środa, 14 października 2009

Miara rzetelności dziennikarskiej pracy



My, polscy dziennikarze, kreujemy się na mędrców i moralistów z poczuciem misji. A tak naprawdę składamy się z kompleksów i frustracji, które leczymy wielkościowymi urojeniami.” napisał wiosną Piotr Bratkowski w Newsweeku
 
W odpowiedzi  mogliśmy przeczytać diagnozę Jana Cezarego Kędzierskiego: „Odzyskana wolność słowa zaprowadziła na manowce niezależności wielu dziennikarzy prasy, radia i telewizji”.
 
W cieniu tych wszystkich negatywnych opinii o pracy dziennikarzy kryją się wydawcy, naczelni redaktorzy, sponsorzy zamawiający reklamy.
 
Czy od nich nic nie zależy?
Może przyjdzie czas, że i o tym będzie wolno mówić. Może uchyli nam ktoś rąbka tajemnicy, dlaczego tak niewiele wiemy, na przykład, o tym, co dzieje się na Litwie, Łotwie, w Bułgarii…, a każdy skandal z Berlusconim czy Sarkozym jest natychmiast komentowany?
 
Dlaczego jednych kichnięcie jest odnotowywane przez wszystkich, a innych nawet krzyk jest przemilczany?
 
Dziś nie o tym jednak myślę. Nie chcę nikogo oceniać, ani spisku nigdzie nie węszę.
Zastanawiam się tylko nad zwykłą ludzką przyzwoitością, bo nie wątpię, że w gazetach też pracują zwykli, przyzwoici ludzie; wrażliwi na otaczający ich świat, zdeterminowani, by dociekać prawdy.
Na ostateczny kształt wydania gazety mają wpływ nie tylko dziennikarze w niej publikujący, ale przede wszystkim ci, którzy decydują o składzie wydania. Czy podejmują decyzje samodzielnie?
 
Wiarygodność gazety mierzy się tak jak wszystko, co ważne w życiu, rzetelnością, uczciwością i szacunkiem do drugiego człowieka.  Co mam więc myśleć o potraktowaniu przez prasę „Apelu” siedmiu byłych więźniów KL Auschwitz?
Trafił on do wielu polskich redakcji. I…? Został zamknięty w przepastnych szufladach redakcyjnych. Zrobił to nawet Nasz Dziennik”. Choć gazeta ta mieni się jedynym polskim patriotycznym dziennikiem, nie zainteresował ją ani apel, ani list do papieża w sprawie beatyfikacji rotmistrza Witolda Pileckiego.
 
Szlachetnym wyjątkiem okazał się „Tygodnik Podhalański”. W numerze, który od 8 października czytają górale z Nowego Targu, Zakopanego i...Chicago, można też przeczytać Apel więźniów Auschwitz.
 
A jak zachowała się „Rzeczpospolita” - jeden z najbardziej poczytnych i opiniotwórczych dzienników?
 
25 września b.r. trafił do redakcji "Rzepy" list siedmiu byłych więźniów KL Auschwitz.
Skróconą wersję tego listu redakcja zdecydowała się opublikować w papierowym wydaniu w dniu 6 października na -uwaga!- piętnastej stronie. 
Znalazł się on na marginesie strony, której większą część zajmują nekrologi.
Oczywiście, bez żadnego komentarza, bez żadnej dodatkowej informacji, ot, choćby takiej, że redakcja jest, między innymi, jego adresatem. List, w którym umieszczono adres internetowy petycji, nie został też zamieszczony w internetowym wydaniu. Czy to tylko zwykłe zaniedbanie?  
 
Apel byłych więźniów niemieckiego obozu zagłady w całości, wraz z podpisami, znajduje się w blogu Michała Tyrpy pod przejmującym tytułem „Numery z Auschwitz proszą o twój gest”.
Kim są owe „Numery”?
Jerzy Bielecki, były więzień KL Auschwitz nr 243, Sprawiedliwy wśród Narodów Świata,

Zbigniew Blok, były więzień KL Auschwitz nr 1195,

Kazimierz Piechowski, były więzień KL Auschwitz nr 918, były żołnierz Związku Organizacji Wojskowej,

Józef Stós, były więzień KL Auschwitz nr 752,

Władysław Szepelak, były więzień KL Auschwitz nr 168061,

Edmund Szewczyk, były więzień KL Auschwitz nr 1498,

Kazimierz Zając, były więzień KL Auschwitz nr 261"
 
Wydawać by się mogło, że owe „Numery” zasłużyły przynajmniej na to, aby ich nie lekceważyć i nie ranić.
Jak więc należy odczytać zamieszczenie Apelu ludzi, którzy z racji swego wieku stoją u progu wieczności, na stronie z nekrologami?!
 
Rzepo” droga, takiej gafy trudno nie zaplanować. Co w inicjatywieFundacji Paradis Judaeorum aż tak denerwuje Szanowną Redakcję, że trzeba  w ów bezduszny sposób lekceważyć sygnatariuszy listu z apelem do europosłów o uczczenie  pamięci polskiego bohatera - rotmistrza Witolda Pileckiego?
Tego, doprawdy, nie jestem w stanie pojąć, choć nie ukrywam, że po głowie biegają mi już pewne niewesołe odpowiedzi.
Za to doskonale potrafię sobie wyobrazić skromny gest przeprosin za ten skandaliczny nietakt. Czy „Rzeczpospolitą” stać na taki gest?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza