środa, 6 czerwca 2012

Lemingu, obudź się wreszcie!

Szum medialny jest lepszy od narkozy. Znieczula trwale, a z błogiego snu nic nie jest w stanie wyrwać; ani fakty, ani argumenty. Żaden autorytet nie potrafi wzbudzić refleksji – Jak temu zapobiec?
Na moment lęk ściska gardło, przez głowę przelatują w popłochu myśli – Co by było, gdyby to była prawda? – ale na tym koniec.

Takie reakcje obserwowałam w związku z ustawą emerytalną. Mnie ona już nie dotyczy, co najwyżej może mnie czekać brak emerytury, gdy rząd ogłosi pustą kasę, ale młodych temat powinien był bulwersować. Owszem, reakcje były wrogie w stronę Tuska, Pawlaka, rządu, Palikota, Sejmu, prezydenta ale nic z nich nie wynikało.
A wystarczyło zainteresować się i choć chwilkę pomyśleć, policzyć, szukać odpowiedzi i skutecznych działań. Wszak podobno jesteśmy wolni, mamy demokrację, chroni nas prawo krajowe, międzynarodowe.

Zastanawiam się jednak, po co Tobie wolne słowo w Internecie, skoro nie umiesz z niego korzystać? Po co były te wszystkie demonstracje w sprawie ACTA, skoro myśleć samodzielnie, młody człowieku, nie potrafisz?

Czekasz, że inni za Ciebie pomyślą? Nie licz na to. Kasa państwowa nie napełni się samymi kredytami, potrzebne są składki. A kto je będzie płacił, skoro wkrótce staniemy się domem starców? A może wierzysz, że teraz przyjdzie czas na obiecaną politykę prorodzinną?

Jak Cię, młody lemingu, obudzić, jak zmusić, byś nie leciał wraz z innymi w przepaść, a włączył instynkt samozachowawczy?

Może ta wiadomość wyrwie cię z błogiego snu?
Marne szanse, bo została podana w takim opakowaniu, że nawet nie doczytasz jej do końca. Zainteresujesz się treścią informacji, której nadano tytuł mający zablokować twoje szare komórki, a włączyć emocje, wrogie emocje?

A jednak spróbuj przemóc siebie i przeczytaj, bo to dotyczy Ciebie i twoich marzeń o przyszłości. Być może zaciągnąłeś 30 – letni kredyt, czekasz niecierpliwie na swój dom. Poszczęściło Ci się. Miałeś umowę na czas nieokreślony, zarobki też nie najgorsze, dostałeś go. Snujesz plany. Zaręczyłeś się. Razem z dziewczyną odkładacie każdy grosz, bo przecież musisz mieszkanie wyposażyć w drzwi, podłogę, okna, wannę… meble. Chce wam się żyć i marzyć, nie możecie się już doczekać, kiedy przestąpicie swój próg.
Czasem przemknie myśl, że stałeś się niewolnikiem banku, ale co tam, na całym świecie biorą kredyty. Dasz radę, jesteście młodzi, rodzice pomogą… i niepokój mija.

Próbuję Cię dla twojego dobra obudzić zanim będzie za późno.

W ferworze informacji o EURO 2012, grożącej Ci kile, groźnych proszkach odchudzających, marszu rosyjskich kibiców przez Warszawę, mogłeś przegapić tę dla Ciebie w tej chwili najważniejszą. Może zauważyłeś nawet ją, ale zdążyłeś jedynie sarknąć- ci to mają problem - i posurfowałeś dalej. Mimo to, radzę, wróć. Przeczytaj do końca.

Posłowie PiS: rząd chce wprowadzić podatek katastralny
„Posłowie PiS Andrzej Adamczyk i Jerzy Szmit podczas wtorkowej konferencji prasowej w Sejmie powołali się na projekt dokumentu: "Założenia krajowej polityki miejskiej do roku 2020".

W dokumencie jest mowa o wspieraniu zrównoważonego rozwoju ośrodków miejskich, który miałby być zrealizowany m.in. przez "zreformowanie systemu podatku od nieruchomości". W nawiasie znajduje się propozycja: "np. poprzez wprowadzenie podatku od wartości nieruchomości ad walorem lub podatku zależnego pośrednio od wartości nieruchomości".

- Ta propozycja mówi o tym, że rząd będzie próbował wprowadzić podatek od wartości nieruchomości, który powszechnie jest nazywany podatkiem katastralnym - uznał Szmit.

Wyliczył, że przyjęcie 1 proc. stawki podatku katastralnego spowoduje, w przypadku mieszkania o wartości 300 tys. zł, za które obecnie podatek wynosi rocznie od 100 do 200 zł, wzrost podatku wyniesie do 3 tys. zł.

- W przypadku domu jednorodzinnego stawka podatku od nieruchomości wynosi 500-600 zł. Po wprowadzeniu podatku mogłoby to sięgnąć 7 tys. zł - uważa poseł PiS.

Według Szmita, podatek katastralny uderzy w szczególności w osoby o niskich dochodach, które "przez pokolenia budowały swoje domy, składały się na mieszkania, wykupywały mieszkania komunalne" i w ludzi młodych.

Szef klubu PiS Mariusz Błaszczak wysłał pismo do premiera Donalda Tuska, w którym zwraca się do niego o wycofanie się z pomysłu wprowadzenia nowego podatku. Zwraca również uwagę, że termin przeznaczony na konsultację dla samorządów jest za krótki i powinien być przedłużony. (GK)
Wiem, drażnią Cię nazwiska posłów i partia. A zastanowiłeś się, dlaczego akurat tak dotarła do Ciebie ta wiadomość? Dlaczego tak nieudolnie jest zredagowana, a autor, który ukrywa się za inicjałami, pomija w niej istotne informacje, jak choćby tę, kto opracował dokument?
Może masz ją zlekceważyć, nie myśleć o niej, nie zastanawiać się, co będzie, jak nie starczy na kredytowe raty, utrzymanie domu i podatek katastralny?

Zanim zrobisz to, czego od Ciebie oczekują i zlekceważysz informację, może jednak choć przez chwilę zastanowisz się, dlaczego dziennikarz nie zapytał o opinię na ten temat posła koalicji PO – PSL, rzecznika rządu? Dlaczego nie pokusił się o sprawdzenie czy przypadkiem posłowie PiS nie mijają się z prawdą i sam nie sięgnął do dokumentu? Dlaczego wyliczenia i wnioski opatrzone są subiektywną wstawką „według posła…” itp ?

Odpowiada ci taka dziennikarska „rzetelność”? Czemu ma ona służyć? Czy przypadkiem nie odwróceniu od problemu Twojej uwagi i stępieniu Twojej reakcji?

A może sądzisz, że to jakaś nowość, ten podatek katastralny, że budżet się wali i rząd szuka pieniędzy?

No cóż, jesteś młody, ja jestem stara, surfuję niezbyt chętnie po Internecie, jestem pewna, że jeśli będziesz chciał, to znajdziesz odpowiedź na wszystkie wątpliwości, wyjaśnisz również i to, od jakiego czasu władzom i potencjalnym właścicielom twego przyszłego mieszkania marzy się podatek katastralny.
Tylko obudź się wreszcie, zanim będzie za późno i nie daj się nabrać na „przepisy przejściowe”, które zapewniać Cię będą, że minister właściwy zobowiązany jest do opracowania planu pomocy tym, których nie będzie stać na płacenie tego haraczu. Bo on jest wymyślony nie po to, abyś mógł zachować mieszkanie, ale po to, by za bezcen mógł go przejąć bank i komornik.

czwartek, 24 maja 2012

Przeczytaj i podpisz, zanim będzie za późno

Sądzisz, że jak się polityką nie interesujesz, to ona ciebie nie dotyczy? Budujesz dom, stawiasz płot, odgradzasz się od świata, którym gardzisz, bo rani twoje uczucia i wartości? Swoje dzieci uczysz i wychowujesz do roli kobiety i mężczyzny, dbasz o ich rozwój i świat wartości. Mówisz, że nikt nie ma prawa ingerować?

A pomyślałeś, że któregoś dnia twoje dziecko pójdzie do szkoły i przyniesie książkę, w której nie będzie mamy, taty, dziewczynki i chłopca. Przeczytasz: Każdy może być, kim chce, jak dorośniesz, zdecydujesz czy chcesz być kobietą czy mężczyzną.

Wściekasz się, idziesz do szkoły. Machasz przed nosem pani swoimi prawami rodzicielskimi i pytasz, dlaczego Dzień Matki został zastąpiony Dniem Opiekunki. A pani w odwecie macha ci przed twoim nosem prawem, które ją obowiązuje.
Wracasz i długo tłumaczysz córce, że nadal jest mama, tata, a ona jest dziewczynką i będzie kobietą, i że nie ma małżeństw homoseksualnych, bo Pan Bóg stworzył kobietę i mężczyznę, aby byli jedno i stanowili rodzinę i mieli potomstwo. Takimi prawami też rządzi się natura. Córka powtarza to w szkole, a pani wychowawczyni zgłasza do urzędu, że niewłaściwie wychowujesz swoje dziecko ingerując w jego poglądy. Urzędnik puka do twojej bramy, twojego domu, twojej oazy, która odgradzała cię od polityki i zabiera ci dziecko.

Mówisz, że to niemożliwe, bo ciężko pracujesz, dom jest pełen miłości i ciepła i wara urzędnikowi do twojej bramy i twojego dziecka? Twoja chata z kraja?

Nawet nie wiesz jak się mylisz.

Jeśli jesteś stary, to wskutek twego milczenia, taka przyszłość czeka twoje wnuki.
Jeśli jesteś młody i nie interesujesz się niczym innym, tylko nauką, pracą i rozrywką, to zapamiętaj. Może przyjść dzień, w którym twoja rodzina przeżyje tragedię rozbicia nie dlatego, że byłeś łajdakiem, biłeś żonę, przepijałeś pensję, grałeś w karty, chodziłeś na dziwki, ale dlatego, że dziś milczysz i nie interesujesz się polityką.

Na marginesie kłótni o sprawy nieistotne przemycane są i takie, które zniszczą twoje marzenia, rodzinę, uczynią cię niewolnikiem obowiązującego prawa.

Pamiętasz spór o Kartę Praw Podstawowych -zbiór szumnie nazwany zbiorem fundamentalnych praw człowieka? Dołączono go do Traktatu Lizbońskiego i obowiązuje od 1 grudnia 2009 r.
Miałeś szczęście. Dzięki zdecydowanym protestom i merytorycznej argumentacji Polska przyłączyła się do brytyjskiego protokołu zastrzegając sobie decyzje suwerenne według postanowień i praktyk prawa polskiego.
Swoją decyzję prezydent Lech Kaczyński uzasadnił wówczas, między innymi, tak: Chodzi np. o to, żeby zapobiec jakimkolwiek interpretacjom prawa przez Europejski Trybunał Praw Człowieka, które doprowadziłyby do zmiany definicji rodziny i przymuszały państwo polskie do uznawania małżeństw homoseksualnych.
Protokół brytyjski mimo zdecydowanego swego poparcia dla KPP w expose uszanował Donald Tusk.
Mało kto jednak pamięta czy w ogóle wiedział, że premier zobowiązał się jednak w Brukseli już w grudniu 2007 r. do ponownego rozpatrzenia odrzucenia protokołu brytyjskiego, jeśli tylko zmienią się okoliczności i uda się wyjaśnić wątpliwości sceptyków.
A 20 grudnia 2007 Sejm głosami PO i PSL przyjął uchwałę, w której wyraził "nadzieję, że możliwe będzie odstąpienie przez Rzeczpospolitą Polską od protokołu brytyjskiego.

I właśnie taka okazja się nadarzyła.

Konwencja Rady Europy w sprawie zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej z dnia 11 maja 2011 roku jest taką furtką, która pozwoli na wymuszenie na Polsce zmian w prawodawstwie w tym zakresie. Po ratyfikacji tej Konwencji właściwie możemy protokół brytyjski wrzucić do kosza. Sprzeczności miedzy Konwencją a polskim prawem będzie rozstrzygać powołany na jej mocy niezależny, międzynarodowy organ, a jego decyzje będą dla Rzeczypospolitej Polskiej wiążące.
Długie było milczenie wokół tego dokumentu. Dopiero niedawno mogłeś się o nim dowiedzieć i zapoznać z tekstem Konwencji. Jeśli go nie znasz jeszcze przeczytaj koniecznie.
http://www.niebieskalinia.pl/spaw/docs/konwencja_PL.pdf
Mogłeś też dowiedzieć się o protestach, świadomych zagrożeń, organizacji katolickich i pro - life:
http://ekai.pl/wydarzenia/polska/x54582/apel-o-nieratyfikowanie-konwencji-rady-europy/
http://www.pro-life.org.pl/2012/05/szkodliwa-konwencja-w-sprawie.html
i zapoznać się z oceną merytoryczną
http://wpolityce.pl/dzienniki/dziennik-antoniego-szymanskiego/28557-szkodliwa-konwencja-wprowadza-obowiazek-walki-z-tradycja-i-dorobkiem-cywilizacyjnym-ktore-sa-traktowane-jako-zagrozenia

Piarowską dyskusję na temat ratyfikacji konwencji wywołał Jarosław Gowin. Okazuje się, że w swojej notce: O prześladowaniach Donalda Tuska i konserwatyzmie Jarosława Gowina myśli kilka , niestety, miałam rację, Konwencja zostanie podpisana, choć pooglądasz jeszcze kilka emocjonujących przedstawień

Oto dowód:


Odpowiedź sekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych - z upoważnienia ministra - na interpelację nr 392 posłanki Wandy Nowickiej w sprawie niepodpisania przez Polskę Konwencji Rady Europy z dnia 11 maja 2011 r. w sprawie zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej

(Proszę, trzymaj się mocno krzesła, bo, jeśli jesteś wrażliwy, to możesz z niego spaść z wrażenia).
Tak, tak tej samej Wandy Nowickiej, która przegrała proces z Joanną Najfeld, bo była na liście płac przemysłu aborcyjno-antykoncepcyjnego i którą tak wzniośle skrytykował minister Jarosław Gowin, co przytoczyłam w wyżej wymienionej notce. Pani ta natychmiast zabrała się do pracy. Marzy o tym, by Polska pierwsza podpisał ową ideologiczną konwencję?

Czy Donald Tusk odważy się powiedzieć - nie - prawdziwym autorom tego dokumentu? Nie miej złudzeń, jeśli nie będzie protestów na miarę ACTA.

Całość odpowiedzi na interpelację posłanki Wandy Nowickiej przeczytasz sobie pod wskazanym adresem http://orka2.sejm.gov.pl/IZ7.nsf/main/73878F86 lub tu,w moim blogu pod notką, jeśli nagle z niewiadomych powodów zmieni się ten adres. Jest ona niezwykle ważna w świetle zapowiedzi rzecznika rządu.
„W ciągu kilku tygodni Rada Ministrów wróci do dyskusji nad Konwencją Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i wówczas zapadną konkretne decyzje - powiedział w środę rzecznik rządu Paweł Graś”.

Tu przytoczę tylko kilka zdań z pisma sekretarza stanu Jana Borkowskiego - UWAGA! - z dnia 9 stycznia 2012 r.

„Obecnie przeprowadzany jest szczegółowy przegląd ustawodawstwa krajowego, aby ustalić, jakie zmiany legislacyjne byłyby niezbędne do zagwarantowania pełnej zgodności prawa polskiego z postanowieniami konwencji. Przeprowadzenie tych zmian umożliwiłoby związanie się przez RP jej postanowieniami. Przedmiotem analiz jest również ustalenie przewidywanych skutków społecznych, gospodarczych, finansowych i politycznych, związanych z ewentualnym wejściem w życie konwencji. Wypracowanie stanowiska w tej sprawie jest przewidywane do końca stycznia 2012 r”.
„ Po przeprowadzeniu stosownych analiz możliwe będzie rozpoczęcie procedury udzielenia zgody na podpisanie konwencji, zgodnie z wymogami ustawy z dnia 14 kwietnia 2000 r. o umowach międzynarodowych”.
O tym, że dokument te został przygotowany przez organizacje wrogie prawu naturalnemu i porządkowi społecznemu opartemu o Dekalog i polską konstytucję, świadczy informacja, o której milczy się w publicznych dyskusjach, a którą uwzględnił w odpowiedzi na interpelację ministerialny urzędnik, by uspokoić Wandę Nowicką, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Działalność Wandy Nowickiej nie jest przypadkiem i oszołomstwem jednej feministki. Konwencję wspiera potężne lobby, które stać na organizowanie spotkań Grupy Wysokiego Szczebla ds. Gender Mainstreaming. http://pl2011.eu/content/spotkanie-grupy-wysokiego-szczebla-ds-gender-mainstreaming-gws-0
Takie odbyło się w Warszawie Warszawa, 5-6 września 2011 r i na nim był przedstawiciel polskiego rządu. Nad wprowadzaniem w życie społeczne ideologii gender nie dyskutuje się tylko na łamach pism lewackich i feministycznych. Ta ideologia króluje już w wielu krajach, np. w Szwecji, Wielkiej Brytanii, Kanadzie.
Poszukaj, zainteresuj się czym jest Grupa Wysokiego Szczebla ds. Gender. Niewiedza może cię bardzo drogo kosztować. Jeśli do tej pory opowiadałeś jedynie śmieszne dowcipy na temat gender, to posłuchaj koniecznie wykładu abpa Henryka Hosera – Ideologia gender. Wyzwania antropologiczne współczesności – ujęcie bioetyczne, http://www.stowarzyszeniefidesetratio.pl , które wyemitowało Niepoprawne Radio Pl w audycji 321

I może na koniec jeszcze jeden cytat. Jan Borkowski pisze do Marszałek Sejmu w odpowiedzi Wandzie Nowickiej:

Problematyka przemocy wobec kobiet została również uwzględniona w Deklaracji Trio Prezydencji, podpisanej w Krakowie w dniu 21 października 2011 r. podczas nieformalnego spotkania ministrów ds. rodziny i równości płci. W deklaracji znalazła się zapowiedź podjęcia problematyki przemocy wobec kobiet w ramach przeglądu wdrażania Pekińskiej Platformy Działania w 2012 r. podczas prezydencji cypryjskiej (tekst deklaracji w załączeniu*)).

Słyszałeś o tym?

Najbardziej w tym zdaniu „podoba mi się” określenie: podczas nieformalnego spotkania ministrów ds. rodziny i równości płci. Ciekawe, prawda? Jak to polski rząd nieformalnie deklaruje, a potem informuje.
Nie jesteś bezsilny pod warunkiem, że nie zamkniesz swojej bramy domu i nie powiesz, co to mnie obchodzi. Możesz napisać własny protest. Możesz się też przyłączyć do protestu już napisanego przez Fundację Mamy i Taty Adres podaję za info.wiara.pl
Protestują też młodzi Dołącz do protestu! http://www.krucjata.org.pl/a186.php3

Możesz oczywiście nic nie zrobić, Wanda Nowicka bardzo na to liczy, ale czy na taki los zasługują twoje dzieci i wnuki? Mówisz, że nie interesujesz się polityką? To błąd. Ona od zawsze interesuje się Tobą. Przeczytaj i podpisz, zanim będzie za późno.

czwartek, 17 maja 2012

Taktyka teatralnego spektaklu

Poseł Gowin ubolewa: To brak szacunku dla Polaków i złamanie prawa" Rozrzewnił mnie tą troską o szacunek do Polaków i swoim legalizmem. Zastanawiam się tylko, jak w takim razie nazwać uchwalanie za pomocą dyscypliny partyjnej ustawy łamiącej Konstytucję; równości wobec prawa i sprawiedliwości społecznej oraz zasadę, że prawo nie powinno działać wstecz? Jak nazwać dysponowanie obowiązkowymi składkami emerytalnymi obywateli nie pytając się ich o zgodę, posługując się kłamstwem w interpretacji wprowadzanych arbitralnie zmian?

Po ostatniej akcji „Solidarności” blokowania Sejmu przez 2 godziny niektórzy posłowie poczuli się internowani i chcą odszkodowania. „Solidarność” pod wodzą Dudy nie może się zdecydować; protestować dalej czy nie.
OPZZ pomysły na protesty przeciwko eutanazji za pomocą ustawy emerytalnej zakończyło na pikiecie w dniu Forum Gospodarczego.
Wałęsa każe Tuskowi pałować protestujących. Zupełnie nie rozumiem Lecha. Pójdźmy dalej „legendo” Solidarności. Czy nie lepiej od razu poprosić Putina o pomoc? Może nie odmówi jak niegdyś Jaruzelskiemu Breżniew.
SLD miało zbierać dalej podpisy pod wnioskiem o referendum. Szef SLD Leszek Miller zapowiadał już 31.03.2012 w Łodzi, że kolejny wniosek o referendum w sprawie wieku emerytalnego jego ugrupowanie złoży po Wielkanocy. Miała to być wspólna inicjatywa razem z OPZZ, kiedy po długiej debacie Sejm odrzucił wniosek "Solidarności" w tej sprawie. Tu przypominam, że „Solidarność” zebrała pod nim 2 mln podpisów.
Jakoś cicho jednak wokół pomysłu SLD się zrobiło, choć święta dawno minęły, a Sejm zdążył w trybie, przypominającym pośpiech i dyscyplinę zatwierdzenia stanu wojennego, ustawę emerytalną przeforsować.
Jedyne, co przyszło w tej sytuacji Sojuszowi do głowy, to pomysł na pochówek przyszłych emerytów. Będziemy mogli prochy swoich zmarłych trzymać w domu. Pewnie dlatego, że przy obecnym zasiłku pogrzebowym, który znacznie obniżył rząd Tuska, ciężko będzie kupić trumnę, zapłacić za miejsce na cmentarzu, wynająć karawan i jeszcze podjąć obiadem żałobników. Znacznie taniej wyjdzie spalenie zwłok i kupienie puszki na przechowanie popiołu po naszych bliskich. A zasiłek można wtedy wykorzystać na stypę i zaoszczędzić na zniczach w Dniach Zadusznych.
No cóż, jaka partia, taki program wyborczy, a przy okazji może któryś z pomysłodawców tego programu zarobi na uruchomionym krematorium.

Nic mnie już nie zdziwi.

Bo czy można się dziwić np. Palikotowi, że jedynym jego programem jest wspieranie PO, tam, gdzie jej nie wypada głośno mówić o swoich zamiarach robienia Polaków w konia? Może i coś tam w czasie wyborów obiecywano naiwnym z zestawu lewackich obiecanek, ale wszystko wróciło już do normy. Znowu najważniejszym hasłem tej politycznej hucpy jest: WYPISUJEMY SIĘ Z KOŚCIOŁA!
Tyle bowiem pozostało, jako że legalizację narkotyków od Palikota ostatnio przejął Kwaśniewski. W artykule dla New York Times pokajał się nawet i uznał, że błędem był jego podpis pod ustawą bezwzględnie karzącą posiadanie narkotyków. Tym sposobem dołączył do polskich noblistów; Nie żyjącej już Wisławy Szymborskiej i Lecha Wałęsy trzymającego się zdrowo. Coś przecież trzeba robić na prezydenckiej emeryturze. Szczęściarz, jego „reforma” Tuska nie obejmie.

Jarosław Kaczyński , gdy sejm odrzucił referendum, zapowiedział zmianę ustawy po dojściu PiS do władzy.
Także PO chciała być aktywna w tłumaczeniu społeczeństwu przyczyn podniesienia i zrównania wieku emerytalnego. A posłowie PO mieli jechać w teren i rozmawiać o tym z wyborcami.
Nie wiem jak innym, ale mnie żaden poseł warmińsko – mazurski niczego nie tłumaczył, a po za tym, skoro odrzucono referendum, to po co tłumaczyć, pytać,tracić pieniądze, czas?
Dziś po uchwaleniu ustawy każdy może sprawdzić, ile warte są partie, które żyją z naszych podatków. Jak diabeł święconej wody posłowie PO, PSL i RP unikają merytorycznych wypowiedzi, w zamian za to mamy show bidulki – posłanki Pomaski, którą Duda nie chciał wypuścić z sejmu, by nakarmiła swoje dziecko. A do akcji odwracania uwagi wyciągnięto stary zestaw gwarantujący chamstwo na najwyższym poziomie; Palikot, Niesiołowski i Kutz. Brakuje już tylko Bartoszewskiego, by protestujących można było nazwać bydłem.

Myślałam, że to koniec, ale nie. Teraz kolej na zestaw ugrzecznionych, taktownych i mądrych w stylu ministra Gowina. Proszę jednak nie oczekiwać, że będzie on tłumaczył się przed nami, dlaczego niczym dobrze wyćwiczony Pinokio podniósł bez szemrania wypielęgnowaną rączkę za projektem niezgodnym z prawem i nie jest w tym bynajmniej odosobniony. Posłowie partii miłościwie nam panującej niczym pieski Pawłowa, kierowani odruchem dobrze wyćwiczonym, zgodnie potwierdzili, gdzie mają Polaków i ich nabyte prawa obywatelskie.
Ani mnie tym zaskoczyli, ani też niczego innego się po nich nie spodziewałam.

Przyznam jednak, że bardziej jasnego i zdecydowanego działania oczekiwałam od opozycji i związków zawodowych.

Owszem, PiS ma bardzo dobry program alternatywny reformy emerytalnej, ale za to nie ma pomysłu, jak przebić się z nim do opinii społecznej. Przecież nie każdy ma Internet i nie każdy może zapoznać się z przygotowanym przez posła Jerzego Maternę pokazem , na czym polega Tuska reforma, jak będzie wyglądała w przyszłości emerytura tych, którzy jej doczekają.

Nie każdy też czyta choćby tylko Dziennik Zbigniewa Kuźmiuka
Miliony Polaków nie ma pojęcia też, że przegłosowana ustawa emerytalna to nie ostatni „prezent”, jaki zgotowała nam koalicja PO /PSL. „W II połowie roku rząd chce przeprowadzić przez Sejm pakiet projektów ustaw energetycznych, który pozwoli między innymi podwyższać bez żadnych limitów ceny energii elektrycznej gospodarstwom domowym w Polsce”. Co to oznacza dla większości gospodarstw domowych, w których co czwarty członek jest bezrobotny, a pozostali otrzymują pensje poniżej lub na granicy ubóstwa?

Czy ktoś po tym, co dzieje się w Sejmie, może mieć jakiekolwiek wątpliwości, że koalicja ta przy wsparciu Ruchu Palikota przegłosuje wszystko, co zamierza?

Można się oburzać, ale to stanowczo za mało. Tymczasem dziwne ogarnia mnie podejrzenie, że uczestniczymy w wyreżyserowanym teatrze, który nie tylko koalicji jest na rękę.
O co chodzi rządzącym, nie mam wątpliwości. Mamy do reszty znienawidzić polityków, Sejm i całą tę „bandę”, założyć dziurawe kapcie, zbojkotować wybory i przy butelce piwa pogodzić się z nieuchronnym.
Ale zaczynam się gubić, o co tak naprawdę chodzi opozycji i związkom, a zwłaszcza „Solidarności”. Jest to tylko taktyka, a uderzenie przyjdzie niespodziewanie?
Jeśli tacy jak ja, którzy interesują się polityką; czytają, obserwują, dyskutują, przestają w to wierzyć, to jak zamierzają opozycja i związki przekonać Polaków, którzy nie mają świadomości zmian, jakie nadejdą w ich życiu za sprawą obecnej koalicji w Sejmie?

Dziś mój zmywak jest pełen niepokoju i wątpliwości czy „święte oburzenie” ministra Gowina i pozostałych klakierów partyjnych, wciąganie do gry dyżurnych pajaców PR, prokuratury, nie służy za dekorację teatralną również tym, co są po przeciwnej stronie barykady politycznej?

_______________________________________________
Zapraszam do Zmywaka w Niepoprawnym Radiu PL

środa, 2 maja 2012

Stróże prawa maszerują razem z SLD?


Zanim wyjaśnię, co ten tytuł oznacza i dlaczego czepiam się przewodniej siły narodu w kolejnym wcieleniu, przypomnijmy sobie najważniejszy dokument.
W trosce o byt i przyszłość naszej Ojczyzny,
odzyskawszy w 1989 roku możliwość suwerennego i demokratycznego stanowienia o Jej losie,
my, Naród Polski - wszyscy obywatele Rzeczypospolitej,
zarówno wierzący w Boga
będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna,
jak i nie podzielający tej wiary,
a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł,
równi w prawach i w powinnościach wobec dobra wspólnego - Polski,
wdzięczni naszym przodkom za ich pracę, za walkę o niepodległość okupioną ogromnymi ofiarami, za kulturę zakorzenioną w chrześcijańskim dziedzictwie Narodu i ogólnoludzkich wartościach, nawiązując do najlepszych tradycji Pierwszej i Drugiej Rzeczypospolitej,
zobowiązani, by przekazać przyszłym pokoleniom wszystko, co cenne z ponad tysiącletniego dorobku,
złączeni więzami wspólnoty z naszymi rodakami rozsianymi po świecie,
świadomi potrzeby współpracy ze wszystkimi krajami dla dobra Rodziny Ludzkiej,
pomni gorzkich doświadczeń z czasów, gdy podstawowe wolności i prawa człowieka były w naszej Ojczyźnie łamane,
/…/ w poczuciu odpowiedzialności przed Bogiem lub przed własnym sumieniem,
ustanawiamy Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej
jako prawa podstawowe dla państwa…
Tak brzmi PREAMBUŁA KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ. Przypomniałam ją w jej najistotniejszej części, bo, zdaje się, zapomnieliśmy o niej. A już na pewno zapomnieli o niej ci, którzy z urzędu powinni stać na straży przestrzegania Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.

Pamiętam doskonale, ile było targów o jej brzmienie, o powołanie się w niej na Boga, wartości chrześcijańskie i na ciągłość historyczną z pierwszą i drugą Rzeczpospolitą. Był to ciężko wypracowany tzw. kompromis. Trwało to bardzo długo, bo zmiana konstytucji obowiązującej w PRL, dokonana przez Zgromadzenie Narodowe, nastąpiła dopiero 2 kwietnia 1997 roku, a zatwierdzona w ogólnonarodowym referendum 25 maja 1997 roku.
Ta konstytucja mimo wszystkich ułomności mogła i powinna była stać się podstawą do prawnej dekomunizacji III RP, czyli, jak wtedy wierzyliśmy, niepodległej Polski.

Proces odcinania się od PRL zaczął się znacznie wcześniej pod wpływem spontanicznych zmian na fali wyników pierwszych wolnych wyborów parlamentarnych, jakie odbyły się 27 października 1991 roku i zmian, które dokonały się w całej Europie.

Rozpoczął się zmianą patronów zakładów przemysłowych i nazw ulic, burzeniem komunistycznych pomników, wyrzucaniem portretów komunistów w instytucjach.

Zniesiono komunistyczne święto 22 – Lipca i Dzień Ludowego Wojska Polskiego 14 października w rocznicę bitwy pod Lenino. Zgodnie z historią państwa polskiego powróciło 15 sierpnia Święto Wojska Polskiego w rocznicę zwycięskiej bitwy warszawskiej z bolszewikami w 1920 roku, Święto Niepodległości - 11 listopada i Dzień Edukacji Narodowej upamiętniający rocznicę powstania Komisji Edukacji Narodowej.

Ze szkół znikły akademie z okazji 1 maja i rocznicy rewolucji październikowej, przywrócono pamięć o Katyniu, Miednoje i Charkowie, żołnierzach AK, Sybirakach, Powstaniu Warszawskim, powstały niepodległościowe organizacje kombatanckie. Powołano do życia Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (IPN). Odradzał się autentyczny ruch ludowy. Przypieczętowaniem odzyskania suwerenności było też wyprowadzenie, nie bez oporów polityków wykreowanych przez „okrągły stół”, wojsk sowieckich z terytorium Polski.

W dziale edukacji Gazety Wyborczej czytamy: 

17 września 1993 roku, w symboliczną rocznicę agresji radzieckiej na Polskę w 1939 roku, odbyło się uroczyste pożegnanie ostatniej grupy rosyjskich żołnierzy. W ceremonii tej uczestniczył prezydent RP Lech Wałęsa. Trwająca, z przerwami, od niemal trzech stuleci obecność wojsk rosyjskich w Polsce dobiegła końca.

Czy ktoś przy zdrowych zmysłach mógł wtedy sądzić, że Polska odzyskała niepodległość?
Ale kto wtedy zwracał uwagę na takie drobnostki jak uroczyste pożegnanie okupacyjnych wojsk sowieckich?
Kto wiedział, że Lech Wałęsa w Moskwie godził się na pozostawienie baz sowieckich na terenie Polski w rękach spółek rosyjskich?
Kto wiedział oprócz wtajemniczonych, że ostro sprzeciwił się temu premier Jan Olszewski?
Kto dziś wie, że, np., w Bornem Sulinowie – byłej bazie wojsk sowieckich, do dziś wita turystów rosyjską wódką rosyjski właściciel, a z ośrodka podobno chętnie korzystają władze polskie do organizowania spotkań i konferencji?

Stopniowo jednak, pod pozorem demokracji i wolności obywatelskiej, władze samorządowe zaczęły chronić „zabytki”, które pozostawił sowiecki okupant. Nie powiodła się próba ich likwidacji z urzędu, tak jak nie powiodło się ujawnienie tajnych współpracowników służb bezpieczeństwa. O dziwo, sprzeciwili się temu i wypowiedzieli posłuszeństwo prawu, ci, którzy zniewolonemu narodowi powinni przywracać historyczną pamięć i tożsamość narodową – naukowcy polskich uczelni.

O restauracji PRL w III RP nie da się powiedzieć wszystkiego w blogowych notkach, nawet gdyby było ich wiele.
Nie ma wątpliwości, że tak się dzieje, każdy, kto zna historię, a już na pewno nie mają jej tacy jak ja, którzy pamiętają PRL i pierwsze lata po wyborach 1989 r.

Nie mam najmniejszych złudzeń, że okres obecny można porównać z „przemianami” po tzw. okresie stalinowskim. Niczym tak swoich pracodawców nie wkurzałam jak bezczelnym przypominaniem, że czasy stalinowskie już minęły, gdy chciano mi zamknąć usta. Kto jak kto, ale nauczycielka powinna była rozumieć bez słów, że była to tylko zmiana taktyki „długofalowej polityki” zdobywania świata dla komunizmu, a nie żadne odejście od obłędu czerwonego totalitaryzmu. Jak jej to wytłumaczyć, by gry w budowaniu socjalizmu z ludzką twarzą nie przerwać?

Dziś jest podobnie.
Preambuła odwołująca się do wartości chrześcijańskich, Narodu, Walki o niepodległość, Konstytucja Najjaśniejszej? A kto by się tym przejmował?
Dziś obowiązuje zmasowany atak na tradycję niepodległościową. Wszyscy, którzy uwierzyli w wartość uroczystych słów otwierających polską konstytucję czeka etykietka faszysty, z którym należy walczyć przy pomocy niemieckich komunistycznych (a nie żadnych tam lewackich, jak się je eufemistycznie nazywa) bojówek.
O dziwo, te same media, które tak dociekliwie tropią faszyzm w patriotycznych pochodach, dziś zaniemówiły, nie krzyczą nagłówkami: SLD pod przewodnictwem peerelowskiego aparatczyka - Leszka Millera łamie konstytucyjne prawo propagując totalitarną ideologię komunizmu.
W najważniejszym dla bytu państwowego dokumencie czytamy:
                                               Art. 13.
Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa.

Czy niesiony w pochodzie pierwszomajowym transparent ze zdjęciami wodzów totalitarnej ideologii i symboliką totalitarnego państwa, które zamordowało tysiące polskich patriotów, nie jest w myśl tego artykułu przestępstwem?! Czy przywódcy SLD odcięli się od jego treści?

Gdzie są organy ścigające to przestępstwo? Maszerują razem z SLD?
A co dziś działoby się w mediach, gdyby w pochodzie niesiono emblematy brunatnego socjalizmu. Gdyby nagle w imię sprawiedliwości społecznej wyciągnięto transparenty ze swastyką i zdjęciem Hitlera? Też nie byłoby ścigania przestępstwa, a czołowi publicyści mainstreamu milczeliby? 








autor tekstu, muzyki i wykonawca: Adam Szewczyk Ojczyzna | Solidarni 2010

czwartek, 26 kwietnia 2012

O prześladowaniach Donalda Tuska i konserwatyzmie Jarosława Gowina myśli kilka

Miałam myśleć dziś zupełnie o czymś innym Tyle ważnych rzeczy dzieje się. O,o! Niektóre nawet sobie wynotowałam na Twitterze, jak mi ciśnienie po ich lekturze podskakiwało. Jak sobie tak rano przeczytałam skargę Tuska - Jestem przedmiotem wyjątkowej agresji - to i na kawie zaoszczędziłam. Bo jak tu nie współczuć, przecież dobrze wiem, jak to boli, choć nigdy premierem nie byłam.

Czytałam onegdaj każdego dnia:

- Pan Bóg tak stworzył kurczaki, że są inteligentniejsze od kaczek. Podobno kaczki są dość tępe. (Tę wiekopomną myśl rzucił Polakom marszałek Niesiołowski)

- Lech Kaczyński potrzebuje kuracji, która doprowadzi jego system nerwowy do porządku. (To również diagnoza marszałka Niesiołowskiego)

- Stało się dla mnie jasne, że jego wizja budowy lepszej Polski, której zaufały miliony Polaków, okazała się jednym wielkim oszustwem. Dlatego też postanowiłem nazwać rzeczy po imieniu i – jak ujął to jeden z przedwojennych satyryków – „przestać uważać bydło za niebydło”. (To uczona ocena PiS dokonana przez omc profesora Bartoszewskiego )

- Jarosława Kaczyńskiego trzeba zastrzelić i wypatroszyć (...) Bronisław Komorowski pójdzie na polowanie na wilki i zastrzelimy Jarosława Kaczyńskiego, wypatroszymy i skórę wystawimy na sprzedaż w Europie... . (niejaki Palikot. Przypominam: były członek PO, przewodniczący Komisji Nadzwyczajnej do spraw związanych z ograniczaniem biurokracji "Przyjazne Państwo", odznaczony przez prezydenta Kwaśniewskiego Złotym Krzyżem Zasługi).

A to godne prezydenta RP Bronisława Komorowskigo podsumowanie tragedii smoleńskiej. Też zapamiętałam - Wielu w Europie z ulgą przyjęło, że zakończył się etap walki o samolot, krzesło, o to, kto jedzie na jaki szczyt, itp.
A wtórował mu dowcipnie Palikot:
- Dlaczego do Smoleńska wyjechał kartofel, kurdupel, alkoholik, a wrócił mąż stanu? Bo Rosjanie podmienili ciało. ("dowcip" opowiadany zaraz po katastrofie)
Wydawało się, że Januszek przeholował, ale nie, bronił go sam obecnie pokrzywdzony, skarżący się na agresję:
- Gdy Palikot jest w formie, to jego wybryki ożywiają polską politykę.
Widać było za mało tej ożywczej formy, bo Tusk musiał jednak podgrzewać, a raczej zagrzewać do walki:
- Najlepsi i twardzi idą na wojnę z PiS- Do tej wojny potrzebuję ludzi najlepszych, twardych. Dlatego to otoczenie będzie teraz pomagało Grzegorzowi Schetynie bić się w Sejmie z PiS-em.
Niestety, opacznie Grześ pojął apel - Do boju! - i poszedł w odstawkę.

Dziś podobno role się odwróciły. Tuska przestali już kochać nawet we własnej partii.

Do wojny, tym razem ratującej słupki PO zagrzewają media, choć na oko niby nic takiego się nie dzieje. Wojny tej nie może oficjalnie, z wiadomych względów, wytoczyć mistrz ogłady i kultury, a przy tym konserwatysta, jak się patrzy, poważany w kręgach krakowskiej kurii, Jarosław Gowin. Bo jakby to było, gdyby polityk języka miłości, przeciwieństwo Palikota, Niesiołowskiego czy Komorowskiego, ostatnio również Donalda Tuska, nagle zaczął wzywać do nieposłuszeństwa względem własnego szefa?

Kto więc wymyślił tę narrację i po co? Od wielu tygodni wciąż natykam się na tytuły z Gawinem w roli głównej:

Gowin zapowiada zaostrzenie kar za przestępstwo gwałtu
Gowin: Chcę zatrzymać rewolucję
GOWIN: ZNIESIEMY SĄDY. Kiedy, ile - nie wiadomo...
Gowin krytykuje prokuraturę, ale Seremeta oszczędza
Jedynie strach przed Gowinem blokuje nowe wybory
W co gra Jarosław Gowin?
No właśnie, nad tymi tytułami chciałabym ciutkę porozmyślać. Jak to jest, że pan poseł , a dziś minister może straszyć premiera?
Jak to jest, że Gowin zaczyna, a nigdy nie kończy? (Tu przywołuje do porządku, żadnych sprośnych myśli, nie siedzę pod łóżkiem pana posła, to specjalność towarzysza Millera.)
A nie kończy to, co zaczyna szumnymi wypowiedziami. Sprawę in vitro przerabialiśmy już w poprzedniej kadencji. Tam poseł Gowin zachowywał się jak rasowy polityk, a nie jak panna co to chciałaby i się boi. Oświadczył, że jako polityk nie kieruje się doktryną religijną, ale przesłankami moralnymi i odpowiedzialnością za wypracowanie kompromisu społecznego. A że nie wyszło i do tej pory panuje u nas w tym względzie wolnoamerykanka? No, cóż. Co nie zabronione, dozwolone. Może na tym właśnie polega kompromis posła Gowina?
Wszystko wskazuje na to, że jesteśmy przed kolejnym kompromisem w tym samym stylu Otóż powstała podobno frakcja w PO w obronie wolności sumienia posłów PO, w opozycji do Donalda Tuska, wspierana intensywnie przez jego ministra.
Bo to wicie, rozumicie, jak mawiał partyjnej pamięci Gierek, szef zobowiązał się do podpisania konwencji Rady Europy dotyczącej przeciwdziałania przemocy wobec kobiet. A jak się zobowiązał, to wiadomo, klamka zapadła. Jednak do tej pory nikt polskich kobiet o treści konwencji nie powiadomił. A nuż będzie afera jak w sprawie ACTA. A do tego jeszcze minister katolik, konserwatysta...
Bez obaw. Minister ma już doświadczenie. Takie sprawy załatwia się hurtowo. Nie tylko będzie podpisana konwencja, ale jeszcze przegłosowana ustawa o in vitro.
Że co? Że niemożliwe, by konserwatysta katolik był zwolennikiem inseminacji niszczącej ludzkie embriony? Spoko. Na to też jest rada. Podobno Gowin zagroził, że jeśli PO złoży w Sejmie projekt pozwalający na mrożenie zarodków, to grupa posłów złoży kontrprojekt zakazujący mrożenia. I tak oto od dziś będzie się ciemnemu ludowi opowiadać, że w PO są konserwatyści, którzy nie chcą zamrażania embrionów. Czy wtedy ktoś zapyta jak ci konserwatyści głosowali w sprawie reprodukcji zaplanowanej zgodnie weterynaryjną procedurą? Byli przeciw czy za?
A jak ostatecznie będzie z dyscypliną światopoglądową? Żaden problem. Po prostu; zgadzacie się na zwolnienie z dyscypliny światopoglądowej, no to my zgadzamy się na konwencję feministycznych oszołomów w Radzie Europy, która zwolni nas wreszcie z badania własnego katolickiego sumienia. Bez szemrania wprowadzimy wszystko, co zastrzegliśmy przy Karcie Praw Podstawowych w negocjacjach Traktatu Lizbońskiego.

Nie pierwszy to raz Gowin struga z wyborców wariata, prawda, panie pośle?

Zapytam tylko:
Jak pan głosował w sprawie zakazu aborcji? A jak zachował się pan w głosowaniu nad powołaniem Wandy Nowickiej, która przegrała proces z Joanną Najfeld?
Pamięta pan swoje słowa?

Prawie wszyscy, albo wszyscy mamy takie poczucie, że jeśli z trybuny sejmowej padają zarzuty wobec kandydata o lobbing, jeśli jest jakiś wyrok sądu, którego uzasadnienie na wniosek Wandy Nowickiej zostaje utajnione, (…) to opinia publiczna powinna je poznać, żebyśmy mieli pewność, że nikt z parlamentarzystów nie jest uwikłany w działalność lobbystyczną na rzecz koncernów farmaceutycznych.

Wyrok jest prawomocny, zostało upublicznione uzasadnienie. Wanda Nowicka pobierała pieniądze od providerów przemysłu aborcyjnego, a mimo to jest nadal wicemarszałkiem Sejmu i co pan zrobił z tym faktem? Nie przeszkadza to panu?
To wszystko jednak pestka wobec tego, że z pewnością grzecznie pan Gowin zgodzi się i na konwencję Rady Europy,również na skazanie kobiet, by bez szansy na pracę czekały na swoją głodową emeryturę do 67 roku życia. Grzecznie podniesie rączkę pan Gowin, konserwatysta, katolik za ustawą zezwalającą na in vitro i żadne sumienie mu w tym nie przeszkodzi. Tego akurat jestem, niestety, pewna.
I jeszcze jedno.
Podobno konserwatysta Gowin szykowany jest na następcę Tuska. Nie wiem czy to prawda, w brudnej wodzie zmywaka, nie widać wszystkich politycznych konfiguracji. Ale jeśli chodzi o mnie, nie mam nic przeciwko temu, by stołek Tuska zajął Gowin. Dla mnie to żadna różnica. Ci panowie różnią się między sobą tylko kolorem włosów i przedziałkiem na głowie. No, może jeszcze wymawianiem głoski "r". Przesadziłam? Gowin przystojniejszy? Drobnostka.

Rozmyślała Katarzyna. Do usłyszenia w Niepoprawnym Radiu PL


Ach! Zapomniałam dodać, że cytaty, tu użyte bez trudu znajdziemy w Internecie, wystarczy wpisać do Googli frazę.

środa, 11 kwietnia 2012

Kogo osłabia Smoleńsk?

Rzeczpospolita krzyczy tytułem:
Smoleńsk osłabia Platformę, inny portal w tym samym czasie ogłasza: Poważne kłopoty Platformy? "Nie mamy pomysłu", jeszcze inny - To zdecydowanie osłabia Platformę.


I jest okazja, by dyżurne pieski obsikały  w komentarzach pamięć ofiar, znieważyły rodziny, uczestników marszu.
Przy okazji pożyteczni idioci publikują podrzucane dezinformacje, które nie mają żadnego znaczenia, a jedynym ich zadaniem jest znużyć, podzielić, wzmocnić odporny na argumenty elektorat lemingów. Choć wiadomo, że bez wraku, bez przebadania ciał ofiar, bez międzynarodowej komisji niczego Polacy się już nie dowiedzą, niczego nie będą pewni.

I tak ma być, i o to chodzi. Czy ktoś, kto nie dostał pensji, a musi spłacić kredyt zaciągnięty na kupno wyprawki szkolnej dla dzieci może przejmować się katastrofą smoleńską? Czy myśli o cynicznych kłamstwach Ewy Kopacz i Donalda Tuska czy zdradzie Sejmu Rzeczpospolitej oddającego śledztwo w ręce Rosjan?

To oczywiste i na tym opiera się kłamstwo smoleńskie tak, jak niegdyś kłamstwo katyńskie. Wielu Polaków miało tę tragedię w głębokim poważaniu. Bardziej udawano niewiedzę, niż to było w rzeczywistości, bo tak było wygodniej, bezpieczniej. Władza ludowa dawała namiastkę wolności, ersatz dobrobytu. Nie warto było dla prawdy nadstawiać karku. I kark coraz bardziej się schylał; za talon na malucha, kawałek segmentu , kuchnię bez okien w betonowym blokowisku, wczasy czy sanatorium, warto było oddać prawdę, bo co komu po prawdzie. I tylko rodziny pomordowanych z uporem zmuszały do pamięci.

Niestety, wciąż jeszcze nie mogą tego uczynić do końca cudem ocaleli od banderowskich siekier mieszkańcy Kresów. Na ołtarzu wyimaginowanej polityki wschodniej poświęcono prawdę o tragicznej śmierci dziesiątek tysięcy obywateli II Rzeczpospolitej.
I tak można przykładów mnożyć w nieskończoność. Pamięć wybiórcza nie widzi nic złego w medialnym oswajaniu młodego pokolenia ze „śmiesznostkami” PRL w programach telewizyjnych.
Nic w tym złego. Młodzi muszą wiedzieć, jak to było w PRL; śmiesznie, głupio, biednie ale czy okrutnie? Skądże by znowu! Wystarczy tylko pamiętać, że to, co złe, było za Stalina, zmilczeć, albo tylko napomknąć o Grudniu 70, ofiarach wojny Jaruzelskiego z narodem, walkę podziemia niepodległościowego po 1945 r. sprowadzić do różnicy poglądów.  Wszystko upstrzyć ulubionym określeniem „kontrowersyjny”, a fakty nazwać opinią. Trzeba też wiedzieć, jakich pytań nie zadawać, np. dlaczego spadkobierca PZPR, jakim jest w prostej linii SLD nie potępił PRL i zbrodni komunistycznych?

Dla mojego pokolenia są to pytania retoryczne, ja wiem, dlaczego tak jest, doskonale znam z doświadczenia mechanizmy władzy komunistycznej, przećwiczyłam to na własnej skórze. 
Czy wiedzą to młode lemingi? Jeśli nawet coś im się obiło o uszy, to wkrótce znikną z ich pamięci skrawki wiedzy, a głodujących w obronie historii w szkołach skwitują wzruszeniem ramion - Ot, oszołomy!

Nie wszystko jednak idzie po myśli władzy. Wielotysięczne tłumy pod pałacem prezydenckim świadczą o tym, że  w piarowskim pomyśle na miękkie lądowanie w PRL – bis coś zgrzyta.
Pracowicie wmawiana Polakom propaganda, że nie warto zajmować się katastrofą, nie przekonuje nie tylko zwolenników PiS. Lata walki z tradycją i wartościami w imię wolności jednostki odbijają się teraz władzy zadyszką. Tej wolności nie przewidziano dla Polaków, ta "wolność" miała ich zniewolić, uczynić spragnionymi konsumentami  sytej do niedawna Europy.

Pech chciał, że posmakowali prawdziwej wolności, zobaczyli, że państwo może i ma obowiązek troszczenia się o swoich obywateli. Na nich władza nie liczy, ci nie nabiorą się już na drugą Irlandię. Co najwyżej dzięki skutecznej manipulacji zbojkotują wybory, a niektórzy, dorobiwszy się, wypną się na kraj, który nie dał im szans i zmusił do emigracji.

Władza z konieczności musi wciąż  liczyć na tęskniących za PRL; wszystko się należało: praca, mieszkanie, szkoła, kolonie dla dzieci. Trzeba było tylko ruszyć głową, dobrze żyć z władzą, mieć w rodzinie choć jednego z czerwoną legitymacją, najlepiej I sekretarza POP. Oczywiście, upraszczam i przesadzam, jestem niesprawiedliwa wobec tych, którzy stawiali opór, ale w opisie istoty mechanizmu rządzenia nie mylę się.

Dziś jest podobnie. Te pochody w rocznicę tragedii smoleńskiej byłyby władzy nawet na rękę. Odwracają uwagę od rozmontowywania państwa, skupiają na sprawie, pozornie nie wiążącej się z korupcją przy budowie autostrad, skandalu nazwanego szumnie „reformą emerytalną”, marginalizują protest głodowy przeciwko pozbawianiu młodego pokolenia tożsamości narodowej w szkołach, zagłuszają degrengoladę w wymiarze sprawiedliwości czy służbie zdrowia.

Temu właśnie mają służyć, jak na komendę wymienione na początku krzykliwe tytuły mediów na usługach rządzących i trzymających władzę. Zobaczcie, co się dzieje! PiS osłabia PO. Pozwolicie na to?! Chcecie wciąż gadać o katastrofie?! To wam zafunduje PiS, jeśli pozwolicie, by doszło do władzy.

Te tytuły i ten wrzask mają zagłuszyć fakt, który w normalnie funkcjonującym państwie dla każdego obywatela jest oczywisty.

Tragedia smoleńska nie jest własnością żadnej partii. Jest to tragedia Polski i wszystkich Polaków.

Tłumaczenie tego, wyjaśnianie obraża zdrowy rozsądek, a jednak trzeba wciąż pytać wątpiących:

- Po co Tobie władza, która nie jest w stanie zapewnić należytej ochrony swoim obywatelom?
- Co zmusi tę władzę do praworządności, jeśli  nie chciała zapewnić bezpieczeństwa jej najważniejszym przedstawicielom? Zatroszczy się o Ciebie?!
- Kto będzie liczył się z Polską w świecie, jeśli zapomnisz  o Smoleńsku?

I może ostanie ale najważniejsze pytania:
- Co dalej z nami, jeśli za tragedią tą kryje się zamach? Jesteś pewien, że nie? A skąd to wiesz?  Czy wyjaśnienie tego nie jest w naszym interesie, w interesie Polski, a nie tylko jednej partii?

Smoleńsk nie osłabia PO. A nawet, gdyby tak było, to jakie to ma dla nas znaczenie?
Niewyjaśniona tragedia  w  Smoleńsku osłabia Polskę i to dopiero naprawdę ma znaczenie. Warto o tym pamiętać zanim młodzi spakują ostatecznie walizki, a starzy będą po niewczasie kontestować eutanazję za pomocą przeprowadzanych niby - reform. Warto też wreszcie uświadomić sobie, że te dwie sprawy; śledztwo smoleńskie i przyszłość Polski nie dadzą się dziś oddzielić od siebie.

środa, 21 marca 2012

Krakowska głodówka


„Dawni opozycjoniści antykomunistyczni rozpoczęli 19 marca głodówkę w krakowskim kościele św. Stanisława, przeciwko zmniejszeniu ilości lekcji historii w szkolnych programach”.

Wiadomość PAP nie wzbudziła większego zainteresowania. Nie ma tłoku dziennikarzy z mikrofonami przed kościołem, nie ma emocjonującej dyskusji w mediach mainstreamowych . A jeśli już pojawiły się informacje, to mocno okrojone. Pozostaje więc przypomnieć, czego dotyczy ten tak radykalny protest.
Oto apel:

Wszelkie działania degradujące polską naukę, kulturę i Kościół katolicki naruszają podstawy naszej państwowości. Ograniczanie przedmiotów humanistycznych, ale także przyrodniczych i matematycznych w szkołach średnich, likwidacja instytucji kultury, próby wyprowadzenia religii ze szkół to prosta droga do upadku.
Wzywamy wszystkich, dla których dobro naszego państwa leży na sercu, do poparcia naszego protestu. Wyrazy poparcia prosimy wysyłać na adres Ministerstwa Edukacji Narodowej.
Domagamy się natychmiastowego zawieszenia rozporządzenia dotyczącego nowych podstaw programowych i podjęcia konsultacji z środowiskami związanymi ze szkolnictwem.
Żądamy aż tyle i tylko tyle.
Bogusław Kostka Dąbrowa
Leszek Jaranowski
Adam Kalita,
Ryszard Majdzik
Marian Stach
Grzegorz Surdy

 
Zostaną ze swym protestem i apelem sami? To pytanie do nas wszystkich czujących się odpowiedzialnymi za los Polski. Tak, tak; LOS POLSKI. Nie przesadzam i nie dramatyzuję i wiem co mówię.

 Historia narzędziem władzy PRL
Jak ważne jest nauczanie historii wiedzieli komuniści. W PRL, aby uczyć historii, trzeba było zaliczyć również Wieczorowy Uniwersytet Marksizmu-Leninizmu.
Indoktrynacja studentów historii była tak wielka, że pomimo ich nadmiaru (godzin lekcji historii zawsze było w szkołach skąpo), znajdowali pracę, jeśli nie w oświacie, to w MO albo  SB.
Program był przefiltrowany, nie dostały się tam żadne wiadomości czy interpretacje wydarzeń, które mogłyby wzbudzić wątpliwość, że prawdziwa Polska zaczęła się dopiero 1945 r.  Temu też miały służyć kolejne odsłony obchodów: X, XX, XXX itd. - lecia PRL 

I tak dzięki wytrwałości władzy, politruków i tzw. naukowców z klucza partyjnego, białe plamy w podręcznikach widoczne były tylko dla fachowców i tych, którzy zdążyli ukończyć szkołę przed wojną. 

Religijny i powielaczowy kurs historii
Ciąg dziejów przywracał nam Kościół. Lekcji historii udzielał podczas swych pielgrzymek do Ojczyzny Jan Paweł II.
A kiedy wybuchła „Solidarność”, dzięki powielaczowym wydawnictwom odbieraliśmy przyspieszony kurs historii. Niestety, miało się wkrótce okazać, że również wybiórczy. Udało się zakodować w świadomości Polaków rolę AK, przywrócono pamięć o Powstaniu Warszawskim, Sybirakach, wolno już mówić o Katyniu ale lista tematów tabu, niepoprawnych politycznie, zwłaszcza w podręcznikach, jest wciąż długa. Nie sposób wymienić całej.



To nie "idiotyczne pomysły"...
 Historia zawsze była narzędziem w kształtowaniu poglądów, tożsamości politycznej i przede wszystkim  narodowej. Warunkiem przetrwania narodu jako wspólnoty jest poczucie ciągłości dziejów nie tylko w wymiarze rodziny, czy regionu, ale i państwa.
Od tego nie da się uciec, chyba, że grunt całkowicie wyjałowimy. Pracę tę zgodnie z polityką unijną pilnie podjęła była już minister, Katarzyna Hall, a skwapliwie kontynuuje jej następczyni. To jej ostatecznie zasługą  będzie, że historia   jako przedmiot obowiązkowy ostanie się jedynie w pierwszej klasie liceum.
I nie jest to „idiotyczny pomysł”, jak chcą to widzieć niektórzy, ale celowa i planowa polityka unifikacji kulturowej Europy pod rządami lewicy.
Proszę poszperać w Internecie, poszukać informacji o edukacji europejskiej w dyrektywach unijnych, ot, choćby dotyczącej reformy szkolnictwa wyższego. Znalazłam tam, między innymi,  slajdy o zmianach w kształceniu:
  http://www.slidefinder.net/r/reforma_szkolnictwa_wy%C5%BCszego/32647697


 
Czy ktoś może mieć zastrzeżenie do stawiania w oświacie na rozwój człowieka, jego osobowości? Cele piękne i szczytne. Zanim jednak połkniemy bez zastrzeżeń szumne hasła, a na głodówkę machniemy ręką, zalecałabym, zwłaszcza  młodym rodzicom, postawienie sobie, nauczycielom i decydentom o kształcie polskiej oświaty, pytania zasadniczego.
 Dlaczego dla rozwoju kompetencji ucznia niezbędna jest likwidacja nauczania religii i historii ojczystej?

Brak konkretnych odpowiedzi,  zwykłe kłamstwa, jak w przypadku oświadczenia MEN w sprawie historii, to dowód, że boją się naszej reakcji na prawdę.

Wzorzec nowego człowieka
Nie o podmiotowość tu chodzi, nie o kompetentne wykształcenie, a o sprawnego niewolnika  w pracy i konsumenta po pracy. A strach przed jej utratą i nachalna reklama ma eliminować samodzielność w podejmowaniu decyzji.
Absolwent mający szeroką wiedzę, myślący samodzielnie, znający swoją wartość,  szanujący życie, rodzinę, umiejący być bez względu na rachunek ekonomiczny, dumny z przynależności kulturowej, narodowej, religijnej,  to opóźnienie w wychowaniu nowego człowieka. 
A nowy człowiek rodzi się w zaciszu już nie tylko Ministerstwa Edukacji Narodowej.  
Wzorzec nowego człowieka wykuwają już pracowicie edukatorzy pracując nad dyrektywami kompetencji dla dyrektorów, nauczycieli i polskiego ucznia, a sprawdzać efekty będą  ewaluatorzy w kuratoriach oświaty.
To dla nich potrzebne były pieniądze,  których brakuje w szkołach samorządowych. 

Ich przygotowanie do bezrefleksyjnego wykonywania zadań trwało bardzo długo, zanim PO doszło do władzy. Grandy na szkolenia przez lata wygrywał oświatowy elektorat Unii Demokratycznej, a potem Unii Wolności. 

Cierpliwie, przy każdej okazji, reformowano instytucje oświatowe czyszcząc je z oszołomów chorych na Polskę i polskość.  Efekt osiągnięto i przystąpiono do działania zaplanowanego, dobrze przygotowanego. Miałam okazję niedawno się o tym przekonać w rozmowie z  wizytatorami, którzy przeszli do nowej komórki ewaluatorów. 
Piętro niżej w ich miejscu pracy odbywał się wykład otwarty dr. Karola Sacewicza z IPN - „Żołnierze Wyklęci”. Nic o tym nie wiedzieli. A jeden z rozmówców moich był wręcz zszokowany, że polski Parlament ustanowił Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Nie chciał mi na słowo uwierzyć. Kiedy już nie miał wyjścia i musiał się z faktem pogodzić, próbował  mi zrobić swój wykład o kontrowersyjności tego święta. 

To ostatni dzwonek
Na miejscu rodziców nie liczyłabym więc  za bardzo, że pracownicy oświaty wesprą ich żądania zaprzestania niszczenia polskiej szkoły. A dzwonek wzywający do desperackiej walki o to, choćby za pomocą ostatecznej broni, jaką jest głodówka,  to już ostatni, bo do szkół wkraczają nauczyciele, których zdołano w procesie kształcenia ogołocić doszczętnie z wiedzy i umiejętności samodzielnego myślenia.
Media milczą, większość rodziców nie zdaje sobie sprawy, o co tak naprawdę toczy się walka. Apele naukowców zostały przez MEN zlekceważone. Groźnego pomruku opozycyjnych polityków też zbytnio nie słychać. 

Odezwał się, co prawda, np.  pewien „narrator” polityczny, niedoszły doktor Migalski, który dwoi się i troi każdego dnia w salonie24, by rzeczywistość poddała się zamysłom gry piarowskiej, ale jakoś marnie to mu wychodzi. Jestem przeciw głodówce. Nie takie metody, Panowie! - Grzmi dramatyczny tytuł jego notki. 

Nie wspominałabym o tym, gdyby  nie to, że ów europoseł Migalski tak jak pozostali jego koledzy, wyraźnie  miga się od konkretnego działania. 
Skoro posłowie nic nie mogą, to muszą to robić zwykli obywatele. Mam też nadzieję, że ostateczna weryfikacja kosmopolitycznych reformatorów nastąpi już wkrótce przy urnach wyborczych.

czwartek, 8 marca 2012

Wciąż mamy wybór. Co wybierzemy?


„Badania laboratoryjne wykazały, że sól techniczna nie jest groźna” – ogłosiły media. Te same, które jeszcze kilka dni temu informowały:

„Toksykolog Justyna Klimkiewicz, objaśniając w TVN24 objawy i skutki spożywania soli przemysłowej zamiast spożywczej, zwróciła uwagę przede wszystkim na to, że jest ona zanieczyszczona, np. dioksynami. Dlatego sól przemysłowa może być groźna dla zdrowia i powodować częstsze powstawanie nowotworów.
Pani toksykolog Klimkiewicz wyjaśniła, że dioksyny nie wywołują ostrego zatrucia, ale po kilku, kilkunastu latach "może dochodzić do częstszego powstawania nowotworów". Zastrzegła, że substancje te są bardzo szkodliwe dla kobiet w ciąży, a konkretnie dla płodu. Mogą powodować poronienia i wady wrodzone dziecka”.

Które wobec tego doniesienia medialne są prawdziwe?
  Nasuwa się też  kolejne pytanie. Oczyszczano sól przemysłową i dlatego badania wypadły pomyślnie czy tylko próbki soli przekazane do laboratorium?


Nie znam metod badań, ale tak sobie myślę, że może i rzeczywiście sól nie jest groźna, za to na pewno groźne  dla naszego zdrowia i bezpieczeństwa są instytucje, które powinny każdego dnia stać na jego straży.
Groźne są takie laboratoria, które badają skład soli dopiero jak wybucha afera, groźny jest SANEPID, który przez dziesięć  lat  nie potrafił sprawdzić składu wędlin i przetworów z niejadalną solą.

Wygląda na to, że w Polsce nie trzeba szaleńca, który jak w USA wtargnie do szkoły czy innej instytucji z bronią w ręku. Szaleniec spokojnie może założyć biznes i pod bokiem organizacji konsumenckich i kontrolnych molochów żyjących z naszych podatków może nas truć chlorkiem sodu czy inną, działającą szybciej lub przez całe lata, ale równie skutecznie, trującą, rakotwórczą substancją. Nikt bowiem nie sprawdza, w jakim kotle ostatecznie odpady produkcyjne się znajdą.

Chory i groźny, w swej bezsilności, skorumpowanej przez układy gospodarcze i powiązania biznesu z polityką, jest system nadzoru ochrony środowiska.
Przez lata pod moim domem dymił komin tartaku, w którym dawno  nie przeciera się desek, a produkuje płyty pilśniowe. Skrawki wędrowały do okolicznych pieców, czasem, gdy nie było  chętnych, spalał  je właściciel tartaku. Toksyczny smród osiadał na grządkach i trawnikach, przenikał do mieszkań. Wojny z właścicielem nie było końca.
Zastanawiam się, jak rozliczane są odpady tego i innych tartaków, że mimo kontroli wciąż zdarzają się dni, gdy nie można otworzyć okna, bo toksyczny dym wali z komina? Kto i jak to kontroluje? Czy ci sami, co będą nam teraz, zgodnie z przepisami walić do drzwi o 6 rano, by sprawdzić czy w naszym piecu nie spala się śmieci? A jak okaże się, że na ściankach pieca będą toksyny z kleju używanego do płyt, to ukarany zostanie tylko gospodarz czy też ich producent?


Nasze dzieci uczą się w szkole, jak segregować śmieci, ale nikt nie uczy ich, że margaryna jest szkodliwa dla zdrowia, a zabójstwem jest przepalony tłuszcz. Czy dlatego, że koncerny zarabiające na chipsach i produkcji margaryny zbankrutowałyby?

Kapiący z dziurawego przewodu płyn hamulcowy czy benzyna to przestępstwo, bo zatruwa środowisko. To prawda, ale dlaczego przestępstwem nie jest już sypanie na jezdnie toksycznej soli? Czy z tego samego powodu, że zbankrutowałyby firmy, które oszczędzają na naszym zdrowiu i zamiast utylizować odpady, sprzedają je drogowcom? A to tylko wierzchołek góry.

Prawo na papierze. Plany i sprawozdania, bo tego wymaga od nas Unia. Tylko że to prawo jest martwe. Jest tak, jak napisał w swym felietonie prof. Zbigniew Hałat. http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=29733
Nie są w praktyce wypracowane i stosowane zabezpieczenia, które powinny nas chronić przed truciznami z powietrza, ziemi, wody, przemysłu  i  żywności. O większości zagrożeń statystyczny Polak niewiele wie. Dowie się dopiero, jak jego bliscy i on sam zacznie śmiertelnie chorować.
Tym akurat truciciele się nie przejmują. Znikły z Internetu dywagacje nad możliwościami żądania odszkodowań za zatrutą toksyczną solą żywność. Mają prawników, którzy  obrzydzą nam dochodzenie do sprawiedliwości i pozyskania pieniędzy na leczenie.

Ale chore  też , jeśli nie skorumpowane,  są media, które jednego dnia ogłaszają, że sól przemysłowa tysiącami ton  kupowana przez pośredników i zużywana do produkcji żywności, jest trująca, a drugiego - jakby nigdy nic, bez cienia wątpliwości, ogłaszają, że sól ta nie jest szkodliwa dla zdrowia.

Czy jest na to rada?
Oczywiście, że jest. Pora, by obywatele poczuli się gospodarzami we własnym kraju i zaczęli się skutecznie organizować w konkretnych sprawach. Sami z toksycznym dymem z tartaku nie damy sobie rady. Razem możemy zmusić do przestrzegania prawa.

Czy można być skutecznym w takich działaniach?
Nie mam żadnych co do tego wątpliwości. I wiem to z doświadczenia.
Na początku lat dziewięćdziesiątych zakłady gospodarki komunalnej w miastach szukały naiwnych mieszkańców okolicznych gmin, by przyjmowały na swój teren osady z oczyszczalni ścieków i śmieci, które nie mieściły się na starych wysypiskach.
Tak było i w mojej gminie. Osady miały być bezpieczne, a wysypiska szczelne, by trucizny nie przedostawały się do gruntu. Na składowiska doskonale nadawały się poeskaerowskie grunty. Wójtowi aż się oczy świeciły na myśl, ile to wpłynie do gminnej i chyba nie tylko gminnej, kasy za użyczenie terenu. Bankrutujący masowo rolnicy też skrycie marzyli o takim zarobku. Na szczęście  nie wszyscy ogłupieli.
Próbki osadów poszły do badania w laboratorium niezależnym od Sanepidu. Czego tam nie było! Cała tablica Mendelejewa. Po okazaniu radnym wyników badań  nie było chętnych na spór prawny z mieszkańcami. Pola sąsiadujące z torfakami zostały uratowane.
Warto czasem wyłączyć telewizor, spotkać się z mądrymi ludźmi i bronić siebie i swoje środowisko przed szaleńcami, którzy dla zysku gotowi nas rozcieńczonym arszenikiem poić.

To da się zrobić, pod warunkiem, że zaczniemy myśleć samodzielnie. Wystarczy zastanowić się, co będzie z firmami, które handlowały przemysłową solą, gdy zmusimy władze do podania ich adresów? Zbankrutują. I dobrze. Z dziadowskimi torbami pod most mieszkać powinni pójść ich właściciele.
Problem tylko w tym, że my boimy się utraty pracy, gdy je zlikwidują. Dlatego milczymy i milczą urzędnicy, politycy. Im też widmo utraty stołka czy miejsca na liście wyborczej spędza sen z powiek.
  Na tym właśnie polega machina korupcyjna; dla jednych stołek i łapówka, dla innych mandat, a dla nas zatruta żywność i środowisko, i praca za cenę utraty zdrowia, przedwczesnej śmierci w cierpieniu. Wciąż jednak mamy wybór. Co wybierzemy?

Adres ilustracji:
http://cdn29.se.smcloud.net/t/photos/thumbnails/153963/zabojcza_sol_640x0_rozmiar-niestandardowy.jpg

wtorek, 28 lutego 2012

Konsultacje społeczne w roli kozy rebego

Za PRL eksploatowany był  kawał z wielką brodą na temat sposobu powiększenia gomułkowskich mieszkań w blokowiskach. Wielu pamięta jeszcze, jak wtedy gorzko śmialiśmy się z niego. Dziś wystarczy wrzucić do wyszukiwarki „rabin i koza”, a przekonamy się, jak bardzo jest popularny i użyteczny jako niezastąpiony komentarz pozornych działań i godzenia się z rzeczywistością, która nam doskwiera, ale nie umiemy jej zmienić; a to w służbie zdrowia, a to w szkolnictwie, a to w sporcie… Szczególnie często powraca, gdy mowa jest o tzw. reformach rządu  Tuska.

Opowiadanie jego powinno być karane z urzędu, ale co ja zrobię, jak żadna inna ilustracja nie pasuje tak doskonale do pokazów, jakie ostatnio serwuje nam Tusk i Pawlak w związku z reformą emerytalną.

No więc, było tak:


Przychodzi Żyd do rabina: Oj, rebe, poradź. W moim domu nie do wytrzymania.Żona, dzieci, synowe, zięciowie, wnuki, wszyscy na kupie – ciasnota i hałas, że głowę urywa. Co mam robić?

Wstaw szafę, Icek – poradził rabin.

A kiedy Icek skarżył się, że jest jeszcze gorzej, rebe kazał mu wstawiać następne meble. Icek włosy rwał z głowy, a tu jeszcze kazano mu wprowadzić kozę do mieszkania. Bliski załamania nerwowego wykrzykuje rabinowi swoją skargę. Wtedy otrzymuje wreszcie zbawienną radę.

- Każdego dnia wynoś z domu po jednym  meblu, a na
koniec wyprowadź kozę.


Spotyka rabin Icka i pyta, jak mu się żyje.

- Oj, rebe, jakiś ty mądry, toż w moim domu tyle miejsca się zrobiło. Takie duże mieszkanie…

A teraz ad rem spróbuję całkiem poważnie, choć nie wiem czy jest to do końca możliwe:

Żyjemy w czasach ciągłych zmian. Przepis żyje tylko jedną kadencję, a czasem nawet i to nie. A wszystko odbywa się według dawno ustalonego rytuału.
Zapowiedź zmian, przecieki prasowe, emocje i sterowane dyskusje, a potem ze zdumieniem odkrywamy, że co innego obiecywano, co innego pisano, a co innego wyszło, ale wstyd się przyznać, że „ciasno i duszno” jak było, tak jest.

Czy i tym razem „Icek”,  którym od ponad 20 lat jest obywatel Polski,  rządowym i medialnym „rebe” da się w kozę wrobić?

Rady  poszły już dawno do uzależnionych od szkła kontaktowego. Od kilku miesięcy chór oficjalnych mediów zapowiadał kolejne „powiększenie mieszkania”, czytaj; reformę emerytalną. Najpierw ruszono OFE,  sprawdzono, czy gładko Polacy to kupią, a że OFE bronili głównie ci, których naród za puszczenie z torbami przez otwartą granicę nie specjalnie kocha, to wielkiego sprzeciwu nie było. Rebe Balcerowicz przegrał z rebe Rostowskim, by kreatywna księgowość pozwoliła dotrwać do wyborów.


Przyszedł nowy rok i wódz wkroczył ostro do akcji do tego stopnia, że po Internecie krąży  apel, wzięty z półki czarnego, wisielczego humoru: Emerycie, wspieraj PO czynem: umieraj przed terminem! http://www.blogpress.pl/node/11770

Wódz  nas nie oszczędza. O nie! Nie  pozwala nam „kwękolić”, że posłużę się twórczym neologizmem miłościwie nam panującego.
Ostatni tydzień to najpracowitszy okres w całych rządach Tuska. I jest efekt tej wzmożonej aktywności. Premier umocnił się w swoich przekonaniach o słuszności decyzji. Nieważne, że nas nie przekonał. Nie taki bowiem jest cel szeroko zakrojonej akcji konsultacji społecznych. Dzięki nim mamy każdego dnia emocjonujące wypowiedzi i znacząco powiększa się nam kolekcja zdjęć premiera; raz z czołem zmarszczonym, innym razem - buzią uśmiechniętą, ze złożonymi lub  szeroko otwartymi czy poklepującymi Pawlaka ramionami.
Lepiej byłoby się nie zabierać za reformę, gdybyśmy mieli na tym poprzestać. – powiedział niedawno uprzejmie komentując poprawki PSL do projektu.

Co do pierwszej części tego zdania jestem, premierze, za! Co do drugiej, to współczuję koalicjanta. Nadziwić się bowiem nie mogę, dlaczego Pawlak swoich pomysłów nie głosił w czasie prac rządu i tam nie próbował je przeforsować? Byłoby już po kłopocie.
Czyżby wicepremier nie brał udziału w posiedzeniach Rady Ministrów? A może był akurat na urlopie, może posiedzenia były tajne? Może wcale projekt nie był głosowany? A może po porostu urwał się z rządowego rzemyka na czas partyjnej kampanii?
Zostawmy dociekania, wkrótce się przekonamy jak pan Pawlak i cały klub PSL będzie głosował.


Wróćmy do głównodowodzącego.
Trzeba  przyznać, że z naszego premiera to ludzki człowiek. Rozumie niedolę ludu, zwłaszcza chłopów gnębionych przez wieki pańszczyzną, a których jak lew broni ludowy trybun. Co widać i słychać każdego dnia. Ciekawe tylko czy lud ciemiężony da się na ten teatr nabrać. Ale to już sprawa ludu a nie inteligencji pracującej, tfu, byłej - pracującej.

Nasz wódz pod wpływem swego koalicjanta wzruszył się i zatroskał , jakby tu  przy okazji reformy wieku emerytalnego "osłonić najsłabszych".

Tak sobie myślę, że w tym nawale pracy odgrywania scenek piarowskich przed dziennikarzami, którzy spolegliwie każde słowo szefa wybierają z ust, by wiernie nam je przekazać,  Donald Tusk nie zdążył przeczytać projektu reformy emerytalnej własnego rządu.

A tam jak byk napisano, jak będą osłaniani najbiedniejsi.

Art. 17. Do dnia 31 grudnia 2014 r. minister właściwy do spraw pracy przygotuje program rządowy na zasadach określonych w ustawie z dnia 6 grudnia 2006 r. o zasadach prowadzenia polityki rozwoju (Dz. U. z 2009 r. Nr 84, poz. 712 i Nr 157, poz. 1241 oraz
z 2011 r. Nr 279, poz. 1644), dotyczący wspierania zatrudnienia i aktywizacji zawodowej osób powyżej 60. roku życia oraz wspierania równości płci na rynku pracy.

(Taaak, o płci nie zapomniano. Parytety tego rządu są oczkiem w głowie premiera, co jasno udowodniły szczególnie trzy znane nam wszystkim kobiety w rządzie Donalda Tuska.)

Czy nie jest to budzący nadzieję artykuł prawny? Będzie, kochani, program, nie martwcie się drodzy emeryci. I jaki ambitny! Co prawda nie wyszedł program Solidarność pokoleń. Działania dla zwiększenia aktywności zawodowej osób w wieku  50+, ale ten na pewno wyjdzie. Wszak premier, Donald Tusk, to gwarantuje. A on zawsze dotrzymuje słowa.
  A jakby nawet nie zwiększył zatrudnienia, ani nie zmusił przedsiębiorców do zatrudniania staruszków, to i tak będzie z nowego programu, zagwarantowanego ustawowo, pożytek. Znowu tabun moderatorów i edukatorów dorobi do urzędniczej pensji.
http://www.mpips.gov.pl/bip/akty-prawne/programy/sprawozdanie-z-realizacji-programu-solidarnosc-pokolen-dzialania-dla-zwiekszenie-aktywnosci-zawodowej-osob-50/

Przyswajając sobie art. 17 projektu wzruszyłam się troskliwością o bezrobotnych czekających na swój wiek emerytalny.

Dzięki też szczerości i otwartości na dialog społeczny naszego premiera uspokoiłam się ostatecznie. Donald Tusk bowiem  powiedział:
Nie ryzykowałbym w imieniu państwa polskiego, czekając na kolejną zmianę. Nie bardzo mi się chce wierzyć, żeby ktoś jeszcze wrócił w przewidywalnym czasie do tak bolesnego i trudnego projektu, jakim jest podniesienie wieku emerytalnego.


Dwa zdania, tylko dwa, a jakże bogate w treść i budzące nadzieję! Wystarczy dymisja tego rządu i mamy pewność, że już nikt w imieniu państwa polskiego nie będzie bawił się w rabina, który powiększa mieszkanie Icka wprowadzając do niego kozę.

Słusznie premier nie zgadza się by tą kozą był pomysł Pawlaka zmniejszenia projektowanego wieku emerytalnego z 67 do 67 dla mężczyzn i z 67 do 62 dla kobiet.
Jakby to nie brzmiało, zawszeć to jest tylko ruch Icka wprowadzającego i wyprowadzającego kozę ze swego ciasnego domu.

Tak trzymać, premierze, a wcześniejsza emerytura rządowa  i zasłużony pobyt w Dolomitach zagwarantowany.


Nie kupujących dobrych rad rebego  odsyłam do projektu nowelizacji ustawy o emeryturach na stronie rządowej

http://www.premier.gov.pl/centrum_prasowe/wydarzenia/rozpoczynamy_konsultacje_refor,9068/


Jeśli komuś nie wystarczają emocjonujące bajki, czarny humor i dowcip żydowski, to zachęcam do  merytorycznych informacji blogerskich, których zapewne rząd nie ma czasu czytać, np.:

Ile zarobią politycy na podwyższeniu wieku emerytalnego

http://piechula.com.pl/2012/02/ile-zarobia-politycy-na-podwyzszeniu-wieku-emerytalnego/


czy: Podwyższenie wieku emerytalnego i skutki

http://lubczasopismo.salon24.pl/debiut/post/394447,podwyzszenie-wieku-emerytalnego-i-skutki


Zapraszam też do Zmywaka w Niepoprawnym Radiu PL

http://niepoprawneradio.pl/

środa, 15 lutego 2012

Wybieram, premierze!

Jeszcze kilka dni temu. Donald Tusk obiecywał, że przez miesiąc będzie konsultował nowelizację ustawy o emeryturach. Dziś już zamiast obiecywania mamy szantaż:

Tusk zmarszczył groźnie brew i oświadczył: Albo podwyższenie wieku, albo wyższy VAT


A miało być tak pięknie. Kto nie pamięta, niech sobie przypomni wszystkie obietnice Tuska. http://www.kapitalizm.org/?action=show_article&art_id=3549
Trzy godziny premier obiecywał.
Potem było już krócej. Zapamiętałam. Jeśli PO wygra, otrzymamy od UE 300 mld zł. http://www.hotmoney.pl/artykul/lewandowski-polska-moze-dostac-300-mld-zl-23824
A teraz okazało się, że 300 mld to kiełbasa wyborcza, a nas musi być stać na ratowanie europejskiej lichwy.

Dla ratowania strefy euro premier Tusk gotów był poświęcić „jedną trzecią wszystkich wydatków budżetowych Polski czyli tyle, ile na ochronę zdrowia lub modernizację naszego wojska wydajemy przez kilkanaście lat. – donosiły media http://wiadomosci.wp.pl/title,100-mld-zl-z-Polski-dla-europejskich-bankrutow,wid,14070940,wiadomosc.html

Trochę wyskoczył z tym przed szereg innych państw nasz premier, więc ostatecznie okazało się, że Narodowy Bank Polski przekaże do Międzynarodowego Funduszu Walutowego pożyczkę w wysokości 6, 27 mld euro. Czy to prawda, tego nie wie żaden statystyczny „Kowalski”. O warunkach udzielonej pożyczki nie chcieli się dowiedzieć nawet senatorowie.

Wniosek o włączenie do porządku obrad informacji ministra finansów i prezesa Narodowego Banku Polskiego na temat warunków wyasygnowania 6 mld euro pożyczki NBP dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego złożony pod koniec ubiegłego roku przez senatora Grzegorza Biereckiego (PiS), został odrzucony 19 stycznia przez senat. Przeciwko wysłuchaniu byli wszyscy senatorowie Platformy Obywatelskiej.(sic!) – poinformował Nasz Dziennik http://www.stefczyk.info/wiadomosci/polska/co-chca-ukryc-senatorowie-po

Uff! Na szczęście, nie muszę się jednak martwić o moją emeryturę, będą pieniądze, pocieszył mnie prezes NBP.

"Pożyczka dla MFW nie oznacza ani zmniejszenia, ani zablokowania rezerw walutowych NBP. Istnieje zasada pełnego zwrotu na żądanie, gdyby kraj - pożyczkodawca znajdował się w kłopotach. To sprawia, że tę pożyczkę można zaliczyć do rezerw, bo jeśli będzie potrzeba są dostępne bez ograniczeń" - powiedział na posiedzeniu sejmowej komisji Belka.

Na ziemię sprowadził mnie premier. Prawda jest brutalna. Nie mamy wyjścia, wybierajmy. Podwyższenie wieku emerytalnego czy o 8% VAT?

Pozostaje grzecznie odpowiedzieć, choć raz możemy wybierać poza urną wyborczą. Premier daje nam szansę. Tylko co tu powiedzieć, skoro od dłuższego czasu szukam projektu nowelizacji ustawy emerytalnej i nigdzie nie mogę jej znaleźć?


Czyżby było w tym projekcie coś znaczenie ważniejszego niż podwyższenie wieku emerytalnego, coś, o czym Polak nie powinien wiedzieć, bo jak się dowie to go szlag trafi i wyjdzie na ulicę?

Zastanawiam się nad głosami opozycji i tej z lewa, i tej z prawa. Znają projekt czy nie? Wiedzą więcej niż ja czy nie? A może będzie tak jak w przypadku ACTA, okaże się, że niektórzy grzecznie podnieśli rączkę za, a ta cała dyskusja to tylko taka piarowska zabawa?

No cóż w tej sytuacji pozostaje mi jedynie powtórzyć to, co, jako nieświadomy wielkiej polityki, ale doświadczony życiowo obywatel przy zmywaku, sądzę o tej ROZPOCZĘTEJ, EMOCJONUJĄCEJ NARRACJI O WIEKU EMERYTALNYM.

Czuję się, Panie premierze, obywatelem wezwanym przez Pana do wypowiedzi i mówię podwyższaniu wieku emerytalnego - NIE!


Dlaczego? Bo nie reformuje się w ten sposób kraju. To tak jakby budować dom; raz okna, raz fundament, a potem komin. Wiadomo, że się zawali. Podnoszenie wieku emerytalnego nie jest reformą, a łataniem dziury i unikaniem odpowiedzialności za system społeczny i gospodarczy kraju. Co gorsza, niektórzy, jak prezydent Centrum im. Adama Smitha, profesor Robert Gwiazdowski, uważają że ta cała Pana, premierze, histeria to tylko wynik warunku postawionego przez fundusz walutowy, a nie troska o naszą starość i budżet państwa polskiego.

Problemem nie jest wiek emerytalny, a demografia, brak stymulowania rozwoju rodziny, małych przedsiębiorstw, bezrobocie czy brak równowagi między ceną pracy, a ceną towarów. Większości Polaków nie stać na ubezpieczenia dodatkowe. Pan je wymusza. By wspomnieć tylko niektóre problemy wymagające systemowej reformy państwa.


Systemową reformę podjęły Węgry, Pana rząd udaje, że podejmuje reformy, w rzeczywistości nie ma pomysłu na rządzenie i reformę.



Dziś państwo uchyla się od obowiązku udzielenia nam odpowiedzi na podstawowe pytania, takie, między innymi jak:
Co będzie z bezrobotnymi, którzy stracili pracę tuż przed uzyskaniem uprawnień do emerytury?
Czy będzie nadal wiek ochronny?
Co będzie ze składkami tych, od których przez całe życie zawodowe ściągano je obowiązkowo, ale nie zdążyli skorzystać z dobrodziejstw emerytury, bo pożegnali się z tym światem, np. w dniu przejścia na emeryturę?
Czy wobec nagminnego płacenia części wynagrodzenia pod stołem i zatrudniania na umowy śmieciowe czy też na czarno, będzie zagwarantowana emerytura minimalna, a jeśli tak, to jak się ją będzie obliczać?
Kiedy z wysokością płac i emerytur dorównamy starej Unii, bo jak na razie równamy tylko cenami towarów i usług?
Kiedy dorównamy standardem życia emerytom na Zachodzie?
Niemożliwe?
No, to o czym Pan chce dyskutować? Do czego przekonywać? Do Wyboru między eutanazją a brakiem środków do życia?!

Pytań jest wiele, ostatnim w szeregu jest pytanie o wiek emerytalny.


Państwo zmusza nas do składek, a teraz próbuje się wymigać od odpowiedzialności demagogią.

Póki nie otrzymam projektu nowelizacji ustawy emerytalnej, a w niej odpowiedzi na, między innymi, te pytania, mój wybór jest bardzo prosty:

Wybieram, premierze! Twoją dymisję. Skoro rząd nie radzi sobie z problemami społecznymi i gospodarczymi, to po co nam taki rząd? Nie powierza się reformy kraju komuś, kto nie potrafi przez 5 lat wybudować kilometra autostrady i Stadionu Narodowego bez korupcji i afer. I mam nadzieję, że z równą determinacją jak wolności słowa w Internecie, będą młodzi ludzie bronić teraz siebie i kraj przed takimi reformatorami jak pan.