piątek, 27 marca 2009

Sztuka erystyki Schopenhauera w wykonaniu K.Leskiego


 Oto pierwszy sposób Schopenhauera na pokonanie przeciwnika w dyskusji.
 
Uogólnienie. Rozszerzyć wypowiedź przeciwnika poza jego naturalną granicę, interpretować ją możliwie ogólnikowo, akceptować ją w jak najszerszym sensie i traktować ją przesadnie; własną odpowiedź zaś utrzymywać w możliwie ograniczonym sensie, zawęzić w możliwie ciemnych granicach…(Artur Schopenhauer, Erystyka czyli sztuka prowadzenia sporów, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 1984,s.48)
 
Tę metodę, poza wskazówką akceptacji, podobnie jak w przypadku książki o Wałęsie, skutecznie stosuje już nie tylko salon z Czerskiej, „Dziennik” czy Onet, ta metoda zakradła się już do salonu 24.
 
Mistrzem niedoścignionym w tej metodzie wydaje się być Krzysztof Leski.
 
Krótkie, niczym twittery, notki o bieżących wydarzeniach. Nic szczególnego, luźno rzucone myśli, czasem brak ich, bo trzeba się domyślać, co tak naprawdę autor nam powiedział. To wszystko przetykane pięknymi zdjęciami kotów, rozmową o niczym itd. itp.
I nie byłoby w tym nic zdrożnego ani dziwnego, gdyby nie manipulacja i przemycanie tzw. poprawnej wizji świata.
 
Po co polemizować z popartymi faktami poglądami Aleksandra Ściosa? Wystarczy zasugerować, że … no właśnie nawet nie wiem, co wystarczy. No, chyba wystarczy odesłać do blogu Leszka z Sopotu i zasugerować, że ci, którzy z jego notką się nie zgadzają. nie mają argumentów, bo nawet nie czytali  tekstu, do którego polemika się odnosi. Mają tylko w zanadrzu epitety.
 
A kiedy ludzie nie nabierają się na to, to jest i inny sposób. Można zasugerować, że Aleksander Ścios pośrednio za śmierć ks. Jerzego obwinia Jacka Kuronia. Tym sposobem zamiast dyskusji o książce IPN, którą oczywiście, poza Aleksanderm Ściosem i kilku jeszcze innymi osobami, nikt nie czytał, będziemy mieli nawałkę w obronie czci i honoru twórcy czerwonego harcerstwa.
 
Ale, proszę bardzo, ja taką metodę erystyki chętnie kupuję i odpowiadam zarówno Krzysztofowi Leskiem jaki Leszkowi na tym samym poziomi uogólnienia.
  1. Nieprawdą jest, ze Aleksander Ścios stawia znak równości między esbekami, oprawcami ks. Jerzego a Episkopatem.
  2.  Nieprawdą jest, że Jan Paweł II nawoływał do pokochania władzy komunistycznej PRL.
  3. Nieprawdą jest, że ks. Jerzy namawiał do pojednania z władzą komunistyczną i swoimi oprawcami.
  4. Nieprawdą jest, że Aleksander Ścios oskarża Kuronia o śmierć ks. Jerzego Popiełuszki
  5. Nieprawdą jest, że pojednanie polega na zatajaniu prawdy i rezygnacji z jej poszukiwania.
 
Dowody? Nic prostszego wystarczy przeczytać notkę Aleksandra Ściosa http://cogito62.salon24.pl/393971.html
 
 i  książkę „„Aparat represji wobec księdza Jerzego Popiełuszki 1982–1984”, bo „To nie jest książka o donosicielach, to książka o świętości ks. Jerzego”.
 
A świętość nie jest i nie może być polityczna. Świętość za to może być dla nas wzorem w życiu, w tym również, politycznym.
Czego Krzysztofowi Leskiemu i Leszkowi z Sopotu, nam wszystkim, a przede wszystkim Ojczyźnie naszej życzę i modlę się przy grobie ks. Jerzego Popiełuszki, by to życzenie się spełniło za Jego wstawiennictwem.  Aby wyjednał nam łaskę odwagi  zrozumienia, co do nas mówił i przede wszystkim, po co mówił 31 października 1982 r.:
 
„Gdyby większość Polaków w obecnej sytuacji wkroczyła na drogę prawdy, gdyby ta większość nie zapominała, co było dla niej prawdą jeszcze przed niespełna rokiem, stalibyśmy się narodem wolnym duchowo już teraz. A wolność zewnętrzna czy polityczna musiałaby przyjść prędzej czy później jako konsekwencja tej wolności ducha i wierności prawdzie”.
 
xxxxxxxx
 
Czy po 27 latach od tego kazania jesteśmy na tyle wolni, by zmierzyć się z historią PRL?
A na to pytanie to już każdy sam musi sobie odpowiedzieć.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza