poniedziałek, 14 czerwca 2010

PRL w sądach wolnej Polski


Tylko politykom łatwo przychodzi mówić o represjach w stanie wojennym. Chwalić się w spocie wyborczym kontaktem z pałą milicyjną.

Zresztą zwykle tłumów do słuchania wspomnień nie ma i łatwo stracić nawet najbliższych przyjaciół, gdy zbyt często wraca się do nich.

Czasem jaki historyk wspomni i odda przynajmniej ułamek prawdy niewesołych lat.
A czasem są  sytuacje, w których tak cię coś zaboli, że musisz z siebie wyrzucić.
Tak było w przypadku  mojej notki z 2007 r. „To boli” http://mamakatarzyna.blog.onet.pl/To-boli,2,ID248046933,n

Nie znaczy to jednak, że wszystko stało się przeszłością. Postanowiliśmy ją zamknąć  wyrokiem sądowym uchylającym tamten wojenny, który zaważył na całym naszym życiu.

Jak się wkrótce zdążyliśmy przekonać, był to ostatni moment, bo nasi świadkowie świadczą prawdę już przed Bożym Sądem.
Wspomniałam o tym w związku ze śmiercią olsztyńskiej działaczki ”Solidarności” i posłanki na Sejm – Grażyny Langowskiej.

Wtedy, gdy wracaliśmy z Warszawy, byliśmy pełni nadziei; roczna szarpanina miała się ku końcowi. Postanowienie   Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie uchyliło wyrok  skazujący za odmowę przyjęcia karty powołania do wojska i uznało go za represje stanu wojennego.

To właśnie po jego uprawomocnieniu mieliśmy się spotkać z Grażyną Langowską. Nie doszło do spotkania. Ją zabrała śmierć, a my stanęliśmy przed kolejnymi schodami jako żywo przypominającymi sądy PRL.

Długo by opowiadać i nie wiem czy wszystkich to interesuje. Dlatego rano w  komentarzach w blogu  yarroka http://www.blogpress.pl/node/4554#comments umieściłam off topic.

„...Nigdy nie przypuszczałam, że udowodnienie tamtych represji w wolnej Polsce będzie trwało 2 lata, a skutek niewiadomy mimo dowodów i zeznań świadków.
Jeśli kogoś z dziennikarzy interesuje, jak są traktowani w sądach dawni działacze "Solidarności" w III RP, to zapraszam jutro- 15 VI 2010, na godz. 10- tą do Sądu Najwyższego w W-wie. Sala b”. 




Myślę jednak, że winna jestem sobie i moim czytelnikom ów  off topic zamieścić w swoim blogu.
Młodym wydaje się, że wszystko, co piszemy o III RP, jest jedynie grą polityczną na użytek nie kończącej się w naszej Ojczyźnie kampanii wyborczej. Tymczasem trudno już, przynajmniej mnie, która doskonale pamięta PRL, oprzeć się wrażeniu, że  rzeka wraca do koryta. Z każdym rokiem zamiast stawać się historią wraca zmutowana i straszy już nie tylko w snach.

Można się przekonać samemu, np. sprawdzić, co dzieje się z sędziami czy esbekami, którzy w stanie wojennym wydawali wyroki, donosili, pisali raporty w naszych miastach? Czy rzeczywiście nikomu nie zaszkodzili?
Niejeden piewca III RP może przejrzy na oczy, gdy dowie się, że sędzia ten czy ów ma się całkiem dobrze, tak jak i cały układ koleżeńskich powiązań, a nawet awansował do Sądu Najwyższego, zaś domagający się rehabilitacji ciągani są po sądach i wkrótce będą w oczach nie znających politycznych realiów, takimi samymi oszołomami, jak  wydawała się im Ania Walentynowicz, Andrzej Gwiazda czy Krzysztof Wyszkowski.

Takich „oszołomów” mamy obok siebie, w swoich miejscowościach; często biedni, czasem topiący żal i rozgoryczenie w alkoholu. Zwykle jedni z nas, niepozornie borykający się z trudnościami dnia codziennego. Oni więcej mogą powiedzieć niż niejedno opracowanie historyczne. Problem w tym , że ich opowieści nie bardzo nas interesują. Jakże często słyszą nawet od najbliższych; a pocoś pchał się do polityki.

Może warto jednak popytać i zainteresować się, może warto pójść na taki proces jak ten jutro w Sądzie Najwyższym? Jest wtedy szansa, że nauczymy się na cudzych błędach a nie swoich.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza