czwartek, 20 listopada 2008

Znudziły się nam bajki spin doktorów?

Mieszam w garnku zupę ogórkową, kolejny raz przecieram szmatką zaparowane od jesiennej szarugi szyby w kuchennych oknach, doglądam czy w piecu nie pogasło, macham „maniusiem" po dywanie... Codzienna krzątanina, która ma tę jedną zaletę, że można przy niej  zastanawiać się, nawet spierać  w myślach z cudzymi poglądami. Uwielbiam to, bo na złość feministkom potrafię wciąż być sprawną intelektualnie kurą domową.:) A przy tym jest nadzieja, że zanim zreformują służbę zdrowia, moje kości nie zesztywnieją i nie trzeba mi będzie wymieniać stawów na nowszy model.
Z tematami do rozmyślań też nie ma większego problemu. Od kiedy musiałam zarzucić dopalacze w postaci kawy i papierosów, rolę tę doskonale pełnią poranne wiadomości i dyskusje. Umysł działa więc na całkiem zadowalających obrotach.
A o czymże   ja dziś mogłabym myśleć przy zmywaku, jeśli nie o słupkach moich ulubieńców politycznych?
Jeśli prawdą jest, że to, co przenika do opinii społecznej ze świata polityki, jest jedynie umiejętnie sterowaną bajką, by wśród ludu mogła toczyć się emocjonująca narracja i rosły słupki, to chyba właśnie jesteśmy świadkami  pierwszych objawów znudzenia bajką. Słupki już nie tylko nie rosną, ale spadają. O ile PO ma jeszcze z czego tracić, o tyle PiS niebezpiecznie zbliża się, by powtórzyć los AWS, a prezydent - Lecha Wałęsy.

Wcale się temu nie dziwię, bo niby jak długo można denerwować się kolejnymi rewelacjami,  czyje dni w pałacu zostaną policzone. Nie wiem czy Stasiak był dobrym fachowcem i lojalnym pracownikiem. Skoro prezydent chce go koniecznie wymienić, jego sprawa. Można oczywiście bawić się w przepowiednie, kto go zastąpi, ale jak znam oddanych  przyjaciół prezydenta z pewnością będzie to ktoś, kto lubi robić karierę. Czy np. A. Szczygło będzie lepszy od Stasiaka? Może i tak, a może i nie. Przyznam, że mało mnie to obchodzi.
Ale obchodzi mnie i to bardzo, kto doradził prezydentowi, by w lipcu wycofał swój patronat z obchodów upamiętniających ludobójstwo na Wołyniu. Wciąż też bardzo interesuje mnie  zachowanie się pewnego „misia" na festiwalu kultury ukraińskiej w tym samym czasie, gdy Wołyniacy  obchodzili 65 rocznicę tragedii ich bliskich. Czy to nie on był przypadkiem jednym z tych doradców? Czy to nie za jego sprawą wprost nie mogę wyjść z podziwu dla dalekowzrocznej polityki prezydenta w stosunku do Ukrainy?
Tak, przyznaję rację Andrzejowi Chojnowskiemu „- Polityka zagraniczna prowadzona przez pana prezydenta względem Ukrainy czy Litwy ma charakter długofalowy i przynosi dobre efekty".
Problem polega na tym jednak, że jest to polityka długofalowa, a jak Pan Prezydent tak będzie bezwzględnie kosztem wiernego mu elektoratu, jakim są kombatanci i Kresowiacy, ją realizował, to raczej na jej dokończenie nie będzie miał szans.
Opinia Zygmunta Mogiły-Lisowskiego, prezesa Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia.
„- Myśmy byli przyjaciółmi Lecha Kaczyńskiego. Po tym jak nas potraktował, stracił bardzo duży elektorat na wschodzie Polski. Wielu ludzi uważa, że prezydent jest przyjacielem ukraińskich nacjonalistów". - może się okazać bardzo trafna.
Prawda o tym, że to właśnie Lech Kaczyński  zaczął  skutecznie realizować politykę historyczną, staje się powolutku mało wiarygodna, bo jakoś dziwnie przypomina wybiórczą politykę Moskwy i Zachodu w stosunku do historii Polski.
Mało tego, jest bardzo niebezpieczna, bo opiera się o tolerowanie coraz bardziej jawnego nacjonalizmu ukraińskiego.
Czy o to chodziło doradcom prezydenta? Jeśli tak to właśnie odnoszą sukces. Gratuluję.:(

Mnie pozostaje podziwiać determinację Ukraińców, którzy wcale nie martwią się ani o dobrosąsiedzkie stosunki z Polską, ani z  Rosją. Nie martwią się też o los swoich rodaków w Polsce, krzywda im się u nas nie dzieje, a wpływy rosną i nikt „Słowu" nie śmie wytknąć nacjonalistycznych kłamstw. Nie to co taki „Mały Gość Niedzielny", tu poprawność polityczna czuwa. Obrońców koloru skóry Obamy też nie brakuje, a poseł Górski lekcję, którą teraz przerabia, zapamięta do końca życia.
Niby niewiele mogą Ukraińcy, a jednak zdołali przeforsować uznanie głodu na Ukrainie w latach  1932 - 1933 za ludobójstwo. Nam nawet rocznicy ludobójstwa na Wołyniu we własnym kraju przez demokratycznie wybrany parlament i prezydenta  nie udało się uznać. O uznanie mordu katyńskiego za ludobójstwo walczy za nas „Memoriał", my już do tego głowy nie mamy.
 Czy mogę uznać to za pragmatyzm polityczny prezydenta, rządu i posłów? Bardzo chciałabym, ale niestety żadnymi karkołomnymi wygibasami w rozumowaniu, nie potrafię tego dowieść.
Jeśli rzeczywiście chodzi tylko o słupki i pozyskiwanie elektoratu, to tenże elektorat mógł doznać szoku już nie tylko w związku z rocznicą mordu na Kresach.  Jak bowiem wytłumaczyć nieobecność samego prezesa PiS przy głosowaniu w sprawie Święta Trzech Króli?
 A takich kwiatków podkopujących wiarygodność partii, która jako jedyna w historii po 1989r., przegrywając walkę o władzę, zdołała powiększyć swój elektorat, każdy z nas znalazłby więcej.
Trudno się z takim samobójstwem politycznym pogodzić i może dlatego wielu z nas coraz głośniej krytykuje z nadzieją, że i słupki i nasza krytyczna ocena otrzeźwi i Lecha i Jarosława. Może nie jest jeszcze za późno, by przestać biadolić na nieprzyjazne media i układy ?
Nic tu nie pomoże szukanie winnych i łykanie uspokajających bajek o zmowie sił zła.
Pora zabrać się za wychodzenie z dołka, a nie usilne szukanie winnych i zmuszanie swoich członków do przypinania spadochronu, tak na wszelki wypadek.
 Jeszcze nikt nigdy nie został uzdrowiony wskutek źle postawionej diagnozy czy unikania terapii.

Tak się zastanawiam czy w PiS są jeszcze odpowiedzialni ludzie, którzy zastanawiają się, co będzie z Polską, gdy równowaga sił politycznych, jaka się wytworzyła, między innymi za sprawą brutalnego wycięcia  LPR i Samoobrony, zostanie zachwiana?

Panowie, czas bajek, mimo usilnych zapewnień spin doktorów,  kończy się. Słuchacze są już zniecierpliwieni monotonnością powtarzających się wątków, pora na zmianę fabuły.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza