środa, 17 grudnia 2008

Sławomir Broniarz przeciwko bratnim związkom zawodowym


Dziś pod sejmem gorąco, a w internetowych serwisach informacyjnych większego problemu nie ma.  Jedynie „Rzeczpospolita" donosi o tysiącu manifestujących związkowców OPZZ pod sejmem. http://www.rp.pl/artykul/2,235569.html. 
Obszernie informuje o tym radio.
 Związkowcy ostrzegają swoich posłów przed  udzieleniem pomocy PO w odrzuceniu weta prezydenta. Protestują też  przeciwko przyjęciu przez Polskę pakietu klimatyczno - energetycznego. Jeśli wierzyć zdeterminowanym pracownikom, jest to ostatnia pokojowa demonstracja. Obok protestują rolnicy. Pod  siedzibą NFZ  wczoraj protestowali też lekarze

Tylko  Sławomir Broniarz twardo obstaje za  wynegocjowanymi przez Związek Nauczycielstwa Polskiego   warunkami przejścia na wcześniejszą emeryturę i chce odrzucenia weta.
„On walczy o swoją grupę zawodową, czyli o nauczycieli, i jest to bardzo szlachetne, bo jest to człowiek, który z determinacją walczy o prawa nauczycieli. /.../ Pan Broniarz walczy o tę ustawę, chce, aby ona jak najszybciej weszła i aby nauczyciele godnie zarabiali, ale też przede wszystkim mieli godną przyszłość po tym, jak zakończą swoją pracę zawodową. I to jest chwalebne". - tłumaczy Grzegorz Napieralski w  radiowej jedynce http://www.polskieradio.pl/jedynka/sygnalydnia/?id=17245

Nie jestem pewna czy jest to chwalebne, bo jeśli Broniarzowi uda się namówić  klub SLD do odrzucenia weta prezydenta, to  będzie musiał wynająć ochronę przed rozwścieczoną resztą  związkowców OPZZ. 
Spokojnie, to tylko bezpodstawna gdybologia.:)
Nie wiem, po co Broniarz prowadzi taką grę i nie wiem też, po co nauczycielom taki kiepski przywilej.  Mnie ciekawi, po czyjej stronie jest Broniarz; Olejniczaka czy Napieralskiego? I dla kogo ten medialny cyrk robi?


 Na miejscu członków ZNP mocno jednak przyjrzałabym się swemu przewodniczącemu, a przy najbliższej okazji zapytała - Sławuś, a w co ty nas wrabiasz?! Chcesz by górnicy nam kocią muzykę pod szkołami urządzali? 
Na mój nauczycielski nos, nie ma obaw, SLD to nie Samoobrona  czy LPR i nie da się zjeść na przystawkę. Jeśli już o coś tu chodzi, to chyba tylko o to, kto lejce w SLD weźmie w swoje „proletariackie" ręce. Wiemy, że Schetynie marzy się Szmajdziński,  ostatecznie Olejniczak, w żadnym wypadku zaś Napieralski. Tak to się jakoś bowiem  ostatnio plecie; PO próbuje wybrać szefa SLD.
Czy baba przy zmywaku może coś z tego zrozumieć? Nawet nie próbuję. 
Natomiast dla własnego dobra powinnam wiedzieć zupełnie co innego. Zastanawiam się więc usilnie, kto  i dlaczego Polskę podpala?

Grudzień to szczególny miesiąc w historii Polski.  Władza jakoś  go sobie dziwnie upodobała.
Tak było w 1970 r. 12 grudnia, a więc  na niespełna dwa tygodnie przed świętami podniesiono ceny mięsa. Widać, albo władza czuła, że jej prestiż społeczny mocno osłabł i chciała Polakom przypomnieć, kto tu rządzi, albo ktoś tam  komuś tam  stołki spod tyłków chciał wyrwać.
Zapłacili za to swoim życiem robotnicy.  

Dziś miłościwie nam panujący rząd  Donalda Tuska zafundował nam powtórkę z arogancji władzy  i to w czasie najmniej sprzyjającym na takie awantury.
Nie wierzę ani w głupotę, ani  w  brak kontroli nad tym, co się w kraju dzieje. Mam jakoś dziwne podejrzenie, że wszystko jest pod kontrolą i właśnie dane jest nam obserwować historyczny przykład, jak sprawnie wykorzystywać niezadowolenie ludu do własnych celów.
Podobno  w  cywilizacji przemysłowej  pracownicy buntują się tylko wtedy, gdy sytuacja jest nie do zniesienia,  ale  pojawia się nadzieja na jej zmianę. Widać jakaś nadzieja dla ludu zaświtała.

Z mojego skromnego doświadczenia jeszcze jednak coś wynika.  Podpalacze czy prędzej czy później odsuwani są od gaszenia pożaru.  Czasem kończą nawet tragicznie.  Czy warto więc  bawić się zapałkami?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza