środa, 4 czerwca 2014

A co wydarzyło się 4 czerwca?

4 czerwca, 25 lat.... Media każą się każdemu ( mnie też) cieszyć, a ja nie wiem/nie mam z czego.... – napisał  Alien  na Twitterze. Głos ten nie jest wyjątkiem.

Dziś widać jak na dłoni idealny wprost podział społeczeństwa MY – Oni i pozostali, którym "wsio rawno", kto rządzi, byleby koryto było pełne. Inna sprawa, że ich apolityczność jest tylko pozorna. Do tego koryta wlewa konkretna władza.  Ale zostawmy ich. Zapytajmy raczej - Czy rzeczywiście musimy tylko tę datę 4 czerwca  kontestować, bo Oni świętują?

Odpowiem za siebie i za milczących, bo  ze swym głosem przebić się nie mogą, z czego cieszyliśmy się 4 czerwca 1989 r. Być może narażę się wszystkim, którym dziś nie wypada mówić o radości tamtych dni, skoro świętuje główny beneficjent naszego zwycięstwa, establishment mocno osadzony w układach PRL.

Wspominam ten dzień, a właściwie ranek 5 czerwca 1989 r.  jako chwilę absolutnej radości ze zwycięstwa, z dobrze wykonanego zadania.  Pracowaliśmy, harowaliśmy kosztem zdrowia, rodziny, własnych pieniędzy na ten sukces, który wystraszył ambasadora USA w Warszawie, a ormowców, esbeków i gminnych politruków wpędził w depresję.
 Jak to będzie - pytał mnie oddelegowany do obwodowej komisji jeden z nich – mniejszość będzie rządziła większością? Tak przyjął wynik wyborów i totalną klęskę listy krajowej. Miał świadomość, że padło największe kłamstwo PRL: Naród z partią, partia z narodem.

Zmęczeni do granic wytrzymałości jechaliśmy prywatnym samochodem jednego z rolników, by zawieźć kopię protokołów gminnych do siedziby  „Solidarności” w Olsztynie. Z okien III piętra witały nas roześmiane buzie. Darli się  wniebogłosy: WYGRALIŚMY!  Machaliśmy do nich biało czerwoną i nie kryliśmy łez radości.

To prawda, że to zwycięstwo nas uśpiło, zlekceważyliśmy zarządzoną dogrywkę wyborczą, zlekceważyliśmy ustawkę: Nasz premier, wasz prezydent. Przyszły pierwsze lata trudne; padały zakłady, zlikwidowano z dnia na dzień PGR-y, hiperinflacja. Traciliśmy poczucie bezpieczeństwa. Gubiły nas kompleksy niewolników.  Wmawiano nam, że nie umiemy zagospodarować wolności i dlatego potrzebni  są jeszcze czerwoni. Potrzebna lewa noga - głosił Wałęsa i zabrał się za skuteczne jej wzmacnianie.
Wiedza o tym, kto jest kto przyszła znacznie później.  Komuna się uwłaszczała, a tym, którzy naiwnie wierzyli, że też mogą wyjść na swoje,  wkrótce  wybito  z głowy pomysły własnych małych biznesów wynajętymi od haraczu i zastraszania. Pomogły w masowych upadłościach: skarbówka, prokuratury i sądy, pomogły też banki żądając natychmiastowych spłat kredytów.
Cyniczne kazania Kuronia w TVP i jego słynne zupki dla bezrobotnych ostatecznie spacyfikowały naszą radość.
Nie było jednak tak, że tylko oni byli winni. Zaczęliśmy się dzielić, wielu chwytało się na lep odpraw i tzw. kuroniówki licząc, że będą one takie jak w Niemczech czy Wielkiej Brytanii.  Pozwalaliśmy za tę cenę sprzedawać i likwidować nasze miejsca pracy.  Jeśli dodamy „wojny na górze” i pozbywanie się starych działaczy „Solidarności’ ze struktur związkowych, klęskę referendum uwłaszczeniowego, to mamy władców  III RP  i nasze postawy w pigułce.

I dziś o tym głównie się mówi, niszcząc wspomnienie radości ze zwycięstwa. Każe się patrzeć na tamto zwycięstwo okularami, których wtedy nie mieliśmy na nosach. Czasem mam wrażenie, że oczekuje się ode mnie przeprosin za 4 czerwca; dałam się zwieść i innych wciągnęłam w ułudę zwycięstwa. 

 A tamto doświadczenie, 4 czerwca 1989, tamta radość jest potrzebna, by naprawić, by jeszcze raz odzyskać Polskę dla Polaków. Nie zrobimy tego jednak przyjmując narrację komunistycznych obrońców układu.
To oni nam usilnie wmawiają, że wszystko było zaplanowane, że wszystko było obsadzone tajniakami, a scenariusz napisano w Magdalence, przedtem w Moskwie.
Przy takiej narracji nie mamy szans odzyskać tę wolę walki i solidarności, która nas wtedy połączyła i pokazała, że zwycięstwo jest możliwe, że jeśli naród się zjednoczy, to kiszczakowskie bandy są bezsilne. Czy rodzice, którzy nieustannie powtarzają swemu dziecku; jesteś do niczego, dajesz się kopać, nie potrafisz się bronić, jesteś nieudacznikiem, mogą liczyć, że wychowają  wolnego, mądrego człowieka, radzącego sobie w trudnościach?
Daliśmy sobie narzucić narrację przegranej  i bezsilności, bo oni mogą wszystko; mają media, banki, parlament, wsparcie międzynarodowych komuchów w UE, agentów Putina i polityki niemieckiej. Jednym słowem nie mamy szans; Polska to kondominium  i kto mądry daje drapaka. Pozwoliliśmy na zawłaszczenie tej radości przez tych, którzy wtedy portkami trzęśli.

Pisze  i mówi o tym  na spotkaniach Barbara Fedyszak – Radziejowska. Dziennikarzowi na pytanie:
Ale czy nie ciąży nad 4 czerwca 1989 r., cień dogadania się solidarnościowych elit z komunistami w Magdalence?
Odpowiada:


Ciąży, ale zachowanie Polaków 4 czerwca obaliło Okrągły stół. Premierem nie został gen. Kiszczak a rząd powołała koalicja opozycji z ZSL i SD, a nie z PZPR. W konfrontacji elity okrągło-stołowej z demosem, wygrał demos i ... oddał elicie swoją wygraną. Większość aktywnych Polaków była 4 czerwca 1989 roku zwolennikami suwerennej i demokratycznej Polski. I właśnie to sobie pozwoliliśmy odebrać, mimo, iż demokratycznie wybrano praktycznie wszystkich kandydatów  „Solidarności” i tylko 5 innych kandydatów, w tym T. Liszcz z ZSL. Odebrano w ten sposób komunistom prawo rządzenia Polakami.

 I ma rację. Pozwoliliśmy sobie odebrać zwycięstwo i prawdę o  zwycięstwie.
W obozie patriotycznym  obowiązuje dziś kontestacja i atmosfera pogrzebu. Skoro władza świętuje, my powinniśmy  mówić o tym, co było potem, po wyborach, co jest teraz,  a nie o tamtej naiwnej, zdaniem wielu, radości.   Taka postawa, uważam,  to gwóźdź do trumny Polski.

Zwolennikom III RP dokładnie o to chodzi, abyśmy nie wiedzieli co wydarzyło się 4 czerwca. Nie dajmy sobie tego odebrać. Bo poczucie klęski to źródło kompleksów, niepewności. A na tym trudno budować poczucie własnej wartości
 – mówi Barbara Fedyszak –Radziejowska i ja się z tą opinią utożsamiam.

A co wydarzyło się 4 czerwca?

Ano komuniści dostali tęgie pranie i o tym dziś myślę i z tej radości czerpię siłę, by iść pod prąd. Nie dajmy sobie i młodym Polakom  wmówić, że było inaczej. Opowiedzmy im  o wielkim zrywie Polaków ku wolności bez przelewu krwi,  oni tej historii nie znają. Wciąż tylko słyszą  nasze kłótnie o jego ocenę. Mylą 4 czerwca z całym okresem 25 – lecia. III RP.

Co do mnie, świadka i uczestnika wyborów do sejmu kontraktowego i pierwszych wyborów do Senatu, to  uspokajam; nie świętuję  tego dnia, jak chce władza, ale nikt mi nie odbierze tamtej radości. 

To prawda, że demos  „oddał elicie swoją wygraną”, ale nieprawdą jest, że nie może tej wygranej odebrać i powtórzyć zwycięstwa. 
Jak? Odpowiedzi szukajmy nie tylko u opozycyjnej partii, ale i w swoich postawach i wyborach, w swoim środowisku. Oczekuję odpowiedzi od patriotycznych elit,  ale już nie tylko w gadaniu, ale w konkretnych inicjatywach i działaniu.  
Nikt za Polaków porządku w Ojczyźnie nie zrobi. Nie da się jednak żadnego domu odbudować od dachu, trzeba od fundamentów, cegła po cegle tak,  jak to zrobiono w II Rzeczypospolitej po przeszło stuletniej niewoli. 

Fedyszak-Radziejowska dla Fronda.pl: Zwolennikom III RP dokładnie o to chodzi, abyśmy nie wiedzieli co wydarzyło się 4 czerwca


_____________________________________
Można też będzie posłuchać. Audycja 534 (czwartkowa):


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza