środa, 20 lipca 2011

Rewolucja cichych kroków


Chyba nie ma takiej dziedziny życia, która tak dokładnie byłaby opisana w książkach, wykładach, jak marketing polityczny. Każdy autor wyjaśnia, na czym on polega i jak ustrzec się przed manipulacją. Czytamy, rozpoznajemy sytuacje i ostrzegamy… innych. Przecież my nie ulegamy manipulacji, jesteśmy zbyt mądrzy, by nami manipulować, na pewno rozpoznalibyśmy ją.


Im bardziej wgłębiamy się w temat, tym trudniej nam rozeznać. W końcu świat zaczyna nam się wydawać siedzibą manipulatorów, agentów wpływu i pożytecznych idiotów. By nie wpaść w paranoję, zaczynamy racjonalizować; to normalne, taki jest świat i dlatego nie biorę udziału w polityce.
Na pewno nie biorę? Pytanie retoryczne. Nieważne jak na nie odpowiesz i tak jesteś przedmiotem polityki. Czy masz szansę być jej podmiotem? Trudne, ale nie pozbawione odpowiedzi twierdzącej, pytanie.

Zalew informacji o wszelkich metodach robienia z miernot polityków musi zastanawiać. Nikt dobrowolnie nie odsłania swojego warsztatu pracy, nie chwali się po wyborach, jakimi to metodami zrobił z wyborców durni. Zastanawiam się. Czy ta niebywała szczerość to też marketing polityczny? A jeśli tak, to czemu ma służyć?

Jednym z mitów, jakie zdołano nam wmówić dzięki wszechobecnej informacji o technikach i celach PR to przekonanie, że wszystko, co się dzieje jest nieuchronną zmianą wynikającą z odkryć naukowych i postępu, a my prędzej czy później im ulegniemy, bo są nieuchronne. Tak jak nieuchronna jest postpolityka i wybory w oparciu o emocjonujące narracje. Bronisz się? Jesteś głupcem. Zobacz jak inni żyją, jak cię wyprzedzają, a ty tkwisz w okopach na straconej pozycji.

Gdy ciśnienie na zmianę naszych poglądów, wartości czy upodobań jest zbyt wielkie, czujemy się przez nie wyalienowani i powolutku, dzień po dniu odcinamy kuponik po kuponiku od naszego świata, a zamieniamy je na komfort bycia społem.Przychodzi taki dzień, że z przerażeniem zauważamy, iż osobę o poglądach, które do niedawna sami głosiliśmy, nazwaliśmy betonem, moherem czy fanatykiem.

Mniejsza z tym, jeśli to dotyczy diety, sposobu spędzania wolnego czasu, praktyk religijnych czy nawet sympatii politycznych. Jeśli świat ustabilizowany i żadne wybory nie są w stanie zburzyć jego filarów, to jest w nim miejsce dla każdego i wara innym, jeśli nikogo nie krzywdzę.

Co jednak, gdy wykrzywiona w grymasie pogardy twarz polityka wmawia nam, że aborcja dzieci z wadami to dobrodziejstwo, bo jego kaleki wujek był strasznym ciężarem dla rodziny?

Kuriozum, oszołom polityczny wypuszczony w ramach grania na emocjach wyborców?

Masz do wyboru. Zmilczeć, machnąć ręką na głupca, albo zaprotestować. Warto? Odpuszczasz, bo musiałbyś każdego dnia zamiast pracować, odpoczywać, cieszyć się życiem biegać z demonstracji na demonstrację.

Nagle dostrzegasz, że twój wybór ogranicza się do wyłączenia telewizora. I o to chodziło. Masz swoje poglądy, swoje wartości, a miej je sobie, ale wiedz, że jesteś bezsilny.
Na pewno? Niekoniecznie. Dobrze się tylko rozejrzyj. Zobacz, jak grzyby po deszczu mnożą się ruchy pro life. http://npr.pro-life.pl/?a=index
Winni politycy i propaganda, że Ciebie tam nie ma?

Stoją trzymając w rękach namiot na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Stawiają żądania, między innymi dotyczące powołania komisji międzynarodowej do wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej.
Przechodzisz tamtędy każdego dnia i myślisz sobie, że im się też chce… Zginęli, życia im nikt nie wróci. Każdego dnia ktoś ginie w wypadku.

Tylko jeśli jesteś uczciwy wobec siebie, to musisz zapytać, dlaczego władzy tak ten namiot przeszkadza? Czym ją tak drażni? Czego się boi? Dlaczego tak broni się przed komisją międzynarodową?

To nieprawda, że media zmanipulowały Twoją wiedzę o katastrofie i dlatego jest Ci już obojętne, kto za nią odpowiada. Dobrze wiesz, gdzie sięgnąć po wiedzę, dobrze wiesz, że nie tak powinny zachować się polskie władze. Ale wolisz przyjąć wersję oficjalną, bo ona nie wymaga od Ciebie reakcji, nie zmusza do sprzeciwu i działania. Twój wybór to przełączenie kanałów w telewizorze. Jedyny z możliwych?

