piątek, 20 lutego 2009

A wszystkiemu winne tchórzostwo, korupcja…



Wczesnym popołudniem trafiła mi się prawdziwa radocha.:)
 
Rafał Ziemkiewicz, Krzysztof Kłopotowski oraz Piotr Semka prowadzili dysputę w „Rozmowach w Jedynce" (PR1) na temat przyczyn braku polskiej historycznej kinematografii z prawdziwego zdarzenia.
 
Cieszę się, że ktoś wreszcie ten temat podejmuje, bo czas to już najwyższy. Chciałabym bowiem jeszcze przed śmiercią zdążyć na film o Paderewskim, Piłsudskim czy Dmowskim, Witoldzie Pileckim, Fieldorfie czy Sikorskim. Spokojnie pogodzę się z przemijaniem, jeśli dana mi będzie z ekranu prawda o losach mieszkańców Kresów czy Śląska, nie tylko tego Górnego. Z radością nawet o dwóch laskach podążę na film o powstaniu wielkopolskim. A przecież to nawet nie jedna setna atrakcyjnych biografii i tematów dla polskiego kina.
A wszystko zaczęło się od tego, że Niemcy mogą, a my nie.

A no, Niemcy mogą dofinansować Hollywood i stworzyć sobie kolejny mitologiczny film z Tomem Cruisem w roli Clausa von Stauffenberga. „Walkiria" niewątpliwie podreperuje ego sfrustrowanych Niemców, a do tego jeszcze dzięki 4mln dolarów zdoła wpoić większości zachodnich kinomanów, że Stauffenberg był antyfaszystą i to nieprawda, że nie lubił Polaków i Żydów.
Panowie specjalnie nie mieli pretensji do twórców „Walkirii". Jedynie zazdrościli, że my nie mamy takich możliwości ani twórców historycznego kina.
A moja przyjemność z przysłuchiwania się dyskusji podczas mieszania zupy w garnku wynikała głównie z jej spontaniczności, dzięki której parę problemów jednak udało mi się zrozumieć.
I tak:
1. Kłopoty z bohaterami, zdaniem Krzysztofa Kłopotowskiego, łatwo rozwiązać. Ot, dla przykładu, film o Wałęsie ; mit czy prawda?
Prawda dla widza polskiego, mit dla zagranicznego. Jeśli wersja zagraniczna, to ze znanym aktorem na miarę Toma Cruisa.
 
Pomysł nawet całkiem, całkiem. Tylko co na to Wałęsa? :)
 
2. Nie tylko filmowcy zawodzą. Piotr Semka skarżył się, że pisarze gdańscy wolą niemieckich bohaterów do swoich książek zamiast polskich.
I tu Rafała Ziemkiewicza gadatliwość mocno mi w głowie rozjaśniła. To oczywiste; piszą o tym, co daje chleb. (Czy dobrze streściłam myśl, Panie Rafale?)
3. Najpiękniejsza była jednak pointa. Szkoda, że nie dane było Krzysztofowi Kłopotowskiemu, dokończyć myśli.
ZA BRAK POLSKIEGO FILMU HISTORYCZNEGO WINĘ PONOSI TCHÓRZOSTWO TWÓRCÓW, KORUPCJA...
Tu przepraszam autora podsumowania, bo trzeciej przyczyny nie zapamiętałam. Gadatliwość gospodarza programu nie dała mi szans.:)
 
Z uzasadnieniem braku odwagi w pełni się zgadzam. Dodam tylko, że dziś odwagę trzeba mieć nie tylko przy kręceniu filmów historycznych, zwłaszcza z tej najnowszej historii.
Być niepoprawnym politycznie w pracy, na uczelni, czasem nawet we własnym domu, to dopiero odwaga i temat dla współczesnych filmów. Ostatnio nawet takiemu jednemu profesorowi, co to zawsze pod wiatr, Krzysztof Kłopotowski poświęcił całą notkę, za co jestem mu niezmiernie wdzięczna, bo się takiego obiektywizmu w dziennikarstwie już nie spodziewałam.
http://klopotowski.salon24.pl/387106.html
 
Druga przyczyna (KORUPCJA) mocno mnie zaintrygowała, ale pozostałam bez zaspokojenia ciekawości.;) Może teraz się dowiem?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza