czwartek, 11 czerwca 2009

Ach, ta klęska P i S


Pogadajcie sobie jeszcze, pokłóćcie się, pospierajcie, panowie od propagandy i wizerunku, mądrzy politolodzy, zafrasowani przywódcy partyjni.
 
Czy wybory do europarlamentu  to klęska Pi S? Czy PO ma z czego się cieszyć?
 
Owszem, ma, bo jeśli mierzyć sukcesy polityczne sumą stołków, to ma ich więcej i to w czasie, kiedy jak niegdyś UD i UW powinna pójść do diabła, zanim zniszczy i rozkradnie państwo ostatecznie.
 
A PiS powinna posypać sobie głowy popiołem i zastanowić się, dlaczego nie może powtórzyć sukcesu z 2005 r.
 
Diagnoza mamy Katarzyny, która czas spędza głównie na zmywaniu, gotowaniu, praniu i sprzątaniu może wydać się naiwna i zaśmiecająca tylko poważną dyskusję politologów.
 
Nieważne. Powiem i możecie się śmiać, mnie nie do śmiechu, bo wynik do Parlamentu RP może być całkiem podobny, ale nie z powodu złej pracy Public Relations czy głupoty wyborców. A nie śmieję się z tego, bo to moją Ojczyzną frymarczycie i handlujecie.
 
Gdzie mają ludziska narrację, przepraszam tu Eryka Mistewicza, to pokazali głosując d… w fotelu lub na wersalce pod kocykiem z piwkiem w rączkach oglądając pornusy, mecze lub seriale.
 
A dlaczego? Nie wiem, bo badań socjologicznych, tych poważnych, nie na potrzeby konkretnych partii, nie uświadczysz. Mogę tylko domyślać się na podstawie obserwacji swego środowiska.
 
Co słyszę w sklepie, na przystanku, w „okejce”?
 
-Panie, ja tam tym sk…synom za grosz nie wierzę. Nie ma między nimi różnicy, Kaczor taki sam jak Oleś czy ta guma balonowa, no jak mu tam …Donald. W dupie mam ich wybory…
 
Wyssane z palca? Muszę zmartwić, przytoczyłam najbardziej cenzuralne.
 
Kobiety mówią oględniej.
 
- Ja tam polityką się nie interesuję, a wybory obejdą się beze mnie. Niech głosuje warszawka, nachapali się ziemi, nic nie robią a forsą z Brukseli aż kieszenie obrywają i jeszcze wmawiają, że to polscy rolnicy dostają wielkie dotacje.
 
I nieistotne czy sądy te są sprawiedliwe, one takie są i z tym trzeba się liczyć.
 
Efektem takich sądów jest frekwencja.  
 
Do wyborów pójdą głównie ci, którym zależy, by partia skorumpowana, ale dająca szansę na wygrywanie przetargów, pożyczki w bankach i stanowiska w radach nadzorczych wygrywała wybory.
 
-Jeśli nie ma żadnych szans na wymianę przyrośniętych do foteli Parlamentu czy samorządów, polityków, to po jaką cholerę, pani, ja mam iść do wyborów i marnować sobie niedzielę?!
 
Owszem bajki podawane jako tematy do emocjonujących narracji może i są powtarzane, ale one w żaden sposób nie przekładają się już na frekwencje, wprost przeciwnie; skandale, aresztowania, procesy tylko pogłębiają frustrację i bezsilność.
 
Zaczynam podejrzewać, że w przyszłości zamiast esemesowego  apelu zabrania babciom dowodów, będzie nowe
 
– Nie pozwól ciemniakom z pegeerowskich  wsi iść do wyborów!
 
Czy jest szansa na odwrócenie tych tendencji?
 
Odpowiem pytaniem? – A czy politykom partii kanapowych może na tym zależeć?

piątek, 5 czerwca 2009

Kłopoty Dawida Pelega i Władysława Bartoszewskiego zmartwienie



Kryzys dosięgnął, o dziwo, tych, którzy z racji swojego zawodu mieli znacznie lepszy dostęp do informacji i mogli się do problemów finansowych przygotować. Myślę tu o  „Dzienniku”. A wszystko przez to, że Robert Krasowski zamiast myśleć o finansach, rozpętał w redakcji burzę wokół Kataryny i Palikota. Gdyby chłop miał czas, to zajrzałby, np. na Forum Żydów Polskich. Może wtedy wziąłby przykład z  „Tygodnika Powszechnego” i pomysłu ks. Bonieckiego.
 
Panie Krasowski, to się robi tak:
Zakłada się fundację  i szuka się tych, którzy mają pieniądze i mają w tym interes, by nas wesprzeć.
Nie wiem, jaki interes ma w tym  Forum Żydów Polskich, ale faktem jest, że  reklamuje fundację zamieszczając baner  nakierowany na  apel ks. Bonieckiego.
Dialog polsko - żydowski kwitnie, a TP jeszcze zipie. ;)
 
Ale  już zupełnie poważnie.
Weszłam na Forum Żydów Polskich, bo szukałam jakiejkolwiek informacji o tym, jak zareagowali Żydzi  na skandaliczny apel Dawida Pelega w sprawie miliardów dolarów od Polski za mienie po zamordowanych przez Niemców Żydach polskich.
 
Biedny Peleg ma problem, bo z jednej strony sam przyznaje, że jego bracia w wierze zostali wymordowani jako Żydzi, a nie jako obywatele polscy, a z drugiej strony chce pieniądze za mienie dla organizacji żydowskich od Polski, a nie od morderców.
Gdzie tu logika, gdzie sens?!
 
Domyślam się, że Dawid Peleg domaga się  dolarów nie jako Żyd polski z Suwałk, tylko obywatel Izraela wychowany do szefowania organizacji  robiącej interes na zagładzie Żydów za pieniądze już ściągnięte z innych krajów.
 
 
Problemy ma też Władysław Bartoszewski z interpetacją tej wiadomości. Nazywa ją prywatną opinią Dawida Peleg.
 
Niekoniecznie, panie Bartoszewski, doradco Donalda Tuska - polskiego premiera.
Dawid Peleg jest obecnie szefem  Światowej Żydowskiej Organizacji na Rzecz Zwrotu Mienia. Jego stanowisko Popiera Kongres Żydów Amerykańskich.
 
Jak donosi "Rzeczpospolita" – „26 czerwca w Pradze ma się rozpocząć specjalna konferencja poświęcona kwestii zwrotu własności ofiar Holokaustu. Udział w niej weźmie m.in. Peleg oraz przedstawiciele innych organizacji”.
Na konferencji będzie też delegacja polska z panem na czele.
Nie uważa pan, że Polacy powinni wiedzieć czego się spodziewać po pańskim przewodniczeniu?
 
Mam też takie nieśmiałe pytanie do Forum Żydów Polskich.  Przyznam, że zachęciła mnie do Tego, Wasza otwartość na wspieranie polskich pism katolickich.
Pytam więc – Drodzy Starsi Bracia w wierze, nie uważacie, że powinniście w sprawie żądań szefa światowej organizacji żydowskiej, która chce Polaków koniecznie puścić z torbami, zająć własne stanowisko? Wszak żyjemy we wspólnej ojczyźnie, prawda?
 
Źródła do notki:
 
 
PS. Jak dotąd temat zainteresował tylko jednego blogera:
 
Wskutek zbytniej ciekawości ukarany został inny bloger:
Jeśli kogoś przeoczyłam, proszę dopisać.
 
Dopisuję:
http://spiewka.salon24.pl/

czwartek, 4 czerwca 2009

Mój symbol 4 czerwca 1989 r.


Rocznica wyborów kontraktowych po raz pierwszy odbywa się zgodnie z prawdą historyczną. Świętują ci, którzy odnieśli zwycięstwo. Czy Lech Wałęsa, Donald Tusk,  Waldemar Pawlak mają powody, by nie cieszyć się? Rozumiem ich radość i rozumiem ich świętowanie.
 
A dlaczego ja nie świętuję?
 
Wytłumaczę to na prostym przykładzie, ale przedtem garść wspomnień.
 
Byłam wtedy z ramienia „Solidarności” w Gminnym Komitecie  Wyborczym, Brałam udział w kampanii wyborczej. I wiem jak to było. W moim domu TVP Gdańsk nagrywała wywiady z kandydatami na posłów: Grażyną Langowską, Zenonem Złakowskim, Erwinem Krukiem, Józefem Lubienieckim i  Antonim Jutrzenka – Trzebiatowskim.
 
Moi synowie, małe brzdące z umorusanymi buziami i rozwichrzonymi jak konopie włosami, biegali wśród operatorów z dużymi znaczkami Jana Pawła II. Gdzieś tam zapewne w archiwach są jeszcze nakręcone z nimi zdjęcia. Na ruskich rowerach w wiklinowych koszyczkach jeździli z nami, pomagali naklejać plakaty.
 
Pamiętam spotkanie wyborcze w auli WSP w Olsztynie. Pamiętam łzy w oczach zebranych, kiedy olsztyński bard, śpiewający pod pseudonimem NN Gdańsk w stanie wojennym -Władysław Walec śpiewał balladę „Abolicja”.
„A pan nam dziś raczył  przebaczyć… a panu, daj Boże, niech przebaczy Polska…”
Dedykował ją wtedy Włodkowi Kałdzińskiemu, zmaltretowanemu przez milicję w ośrodku dla internowanych w Kwidzyniu.
 
Nie zapomniałam też widoku gromadki miejscowych ormowców pod naszymi oknami dzień przed wyborami, pijących piwsko i bacznie notujących, kto do nas przyjeżdża i co z sobą zabiera.
Czasem zastanawiam się też czy przetrwała pod kapliczką wkopana butelka z kartką  dla potomnych – „Vive le Walesa” . Tak, tak, takimi sentymentalnymi idiotami byliśmy, nie da się ukryć. ;)
 
Widzę jeszcze siebie  wśród przyjaciół, stojącą na maleńkim, zbitym z desek, podwyższeniu na Starym Mieście w Olsztynie. Widzę ten ogromny tłum śpiewający razem z nami „Żeby Polska była Polską” i te wyciągnięte w znaku zwycięstwa palce.
 
A potem  śpiew i radość o 5 rano na ulicy Dąbrowszczaków pod siedzibą „Solidarności”. Zwyciężyliśmy! Wygraliśmy!
 
 
Wiem , jakie było do mnie i do moich przyjaciół zaufanie. Dopilnowaliśmy wszystkiego, by głosy policzone były uczciwie, by nikt do urn nie wrzucił dodatkowych kart, by protokoły nienaruszone trafiły do województwa. Robiliśmy to wszystko z oddaniem nie licząc się ani z czasem, ani z pieniędzmi. Tak było w każdej gminie, tak było w każdym komitecie.
Obudziliśmy się z wojennego snu i mieliśmy poczucie, że dobrze wykonaliśmy swoją pracę.
Chciało się znowu żyć, chciało się pracować.
 
Czy mogłam wówczas przypuszczać, że 20 lat później bard olsztyński ostatecznie zdecyduje się na wystąpienie z „Solidarności”, która już od dawna nie była jego, ale tak przez sentyment i na złość komuchom wciąż w niej tkwił?
 
Czy mogłam wówczas myśleć, że dziś nie będę świętować?
Nawet w najczarnieszych snach nie dopuszczałam do siebie myśli, że symbolem tamtych dni stanie się dla mnie pułkownik pytający mnie z przerażeniem w oczach – To jak to będzie? Mniejszość będzie rządziłą większością?
A kilka dni później ten sam bezradny strach widziałam w oczach ormowca, który przegrał w komisji zakład o liczbę głosów na Biczysko. Nawet jego własna rodzina zawiodła i nie głosowała na tego pana.
Ten sam ormowiec dziś jest dyrektorem gminnego banku   i czasem łaskawie sponsoruje zdezelowane zabawki na placu zabaw w mojej wiosce.
Kiedy go widzę, myślę sobie, że to właśnie on jest najbardziej spektakularnym symbolem zwycięstwa 4 czerwca 1989r. To on ma co świętować i czym się cieszyć.
Rozumiem, że nie o takie wspomnienia na wielkie billboardy chodziło Igorowi Janke. Nic na to nie poradzę, kłamać nie będę, świętować też.
 

wtorek, 2 czerwca 2009

Szukam partii mojej orientacji politycznej;)


Mam w swoich archiwach blogowych tekst, który napisałam w październiku 2007r. Wygląda na to, że właściwie z małymi nieistotnymi retuszami będę go mogła wklejać przy okazji każdych wyborów. Nadal bowiem nie wiem, na kogo mam głosować i jaką partię wesprzeć swoim głosem.

Ponieważ aż huczy mi w uszach i miga przed oczami od tekstów apelujących o udział w wyborach, postanowiłam ponownie przedstawić swoją orientację polityczną.;) Może piarowcy jakiejś partii po przeczytaniu koncertu  życzeń mamy Katarzyny rzucą się w moją stronę z okrzykiem?
 
- DO NAS! DO NAS! TYLKO U NAS SPEŁNIAJĄ SIĘ ŻYCZENIA WYBORCÓW!!
 
 
Lekcji demokracji
otrzymałam po roku 1989 w takiej ilości i w takim tempie, że do dziś mam, o czym rozmyślać. Pierwsza lekcja dotyczyła wolnych wyborów. Zaufanie do kandydatów na listach wyborczych Komitetu Wyborczego Lecha Wałęsy prawie doskonałe. Wprawdzie nie bardzo orientowaliśmy się, w jaki sposób znaleźli się oni na tych listach, ale zdjęcie z wodzem było gwarantem prawości, szlachetności i pewności, że nie zawiodą i ideałów nie zdradzą. Gorycz i zwątpienie pojawiły się przy wyborze I Prezydenta III Rzeczpospolitej. Generał był najtrudniejszą lekcją do przerobienia.

A potem już każdy w swoją stronę, każdy musiał dokonywać swoich wyborów.Źle to czy dobrze? Właściwe wybory czy niewłaściwe?
 

Minęły lata,
ale jedno się nie zmieniło; do wyborów parlamentarnych zawsze jestem potrzebna, choćby między wyborami nikt nie pamiętał o mnie, to kiedy one zbliżają się, mogę znowu poczuć się ważna i potrzebna. Jak w supermarkecie reklama za reklamą.

Mam wybór; mogę pójść do wyborów, mogę wrzucić głos nieważny, mogę „sprzedać głos" za butelkę piwa....mogę, mogę....patrzcie, ile ja znowu mogę!
Trudny wybór, bo tyle się tych partii namnożyło, nie to co w 1989 r.
Istnieje we mnie jednak nieodparta pokusa wolnego i świadomego wyboru. Jest okazja, by ugruntować swój światopogląd, sprawdzić społeczny, ludzki, polityczny kręgosłup.
 

Zaczynam odliczać.

1) Jestem za podmiotowym traktowaniem człowieka. To się streszcza  w stwierdzeniu : „Jestem, więc myślę" (a nie odwrotnie) oraz - „Nie człowiek dla pracy, lecz praca dla człowieka".

2) Nie uważam człowieka za wroga przyrody. Uznaję, że jest on cząstką przyrody i jest on za nią odpowiedzialny. Nie jestem wegetarianką, ale też nie skrzywdzę psa i nie uwiążę go na łańcuchu. Nie przyznaję racji ekologom, którzy bronią Doliny Rospudy, a nie przeszkadzają im tiry mknące przez miasta i wsie, rurociągi na dnie morza czy trujące konserwanty w żywności. Jestem za zdrowym trybem życia i możliwie jak najbardziej zgodnym z naturą, stąd, między innymi, jestem przeciwna antykoncepcji.

3) Jestem za wolnością do czynienia dobra, a nie wolnością absolutną. Drogowskazem jest mi więc Dekalog a „nie poprawność polityczna".

4) Z trzeciego punktu wypływa jasno, że na pewno jestem za prawem do życia od poczęcia do naturalnej śmierci i przeciwna karze śmierci oraz wojnie, ale pacyfistką nie jestem.

5) Uznaję pierwszeństwo rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoim światopoglądem.

6) Jestem za bezwzględnym przestrzeganiem prawa dzieci do ochrony ich zdrowia i życia, a więc bezpłatnym (miedzy innymi za moje podatki) leczeniu skutecznym, a nie tylko na miarę możliwości, nawet kosztem mojego starego zdrowia. Pogodzę się z tym, że dla mnie nie będzie na drogą operację, a dla każdego dziecka starczy i rodzice nie będą musieli błagać nikogo o pomoc.  To najlepsza inwestycja narodowa.
 
7) Jestem za prawem, które będzie chroniło normalnych ludzi, a nie złodziei i bandytów, czyli za skutecznością kary wobec wszystkich bez względu na ich polityczne i biznesowe powiązania. Liberalizacja prawa w tym względzie absolutnie mnie nie interesuje!

8) Uwielbiam prywatną własność, ale nie moim kosztem. Nie mam nic przeciwko prywatnym szkołom, prywatnym szpitalom, ale nie za moje podatki.

9) Unia tak, ale nie ZSRR - bis. A tak poza tym mam uczulenie na wszelkie dyrektywy, nabawiłam się tego  za komuny.

8) Zostały mi jeszcze związki homoseksualne. Bez takiego samookreślenia dziś przecież się nie obędzie. Nie obchodzi mnie, kto, z kim śpi, choć czasem, jak sobie pomyślę konkretnie, to współczuję ludziom, których funkcje pewnych organów ciała różnią się od moich. Nie ma to jednak nic wspólnego z pogardą czy próbą budowania odrębnych dzielnic i eliminowaniu z życia społecznego. Nikt mi jednak nie jest w stanie wmówić, że rodzina to dwóch facetów czy dwie baby. Niech sobie tam urządzają parady, pod warunkiem, by nie obrażali moich uczuć, moich wartości i nie gorszyli dzieci i młodzież. (Ale to chyba obowiązuje wszystkich obywateli, a nie tylko homoseksualistów.) Będę, więc konsekwentna i ostro zaprotestuję, jeśli w podręczniku szkolnym znajdzie się zamiast mąż, żona, mama, tata - partner (-ka) czy opiekun (-ka). Nazwa„orientacje seksualne" też mi się nie podobają.
 

Teraz jeszcze krótko muszę powiedzieć sobie, czego oczekuję od polityków:

1) Nie mam wieleu życzeń, jedne z nich to - zapewnienie mi bezpieczeństwa, ochrony zdrowia, prawa do nauki, dóbr kultury i ochrony prawnej przed wyzyskiem; lichwą i niewolniczą pracą.

2) Marzę też o polityku, który nie będzie mi wmawiał, że polityka i etyka są na antypodach.

3) Nie chcę też, by politycy określali mi, jaki mam numer butów nosić, jednym słowem, przydałoby się prawo odchudzić i uprościć.

4) Pragnę też, by szanowali Ojczyznę, Jej dziedzictwo, historię, tradycję i nie biegali na skargę zagranicę, a już na pewno nie do Niemiec i Rosji.

5) Chcę być dumna ze swojego kraju i tych, którzy mnie reprezentują.

6) Nie jestem za państwem opiekuńczym, ale chętnie zrezygnuję z czegoś tam, np. z wojny w Afganistanie na rzecz ochrony najsłabszych. Nawet o porządną budę dla psa walczymy, dlaczego więc pozostawiać bez pomocy ludzi, którzy nie radzą sobie w życiu. Nie na głodowym zasiłku zależy mi jednak, (taki to bez łaski można zebrać do puszki na ulicy) lecz o „wędkę".

Jak z zestawienia gołym okiem widać, chcę głosować na partię, która przede wszystkim zagwarantuje mi ochronę moich wartości. Do państwa posługującego się moimi podatkami dla dobra wspólnego mam stosunkowo mało roszczeń.
A mimo to wciąż nie mogę znaleźć partii mojej orientacji politycznej i  nie wiem, na kogo mam głosować ?

piątek, 29 maja 2009

Dość funkcynych Czarusiów w naszych blogach! Bloger nie idiota



„Michalski to żałosna kreatura. Trochę odrażająca. Kłamie, kręci, mąci, kity wciska i myśli że taki cwany jest. Chce manipulować ciemniakami, jak zapewne myśli o przeciętnym odbiorcy, rodaku..." - to jeden z licznych komentarzy przenicowanej na wszystkie strony sprawy Kataryny.(calvin w komentarzu pod notką „Noga Michalskiego") http://thewitcher.salon24.pl/107725,noga-michalskiego-czyli-po-debacie-z...
 
Mało kto pamięta, że już raz taka wymiana poglądów na temat blogosfery   odbyła się. (Nie była jednak wtedy wymierzona w żadnego konkretnego blogera.) Podsumował ją wówczas Stanisław Janecki
http://www.dziennik.pl/opinie/article226239/Polscy_blogerzy_to_tylko_baz...
 
 
Posypały się gromy z naszej strony, bo dziennikarz nazwał nas po prostu „bazarowymi plotkarzami".
 
 

Gorzekie były jego słowa:

„Panie i panowie blogerzy, spójrzcie na te Wasze blogi, wczytajcie się w co poniektóre myśli, wniknijcie w nielogiczne wnioski, w codzienny brak obiektywizmu i wyczucia. W te idiotyczne wklejki, albo wymuszone wnioski, z których tak na prawdę nic nie wynika. To ma być konkurencja dla świata mediów? Dla medialnego cyrku i sprzedajnych janczarów spod znaku „oświeconych" mediów?".
 
 
Tę gorycz zapamiętałam i zawsze, kiedy chcę pójść na skróty; skomentować coś szybko i pobieżnie przywołuję ostrzeżenie:

„ Jeśli więc blogosfera ma mieć jakikolwiek sens to radzę wziąć się ostro do pracy. Czytać, nie tylko blogi, ale od czasu do czasu książki, nie tylko internetowe wydanie Rzepy, czy Faktu, ale też ich wersję papierową. A czasem to radzę nie pisać, bo jeśli pisać źle i niechlujnie, to lepiej wcale nie pisać".
 
 
Widać jednak, że wyleciało ono nam z głowy dość szybko, o czym może świadczyć przedłużająca się i nic nowego nie wnosząca do sprawy dyskusja na temat „ żałosnej i odrażającej dziennikarskiej kreatury".
 
 
Może i kreatura, może i odrażający krętacz, ale swoją robotę wykonał dobrze. Czy tylko on? Tego się chyba nigdy nie dowiemy.

Na czym polegała ta robota? Tym razem nie tylko na podsunięciu nam zastępczej narracji.

Ta narracja o wstrętnej blogerce, to bulwersujące „pocałujcie mnie w d..." i wreszcie, do żywego dopiekające, zrównanie blogerów z trollami - to takie cuchnące piarowskie jajo. I myśmy je podnieśli. Nie mogliśmy zrobić inaczej. Tak przynajmniej uważam i dlatego poparłam listy do Rady Etyki Mediów, dlatego osobiście bojkotuję „Dziennik".
 
Ale odrażająca dziennikarska narracja miała tez i inny cel. Przykryła niczym piana brudną wodę w wannie, tematy niewygodne przede wszystkim dla rządzącej koalicji; dla PO i PSL. Skutecznie odciągnęła nasz wzrok i słuch, naszą uwagę od przynajmniej paru ważnych wydarzeń.
 

Moja lista tych wydarzeń z grubsza jest taka:
1. Przekręty wokół likwidacji stoczni polskich. Skandaliczne rozpędzenie demonstracji związkowców. Nieudana debata Donalda Tuska ze związkami .
 
2. Kompromitujące PO zawirowania wokół obchodów rocznicy 4 czerwca.

3. Kryzys i orędzie Prezydenta RP.

4. Nieudolność i opieszałość rządu w sprawie pakietu antykryzysowego.

5. Dziura budżetowa.

6. Ustawa medialna.

7. Odezwa CDU/CSU i fiasko polityki zagranicznej rządu.

8. Ingerencja Ambasady Ukrainy; nacisk na ministra spraw zagranicznych Radka Sikorskiego,  rozbicie konferencji naukowej na Uniwersytecie Wrocławskim.
 
 
To te, wzięte z brzegu. A przecież wystarczy uważny przegląd prasy w obojętnie jakiej czytelni, by listę znacznie wydłużyć. A jeśli już ktoś nie ma takich możliwości, bo Internet jest jego jedynym oknem na świat, to przecież klikać umie i potrafi przeglądać strony dalsze, nie tylko te pierwsze internetowych gazet. Naprawdę oprócz Der Dziennika są też inne gazety i portale.
 
 
W sprawie Kataryny zrobiliśmy swoje i dość! Dość  funkcyjnych Czarusiów w naszych blogach, pora udowodnić im, że bloger to nie idiota i potrafi samodzielnie wybierać tematy, które go interesują i które naprawdę są ważne dla Polski.

czwartek, 21 maja 2009

Mają pecha; nie byli Żydami


Próbuję sobie wyobrazić pewne zdarzenie. W końcu od czego jest wyobraźnia.
Ranek 10- 07- 06 r. Biorę do ręki „Rzeczpospolitą" i czytam:

"W Jerozolimie odbyły się uroczystości 65 rocznicy mordu na żydowskiej ludności w Jedwabnem.
Zorganizował je specjalnie powołany do upamiętnienia ofiar Instytut Pamięci Ofiar Jedwabnego.

Niestety, w ostatniej chwili odwołał swój udział w modlitwie Kadisz Minister Spraw Zagranicznych Izraela. Jako przyczynę oficjalnie podał zaplanowaną wcześniej wizytę delegacji palestyńskiej ze Strefy Gazy.
Gazeta nieoficjalnie dowiedziała się, że odwołanie przybycia ministra na uroczystości nastąpiło po interwencji ambasadora Rzeczpospolitej Polskiej. Polskie władze z Prezydentem RP na czele stanowczo protestują przeciwko obarczaniu polskiego społeczeństwa za popełnioną zbrodnię".


A może taką notkę jesteśmy w stanie wyobrazić sobie?

„ W Kielcach odbyły się obchody rocznicy pogromu kieleckiego. Odznaczeni zostali dzielni bojownicy o czystość etniczną Polski....(tu nazwiska proszę sobie wstawić).
Jutro na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim odbędzie się uroczystość wręczenia honorowego tytułu naukowego - Doctora honoris causa - prezydentowi, który pogrom kielecki uznał za przełomowy moment budzenia się świadomości narodowej Polaków po II wojnie światowej".


Wypisuję prowokacyjne bzdury, które, na szczęście, nigdy nie będą miały miejsca?
Tak, to prawda, nigdy nie będą miały miejsca, bo nie pozwolą na to Żydzi.
I mam do nich szacunek za to, że bez względu na bieżącą politykę czy dobrosąsiedzkie stosunki reagują natychmiast na wszelkie próby przemilczania holokaustu.
A dlaczego my, Polacy, pozwalamy sobie, by nacjonaliści ukraińscy dyktowali nam, jakie ofiary zbrodni i czyjej wolno nam czcić, a jakie nie?!

Kiedy patrzę na dołączoną do artykułu w "Rzeczpospolitej" fotografię ofiar rzezi w Lipnikach,
http://www.rp.pl/galeria/2,1,308454.html
kiedy czytam wiadomość:
„Resort wycofał przedstawiciela z konferencji o Ludobójstwie na Polakach. Interweniowała ambasada Ukrainy, której nie podobał się temat spotkania oraz to, że zaplanowano wystąpienie ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego".
http://www.rp.pl/artykul/2,308454_Debata_o_Wolyniu_bez_MSZ_.html
- zaciskają mi się pięści. Nie z żądzy zemsty, przecież nie jestem banderowskim rzeźnikiem!

Moje pięści zaciskają się z żalu i bólu, bo wciąż nie wolno mi uczcić ofiar ludobójstwa w moich ojczystych stronach. Tak, ojczystych! Tak samo ojczystych jak dla Ukraińców, Ormian, chasydów, czy Czechów, których przodkowie z dziada pradziada tam żyli, pracowali i umierali.Państwo, jego granice to nie to samo co Ojczyzna. To coś więcej. To kultura z całym jej bogactwem budowli, piśmiennictwa, malarstwa, muzyki, wiary i tradycji. Tam jest moje serce, bo tam są groby moich przodków. Nie o państwo ukraińskie mi chodzi, lecz o moje prawo do krzyża na grobach bliskich.
Zaciskają mi się pięści z bezsilności, kiedy Prezydent, a teraz Minister Spraw Zagranicznych mojego kraju wymigują się od wzięcia udziału w obchodach upamiętniających tragedię na Wołyniu.

Zaciskają mi się pięści, kiedy słyszę, że katolicka uczelnia chce obdarować doktoratem honoris causa prezydenta państwa budującego niepodległość na nienawiści do Polaków i fałszowaniu historii.

Zaciskam pięści z bezsilności, bo mój naród, jak barany prowadzone na rzeź, godzi się na to. Nie protestuje depcząc ofiary, które niczego innego, gdyby mogły mówić, nie chcą jak grobów i krzyży na nich, modlitwy i pamięci.
Mają pecha; nie byli Żydami?

wtorek, 19 maja 2009

Panie Eryku, nie kupuję tej narracji



O czym dziś powinniśmy rozmawiać? O niby-debacie, stoczniach, związkach zawodowych, zarobkach przywódców związkowych i uzależnienia ich od partii,  kryzysie,  a może jeszcze o grypie?
 
O czym powinniśmy rozmawiać, to każdy Polak  powinien wiedzieć i bez mediów. Doskonale widać wokół nas, co szwankuje. Lista długa; upadające stocznie, które pociągną za sobą bankructwo wielu firm kooperujących, ledwie dychająca służba zdrowia, rozkładająca się armia, uzależniony od polityki wymiar sprawiedliwości, nieudolny rząd,  matury do bani, korupcja.  Parę tematów każdy może wyszukać jeszcze w swoim środowisku.
 
Tymczasem gubimy się w potoku informacji świadczących o całkowitym wyalienowaniu się „elyt” politycznych z rzeczywistości. To już nie politycy manipulują, to polityka manipuluje nimi i przy okazji nami do tego stopnia, że przydałaby się nam w tej chwili, ku pokrzepieniu skołatanych głów, obowiązkowa lektura „Pinokio”. Tylko jak w tej bajce zmieściłby się Tusk czy Chlebowski do służbowej limuzyny z wciąż wydłużającym się nosem od kłamstw?
 
Jednym słowem ma Polak o czym myśleć, nad czym się zastanawiać, o czym dyskutować.
Wynik tej dyskusji mógłby być przykry , moglibyśmy wpaść ostatecznie w zbiorową histerię i narodową depresję.
 
Czy jest na to jakaś rada? Czy można przestać o tym wszystkim myśleć i dyskutować?
 
Oczywiście, że jest! I każdego dnia, jeśli dobrze  wsłuchamy się i wczytamy w doniesienia medialne bez jakichkolwiek wątpliwości będziemy wiedzieli, o czym powinniśmy rozmawiać, by czuć się szczęśliwym Polakiem.
 
 Co tam debata, stocznie, związki, służba zdrowia, armia, my dziś powinniśmy dyskutować w każdym miejscu; w windzie, biurze, w kolejce do kasy opieki społecznej czy do pośredniaka tylko o jednym. Nasze logiczne myślenie, argumentacja i emocje dziś powinny rozsupłać najważniejszy problem;
 
 CZY TUSK JEST NOWYM KURONIEM, CZY TEŻ ERYK MISTEWICZ SIĘ WYGŁUPIŁ?
 
Widać wielu z nas niezbyt uważnie czytało wywiady z konsultantem politycznym, skoro uznało wypowiedź Eryka Mistewicza za wypadek przy pracy.
To żadna wpadka, to po prostu solidne wykonywanie zawodu Public Relations.
 
Nie wiem czy  Mistewicza interesuje moje zdanie na temat podsuniętej nam dla ratowania tyłka Tuska narracji, ale co mi tam, powiem, co myślę.
 
 
A myśl moja jest banalnie krótka. Krzyczę najgłośniej, jak potrafię;
 
 PANIE ERYKU, NIE KUPUJĘ TEJ NARRACJI ANI DZIŚ, ANI NIE KUPIĘ JUTRO I NIE CHCĘ DYSKUTOWAĆ W ŻADNEJ KOLEJCE I ŻADNEJ WINDZIE NA TEMAT PODOBIEŃSTWA MIĘDZY TUSKIEM A KURONIEM. ;)
 

niedziela, 17 maja 2009

Majowe, sentymentalne, kiczowate...



Różne są zapachy, dźwięki czy obrazy, które przywołują w pamięci te najdroższe, sprawiające, że do bólu czuje się przemijanie.
 
…………………………
 
Mój dom rodzinny był na wprost kościoła. Każdego rana budziła mnie  laska stukająca po kocich łbach. To stary kościelny   niezmiennie przed godziną szóstą rano podążał do zakrystii, by włączyć dzwony kościelne na Anioł Pański. Odzywały się one w dni powszednie jeszcze dwukrotnie; w południe i o wieczornej porze.
 
W maju dźwięk przesycony był zapachem bzu, w czerwcu – jaśminem, czeremchą i piwoniami.
 
Czy dźwięk może mieć zapach? Dla mnie czasem ma. ;)
 
Kiedy dziś odzywa się dzwon kapliczki w mojej wsi, wiem, że za chwilę poczuję zapach kwiatów z pobliskich łąk i ogrodów, a wiatr poniesie śpiew zgromadzonych na modlitwie mieszkańców.
Tak, tak, na tej czerwonej dziś Warmii wciąż przy kapliczkach wieczorem gromadzą się ludziska na nabożeństwach majowych. Jak dawniej … Czy to nie dziwne? Widać wciąż tkwi w nas potrzeba (fe, jakie to pospolite), rzewliwej pieśni litanii do Maryi i  wciągania razem z pieśnią „ Chwalcie łąki umajone” zapachu bzu i polnych kwiatów.
 
To jest wciąż żywe piękno Maryjnej pobożności. Pobożności obśmianej przez różnej maści katolików otwartych na intelektualne zgłębianie wiary, niedostępnej prostemu ludowi, nadal tkwiącemu (O, zgrozo!) w kulcie Maryi Matki. 
 
A kiedy zamilkną już ostatnie nutki „Panience na dobranoc…”, wracam do domu i przez otwarte okno słucham rechotu żab i świergolenia układających się do snu piskląt szpaków.
I powiem Wam w tajemnicy. Lubię te majowe, sentymentalne, kiczowate chwile. ;)
 
..........................................
 
Sięgam na półkę po ulubiony tomik poezji Romana Brandstaettera. Czytam…
Anioł Pański    
 
O tej porze                                                                                     
Zwiastował Pannie Maryi,                           
Śpiewają Madonny,
 
O tej porze                                   
Wędrują Madonny,
 
Wychodzą        
Z obrazów,     
Z kapliczek,
Z kościołów,  
 
Idą
Z głębi czasu       
I z głębi świata              
Ulicami,        
Polami,
Wszystkimi drogami,        
Gotyckie,       
Renesansowe,       
Barokowe,          
Współczesne,
 
       
Białe,   
Czarne,     
Żółte,  
Czerwone,        
Wszystkie Madonny. 
 
Dokąd wędrują Madonny?
Wędrują do Nazarethu,
Aby złożyć pokłon
Małej,
Drobnej,
Czarnookiej
Maryi.
 
A gdy milkną dzwony
Na Anioł Pański,
Chór Madonn
Podnosi się z kolan
I wraca do obrazów,
Kapliczek
I kościołów.
 
A mała
Drobna,
Czarnooka
Marya
Stoi u progu
Swojego domu
I znakiem krzyża
Żegna odchodzące
Madonny,
W których poznaje
Siebie.

sobota, 16 maja 2009

W obronie wolności poglądów




Środowisko blogerskie wyraża swoje wielkie zaniepokojenie ostatnimi wydarzeniami związanymi z próbą kneblowania ust blogerce Katarynie. Bezprecedensowe groźby i ataki na blogerkę Katarynę przeprowadzone przez Krzysztofa Czumę, są wyraźnym znakiem dla wszystkich blogerów, niezależnie od opcji politycznej, że wolność słowa oraz gwarancja anonimowości w internecie jest bardzo poważnie zagrożona. Sprawa jest o tyle poważna, że ataku dopuszcza się syn ministra sprawiedliwości w rządzie, który jest bardzo często przedmiotem krytyki ze strony niezależnych blogerów. Blogosfera wydaje się być jednym z ostatnich mediów, gdzie realizowana jest bezpośrednio wolność wyrażania swoich poglądów. Jest to ostatnie miejsce, w którym możemy swobodnie dyskutować o problemach niewygodnych dla polityków i z tego względu nieporuszanych przez podporządkowane władzy media. Zamach na nas jest zamachem na prawdę, wolność sumienia, wolność wyrażania poglądów. Jest to zamach na podstawowe swobody obywatelskie. Nie dajmy się zastraszyć.
Jeśli zgadzasz się z treścią tego tekstu, rozklej go wraz z grafiką wszędzie gdzie się da. Zawieś go na jakiś czas na swoim blogu, na forum którego jesteś członkiem. Niezależnie od opcji politycznej, którą reprezentujesz przyłącz się do nas. Tak się składa, że dziś rządzi PO. Jutro może rządzić inna partia i może próbować zrobić to samo. Brońmy niezależnej blogosfery!
 
Autor apelu: Gawrion
http://www.niepoprawni.pl/content/w-obronie-wolnosci-slowa
 

czwartek, 7 maja 2009

Zapach polskiego chleba


Któż z mojego pokolenia nie pamięta chałuszkę (tak w moim domu nazywano piętkę chleba) odkrojoną z jeszcze gorącego chleba polaną mlekiem lub wodą i posypaną cukrem. Albo zupełnie bez niczego, tylko tak ściśniętą w garści, gryzioną między kolejnymi łykami posłodzonego mleka, tego prawdziwego, nie UHT, które nie ma już ani zapachu, ani smaku.
...........
Mała piekarnia, z dala od centrum handlowego. Stoję obok, czekam na „okejkę". Przy każdym otwieraniu drzwi dochodzi do mnie zapach chleba. Nic piękniej nie może pachnieć. Przy tej woni chowają się wszelkie, nie tylko francuskie, perfumy. Porównywalnym czy nawet konkurencyjnym, jeszcze może być tylko zapach wiosny.

Stałam tak i wciągałam zapach, który zniewolił i przymusił mnie do wejścia w ten wciąż zaczarowany dzieciństwem świat. Zamarzyła mi się taka zwykła paciajka; bułka z cebulą.

Przede mną stała młoda kobieta. Poprosiła o bochenek chleba, który koniecznie miał być prostokątny i ciemny. Pani za ladą zaproponowała wieloziarnisty. Kobieta zawahała się.
Nie wiem czy synek będzie chciał go jeść. - powiedziała i wybrała chleb z foremki na miodzie.
 
A mnie zrobiło się jakoś tak smutno i dziwnie. Pomyślałam sobie, że widać mój niebiański zapach dziecięcego chleba, podskubywanego zaraz po wyjściu ze sklepu, zafundowała mi stalinowska bieda. I co tu wspominać?! Czarną zbożową kawę, ruskie pierogi na okrągło, rosół z kury od święta, placki ziemniaczane zamiast schabowego?
Bieda to bieda. Zwykły chleb wydawał się tortem.

A jednak przez moment współczułam synkowi nieznajomej.
Biedne dziecko, nawet nie będzie wiedziało, jak pachnie chleb. I może być tak, że kiedyś poczuje głód i przypomni sobie wszystkie wyrzucone do szkolnego kosza kromki chleba, bo nie były takie, jak on lubił; prostokątne i ciemne. Zatęskni za suchym chlebem wyrzucanym do śmietnika.

I nie będzie mógł pojąć, dlaczego do tej pory nikt nie powiedział mu, że nie ma nic piękniejszego na świecie niż zapach świeżego polskiego chleba.