekskluzywny sport i luksus intelektualistów. Dlatego też charakterystycznym dla nich gestem jest patrzenie na świat rozszerzonymi ze zdziwienia źrenicami.

Jose Ortega Gasset „Bunt mas”

Nie trzeba być intelektualistą, wystarczy mieć oczy dziecka, by patrzeć na świat ze zdziwieniem i pragnieniem poznania tego, co za horyzontem.
Dziś powszechna jest opinia, że świat się skurczył. Podobno staliśmy się globalną wioską. Możemy oblecieć, opłynąć przejechać, okrążyć Ziemię wzdłuż, wszerz i wzwyż, jak kto woli; samolotem, pociągiem, motocyklem, kajakiem, żaglowcem, rowerem czy na piechotę.
Ci, którzy nie mogą lub nie chcą, mają możliwość zajrzeć w każdy prawie zakątek ziemskiego padołu dzięki filmom, telewizji czy internetowi.
Nic tylko cieszyć się. Usiąść wygodnie z pilotem lub myszką i serfować po świecie, rozmawiać, dyskutować. Cenzura nie straszy już, co najwyżej poprawność polityczna, więc można oglądać i czytać do woli.

Moje dzieciństwo i młodość przypadła na sowiecki barak. Mało kto już pamięta, że na wszystko trzeba było mieć pozwolenie; na powielacz, maszynę do pisania, na wyjazd zagranicę. Książki i filmy tylko z imprimatur wszechobecnej cenzury. O komputerach, laptopach wiedzieli głównie dziennikarze stykający się z kolegami po fachu na różnych międzynarodowych imprezach czy uroczystościach.
Podróżowałam więc głównie palcem po mapie marząc o podróżach, np. do Japonii, Hiszpanii czy Włoch. Niestety musiał mi wystarczyć Berlin po stronie DDR, Żylina, Bratysława czy Praga. Paszport był tylko na demoludy. Gdzieś go nawet mam jako znak tamtych czasów.
Wyobrażenie Zachodu, zamkniętego w baraku zwykłego zjadacza chleba, rysowało świat wolny, w którym dzieci kwiatów łamały wszelkie tabu.

Tęsknota za normalnością wyładowywała się w marzeniach i snach po krótkim eliksirze wolności w 1981.
Pamiętam, że marzyłam o wycieczce z Orbisu i pozostaniu obojętnie w jakiej mieścinie, byleby z dala od PRL, by nie widzieć kolejek za papierem toaletowym, pieluszkami z tery dla dzieci czy mlekiem w proszku, by nie musieć załatwiać kupna dolarów na puszkę oliwy z oliwek do leczenia w szpitalu nauczycielskiego gardła, nie słyszeć w telefonie – rozmowa kontrolowana.
Kiedy na początku lat dziewięćdziesiątych znalazłam się służbowo w Offenburgu, śmiałam się z tych marzeń. Z trudem bowiem wytrzymałam w ekskluzywnym hotelu wśród nienagannie utrzymanej roślinności. Nie mogłam się doczekać powrotu.
Przestałam marzyć o podróżach?
Z marzeniami jak w tej piosence Trubadurów. „Marzenia jak ptaki szybują po niebie”, a rzeczywistość skrzeczy.
W PRL nie mogłam podróżować, a w III RP nie miałam za co.
I tak oknem na świat stał się Internet.
Czy jestem zdziwiona? Od pewnego czasu nawet bardzo.
Czy dziwię się niczym intelektualista czy jak dziecko? I co ja właściwie widzę tymi szeroko otwartymi oczami? I czy ja w ogóle coś widzę, czy to widzą na pewno moje oczy?
Jedno jest pewne; coraz bardziej tęsknię za światem rzeczywistym. Chciałabym na własne oczy przekonać się, jak naprawdę wygląda świat, który opisują mi pisarze, dziennikarze, reżyserzy, politycy czy zwykli internauci.
Zapraszam do słuchania

_______________________________________________

Ilustracja:https://demotywatory.pl/3262758/Zanurzajac-sie-w-wirtualny-swiat

Zapraszam do słuchania
audycja 963 (czwartkowa)

środa, 11 lipca 2018

Fakty skrywane pod kwiatami

Pamięć jest ulotna i dlatego, między innymi, zmieniają się nasze poglądy, ale nie zmieniają się fakty, one tylko giną w mroku niepamięci, by wrócić ze zdwojoną siłą.
I tak jest z ludobójstwem na Kresach. O jednych zdarzeniach się pamięta, inne pokrywa milczeniem, a jeszcze inne otrzymują nową interpretację w zależności od tego, kto rządzi, a kto w opozycji. I tak będzie dopóki choć jeden uratowany od śmierci pamięta, jak było naprawdę, a i on może swoje doświadczenie podporządkuje środowisku politycznemu, do którego należy.

Mam nieodparte wrażenie, że spin doktorzy skrupulatnie przeglądają daty historyczne i kombinują jakby je wykorzystać do kampanii wyborczej. A ponieważ następuje trzyletni wysyp wyborów, to kwiaciarnie mogą spodziewać się sporego utargu na kwiatach i wieńcach.
Maszerować pod pomniki będziemy od rocznicy do rocznicy, a politycy będą wygłaszać przemówienia; ostre, wyciskające łzy lub łagodne zawierające mniej rażące słownictwo, np. zamiast ludobójstwa, czystka etniczna.
Już sobie wyobrażam, jakie burze mózgów przeszły przez kancelarie; Sejmu, Senatu, Prezydenta, Premiera i biura partyjne przed rocznicą 11 lipca rzezi wołyńskiej, krwawej niedzieli, która jest tylko symboliczną datą trwającego od września 1939 r. polowania na Polaków na Kresach, o czym pisze w portalu Polonia Chrystiana 24.pl Tomasz Kolanek Ludobójstwo na Kresach to nie tylko Rzeź Wołyńska!

Ta burza mózgów w instytucjach państwowych, oczywiście, dotyczyła nas, nie polityki. To dla nas Prezydent Rzeczypospolitej modlił się w Łucku, złożył wieniec w ruinach spalonego kościoła i złożył kwiaty na polu, gdzie kiedyś była wioska.
Prawdziwa polityka została ustalona w zaciszu gabinetów Petra Poroszenki i Andrzeja Dudy.
Czy wglądało to tak? Ty pojedziesz na Ukrainę a ja do Polski. Ty będziesz mówić do Polaków to, co chcą usłyszeć, a ja to, co chcą usłyszeć moi.
Oczywiście trywializuję ustalenia dyplomacji, ale czy to ma jakiś znaczenie dla faktów? Co tak naprawdę ustalono? Dlaczego Poroszenko chce się spotkać z Andrzejem Dudą podczas szczytu NATO? O czym będą rozmawiać? Tego Polacy się nie dowiedzą, przynajmniej nie teraz.
A ja za każdym razem, gdy oglądam takie teatrum przypominam sobie rok 2006 i uroczystości „pojednania” w Pawłokomie.
Prasa, zwłaszcza lewicowa, szeroko rozpisywała się o tym, że Prezydent Lech Kaczyński przeprosił Ukraińców za popełnione przez Polaków zbrodnie, przebaczył nam Juszczenko i nikt się nie martwił w tym momencie o prawdę historyczną. Obaj wznieśli wieczorem toasty na cześć pojednania polsko – ukraińskiego.
A w lipcu odbywał się festiwal Kultury Ukraińskiej w Sopocie, właśnie w rocznicę rzezi wołyńskiej i Misiu Kamiński, ówczesny rzecznik prasowy Lecha Kaczyńskiego, w soroczce wywijał na scenie przytupasy.
Oburzenie Polaków było tak wielkie, że prezydent Lech Kaczyński zdał sobie sprawę, iż nie można „jednać” się ponad głowami żyjących ofiar i w samolocie przyznał, że zbrodnie OUN UPA to ludobójstwo.
Warto jednak przypomnieć słowa z przemówienia Prezydenta w Pawłokomie, które do dziś skutkują fałszowaniem historii i próbą zrównania zbrodni ukraińskich rzeźników z akcją „Wisła”.
Wiele jest jeszcze tragicznych miejsc, wiele mogił, często bezimiennych, po obu stronach granicy. Sprawiedliwe i godne jest, aby na każdym z tych bezimiennych, dotąd nieupamiętnionych grobów, bliscy ofiar – od kilkudziesięciu lat pozbawieni możliwości oddania im szacunku – mogli postawić krzyż i odmówić modlitwę. Musimy mówić o bolesnej, trudnej przeszłości otwarcie, krok za krokiem, wypracowując jedną, sprawiedliwą ocenę wszystkich ówczesnych, wojennych tragedii – i tych polskich, i tych ukraińskich. Wszystkie tragiczne wydarzenia w Pawłokomie, na Chełmszczyźnie, na Wołyniu, we Wschodniej Galicji, towarzyszące akcji „Wisła”, powinny znaleźć rzetelne wyjaśnienie w dialogu polityków, historyków i zwyczajnych ludzi. Mocne i trwałe pojednanie można zbudować bowiem tylko w oparciu o prawdę. Nie możemy zmienić przeszłości, ale możemy sprawić, by nie determinowała przyszłości.
Jak trwałe to było pojednanie dziś widać. Prezydent Andrzej Duda prosi o pozwolenie na ekshumowanie i godne pochowanie zamordowanych Polaków. A Poroszenko w tym samym czasie na polskiej ziemi przebywa z ukraińskim wojskiem w otoczeniu duchownych i Ukraińców w Sahryniu. Prezydent Andrzej Duda składa kwiaty w polu, Poroszenko w Polsce pod pomnikiem ofiar ukraińskich.
Coś ktoś z tego rozumie?
Komu powinno zależeć na dobrych stosunkach z Polską; Ukrainie czy nam?
Długo tak polityka wyłuskiwania Ukrainy z łap Moskwy będzie kosztem honoru Polski? Może dość, skoro nie widać efektów?

Tymczasem my łapiemy polityków za słówka, oburzamy się, gdy prawią komunały, które znamy na pamięć. Naiwny jest jednak ten, kto patrzy, słucha i oczekuje twardych ocen, szczegółów, potępienia i zdecydowanych żądań zamiast próśb.
Zapomniał naiwny o polskich Ukraińcach? To dla nich ta delikatna mowa polityków i pojednawcze wypowiedzi niektórych dziennikarzy, relatywizowanie wydarzeń. Na pewno nikt z ich głosów nie zrezygnuje, a już na pewno nie PSL czy PO.

Zbyt dobrze pamiętam awanturę Mirona Sycza, posła PO, który zmusił wojewodę olsztyńskiego, z nadania PSL, do wycofania swego poparcia dla sympozjum w 65 rocznicę Rzezi na Wołyniu, abym mogła uwierzyć, że już zawsze będziemy wspominać i czcić ofiary banderowskich rezunów, a Prezydent Ukrainy przeprosi Polaków nie tylko za zbrodnie swoich rodaków, ale i za fałszowanie historii.

Kampania wyborcza kampanią, ale historia uczy też, że dla żadnych celów politycznych czy doraźnych, wyborczych, nie uda się jej zakłamać. Można przemilczać niewygodne fakty, urządzać uroczystości, ale nie da się wmówić Polakom, że była to wojna domowa, a tego przecież oczekuje strona ukraińska .Każdy polityk poniesie w tym zderzeniu klęskę.

Na koniec zapytam Ukraińców, którzy wierzą, iż była to wojna domowa, bo Polacy byli źli wobec nich i tak samo mordowali, a żołnierze OUN i UPA chcieli wolnej Ukrainy i o nią walczyli.
Czy zgodzą się, przy całym szacunku do nieporównywalnej skali ofiar, by Wielki Głód potraktować jako uzasadnioną względami politycznymi domową wojnę Stalina z Ukraińcami, by umocnić Związek Sowiecki?
Czy nie jest to pytanie retoryczne?
Zapraszam do słuchania

_______________________________________________

Ilustracja: http://www.bibula.com/?p=102635

Zapraszam do słuchania
audycja 959 (czwartkowa)

czwartek, 5 lipca 2018

O knowaniach barbarzyńców i postawie Polaków w pięknej i mądrej książce

Książki z półki mamy Katarzyny

Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja, skrwawiona w wojnach na pewno na pokój zasługuje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę, wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest tylko jedna rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor.

Tymi słowami 5 maja 1939 roku kończy swoje przemówienie w Sejmie Józef Beck minister spraw zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej. Była to odpowiedź na żądania Niemców korytarza przez Pomorze do Prus Wschodnich i Gdańska. Tak zdecydowana odmowa wobec III Rzeszy spotkała się z entuzjastyczną owacją na stojąco, bo była oczekiwana przez Polaków i wszystkie ówczesne siły polityczne.
W PRL słowa te stały się powodem do kpin zarówno z ministra jak i rządu polskiego, a także wojska, które z szabelką wybrało się na niemieckie czołgi, a potem zwiało przez Zaleszczyki z ogarniętego wojną kraju.

Ta głęboko kłamliwa i niesprawiedliwa propaganda przez dziesiątki lat wtłaczana polskim uczniom w szkołach do dziś powtarzana jest przez wielu dyskutujących o klęsce wrześniowej, cytujących przy okazji słowa o „płaszczu i guziku” z wcześniejszego przemówienia nie Józefa Becka, jak się niektórym wydaje, a generała Edwarda Rydza-Śmigłego, wygłoszonego podczas XII Zjazdu Związku Legionistów Polskich w 1935 roku.
O ile w PRL propaganda ta służyła deprecjonowaniu sanacyjnej Polski i była ochotnie powtarzana przez chwalców nowej władzy, o tyle zupełnie niezrozumiałym staje się jej powtarzanie w dzisiejszej wolnej Polsce, między innymi, przez tzw. „prawicowych rewizjonistów” polskiej historii powołujących się na polityków i publicystów II Rzeczpospolitej przeciwnych polityce ministra Józefa Becka.
Wszelka krytyka takich postaw spotyka się z oburzeniem zwiedzionych demagogią rewizjonistów.
Rozprawia się z nimi w mistrzowski sposób dziennikarz, publicysta i historyk Piotr Gursztyn w swej najnowszej publikacji „Ribbentrop – Beck – CZY PAKT POLSKA – NIEMCY BYŁ MOŻLIWY?
Książkę tę czytałam, a właściwie studiowałam kartka po kartce, rozdział po rozdziale przez kilka tygodni. W międzyczasie odbywały się promocyjne spotkania z autorem i powstało kilka ważnych recenzji. Nie natknęłam się na żadną, która by kwestionowała jej wartość merytoryczną czy literacką.
Cóż ja mogłabym dodać do takich opinii jak choćby te, które znajdują się na okładce książki?
To celne wyczerpujące podsumowanie dyskusji o tym czy Polska mogła uniknąć swojego losu podczas drugiej wojny światowej. Świetna historyczna publicystyka – pisze Jan Ołdakowski, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego.
Piotr Semka - Autor chwycił rewizjonistycznego byka za rogi. Pokazał, że flirt z Hitlerem byłby wasalizacją Polski. Książka napisana ze swadą i znajomością epoki.

To tylko dwie entuzjastyczne opinie z wielu.
Jeśli chodzi o mnie, zwykłego czytelnika szperającego w książkach historycznych, to zachwyca mnie właściwie wszystko; bogactwo erudycyjne, przemyślana kompozycja pracy, prowadząca czytelnika przez meandry polskiej i międzynarodowej dyplomacji, decyzji świata, który zmierzał nieuchronnie do zagłady wszystkiego, co do tej pory było kanonem życia społecznego i politycznego, warsztat historyka uzasadniającego swoje wnioski w źródłach, a nie w modnej dziś postawie wbrew oczywistym faktom: Ja tak uważam, to moje zdanie. Mam do tego prawo.

Piotr Gursztyn mówi jasno - dyskusja o decyzji Becka to spór o podmiotowość Polaków, jakie mamy prawa we wspólnocie międzynarodowej i bez wahania broni decyzji ministra.
Polacy mieli prawo odmówić, a Hitler nie miał prawa napadać w odwecie ani tym bardziej „karać” nas masową eksterminacją. Kwestionowanie prawa do odmowy jest jednoczesnym opowiedzeniem się po stronie Hitlera.

To ta część końcowa, publicystyczna, książki mówi o tym i można by się z nią spierać, gdyby nie szeroka panorama wcześniej opisanej sytuacji Polski na tle innych europejskich krajów i polityki dwóch barbarzyńców; Hitlera i Stalina, która nie zostawia żadnych złudzeń.
Ustępstwa wobec Hitlera pokazały, że barbarzyńcy nie liczyli się z nikim i z niczym. Realizowali swój plan podziału i podboju Europy jednych skazując na upokarzający wasalizm innych na zagładę jako podludzi.
Sojusze również kończyły się dla narodów tragicznie, jak w przypadku Rumunii, która do dziś ponosi tego skutki w otwarciu się na komunizm i totalne wyzbycie się kraju z kultury, zabytków i postaw patriotycznych.
Książki o wrześniu 1939 roku i II wojnie światowej zwykle skupiają się na polityce mocarstw. Tymczasem Piotr Gursztyn nie szczędzi czasu na pokazanie sytuacji innych krajów środkowo–wschodniej i zachodniej Europy. I w morzu faktów nie da się obronić teza, że real – polityka zmniejszyłaby ogrom zniszczeń i tragedii polskiej. Nie udało się wydłużyć czasu na przygotowanie kraju do obrony - pisze autor - Mieliśmy swoją Ojczyznę zaledwie 19 lat, potrzeba było przynajmniej jeszcze 10, by uzbroić polską armię. Ale na pewno wart był twardej postawy Polski fakt, że nie wyszedł Hitlerowi blitzkrieg, a wojna z Polską stała się wojną światową, a nie lokalną, nad którą świat przeszedłby do porządku tak jak w przypadku Austrii czy Czech.

Nie chcę opowiadać treści książki, bo każdy musi przeczytać ją sam. Choćby tylko po to, by wyleczyć się z historycznej polityki wstydu, którą uprawiano po 1989 roku, odzyskać poczucie godności i wartości polskiej historii tradycji insurekcyjnej.
Historyk stwierdza-

Aktywizm – a konkretnie odmowa Becka, wojna obronna 1939 roku, działania Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, Państwo Podziemne, walka Armii Krajowej ze szczególną rolą Powstania Warszawskiego – uchronił nas przed losem dużo gorszym, niż Polska zaznała.
I daje odpowiedzi, które opierają się o fakty nie przemilczając argumentów zwolenników polityki rozsądku tradycji „realistycznej” i obala je.
Nie zostawia też suchej nitki na koncepcjach „historycznych” wymyślonych na potrzeby szokowania czytelnika i zarabiania na braku wiedzy i szukaniu sensacji.

Jedno jeszcze muszę koniecznie dopowiedzieć.
Książka pisana jest językiem publicysty, nie stroni, od mowy potocznej, czytelnik nie musi czytać jej ze Słownikiem wyrazów obcych. Każdy rozdział, a jest ich 12, to konsekwentne pokazywanie wydarzeń, odwoływanie się do opinii świadków historii i dokumentów, o istnieniu których wiedzą przede wszystkim historycy i ciekawscy pasjonaci historii.
I tu też dodam kończąc moją opowieść o pięknej i mądrej książce, że każdy znajdzie w niej starannie przygotowany wykaz literatury i aneks nazwisk. Dzięki temu może już sam kontynuować swoją podróż po historii drugiej wojny światowej.

_______________________________________________

Ilustracja: moje zdjęcie

Zapraszam do słuchania
audycja 957 (czwartkowa)

piątek, 29 czerwca 2018

Krajobraz po „niby – bitwach”

Osoby śledzące wydarzenia polityczne od roku zadają sobie pytanie, co dalej z realizacją programu Prawa i Sprawiedliwości? Mnożą się „konstytucje”, konferencje, wywiady, przemówienia jak jest dobrze, ale kluczowe reformy, zwłaszcza służby zdrowia, repolonizacji mediów, chyba przerosły możliwości i wciąż są w sferze dyskusji programowej.

Radość ma swoją cenę

Za to jak z rękawa posypały się kolejne obietnice socjalne dla następnych grup społecznych. Wiadomo wybory. Niektórzy modlą się, by były one jak najczęściej, bo wtedy od dołu do góry biega św. Mikołaj.
Tym, którzy je wymuszają protestami i strajkami, warto przypomnieć, czym to się kończy na przykładzie genezy zabierania dzieci od rodziców przez Jugendamty w Niemczech, Bavernet w Norwegii, makabryczne wyroki sądów w sprawie ich życia i śmierci w Kanadzie czy Wielkiej Brytanii.
Państwa przejęły kontrolę nad rodziną poprzez socjal; coś za coś. Ostrożnie cieszmy się z pomocy państwa, bo przy ponownym dojściu do władzy liberalnych oszołomów skończy się to dla wielu dzieci tragicznie. Temat na oddzielną dyskusję.

Polityka dialogu z silniejszymi

Bezsensowne veto prezydenta zatrzymało reformę wymiaru sprawiedliwości. Wobec buty i arogancji sędziów z namaszczenia Okrągłego Stołu władza, wydaje się, jest bezsilna.
Koncepcja dialogu z Komisją Europejską w tej sprawie właśnie ponosi klęskę. Eksperyment ze zmianą szefa MSZ nie powiódł się.
Nie można bezkarnie zapraszać do domu gościa, by się przed nim tłumaczyć z ustawienia mebli i dziwić się, że umeblowanie mu się nie podoba. Są granice dialogowania, zwłaszcza z przeciwnikiem, który tylko udaje, że prowadzi dialog, a robi sobie kampanię wyborczą.

Trąbienie o sukcesach w przypadku relokacji emigrantów wywołuje ironiczny uśmiech, bo jest to bajka dla ciemnego luda i wielu z nas się na to nabrało. Wystarczy spojrzeć na polskie ulice w dużych miastach. Wszelkie pytania kierowane do rządu zbywane są milczeniem.

Wazelina w cenie

Wspieranie PiS przez media publiczne to kompletne fiasko. Polega ono na bezwzględnym chwaleniu wszystkich decyzji i pokazywaniu, że więcej nic zrobić nie można, bo szaleje opozycja totalna w kraju i zagranicą. Faktem jest, że szaleje, bo ma powody, traci kasę i grożą więzienia, ale to nie może być główny temat przekazu medialnego.
Programy publicystyczne niczym się nie różnią od debat przedwyborczych. Nie przekonują nikogo,co najwyżej gruntują podziały. Rzadko są merytoryczne i uczciwe i chyba nie taki ich cel. Nie po to przychodzą politycy do studia, by głosić prawdę. Leje się strumieniem propaganda.
Media społecznościowe również przyjęły taką opcję i dzielą się ze względu na sympatie polityczne. Każdy, kto ma inne zdanie, widzi problem inaczej, jeśli nie zostanie nazwany agentem FSB lub Mossadu, to na koniec otrzyma sakramentalne pytanie: A widzisz jakąś alternatywę dla PiS? I to zamyka dyskusję niczym prawo Godwina.
Jednym słowem, głosujemy na PiS, bo nie mamy wyboru? Kiepska to laurka dla partii rządzącej i nie najlepiej świadczy o wyborcach.
PiS też kiedyś nie miał szans, a zdobył mandat do rządzenia, a efemerydy noszą nawet teki ministerialne.
Czy nie tak lekceważono opozycję AfD w Niemczech i Ruch Pięciu Gwiazd we Włoszech?

Ale nie w tym problem, a w sposobie komunikowania się ze społeczeństwem i swoimi wyborcami.
Pierwszy szok
przeżyliśmy przy zmianie rządu. Jednego dnia kwiaty i gratulacje, owacje na stojąco po odrzuceniu wniosku opozycji o odwołanie premier rządu, akcja na fb i twitterze – Murem za Panią Premier, a drugiego uzasadnianie potrzeby zmiany rządu.
Ówczesna bezradność narracji mści się do dziś. Premier Morawiecki, moim zdaniem, nigdy nie zdobędzie takiego poparcia społecznego jak Beata Szydło. Zawsze będzie się kojarzył z liberałami, choćby nie wiem jak głośno przekonywał, że chce Polski solidarnej. I nie ma to znaczenia, że tak krawiec kraje, jak mu materiału staje, bo o trudnościach nie mówi się, poza zrzucaniem winy na totalną opozycję.
Leje się propaganda sukcesu, a nie jest to najlepszy sposób na dłuższą metę.

Dziś przeżywamy drugi szok.

Wykorzystując Mundial, pogodę i wakacje PiS przeprowadza akcję pojednania z Izraelem. Nowelizuje ustawę IPN uchylając zapisy o penalizacji kłamstw dotyczących współwiny Polaków za zbrodnie niemieckie. Robi to w skandaliczny sposób, łamiąc procedury stanowienia prawa, co natychmiast wykorzystuje opozycja w Parlamencie Europejskim.

Trudno zorientować się w przyczynach takiego zachowania.

1) Szantaż? Czyj i wobec kogo?
2) Pretekst do załagodzenia konfliktu z Izraelem i Kongresem Żydów Amerykańskich?
3) Szukanie obrony przed konsekwencjami amerykańskiej ustawy #447 o zwrocie bezspadkowego majątku żydowskiego?
4) Warunek wizyty Prezydenta RP w USA?
Pytań może być więcej.
Odpowiedzi znają tylko ci, którzy za tę bezprecedensową akcję odpowiadają. A historycy w przyszłości będą pisać na ten temat rozprawy tak, jak dziś po kilkudziesięciu latach niektórzy rewidują decyzję o braku zgody rządu polskiego na przystąpienie Polski do Antykomiternu przed II wojną światową. Takie jest prawo badań historyków.
Zadanie polityka jest inne. Podejmuje decyzje niepopularne, ale jeśli nie chce stracić władzy, musi je przekonywująco uzasadniać.
Nie można przez pięć miesięcy grzmieć, że nikt nam prawa nie będzie pisać i nikt nie będzie cenzurować nam ustaw, a potem robić woltę, po której oczy dostają zeza z wrażenia.

Przyjrzyjmy się argumentom

PiS - Nowelizacja i tak była martwa nie do zastosowania poza granicami Polski.
Przeciwnicy - To po co było ją uchwalać? Skoro martwa, to dlaczego tak ważna dla Izraela i USA?
PiS - Osiągnęliśmy wielki sukces normalizacji stosunków z Izraelem.
Przeciwnicy - Bzdura. Deklaracja nic istotnego nie wnosi. Już są jej przeciwnicy po obu stronach. A nowelizacja nadal grozi sądami historykom i publicystom. Tym ostatnim argumentem posłużył się nasz dzielny obrońca praw obywatelskich jednej opcji, Adam Bodnar.
Mało kto jednak dziwi się, że o tym, kto był ofiarą zbrodni II wojny światowej decyduje Izrael. Są jednak i tacy, którzy dostrzegają nie bez słuszności, że to koniec naszej suwerenności. Teraz każde ustawy będą musiały mieć kolaudację w Izraelu, zanim zostaną uchwalone. Nawet jak jest to tylko czysta złośliwość, to w pewnych sytuacjach całkiem realna. Czy tak będzie, przekonamy się przy procedowaniu ( jeśli do tego dojdzie) ustawy reprywatyzacyjnej. Czy to będzie nasz następny szok zafundowany przez PiS?
Są jeszcze dwa, najbardziej groźne argumenty, które zostały podane na tacy totalnej opozycji i wrogom Polski.
Sposób procedowania sam w sobie był niebezpiecznym precedensem i zemści się czy prędzej, czy później. Słusznie prof. Andrzej Nowak nazwał to niezrozumiałą rejteradą, która złamała wszystkie reguły stanowienia prawa.
Przy okazji uważnym obserwatorom może przyjść do głowy, kiedy porówna awanturę w dyskusji przed głosowaniem z wynikami głosowania, że teatr odpowiada wszystkim stronom, a wrzaski, okupacje mównicy są grą pozorów.
Zjednoczona prawica może usprawiedliwiać swoje trudności, a opozycja chwalić się, że nie porzuca broni. Jednym słowem „niby – bitwy”, po których wszyscy są zadowoleni. Czy nie jest to przypadkiem zarządzanie emocjami wyborców?
Drugi argument dotyczy Ukrainy. Banderowocy na tę nowelizację i deklarację będą się powoływać i domagać się podobnego traktowania jak Żydów.

Podsumowanie:

Na wyniki polityczne akcji „Pojednanie z Izraelem” będziemy czekać i przyjdzie nam jeszcze niejedno gorzkie przebudzenie ze snów o potędze.
O tandetnej dziennikarskiej apologetyce nie warto wspominać, bo to samo się kompromituje.
Nie mogę jednak przemilczeć wypowiedzi Prezesa Jarosława Kaczyńskiego w dzisiejszym (29 VI) wywiadzie. Wynikało z niej, że osiągnęliśmy wielki sukces. Izrael pozwolił nam mówić o tym, że jesteśmy ofiarami a nie współodpowiedzialnymi za Holokaust. Możemy już śmiało o tym mówić i walczyć o dobre imię.
Mam nadzieję, że to tylko brak doboru słów, a sukces leży gdzie indziej, bo jeśli nie, to znaczy, że jest gorzej niż myślimy i niewiele już możemy zrobić.
Mimo wszystko nie wolno krytykującym działanie rządu i partii zamykać ust argumentem - bo opozycja to wykorzysta. Żydzi w Polsce muszą wiedzieć, że nie kupiliśmy ich narracji, że polityka ich wobec Polski będzie miała fatalne skutki w nastrojach antyżydowskich. Jesteśmy jedynym w Europie krajem, gdzie synagogi i szkoły żydowskie nie muszą być chronione przez policję. Oczekujemy nie tylko deklaracji, ale przeprosin za haniebny atak prezydenta i premiera Izraela i zaprzestania wtrącania się w polskie ustawodawstwo szantażem.
Tego nie powie żaden polityk, ale my możemy. Politycy też muszą wiedzieć, co naprawdę myślimy. Alienacja władzy zawsze jest groźna.
Prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu kiedyś wydało się, że do pojednania polsko - ukraińskiego wystarczy uroczystość w Pawłokomie. Co wyszło, z tego pojednania, dziś już wiemy.
Oby nie było tak z pojednaniem polsko – żydowskim.
Krajobraz po staczanych „niby – bitwach” nie jest wesoły, ale czy to pierwszy raz Polacy muszą walczyć o swoje? Walczmy jednak z wrogami a nie ze sobą. Są sprawy, na których nie należy robić kampanii wyborczej.

_________________________

Zapraszam do słuchania
audycja 956 (niedzielna)