Każdego dnia informują Cię gazety o nowych rewelacjach w sprawie śledztwa. Zapytasz choćby tylko siebie, jak to możliwe, że jednego dnia premier mówi o raporcie leżącym na jego biurku, a następnego dnia jesteś informowany, że jak raport wpłynie, to premier nie zmieni w nim nawet przecinka. To wpłynął czy nie? Zapytasz o to?
Powiesz nieważne. Może i nieważne, może tylko chodzi o to, abyśmy sobie do oczu skakali, abyśmy się dzielili zamiast łączyć się we wspólnym żądaniu o ujawnienie raportu i ukaraniu winnych.

Nie wiem tego, ale za to pewna jestem, że gdyby Tusk wiedział, że jego kłamstwa będą miały wpływ na mój, Twój wybór, musiałby się liczyć ze mną i z Tobą, musiałby się liczyć z nami.

Każdego roku ogłaszana jest lista najbogatszych osób. Dowiadujesz się o potentatach na świecie. Myślisz, że są bezkarni, ponad prawem, bo mają pieniądze, zazdrościsz im.
A wyobrażasz sobie takie publiczne rozliczenie Schetyny po ujawnieniu bilingów, jak dziś ma to miejsce w Wielkiej Brytanii z Murdochem?

Gdyby Twój, mój sprzeciw wobec mianowania marszałkiem człowieka, który nie rozliczył się przed swoimi wyborcami z owych bilingów, miał wpływ na wynik wyborczy partii, zapomniałbyś już nawet, że taki ktoś był posłem.
A jak będzie jesienią z Twoim wyborem?


W styczniu Donald Tusk udzielił wywiadu dla Przekroju. Przeszedł prawie bez echa. A mógł zaszokować niejednego publicystę. Gołym okiem widzieliśmy wszyscy już wtedy, że żadnych z obiecanych w expoze reform ten premier i ten rząd nie przeprowadzi. Tymczasem Donald Tusk z rozbrajającą ekscytacją mówi dziennikarzowi. "ta »rewolucja cichych kroków« wydaje mi się najbardziej podniecająca".
Hm, czym się tak premier podnieca i jakaż to rewolucja zachodzi, o której nic nie wiemy, bo jest cicha?

Być może w serwowanych nam akcjach piarowskich nie chodzi jednak o nasz głos, o naszą decyzję przy wyborach. Może one nie są wcale wyborcze? A szczerość premiera to tylko wypadek przy pracy? My zaś jesteśmy permanentnie manipulowani i już nie wiemy, gdzie jest prawda, a gdzie kłamstwo eufemistycznie nazywane skutecznym marketingiem politycznym?
Nie udawaj, że tego nie widzisz. Musiałbyś być kompletnym głupcem, żeby nie dostrzec. Nie wiesz, dlaczego 160 osób utonęło w te wakacje, a one jeszcze się nie skończyły? Kąpali się w niedozwolonych miejscach - mówisz. Powiedz swemu dziecku, że tam nie wolno, to za pyta, a gdzie tatusiu wolno?

Twoja sąsiadka zapożyczyła się, by do wygodnie urządzonych pokojów latem przyjechali turyści. Chciała swoje sprawy wziąć w swoje ręce. Nie przyjechali. Dobrze wiesz, że to nie z powodu pogody, ale braku urlopu. Ty też go nie dostałeś i twoje dzieci bawią się na blokowym trawniku zamiast kąpać się w dozwolonym miejscu nad morzem i nabierać sił, bo całą zimę kaszlały.
Co zrobisz ze swoją wiedzą? Tylko wyłączysz z wściekłością gadające głowy w twoim telewizorze? Tylko taki masz wybór?

Gdyby nasz wybór zależał od wiedzy o umowie gazowej, przyczynach wzrostu inflacji, cichcem przeprowadzanych zmianach w Konstytucji RP, media 24 godziny na dobę informowałyby nas nie o sondażach wyborczych, które o dziwo PKW nie przeszkadzają, choć nie ma jeszcze kampanii wyborczej, ale pełne by były informacji o treści tej umowy czy o uzgodnionych jednogłośnie zmianach w dokumencie najwyższej wagi.
Uczniowie w szkole rozwiązywaliby zadanie matematyczne o prawdopodobieństwie niewypłacalności naszego państwa wskutek zaciągniętych długów. Młodzież dyskutowałby nie o rozporkach homoseksualistów i wolnym dostępie do narkotyków, a o ochronie i wychowaniu sierot społecznych, o stworzeniu szans pracy, rozwoju, założenia rodziny dla siebie. Żaden polityk nie śmiałby nawet pisnąć o „cichej rewolucji”, bo wiedziałby, że Ty, ja , będziemy drążyć, dopytywać i razem wyegzekwujemy prawo.

Jak to więc jest z tą manipulacją. Jesteśmy manipulowani czy chcemy być manipulowani?


A pamiętasz, dlaczego głosowałeś na konkretną listę, na konkretnego posła? Z jakich powodów oddałeś na niego głos? Tu właśnie w tym prostym pytaniu kryje się odpowiedź, jak to jest z tą manipulacją. Każdy musi ją sobie sam sformułować. Nie ma jednej odpowiedzi.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza