czwartek, 22 kwietnia 2010

Bronisław Komorowski najlepszym kandydatem tłumu jest


A jak nie jest jeszcze, to na pewno będzie, bo Public Relations ostro zabrał się do roboty, a „sondażownie” nie nadążają z liczeniem i prognozowaniem.
Co tłumowi pozostaje wobec takiej rzeczywistości?

A no nic, jedynie zwiesić głowę i rozejść się spod Wawelu  czy Pałacu Prezydenta. Tłum, gawiedź, ciekawscy, żądni sensacji tak powinni zrobić; schować flagi, wkleić do albumu zdjęcie przy sarkofagu i wrócić do rzeczywistości,  bo żyć jakoś trzeba. Kredyty pozaciągane, dzieciska rosną, gdzieś muszą się uczyć, pracować...może uda się im własną firmę założyć. Nauczą się szybko, jak omijać prawo, redukować wskazania kasy fiskalnej, zatrudniać na czarno, załatwiać w gminach zwolnienia od podatków. Tego i tamtego zna się, wiadoma rzecz; sąsiad pracuje w  ważnym urzędzie, za płotem prokurator, który wybudował sobie domek na wsi, z gminnym geodetą  na procesji Bożego Ciała pogada się o działce. 

Jeśli  nie wszędzie tak jest i nie wszyscy kombinują, to przecież nawet ciemniak wie, że z  płacy minimalnej nie da się wyżyć i oczywistym jest również, że tylko samobójca nie weźmie dokładki ciężko zapracowanych pieniędzy, czasem po 16 godzin na dobę, pod stołem. W takich chwilach nie myśli się o wysokości przyszłej emerytury naliczanej od zaniżonej wypłaty.

 I tak się jakoś w Polsce żyje. Na granicy prawa, albo z jego pominięciem, każdy sobie rzepkę skrobie. Jednym wychodzi to lepiej, innym gorzej. Tych, co to im gorzej, coraz mniej, bo zima tego roku była ostra. Kilkaset osób odciążyło ZUS i nadwyrężoną kryzysem opiekę społeczną. Nie było z tego powodu wielkiego szumu w mediach. I ja to nawet rozumiem. Kapitalizm to twarda szkoła przetrwania, dla nieudaczników nie ma miejsca. Nie warto się żadnym pijakiem przejmować, bo sam sobie winien. Póki co meldunku pod chmurką , w kanale ciepłowniczym czy na działce  nie ma. A bez dowodu tożsamości głosować nie może, to po co komu taki? Im szybciej zamarznie, tym lepiej. Z chorymi staruszkami w wyziębionym mieszkaniu też tylko kłopot... Co innego z więźniami. Obiecasz większą celę, przepustkę czy wybór adwokata z urzędu, a pod celą zainstalujesz telewizor i głos masz pewny.

Nie, nie zebrało mi się na gorzki sarkazm. Taka jest polska rzeczywistość; pławią się w niej męty, wegetuje człowiek uczciwy i wykorzystuje bez skrupułów polityk. Jest nawet taka partia, która doskonale odpowiada potrzebom tłumu. Nauką, zwłaszcza historii, nie każe dzieciom „zbytnio głowy sobie psować”. Jeśli już jakieś wartości preferuje, to na pewno najwyższą jest pogarda dla wapniaków i moherów. Wprawdzie  jeszcze głośno nie popiera, tak jak Obama, aborcji,  eutanazji, a związki homoseksualne nie nazywa małżeństwem, ale  tylko dlatego, że nie wszystkie watahy dinozaurów zdołano wyciąć. To jednak tylko kwestia czasu. Wyroki w Strasburgu czy prędzej, czy później problem załatwią odgórnie.

Tak się przynajmniej wydawało. Temu służyła propaganda sukcesu, przemilczanie niewygodnych tematów, wyciszanie afer, unieszkodliwienie CBA, rozprawienie się z Mariuszem Kamińskim czy forsowanie, ku radości rozmnożonych obficie na eseldowskim  chlebie byłych esbeków i TW, zmian w funkcjonowaniu IPN. I wreszcie partyjne prawybory, których reklama w mediach jako żywo przypominała nie tyle prawybory w USA, ile namaszczenie na I sekretarza KC PZPR.
I nagle to wszystko „rypło”. Tragedia pod Smoleńskiem z „kartofla” uczyniła bohatera, ministrom w Kancelarii Prezydenta przywrócono twarz ludzi kompetentnych, wykształconych i znających się na swojej pracy. Nieszczęście pamięci zbiorowej przypomniało też wielkość ostatniego prezydenta II Rzeczpospolitej.  Nawet zaprzyjaźniony kardynał zawiódł i królewski pogrzeb pozwolił wyprawić.  A Polacy za granicą publicznie wzruszali obcokrajowców swoją żałobą.  
Mało tego; to, co wydawało się niemożliwe po spotkaniu w Katyniu Putina i Tuska, Lech Kaczyński i wszystkie ofiary osiągnęły  po śmierci. Zbrodni katyńskiej nie wypiera się już Rosja i wskazuje winnych, a Sąd Najwyższy Rosji zajmie się znów Katyniem. Może też dzięki temu wreszcie sami Rosjanie zapragną  rozliczenia zbrodni popełnionych na ich narodzie?

Tysiące słów w  uczonych wywodach padło, by ustalić, co się właściwie stało, dlaczego tłum nie chce już być tylko tłumem wymachującym szalikiem i ryczącym hymn ze stadionów piłkarskich? Dlaczego płacze, skoro tyle pieniędzy wydano, by ośmieszyć nie tylko urzędującego prezydenta, ale i zlekceważyć majestat tego Urzędu?
Zrobiło się głupio i niebezpiecznie; tłum pod Pałacem Prezydenta nie chciał już być nazywany tłumem, lecz narodem.
I  ci harcerze... kto prowadzi ich drużyny, zastępy, że chcą pracować i służyć  nie żądając zapłaty?!  
Nie zawiedli tylko kupcy  na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie i hotelarze w Krakowie. Żałoba żałobą, a biznes biznesem.  Oni jedni nie poczuli się narodem.?

A tu jeszcze nie koniec. Czeka przed wyborami   beatyfikacja  ks. Jerzego Popiełuszki. Ot i problem, bo jak Polak poczuje wiew historii, jak zatęskni za wielkim prezydentem i do tego dołoży kazania ks. Jerzego o miłości do Ojczyzny, prawdzie i solidarności, to może być naprawdę źle. Trzeba się śpieszyć.
Nie da rady  już jednak kłamać i pluć na przeciwnika, bo nie wszyscy nazwą to deszczem. Można jednak wpisać się  w tęsknotę polskiej duszy za wspólnotą narodową, za wielkością Najjaśniejszej, za szlachetnym wodzem, którego można wybrać i kochać.
Czy nadaje się do tej roli Bronisław Komorowski?  Patrząc na publikowane zdjęcia z tym panem, można sądzić, że piękniejszego, mądrzejszego i szlachetniejszego wodza Polacy nie znajdą. Ten wzrok dalekosiężny, to tło... Naprawdę wielki!

Czy naród, który wskutek tragedii wykluł się przed chwilą z bezbarwnego tłumu, jak niegdyś w czasie sierpniowych strajków, da się nabrać na tę pozę? No cóż, głowy nie dam, ale na miejscu marszałka nie przesadzałabym z miną wodza i ze zbyt pochopnym wcielaniem się w rolę prezydenta, naród może już tego nie kupić, a tłumów może zabraknąć.

Nie będę  jednak ukrywać, że bardzo liczę w tej kwestii na mój naród  i ufam, że nie uwierzy wodzowskim pozom żadnego przefarbowanego na patriotę kandydata.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza