piątek, 26 września 2008

Siedem lat rządów PO?

I co Ty na to Łazarzu? Napisałeś w swojej ostatniej notce, że Tusk jak Lenin  odkrył, jak zdobywa się władzę.
„Tusk, nie posiadając takiej kotwicy jak sumienie (tzn. ma, ma, ale czyste, bo nieużywane) już nie oglądał się na liberałów i socjalistów, konserwatystów czy inne opcje polityczne, po prostu wyciągnął ręce do najgorszych. Zaprosił do szeroko pojętej władzy i rozgrabiania majątku zdrajców z GRU, zbrodniarzy z SB, przekręciarzy z PSL, morderców młodego Olewnika, międzynarodowych spekulantów i mafię, fałszywą magnaterię medialną oraz różnych gładkich idiotów. Obiecał synekury, wielkie biznesy i ochronę ich przestępstw przez państwo. W zamian oczekuje tylko jednego: pomocy w utrzymaniu władzy".
 Kiedy to przeczytałam aż przysiadłam z wrażenia, bo jak tu nie przyznać racji!
Na kogo może liczyć Tusk?
Lekarze odpadają, po „białym stole" raczej prędzej poprą SLD niż PO.
Nauczyciele? Ten elektorat zawsze był wierny liberałom, jeśli nie liczyć tęskniących za komuną, a szlachetne prawicowe wyjątki raczej tłumu nie czynią. Ale i na nauczycieli rząd Tuska się wypiął.
Wymiar sprawiedliwości? Po ostatnich rewelacjach Ćwiąkalskiego na temat politycznego charakteru protestu raczej na miejscu Tuska nie liczyłabym na to.
Co bardziej oświeceni postkomuniści może i chętniej zagłosowaliby na obrońców III RP, gdyby nie fatalny błąd z esbeckimi i WRON emeryturami. Tego, jak zapowiedział Kwaśniewski, nie darują i PO zapłaci za to.
O emerytach nawet nie ma co wspominać.
A może młodzież?
Cuda się niestety nie wydarzyły. Dziś już absolwentów szkół wyższych nie można wysłac na zmywak  do Irlandii czy Anglii, tam też już po cudach. A po ostatnim wyczynie z aplikacjami młodzież czuje się tak wyrolowana, że  na nią już liczyć  PO nie powinna. Wiem to akurat  na pewno.
A związki? Niestety, one są zakładnikami SLD i PiS. Tu Tusk nie ma co szukać.
Nawet jeśli z tych wszystkich grup społecznych wyłuskamy „spekulantów i mafię, fałszywą magnaterię medialną oraz różnych gładkich idiotów", wydaje się, że Tuskolandia nieuchronnie przegrywa.
Ki diabeł w takim razie? Czy sondaże kłamią? Nawet jeśli tak, to raczej nie warto spać spokojnie i twierdzić, że taki jak  mój wniosek jest słuszny.
Wszelkie ewentualne moje wątpliwości  rozwiał dziś, niestety, Eryk Mistewicz.
http://www.rp.pl/artykul/9157,196055_Siwe__glowy__walczace__w_kisielu_.html
http://www.dziennik.pl/opinie/article243290/Czeka_nas_jeszcze_siedem_lat_rzadow_PO.html

Nie lubię czytać takich tekstów, bo zamiast analizować ich terść, zastanawiam się do czego mój ulubiony spin doktor zmierza i czym chce mi w głowie namieszać. A jednak, gdy emocje opadły, nie jestem w stanie nie przyznać Mu racji.
Kiedy zaczyna się wyborcza gra, media są niezastąpione, a zwłaszcza tabloidy. One sprawiają, że świat zaczyna się nam wydawać taki, jak w ulubionych gazetach czy programach. Nasza ocena rzeczywistości staje się nieważna. Od lat obserwuję np. co dzieje się z ulubionymi programami czy serialami. Do czasu, kiedy mają małą oglądalność, są normalne. Nie zniekształcają rzeczywistości. Bohaterowie widzą świat podobnie jak my i podobnie oceniają. Można się z nimi utożsamić.
I oto widzowie mają możliwość dokonania oceny.  „Rozmowy w toku" czy „M jak miłość" biją rekordy popularności. A wtedy widz nawet nie zauważa, że od tej chwili  jego ulubiony serial zaczyna go urabiać i nawet nie wie, kiedy fikcję zaczyna brać za rzeczywistość.
Tak, można się zżymać na Eryka Mistewicza, ale nie można mu zarzucić, że kłamie, kiedy stwierdza, że świetnie ułożona narracja to najlepszy program wyborczy.
Czy nie rzucamy się tu w salonie wszyscy, łącznie ze mną, na tematy, które nas zdenerwowały czy rozbawiły? Ot, choćby kastracja czy „klaps". A teraz z  niszy wytrzaśnięty Korwin-Mikke ze swoim faszystowskim gestem czy nie jest dla nas ważniejszy od tego, co piszą młodzi ludzie o UE w blogu Klubu Jagiellońskiego czy w „Warsztatach analiz socjologicznych"?
Nudzi nas wiedza, a przecież wielu z nas wcale nie czyta tabloidu, nie ogląda seriali.  Czy nami, którzy uważamy się za odpornych na manipulację, nie rządzi przypadkiem dziennikarska narracja? I czy nie jest nam z tym  wstydliwie dobrze?
Możemy się wściekać na diagnozę Eryka Mistewicza, który w wywiadzie dla "Dziennika" mówi:
Jeśli posłowie PiS dziś krzyczą: "pijar, sam pijar", to można nawet przyznać im rację, lecz i spytać: "ale cóż z tego"? Tak przecież - zyskując sympatię i poparcie ludzi i przekazując im do dalszego rozpowszechniania emocjonujące opowieści - uprawia się dziś politykę w coraz większej liczbie spokojnych państw. Co może być dla ekipy Donalda Tuska inspirujące jeszcze długo. Bardzo długo. Tym bardziej że nie napotyka na jakikolwiek skuteczny opór".

Ja też się wściekłam, bo niby czemu ktoś mi wmawia, że PO będzie rządzić 7 lat, kiedy gołym okiem widać, że rządzi głównie nierządem.
Ale można też przerwać ten zaklęty krąg narodowej głupoty i zacząć myśleć, jak to zmienić. W czasie wojny Jaruzelskiego nie mieliśmy głosu, a jednak zwykłe oporniki w klapie doprowadzały władzę do szału. Może ktoś wymyśli na początek plakietkę - Nie czytam tabloidów, nie oglądam seriali, bo to obciach.  To naprawdę może być świetny biznes i frajda. Ja w każdym razie natychmiast przyczepiłabym sobie taki znaczek do płaszcza. Kto wie czy sama go nie wykonam dla siebie, w końcu mam dużo czasu. :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza