wtorek, 6 kwietnia 2010

Świętych obcowanie w wydaniu ks. Bonieckiego


Jeśli ktoś ma nadzieję, że zniszczy Kościół tzw. aferami pedofilskimi, to się grubo myli.
Kościół jest silny mocą Chrystusa i wiarą, a nie zboczeńców, którzy znaleźli bezpieczne schronienie w murach plebanii, uczelni czy klasztorów. Z tym, jak z wieloma dziełami księcia ciemności, Kościół Chrystusa sobie poradzi. Mało tego, wyjdzie z tej walki silniejszy i da siłę swoim wiernym.

Nie wiem jak innych, ale ten bezprecedensowy atak na Benedykta XVI, a teraz i na sługę Bożego - Jana Pawła II, nie załamuje mnie. Przynagla jedynie do modlitwy, postów, ofiary i świadectwa, bo tak katolik walczy ze Złym, wystraszonym świętością młodych, ślubujących czystość, broniących nienarodzonych, chorych i starych przed zagładą równą ludobójstwu Hitlera i Stalina.
Kiedy Zły szaleje, a świat, wydaje się, razem z nim podąża ku zagładzie, moją osobistą siłę czerpię ze słów spisanych w Ewangelii św. Mateusza.

„Odpowiedział Szymon Piotr: Tyś jest Mesjasz, Syn Boga żywego.
Na to Jezus mu rzekł: Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony, albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie.
Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Opoka] i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą”.(Mt 16,16-18 BJ)

Nadzieją są dla mnie setki męczenników za wiarę w wielu  miejscach na świecie w XX i obecnym wieku. (List do Europy  http://bit.ly/cP5hMT )
Ich ofiara jest ofiarą całopalną złożoną razem z Chrystusem na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata. I to nie jest napuszony, pompatyczny frazes. Taka jest nasza wiara, dzięki której Bóg największe zło może przemienić w dobro. 

Wiara bez modlitwy wypala się, a bez uczynków staje się martwa.
Kiedy przeglądamy prasę codzienną, może wydawać się nam, że katolicy  jak Apostołowie po śmierci krzyżowej swego Nauczyciela, pochowali się i pozamykali ze strachu w swoich domach, a Zły triumfuje. Nic podobnego. Nadal każdego dnia miliony ust dzień rozpoczyna od pochwalenia imienia Pana, miliony rąk czyni znak krzyża i poleca swoje myśli, słowa i czyny Bogu. Miliony rąk służy drugiemu człowiekowi, bo w wielu  jest miłosierny Samarytanin i Matka Teresa, tylko nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, a tylko nieliczne media o tym  mówią i  piszą.
Jak każdego dnia wielu chrześcijan będzie dziś, zamiast przeglądać prasę pieniącą się z nienawiści do Chrystusa i Piotra naszych czasów, myć zaropiałe rany, karmić bezdomnych, trzymać za rękę umierających. Jak każdego dnia i nocy świat otacza modlitwa różańcowa płynąca z mnisich eremów, klasztornych cel, kościołów i domów chrześcijan świeckich, a na ołtarzach świata sprawowana jest nieustanna Ofiara Eucharystyczna.

CHRYSTUS ZMARTWYCHWSTAŁ. PRAWDZIWIE ZMARTWYCHWSTAŁ

Dlatego nie warto polemizować z „sensacjami” w stylu „The Sunday Times” czy innych korporacyjnych brukowców. Z tego żyją, z tego się utrzymują takie gazety, powinnam je więc ignorować i nie przysparzać im czytelników. Ich „troska” o skrzywdzonych przez zboczeńców jest fałszywa. Nie o skrzywdzone dzieci im bowiem chodzi. Gdyby tak było, równie głośno unosiłby się  np. ich krzyk oburzenia nad prawem  zezwalającym na aborcję w wieku 16 lat czy próbami obniżenia inicjacji seksualnej. Dlatego owe „newsy na zamówienie” nie dziwią mnie. Wiem, co o nich sądzić i wiary mojej nie zachwieją.  

Natomiast nie jest mi obojętne, gdy wspomaga ich w ataku na Kościół, chcę wierzyć, że nieświadomie, kapłan z Chrystusowego Kościoła.
Kiedy ten kapłan kpi sobie w wywiadzie, udzielonym ogólnopolskiemu dziennikowi, z wiary w cuda za przyczyną świętych, kiedy podważa sens modlitwy o rychłą beatyfikację Jana Pawła II, kiedy uważa, że wyniesienie na ołtarze jest właściwie odczłowieczeniem świętego, to  wtedy odczuwam autentyczny wstyd  za tego kapłana, próbującego tym sposobem  zaistnieć w mediach i swoją gazetę, która od dawna jest tylko z nazwy katolickim tygodnikiem, uratować przed zamknięciem. Za niego po prostu modlę się. I to już od czasu, kiedy protestował przeciwko realizmowi „Pasji” Mela Gibsona twierdząc, że Krzyż Chrystusa to tylko symbol.
Bardziej jednak boli mnie brak reakcji moich pasterzy na wypowiedzi duchownych, którzy na „ołtarzu marketingowym i politycznym” składają wyznanie wiary Kościoła.
Czy nikt nie zdaje sobie sprawy, że to gorszy maluczkich i wprowadza zamęt? A może ja się bez potrzeby dziwię, bo tak właśnie ma być?! W głowach wiernych, każdego dnia bombardowanych sensacjami rodem z piekła, ma urodzić się również wątpliwość w Credo katolików?
No cóż, skoro nikogo, poza mną, wypowiedź ks. Bonieckiego nie zdziwiła - http://bit.ly/aZd8mG  to mamie Katarzynie pozostaje już tylko zapytać.  Czy taki sam pogląd na temat świętości i wiary w świętych obcowanie wyznaje Zgromadzenie Księży Marianów, z którego wyszedł ów kapłan – redaktor i czy jest to zgodne z Magisterium Kościoła?

środa, 31 marca 2010

W krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie, w krzyżu miłości nauka...


„W krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie, w krzyżu miłości nauka
Kto krzyż odgadnie, ten nie upadnie...”.

Komuś, kto nie jest chrześcijaninem, trudno pojąć zarówno słowa tej pieśni jak i kult Krzyża. Drzewo hańby. Ludzkiej „pomysłowości”, by wykonanie wyroku śmierci trwało długo, a ból odstraszał innych. Jak można krzyżyk z ciałem ukrzyżowanego, nosić na piersi, adorować i upadać w pokorze przed Nim? Całować zakrwawione stopy, przepraszać, błagać? Jak w życiu każdego z nas widzieć Chrystusowy Krzyż i jeszcze do tego twierdzić, że każdy jest w stanie go udźwignąć, bo Pan Bóg  tylko łaskę rozlewa w obfitości, a krzyż przykrojony jest na naszą miarę.
Ból, cierpienie jest do udźwignięcia z Nim. Ale On ma tylko ręce rodziny,  naszego sąsiada, szefa, przechodnia, pracownika socjalnego, lekarza, księdza, wolontariusza z hospicjum... On daje tylko siłę, byśmy mogli go unieść. Widać nasz krzyż jest  ważny, skoro On, Bóg Miłości, nie zabiera nam go, tylko szuka nam Cyrenejczyka, który ulży w drodze.

Tych, którzy odgadli Krzyż, było i jest w ludzkim pochodzie przez historię tysiące. Nie znamy czasem ich twarzy, noszą nazwiska i imiona brzmiące  obco i trudne do wymówienia. Wszyscy są  jednak bliźniaczo podobni do siebie,  łączy ich bezwarunkowa miłość do ludzi, bo w każdym widzą cząstkę Boga.
Kiedy o tym myślę, wiele postaci,  przesuwa się w mojej pamięci, również tych z mojego otoczenia, których niewielu zna, a większość nigdy nie pozna. Świętość bowiem nie jest przypisana do ludzkiego lecz boskiego ołtarza. To On wie, kto naprawdę jest święty.
Troje z nich jest mi szczególnie drogich, bo swoim życiem rozpraszają moje lęki, utwierdzają mnie w przekonaniu, że w krzyżu jest cierpienie, ale i miłości lekcja.

Większego zwycięstwa nad dobrem i miłością nie wymyślił szatan, jak w obozach zagłady. Zwozić ludzi z zakątków Europy, by ich według ustalonego porządku mordować? Tego normalny człowiek nie jest w stanie pojąć. Wszechogarniające zło, wobec którego jesteśmy bezsilni?
A jednak nie do końca. W ogromie bezwzględnego zła ojciec Maksymilian Kolbe mówi - Ja za niego umrę. Wobec takiego wyboru zło nie ma nic do powiedzenia, jest bezsilnym, tępym narzędziem. Bo cóż więcej może uczynić, jeśli wymyśloną w obłąkańczej żądzy urządzania świata zbrodnię, drugi człowiek zamienia w ofiarę?   Nawet zastrzyk z fenolu, podany przez oprawcę, staje się wobec wyboru o.Maksymiliana aktem miłosierdzia.

W krzyżu kryje się tajemnica zmartwychwstania Jego i nas.

Jakże ważni musimy być dla Stwórcy, skoro za nas umiera na krzyżu jak zwykły złoczyńca Jego Syn.
Nie pojmie się tego rozumem, to tajemnica serca każdego, kto Krzyż odgadł.
Krzyż w blasku prawdy poznaje Edyta Stein. Św. Teresa Benedykta od Krzyża.
Dla niej śmierć na krzyżu Syna z woli Boga – Ojca jest wzorcem życia. Przyjęcie cierpienia w posłuszeństwie i ofiarowanie go za innych stanowi miarę człowieczeństwa.
Jak to pojąć? Jak zrozumieć, skoro boimy się  nawet krótkotrwałego cierpienia. Zwykła wizyta u dentysty budzi w nas lęk, a cóż dopiero cierpienia agonii.
Szukanie prawdy zaprowadziło Edytę Stein na Golgotę XX wieku, do Auschwitz. Umiera jako ofiara całopalna za swój naród.
Jest to wybór świadomy, a przygotowuje się do niego już w 1939 r.
"Już teraz przyjmuję śmierć taką, jaką mi Bóg przeznaczył, z doskonałym poddaniem się Jego woli i z radością. Proszę Pana, by zechciał przyjąć moje życie i śmierć na swoją cześć i chwałę, za wszystkie sprawy Najświętszego Serca Jezusa i Maryi, za św. Kościół, szczególnie w intencji zachowania, uświęcenia i doskonałości naszego świętego Zakonu, za Karmel w Kolonii i Echt, w duchu ekspiacji za niewiarę ludu żydowskiego, aby Pan został przez swoich przyjęty, aby nadeszło Jego chwalebne Królestwo, na uproszenie ratunku dla Niemiec, o pokój świata, wreszcie za moich bliskich, żywych i umarłych, za wszystkich, których mi Bóg dał, aby nikt z nich nie zginął" – pisze Edyta Stein w klasztorze karmelitanek bosych w Holandii.

Powie ktoś, że dziś Bóg nie wymaga od nas takiej ofiary. A ja tak sobie myślę przy tym swoim zmywaku w przeddzień Wielkiego Piątku, że niewiele wiemy o tajemnicy krzyża chrześcijan mordowanych  w wielu krajach na całym świecie. Tylko Bóg jeden wie, jak wielką ofiarą całopalną jest ich śmierć za nas walczących z krzyżem, propagujących aborcję i eutanazję, żyjących w sytej Europie, znudzonych emocjonującymi opowieściami z życia książąt tego świata, którzy nie tylko chcą nami rządzić, ale i posiąść nasze serca i umysły.

Zapewne jutro będziemy też wspominać naszego Papieża. Przypominać sobie trudne chwile Jego konania.
Jak zawsze przy takich okazjach, będziemy snuć dywagacje na temat daty Jego wyniesienia na ołtarze. A dla mnie  czas umierania Ojca Świętego Jana Pawła II był przede wszystkim lekcją odsłaniającą tajemnicę Krzyża. Lekcją nie do przecenienia w obronie przed tymi, którzy pragną nam wmówić, że eutanazja to krok ku dobrej śmierci.
Nie współczesny „zastrzyk z fenolu” w majestacie prawa  potrzebny jest człowiekowi, lecz troska  o godne przechodzenie ku zmartwychwstaniu.  Opieka lekarzy, miłość najbliższych, modlitwa współbraci w wierze. Tylko tyle i aż tyle.
Bo miarą postępu cywilizacyjnego nie jest odkrywanie i zdobywanie kosmosu, lecz stosunek do drugiego człowieka.
Żaden to postęp, jeśli choremu człowiekowi, samotnemu starcowi mamy do zaofiarowania jedynie kroplówkę z trucizną. To raczej cofanie się do złowrogiego czasu bunkra głodowego o. Maksymiliana Kolbe czy komory gazowej Edyty Stein.

„Będą patrzeć na Tego, którego przybili” (J19,37): na drzewie Krzyża wypełnia się Ewangelia życia”.
Ta Ewangelia płynąca z Krzyża nie jest jednak tylko dla chrześcijan.
„...jest dla wszystkich. /.../ Choć czerpie swe niezwykłe światło i moc z wiary, należy do każdego ludzkiego sumienia, które dąży do prawdy i któremu nie są obojętne losy ludzkości.
/.../ Nie można bowiem budować wspólnego dobra, jeśli się nie uznaje i nie chroni prawa do życia, na którym się opierają i z którego wynikają wszystkie inne niezbywalne prawa człowieka” - napisał w encyklice  Ewangelium vitae” Jan Paweł II.
Pamiętajmy o tym, kiedy znowu do oczu napłyną nam łzy wzruszenia i wróci tęsknota za naszym Papieżem.
Krzyż jest wpisany w nasze życie. Świat mami możliwością ucieczki od niego. Ale od krzyża nie da się uciec. „W krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie, w krzyżu miłości nauka, kto krzyż odgadnie, ten nie upadnie  w boleści sercu zadanej”.




wtorek, 16 marca 2010

„Biedny, smutny kraj, który busolę stracił...”


Zwykle zanim zaczynam czytać w Internecie to, co mnie interesuje, przebiegam po tytułach głównych dzienników.
I każdego ranka niezmiennie  stwierdzam; szczęśliwy to kraj, w którym dziennikarze spierają się jedynie o to, kto kogo straszy i nikt nie ma wątpliwości, że wszelkie informacje o deficycie budżetowym, letargu gospodarczym czy rosnącym bezrobociu to tylko piarowskie straszenie wyborców.
Sądząc po doniesieniach z pierwszych stron,  cały kraj ma w nosie dziurę budżetową, nakaz zwrotu do budżetu unijnego 92 mln euro, uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu, wyrolowanie Polski z wpływu na politykę zagraniczną UE, przegrane procesy w Strasburgu, ingerujące w polskie prawo itp. bzdety.

Czym Polska żyje? Może rosnącymi wydatkami na wojskowe misje, a może entym planem uzdrowienia przez dzielną Ewę Kopacz służby zdrowia? Może ktokolwiek analizuje teraz przyczyny śmierci z wychłodzenia  ponad 300 Polaków, niekoniecznie tylko bezdomnych?  Może RPO wytoczy proces urzędnikom opieki społecznej?

Co to,  to nie ! Polska to szczęśliwy i wolny kraj, a demokracja kwitnie i wszyscy wiedzą, że najważniejsze są teraz prawybory w PO.
No może przesadzam. Równie ważne jest, że polski MSZ zapewnia Polaków, iż na pewno wyśle do Moskwy zawiadomienie o udziale Prezydenta Najjaśniejszej w uroczystościach na grobach pomordowanych w Katyniu. Oby zdążył, bo z pocztą różnie bywa...

Może nie powinnam być  małostkowa  i w tak ważnej dla Polski i Polaków chwili wyborczych debat,  pastwić się nad „Rzeczpospolitą”, która od kilku dni na swojej stronie próbuje nas przekonać, że za Katyń nie odpowiadają Rosjanie, więc ich prezydent czy premier nie musi przepraszać.  Idąc tym tokiem rozumowania, teraz Kwaśniewski powinien nas przeprosić za to, że przepraszał w Jedwabnem w imieniu narodu. Proponuję też, by było sprawiedliwie, wykreślić z wszystkich podręczników, słowników, encyklopedii słowo „Niemcy” i przeprosić ich, że obarczamy ten naród zbrodniami II wojny światowej. Tym sposobem okaże się też, że kanclerz Willy Brandt wcale nie musiał klękać przed Pomnikiem Ofiar Getta Warszawskiego.
Mogłabym jeszcze tak długo, ale po co, kiedy znamy to już na pamięć; historia nie jest od faktów, historia ma służyć politykom.

Wróćmy więc do najważniejszego tematu. A jest czym się martwić. Radek Sikorski nie będzie debatował, jeśli nie będzie TV u jego boku. I słusznie! Popieram. Po co sobie język po próżnicy tępić?
Póki co, jest i inny ważny problem. Polacy muszą rozstrzygnąć w najbliższych dniach czy Donald Tusk znał pielęgniarkę Ewę, czy też kłamał, bo, że Jarosław Kaczyński kłamał, to nie podlega dyskusji. Tak przynajmniej jasno wynika z filmu Sekielskiego.

Mówicie, że to żadne zmartwienia, że najgorsze nas czeka i obudzimy się z palcem w nocniku?
Ależ my już uczestniczymy w mieszaniu politycznych fekaliów!

Degrengolada, głupota i cynizm na nasze życzenie? A czy ktoś pyta przeciętnego Polaka, jakie ma życzenia? Najważniejsze są przecież emocjonujące opowieści.

Bo to się, kochani moi, odbywa jak w dramacie Romana Brandstaettera  „Król i aktor”.

Dwóch cwaniaków golibrodów z Francji robi karierę w Polsce  za króla Stasia. Jeden zostaje starostą piaseczyńskim, bywa na królewskim dworze i próbuje wcielać w życie szczytne patriotyczne hasła budując Teatr Narodowy, do którego nikt nie chce chodzić. Drugi – z paryskiego  golibrody przedzierzga się w antreprenera Teatru Narodowego. Widząc rychłe bankructwo próbuje wymknąć się chyłkiem z Polski z gażami aktorów. Niestety, nie docenia starosty, ten też chce zarobić. Zatrzymuje Bizestiego i podstępem wymusza na nim podział łupu.

Taka oświeceniowa afera, tyle że nie hazardowa a teatralna i to pod nosem króla.
Dlaczego o niej opowiadam?
Literatura piękna kryje wiele znaczeń, a czasem bywa nieśmiertelna.
Nie będę się tłumaczyć z brzydkich skojarzeń, ale też nie będę udawać, że ich nie mam i że niżej przytoczonego fragmentu nie uważam za najtrafniejszy komentarz do obecnej sytuacji politycznej, społecznej i gospodarczej Polski. I pomyśleć, że napisał go w 1951 r. nie politolog czy  ekonomista, ale poeta. Widać nic się nie zmieniło od tamtego czasu poza głównymi aktorami, którzy dziś z balwierzy przekształcili się w biznesmenów, menadżerów, bankowców i najważniejsze; tzw. POLITYKÓW.

A oto ten intrygujący mnie dialog:
” RYX Bałeś się więzienia? Co?
BIZESTI Nie. Grałem. Mości starosto. Wiedziałem przecież, że chodzi tylko o wysokość sumy. (spogląda w lustro i przygładza żabot) Którędy mam wyjść?
RYX (wskazuje ręką na drzwi) Prosto przed siebie. Głównymi drzwiami. Tak jak przyszedłeś.
BIZESTI (niespokojnie) Przecież tam aktorzy czekają.
RYX Grałem mości antreprenerze. Tam nie ma nikogo.
BIZESTI (szeptem)Toście mnie podeszli?
RYX (ujmuje Bizestiego pod ramię) Nie smuć się. Takie jest życie. My ich, ty mnie, a na końcu ja ciebie. Chodź. (prowadzi go do okna) Spójrz. Krakowskie Przedmieście: Tam Nowy Świat. A tam Zamek Królewski i ich kolumna. Bobkowe liście ich dawnej sławy. Słyszysz  łoskot karoc i kariolek, pędzących po bruku? Jadą na Zamek, na bal do króla. Widzisz to szare, popielate niebo nad Warszawą? Biedny, smutny kraj, który busolę stracił. Idzie nieuchronnie na dno, na zatracenie, w otchłań. Nic go nie uratuje. Więc strzyżemy – strzyżemy – strzyżemy.
BIZESTI A gdy czupryn do strzyżenia nie starczy?
RYX Tu czupryn już dawno nie ma , mój zacny Bizesti.
BIZESTI Więc co wy strzyżecie, starosto?
RYX (smutnie) Już tylko peruki, mój drogi. Już tylko peruki”


Cytat: Roman Brandstaetter, Powrót syna marnotrawnego i inne dramaty, Poznań 1979

środa, 10 marca 2010

Krajobraz po ukraińskiej burzy


Wracam do tematu, bo winna jestem to wszystkim komentującym pod  notką
Nie licząc moich, znalazło się tam blisko 60 komentarzy różnej treści. Nie było jednak w większości z nich agresji ani żądzy zemsty. Raczej bolesne wspomnienia  i potrzeba rozliczenia się w prawdzie z tragiczną przeszłością. Żal do decydentów, że tego do tej pory nie zrobili.

Stało się jednak ostatnio coś, czego chyba politycy do końca nie przewidzieli.
Klęska wyborcza Wiktora Juszczenko i Julii  Tymoszenko paradoksalnie wyprostowała krzywe zwierciadło historii na usługach polityków.
Skandal z odznaczeniem Bandery pozwolił też wrócić do  nadania  tytułu Bohatera Ukrainy  Szuchewiczowi w 2007 r. Wtedy nie było ani rezolucji, ani protestu prezydenta czy premiera.

Wtedy prawdę poświęcono dla polityki.

Dlatego nie tyle sama zapowiedź anulowania tych odznaczeń przez nowego prezydenta Ukrainy jest tu ciekawa, ile nagłe odzyskanie wzroku i słuchu przez polityków.

Wreszcie można powiedzieć, że jest to skandal i uzyskać poparcie nawet w  rezolucji Europarlamentu.
Nagłe przejrzenie na oczy czy zmiana kierunku wiatru i kto ten wiatr sieje? Czy długo będzie tak wiał?
Gdybym źle życzyła Ukrainie i Ukraińcom, to powiedziałabym, że jak zawsze, kiedy już, już na nienawiści do Lachów mieli samoistnu Ukrainu na wyciągnięcie ręki.
Nie życzę jednak Ukrainie źle i wierzę, że nawet Ukraińcy wschodniej Ukrainy nie pragną powrotu do ZSRR- bis.  Rosji wystarczy zabezpieczenie swoich militarnych i gospodarczych interesów, a Ukraina dojrzeje do swej upragnionej wolności.

Dla nas Polaków pozostaje, mimo wszystko, niepokój. Jaka teraz po wyborze prorosyjskiego prezydenta Ukrainy będzie unijna, w tym polska, polityka wschodnia?

Czasem trzeba oddalić się od  świata, który się opisuje, by dostrzec to, czego nie widać z bliska.
Jak widzą ową politykę nasi rodacy zza oceanu?
Po publikacji mojej notki na głównej stronie onetu otrzymałam list od redaktora tygodnika Polonii kanadyjskiej  „Życie” www.zycie.ca  - Wojciecha M. Wojnarowicza
Jeśli do tej pory o tym w swoim blogu nie napisałam, mimo mojej radości, to tylko dlatego, że tak wiele się dzieje, że przestaję panować nad swoim zmywakiem.
Myślę, że warto  na chwilę oderwać się od własnych myśli i przeczytać, co inni mają do powiedzenia.
„Można odnieść wrażenie, że polskie ofiary Drugiej Wojny dzielą się na dwie kategorie - takich, o których należy pamiętać, i takich, których potworne, nieludzkie cierpienie wyraźnie naszym elitom nie pasuje. Rzeź Wołynia przykrywano tak długo politycznie poprawnymi eufemizmami, a środowiska kresowe tak długo określano jako politycznie nieodpowiedzialnych oszołomów, że trudno się teraz czepiać Juszczenko. W końcu, jeśli Warszawa głosem rządu i swych elit tematu nie podnosiła, to znaczy, iż można uczynić z Bandery bohatera Ukrainy”. – pisze  Wojciech M.Wojnarowicz w stałej rubryce  tygodnika „Pisane z pamięci” http://www.zycie.ca/category/felietony/wojciech-m-wojnarowicz/

Najchętniej przytoczyłabym każde zdanie z tego felietonu, bo po prostu zgadzam się z poglądami autora. Tylko z  konieczności odsyłam do bezpośredniej lektury  felietonu pod wymownym tytułem „Błękitny Kijów”.
Tu  może tylko jeszcze jakże ważna dla nas i dla Ukraińców pointa:
„Można założyć, iż nowe pokolenia Polaków i Ukraińców odsuną bolesną historię w przestrzeń muzeów i historycznej pamięci. Polska i ukraińska pamięć o Chmielnickim będzie zawsze rozbieżna. I to nie jest problem. Ale kwestia UPA jest inna. Tu konieczna jest konfrontacja ze złem ideologii, nawet jeśli to zło ktoś chce uzasadniać historycznymi krzywdami. I dlatego klęska Juszczenko jest dla nas powodem do optymizmu. Bo oznacza to, że ogromna większość Ukraińców odrzuciła cyniczną grę na nacjonalizmie. Teraz zaś Warszawa musi zacząć rozmawiać z Kijowem nie z pozycji anty-Kremlowskiego adwokata, ale partnera. Oby i Kijów, kontrolowany teraz ze wschodu Ukrainy był do tego nowego rozdania gotowy”. 

Czy tak będzie teraz wyglądała polityka zagraniczna między Polską  a Ukrainą?  Pytanie raczej retoryczne, bo czyż jest  inna droga?


Na szczęście  mama Katarzyna nie jest politykiem i nie musi zmieniać swojego zdania, dopasowywać do krajobrazu po burzy.  Nikogo nie muszę  przekonywać, że nagle to, co wydawało się czarne, było i jest białe, tylko ten, co patrzył, był daltonistą.    
Smutny  w tym wszystkim pozostaje  jednak fakt, że cały ten polityczny cyrk wokół ukraińskich rzeźników spod znaku Bandery odbył się kosztem cierpienia rodzin ofiar ludobójstwa na Wołyniu, Podolu i zachodniej Galicji.  Nie da się tego odrobić ani uchyleniem odznaczenia, ani rezolucją Europarlamentu, ale jest to możliwe, pod warunkiem, że margines politycznych oszołomów  pozostanie marginesem. I oby nie musiała się tym zajmować za nas Rosja. Czego życzę zarówno sobie i moim rodakom jak i Ukraińcom.

poniedziałek, 1 marca 2010

Nowe państwo, nowa nazwa i starzy przyjaciele spod znaku OUN -UPA


„Po co polscy eurodeputowani wprowadzili potępienie b. prezydenta Ukrainy Juszczenki za order dla Bandery do rezolucji PE?”. – pyta redaktor „Gazet Wyborczej”

 Ponieważ red. Marcin Wojciechowski nie wie czemu to służy, to ja, mama Katarzyna, odłożę na chwilę ścierkę, choć przyznam, że mam ochotę nią kogoś mocno pacnąć i wytłumaczę po belfersku dlaczego trzeba było, by eurodeputowani wreszcie zauważyli, że nazizm nie umarł, nazizm żyje, ma się dobrze nie tylko w Niemczech i służy politykom do różnych celów, o których normalnemu zjadaczowi chleba nawet się nie śniło..
Komuś takiemu jak dziennikarzowi nie wypada przypominać genezę OUN –UPA, związków nie tylko z europejskim faszyzmem, ale z nazistowską teorią Doncowa, której ofiarą padło ponad 200 tysięcy istnień ludzkich.

Niedopuszczalną manipulacją jest też próba uogólnienia problemu na cały naród ukraiński.
Oburzeni są  nie Ukraińcy, tylko ukraińscy nacjonaliści. I na szczęście są oni w mniejszości, co pokazały wybory.  

Ponieważ bez cienia refleksji redaktor plecie propagandowe androny przeznaczone dla czytelnika  głęboko upośledzonego, to  może jeden prosty przykład  sprowadzi na ziemię?
Wyobraźmy sobie, że rajcy Berlina czy Bonn postanawiają uczcić orderem Bohatera Niemiec Eichmanna. Czy dla dobra stosunków polsko – niemieckich  „Gazeta Wyborcza” byłaby przeciwna rezolucji potępiającej ten akt? Czy uznałaby argument niemieckich nacjonalistów, że jest to mieszanie się w wewnętrzne sprawy Niemiec? Czy redaktor tej gazety pytałby wówczas o sens rezolucji EP potępiający uhonorowanie mordercy Żydów?


Pytanie raczej retoryczne, podejrzewam, że na obu półkulach, a nie tylko w Europie, zawrzałoby niczym na wulkanie. Petycje listy, rezolucje potępiające tę hańbę „Gazeta Wyborcza” drukowałaby przez miesiąc, a redaktor Marcin Wojciechowski, a może kto inny, miałby tłusty  miesiąc w portfelu. Żona  cieszyłaby się i dzieciska byłyby rade, że tata walczy o słuszną sprawę. A że byłaby słuszna, to nie ulega wątpliwości.
Na tę słuszność zapracowała również  redakcja na Czerskiej. Żadne "Haj hitla" nawet po pijaku nigdy nie uszło jej uwagi. Faszyzm, rasizm, antysemityzm tępiony jest w zarodku. I słusznie!! Tylko dlaczego tak wybiórczo? Dlaczego  „Gazecie Wyborczej” nie przeszkadza nacjonalizm ukraiński, dlaczego nie protestuje przeciwko finansowaniu z pieniędzy polskiego podatnika gazety ukraińskich nacjonalistów w Polsce?
Nie od dziś złośliwi nazywają ”Gazetę Wyborczą”, Gazetą Wybiórczą”.
Pal sześć, jeśli wybiera polityków czy partie, ale kiedy już próbuje mówić nie tylko za Polaków, ale wbrew interesom Polski, to zaczyna to być groźne i nieuchronnie nasuwa się pytanie, kogo redaktorzy GW reprezentują?

Odpowiedź będzie bardziej oczywista, jeśli przypomnimy kilka faktów.
Juszczenko przegrał wybory do fotela prezydenckiego.  Z lewa i z prawa kpiono sobie i kpi się nadal z polityki wschodniej prezydenta, nieco ciszej już mówi się, że podobną politykę prowadził rząd, ale zupełnie przemilczana jest klęska polityki uprawianej na Czerskiej.

Czy była ona tylko prywatną klęską koncepcji rewizjonistycznej  Adama Michnika?
Kiedy miniony rok obfitował w relacje dziennikarskie o trudnej sytuacji społecznej, gospodarczej i politycznej Ukrainy, ciągnącym się gazowym pacie między Ukrainą a Rosją, wszystkie opiniotwórcze media zastanawiały się, czym to się skończy.

19.09.09 r. TVN24 przytacza dramatyczne doniesienia PAP „Boją się, że Rosja podzieli Ukrainę na trzy części”. http://www.tvn24.pl/-1,1620186,0,1,boja-sie--ze-rosja-podzieli-ukraine-na-trzy-czesci,wiadomosc.html
 Zdaniem ekspertów ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony polityka strategiczna Rosji zmierza do protektoratu nad Ukrainą, a może nawet do podziału jej na trzy części „według modelu, który został opublikowany (najprawdopodobniej przez rosyjski wywiad) we włoskim czasopiśmie geopolitycznym "Limes" .
Rozbiór ten miałby wyglądać następująco: południowe i wschodnie obwody Ukrainy zostałyby włączone do Rosji, na centralnej Ukrainie rządziłby marionetkowy rząd, natomiast zachodnia część kraju, jako "główny naruszyciel spokoju" zostałaby całkowicie odizolowana”
.
Niestety, artykuł nie precyzuje, na czym miałaby polegać ta izolacja. A szkoda, bo to byłoby najciekawsze.

Czy będzie to teoria spiskowa, jeśli doniesienia te, choć niejasne, zestawię z innymi?
Dzień wcześniej Adam Michnik gościł w Iwano-Frankowsku (dawny Stanisławów) na Ukrainie z okazji promocji ukraińskiego wydania polskich książek: "W poszukiwaniu wolności" – A. Michnika i "Rozmów z katem" – K. Moczarskiego.
W wywiadzie do „Kuriera Galicyjskiego” redaktor naczelny „GW” zdradził swoje skryte marzenia:
” Marzę byśmy potrafili razem zbudować coś wspólnego. Jeżeli zrobilibyśmy wspólny twór państwowy, coś na kształt Beneluxu – na przykład POLUKR lub UKR-POL, to będziemy państwem z którym będzie musiał się liczyć każdy i na Wschodzie i na Zachodzie – powiedział „Kurierowi Galicyjskiemu” Adam Michnik.
- To jest olbrzymia szansa. Oczywiście ona nie jest na jutro, ona jest na "za jakiś czas", ale ona jest realna. Teraz pytanie: co to pokolenie, które dzisiaj dochodzi do władzy na Ukrainie i w Polsce potrafi z tą szansą uczynić? – dodał”.
Nie mnie dociekać czy to przypadkowa zbieżność  między doniesieniami ukraińskich ekspertów i włoskiej prasy a wywiadem Adama Michnika? Mnie pozostaje jedynie zdziwienie, że nie było żadnej ostrej reakcji ani ukraińskich nacjonalistów, ani władz ukraińskich ani polskiego oburzenia na rozpętywanie rewizjonistycznej burzy.
Ja z tą koncepcją spotkałam się we Frondzie. Wykopał ją też Wykop.

I już prawie o niej zapomniałam, gdyby nie cytowany prze mnie tu na początku artykuł Marcina Wojciechowskiego http://wyborcza.pl/1,75968,7608657,Nie_warto_znow_wyciagac_Bandere.html
A. Michnik w Stanisławowie promował między innymi ukraińskie wydanie: "Wołyń: dwie pamięci" - wybór tekstów z „Gazety Wyborczej”, dokonany przez dziennikarza tejże gazety, Marcina Wojciechowskiego.
I teraz dopiero wszystko staje się jasne. Redaktor Wojciechowski nie krytykuje eurodeputowanych, on żali się, bo diabli wzięli takie piękne państwo, coś na kształt Beneluxu z taką piękną nazwą  POLUKR, które w odpowiednim czasie miałoby powstać dzięki „pojednaniu” między Polakami a Ukraińcami przy pomocy natychmiastowej i jednostronnej zbiorowej amnezji w państwie obojga narodów. Tym razem nie Litwy i Polski tylko Ukrainy (czy tej zachodniej?) i Polski.
Wobec powyższego mamie Katarzynie pozostaje  już tylko dobra rada.
Zanim wyrzucisz do kosza „Gazetę Wybiórczą”,  ubierz rękawiczki, załóż maskę i uważnie przeczytaj. Dowiesz się więcej niż wyczytałeś.
Nie wiem tylko, co potem zrobić ze stojącymi ze zdziwienia i strachu włosami. Ale jak przyjdą łysi spod znaku Bandery i ten problem zniknie. Będziemy mieli nowe państwo, nową nazwę i starych „przyjaciół” pod warunkiem, że nie będą tego więcej psuli europosłowie.

wtorek, 23 lutego 2010

„By Polska rosła w siłę a ludzie żyli dostatniej”


Rząd pragnie, by wszystkie dzieci na wsi miały boiska. Rząd zadbał o place zabaw dla maluchów przy szkołach. Teraz rząd zatroszczy się o świetlice.

Kurcze, gdyby nie to, że za komuny  Internetu w Polsce nie było, pomyślałabym, że ktoś przekopiował wiadomości z „Trybuny Ludu” zmieniając jedynie słowo, „partia” na „rząd”. Jak jeszcze przed wyborami będą rozdawać niczym  1 Maja kiełbaski z ciężarówek, to poczuję się jak za dawnych dobrych lat; pensje na chleb i wódkę, a o resztę dbał  I sekretarz.
Potem już nawet  pensja stawała się zbędna, bo kwitł handel kartkami, bonami, a nawet wymienny; ty pół litra, a ja ci masło, ty mi buty, a ja ci pieluchy, ty mi talon na malucha a ja miejsce w kolejce po pralkę. I tak to żyło się szczęśliwie i dostatnio, ale krótko, bo octu już wymieniać nikt nie chciał.
Teraz też, wygląda na to, mamy okres nie tylko cudów, ale i dostatniej szczęśliwości na sielskiej, anielskiej wsi. Czy równie krótko będzie trwał jak za  Gierka?
Niestety, wszystko wskazuje na to, że jedynie do czasu kolejnych wyborów. Nie musimy jednak martwić się zbytnio, bo czego jak czego, ale wyborów to my mamy pod dostatkiem, tego nam nie żałują, udając demokrację za nasze pieniądze.

Gorzej, że za nasze pieniądze decydują o tym, co nie należy do ich obowiązków. Nadgorliwcy znaleźli się, psia krew. Tylko dlaczego z państwowej a nie partyjnej kasy?

Do tej pory sądziłam, że takie pomysły przedwyborcze ma tylko mój wójt. Trzecią kadencję ciągnie chodnik przez moją wieś. Wygląda na to, że będzie i czwarta, piąta... bo doszedł tylko do połowy wioski.
Odkąd miłościwie nam panuje PO z PSL jest szansa, że na chodnik poczekamy, ale będziemy mieli : boisko, plac zabaw i świetlicę. A ja tylko tak mimochodem zapytam, bo czy warto zniechęcać do dawania prezentów?

Czemu rząd wyręcza mój  samorząd i decyduje, co powinno się w gminie budować?

Jeśli już koniecznie chce na siłę uszczęśliwiać, to może dokończyłby chodnik w mojej wsi?
Nie wiem też czy wypada, ale zadam i inne pytanie.

Skąd rząd bierze pieniądze na takie inwestycje? Czy one nie powinny znaleźć się w budżecie gminy? Jeśli nie, to po co nam samorządy?

 Ja rozumiem intencje i nawet się cieszę. Wreszcie ktoś dba o wieś i nie tylko likwidując olimpiady (koła zainteresowań dawno już uznano za zbędny luksus) wyrównuje szanse między miastowymi a wieśniakami, ale myśli o cywilizacyjnym postępie  między strzechami. Co tam obiecany Internet na wsi, dzieciskom  znudził się i chętnie pokopaliby piłkę, pozjeżdżali z rynny do piaskownicy czy pograli w tysiąca w wiejskiej świetlicy. A i dorośli będą mogli sobie wpisać do wyborczych ulotek osiągnięcia na miarę XXI wieku....jeśli, oczywiście, głośno (i po cichu też) zachęcą do wdzięczności w głosowaniu.

Jak jeszcze z okazji otwarcia takiego obiektu radni będą się kłócić, kogo zaprosić; premiera czy prezydenta, a miejscowe media poinformują, że połowice skłóconych wodzów zniszczyły sobie trzewiczki na świeżo pomalowanej trawie podczas przecinania wstążek w kolorach PO i  PSL, to naprawdę poczuję się o przeszło 20 lat młodsza.
Wtedy też brakowało w szkołach pieniędzy na papier toaletowy czy kredę. O pomocach dydaktycznych poza tablicą anatomiczną tasiemca mowy być nie mogło nie tylko ze względów ideologicznych, ale jak Warszawa miała  do gminy zjechać, obowiązkowo był chleb, sól, kiełbaski dla ludu (piwo we własnym zakresie) i na zielono pomalowana trawa. Krawężniki z pewnością też byłyby pięknie na biało malowane, ale, niestety, na wsiach takich fanaberii jak chodniki nie przewidywano.

Martwię się tylko, że wkrótce zabraknie pomysłów na  przedwyborcze obietnice. Bo co może jeszcze rząd obiecać na wsi? Skocznię narciarską, górę na miarę Gubałówki, sztuczne lodowisko i kryty basen?
Prawdę powiedziawszy wcale bym się tymi obietnicami nie zdziwiła, jeśli nawet naród ich nie kupi, to zawsze mój wójt będzie mógł poszukać winnych w rządzie za niezrealizowane inwestycje. Przecież on jak za komuny poza  obowiązkiem zabezpieczenia chleba, soli i malowanej trawy o niczym nie będzie już decydował i za nic odpowiadał.

Nie wykluczone też, że z przedwyborczych obietnic zostanie zrealizowana jedynie  karczma z Jankielem, ale akurat ona ze względu na gorące spory polityczne i agitację partyjnych emisariuszy zawsze będzie dochodowa. Czy uda się zorganizować zajazdy na wrogą partię? A to już zależy czy znajdzie się w okolicy Gerwazy i  Horeszko.

I tylko jednego nie potrafię sobie wytłumaczyć. Jak to jest z tym polskim budżetem; niby kryzys, nie ma na inwestycje, drogi, szpitale. Nie ma na rozładowanie tłoku w klasach, koła zainteresowań, olimpiady, sale gimnastyczne tak, by rzeczywiście mogły odbywać się wszystkie lekcje wychowania fizycznego,  prysznice po fizycznym wysiłku, dożywianie itp itd, a rząd ma pieniądze na coś, co z powodzeniem może  wykonać samorząd, gdyby zgodnie z kompetencjami dzielony był budżet?!

I właściwie tu powinnam postawić kropkę, bo o czym tu jeszcze można myśleć?

Przecież nikt mi nie odpowie na najprostsze pod słońcem w praworządnym kraju pytanie:

Czy ktoś w mojej Ojczyźnie kontroluje wydatki rządu? Czy  sprawdza, które z nich powinny być wliczone do kosztów kampanii wyborczej i potrącone z kasy partyjnej?

Nie mam nic przeciwko boiskom, placom zabaw czy świetlicom ale mam chyba prawo jako podatnik i mieszkaniec wsi do współdecydowania z mieszkańcami, a nie rządem, na co powinniśmy wydać pieniądze.  No chyba że to jest taka inteligentna gra, pod wpływem której w końcu PO I PSL przekona mnie do wyboru między anarchistami a   Unią Polityki Realnej, bo po co mi takie państwo, które nie wywiązuje się ze swoich obowiązków, a wp...a się w moje kompetencje?

Ps.
To do samorządów, w których są już place zabaw, świetlice i boiska.
I po co było się tak śpieszyć?! Nie warto było poczekać do wyborów? Tusk by wam wybudował... i jeszcze przyjechał, odwiedził... ludzki z niego człowiek... tak za darmo.

wtorek, 16 lutego 2010

Co powiemy ks. Jerzemu 6 czerwca?


Przez całe moje życie kazano mi wierzyć, tak – wierzyć, a nie poznawać, w nieomylne prawdy historyczne, społeczne, polityczne. Kiedy się buntowałam, mówiono mi, że „wolność jest zrozumieniem konieczności”.

Konieczna była cenzura, białe plamy w historii Polski i świata, konieczne były wyroki na kułakach i wrogach ludu, konieczny był mur w Berlinie i paszport tylko na demoludy, konieczna była Armia Czerwona w Polsce. Wszystko było koniecznością taką samą jak kuchnie bez okien, szare, ponure blokowiska, tajniacy na każdej imprezie, uroczystości kościelnej,  wycieczce, wczasach, konieczne były czołgi i śmierć „chuliganów” na ulicach Poznania, Gdańska.... Wszystko było konieczne.
Konieczne było milczenie o równaniu granicy na północy i wschodzie kraju, konieczne było zawłaszczenie przez Stalina Lwowa. Same konieczności. Kto ich nie pojął, miał nie tylko problemy on, ale i jego rodzina.

A jeśli mimo to szukał prawdy, a krąg szukających dzięki niemu powiększał się, mógł okazać się wrogiem konieczności do tego stopnia, że tracił życie.
A potem byli tacy, którzy kwitowali to jednym zdaniem, w którym zamykała się wszelka konieczność; A po co pchał się głupi do polityki!

Dziś jest inaczej, dziś nikt mi już nie mówi, że coś jest koniecznością. Dziś wszystko jest demokracją, wolnością i mam wybór. Jaki ten wybór jest? Wciąż ten sam; między PRAWDĄ a POLITYKĄ.

Myślę tak o tym i nie mogę się nadziwić, że nie tylko nie zdelegalizowano PZPR, nie zabroniono komunistom zrzeszania się pod inną pokrywką z wciąż tą samą zupą w garnku, ale dziwię się przede wszystkim temu, że dziś wolno im domagać się ukarania winnych emisji filmu o Jaruzelskim.
Nie mogę się nadziwić i pytam; Za co ginęły dzieci Lwowa, Warszawy, polscy oficerowie w Katyniu, za co zginął generał Emil Fieldorf,  Witold Pilecki, Danuta Siedzikówna, ppor. St.  Kuchcewicz,  żołnierze AK, Armii Andersa, Dywizji generała Maczka, Narodowych Sił Zbrojnych?
Dlaczego oddało swe życie  tysiące wywiezionych na Syberię i do Kazachstanu, pracujących w gułagach, zamęczonych w obozach koncentracyjnych, rozstrzelanych w enkawudowskich, gestapowskich i peerelowskich więzieniach, pomordowanych siekierami i spalonych na Kresach przez ukraińskich nazistów?
Jaki sens miała ich ofiara, skoro nad grobem w Katyniu stanie potomek ich morderców, a Bandera został bohaterem narodowym zaprzyjaźnionego państwa?
Jaki sens miała męczeńska śmierć ks. Jerzego, jeśli dziś zdrajcę ojczyzny broni prawo, a dla wielu ojczyna nie ma nawet dachu nad głową?
Jaki sens miały nasze solidarnościowe hasła, modlitwy za Ojczyznę, łzy i uniesienia przy każdej wizycie Jana Pawła II, kiedy polski Parlament, prezydent i rząd nie troszczą się o suwerenność Ojczyzny, nie dbają o jej obywateli, pozwalają na to, byśmy wciąż byli jedynie rynkiem zbytu dla zachodniej tandety?
Jaki sens miała nasza walka o godność człowieka pracującego, skoro  związki nie bronią godziwej zapłaty, kiedy nie ma na lekarstwa i szkoły?

Zastanawiam się; z czym my pójdziemy na Plac Marszałka Józefa Piłsudskiego 6 czerwca, co my powiemy ks. Jerzemu?
Wzruszymy się, zaśpiewamy „ Ojczyzno ma...” i wrócimy do swojej beznadziei, kłamstw i życia na kredyt?

wtorek, 9 lutego 2010

Jak długo nad Auschwitz - Birkenau zamiast modlitwy będzie unosić się propaganda?


Właściwie to już wszystko zrobiono; zrehabilitowano, odznaczono, uczczono. Nawet okolicznościowy album IPN wydał. I wszystko byłoby po Bożemu. Nikt nie zarzuci, że Witold Pilecki nie został zauważony, niedoceniony, nieuhonorowany. Nawet wojnę  o Bulwar Jego imieniem we Wrocławiu stoczono. Ale żeby zaraz monetę wybijać?! A jak się ona przypadkiem znajdzie w ręku młodej osoby z Izraela, gdy będzie chciała kupić sobie w Auschwitz jakąś pamiątkę, to co? Jak opowiedzieć jej, kim był  Pilecki?

Ot, zgryzota. I ja ją nawet rozumiem i współczuję ;((
Tyle pracy na darmo? Wszystkim było już wiadomo, że II wojna światowa wybuchła tylko po to, by rozwiązać problem żydowski. Czasem tylko w III Rzeszy urzędnikom myliły się naszywki i niektórym Żydom, zwłaszcza na początku organizowania „wolnej przestrzeni życiowej dla Niemców” przylepiano literkę „P”. Szybko jednak błąd naprawiono i ... wszyscy już wiedzą, że jeśli ginęli na ten przykład Polacy czy Cyganie to oni też byli Żydami. (Nie wierzycie? Przeczytajcie sobie komentarze w onecie pod artykułami dotyczącymi obchodów rocznicowych w Auschwitz).
Ech, tyle pieniędzy na tę edukację wydano, tyle zachodu, by utrzymać padające czasopisma, bo ludziska mają dość propagandy na temat antysemityzmu wyssanego z mlekiem matki i nikt już nie chce je kupować, nawet jeśli mają w stopce przymiotnik „katolicki”.

A tu patrzcie! Wyskoczył jakiś tam Michał Tyrpa ze swoją Fundacją „Paradis Judaeorum”.
Od dwóch lat z uporem maniaka nie pozwala zamknąć wstydliwego dla syjonistów żydowskich i bandziorów z UB  pod przewodnictwem NKWD i  PZPR (Czy odwrotnie? Sama już nie wiem) tematu.
Nie dość, że prowokuje samą nazwą Fundacji, bo niby co? Niby Polska to raj dla Żydów.? Bezczelne antysemickie kłamstwa!
Wszystkich dokumentów    historii Polski nie da się co prawda  zamknąć w sejfie, a żal, ale z tym rajem to już naprawdę przesada.  
Z  św. Maksymiliana Kolbego nie bardzo dało się zrobić antysemitę, bo uparł się i oddał życie dobrowolnie w Auschwitz, choć nie był Żydem.  Edyta Stein -  św. Teresa Benedykta od Krzyża też   poszła razem ze swoją siostrą  i innymi katolikami pochodzenia żydowskiego do gazu, by „cierpieć za swój lud” naśladując we wszystkim Chrystusa. Nie pomogły protesty i szukanie dziury w całym. Niby taki przyjacielski ten Jan Paweł II wobec Żydów, a nie ustąpił i  z Żydówki świętą zrobił. Z tym też już sobie poradziliśmy. Wydajemy pisma Edyty Stein i zapominamy dodać św. przed jej imieniem. Maleńka korekta a cieszy. A 8 sierpnia, rocznica  śmierci św. Edyty Stein, jako dzień modlitw za ofiary Holokaustu wciąż wypada nam z pamięci.

Najłatwiej to nam poszło z enkawudzistami żydowskimi, nikogo przepraszać nie musieliśmy jeszcze nas  przeproszono. Gorzej  wyszło z książką Grossa. Histerii antysemickiej nie udało się już na nowo rozpętać i trochę pieniędzy na chybioną kampanię zmarnowało się. A wszystko przez tego wrednego o. Tadeusza Rydzyka i profesora Jerzego Roberta  Nowaka.  Jednemu nawet  kontrole Urzędu Skarbowego nie zamknęły ust. Drugiemu sale zamykaliśmy, wykłady odwoływaliśmy, a on nic tylko swoje; Gross kłamie i już.

Jakoś te kłopoty same wciąż się mnożą  i trudno z ich rozwiązywaniem nadążyć. Bo na ten przykład, co zrobić w internecie z „Raportem”  Witolda Pileckiego i to, jakby tego mało było, również w wersji angielskiej? Jakieś wystawy urządzają w Europarlamencie i sesje naukowe! Ledwo dało się odwrócić uwagę  od pomysłu Fundacji ustanowienia,  by polski bohater, rotmistrz Witold Pilecki został patronem Międzynarodowego Dnia Bohaterów Walki z Totalitaryzmem.

Co to to nie! Wystarczy, że wygłupił się nieodpowiedzialnie prof. R.D. Foot i zaliczył Witolda Pileckiego do sześciu najodważniejszych ludzi II wojny światowej.

W samą porę przyszły wybory i parlamentarzystom Rotmistrz przestał być potrzebny,

Bieda jednak tylko przycupnęła, maluczko znowu się obudzi, bo wybory prezydenckie za pasem i z pewnością akcja we Wrocławiu nie pójdzie na marne.

A do tego jeszcze,  wredny Michał Tyrpa. Nie tylko już od grudnia trąbił na wszystkie strony świata, że NBP zamierza wydać okolicznościową monetę upamiętniającą wyzwolenie Auschwitz – Birkenau z podobizną rotmistrza Witolda Pileckiego, ale jeszcze przekablował  do ministra kultury i dziedzictwa narodowego na   Piotra Cywińskiego żądając jego dymisji ze stanowiska dyrektora Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau za sprzeciw wobec projektu Narodowego Banku Polskiego i nieudolne wypełnianie obowiązków.

To jeszcze nic, ale ten Prezes Fundacji to ma chyba jakieś wejścia do agencji informacyjnych, których my, o zgrozo, zlokalizować nie umiemy i wiadomość ta przedostała się do gazet.

Jak się jednak zaangażuje właściwe siły to i taki kłopot może być rozwiązany.

Nie wierzycie?  Sami sprawdźcie. Wczoraj było tak w Dzienniku Zachodnim:

Oświęcim: Dymisja za rotmistrza Pileckiego?


 A dziś jest tak:

Oświęcim: Broniąc rotmistrza, atakują dyrektora


Nie wiadomo jeszcze tylko, jak przekonać do likwidacji tych  nieodpowiedzialnych komentarzy, ale i to się da zrobić, w końcu komuś się pisanie głupich tekstów znudzi, no nie?
________________________________
Ps
Co do pointy notki jestem   przekonana, że na pewno da się zrobić, skoro  redaktor musiał zmienić tytuł, to i admin gazety internetowej też będzie musiał.
Dlatego,  tak na wszelki wypadek, nie tylko skopiowałam obie wiadomości i służę nimi, gdyby linki nagle przestały działać, bo admin musiał, ale i zamieszczam tu swój komentarz, który pod obiema wersjami umieściłam. Też na wszelki wypadek ;))

Oto on, dla wygody czytania sformatowany już tu w blogu:

09.02.10, 13:03:10
Pozostaje mi wkleić komentarz, który napisałam tu:


Z niepokojem obserwuję zawłaszczanie historii przez polityków. Pół biedy jeśli to dotyczy zwycięstwa np. pod Wiedniem, ale jeśli związane jest z tragedią, której uczestnicy jeszcze żyją?
Tak dzieje się w przypadku Auschwitz- Birkenau.
Skandaliczne izolowanie zwiedzającej młodzieży z Izraela od współczesnej Polski. Prowokacja związana z kradzieżą napisu nad bramą obozu. Organizowanie obchodów wyzwolenia więźniów obozu jako rocznicy tylko żydowskiej. Skandaliczne publikacje w gazetach izraelskich na temat Polaków, którzy byli podobno gorsi w Auschwitz niż Niemcy itd, itp.

Europa z  syndromem winy poradziła sobie. Lista oficjalnych gości na obchodach wyraźnie na to wskazuje. Współczucie się wyczerpało, jak powiedział onegdaj Żyd światowej sławy skrzypek Menuhin.
I tylko w Polsce są gorliwcy, którzy gotowi są służyć zakłamywaniu historii nawet wbrew oczywistym faktom. Dlatego nie wierzę ani jednemu słowu Jarosława Mensfelta.

Jeśli to jednak nieprawda, to kaliber postawionych zarzutów przez Fundację Paradis Judaeorum jest tak duży, że wymaga nie tylko odezwania się rzecznika, ale złożenia wyjaśnień przez samego dyrektora i reakcji ministerstwa

Tego skandalu nie da się wyrzucić za bramę obozu. Rozumiem, że Witold Pilecki i Jego raport może denerwować tych, którzy zawłaszczają sobie dla polityki, opartej o Holokaust, historii, ale sprzeciwianie się monecie, która ma upamiętnić bohaterstwo Rotmistrza jest już zbrodnią na Jego pamięci i na pamięci wszystkich pomordowanych:

„Łącznie nie zarejestrowanych i zarejestrowanych zginęło w przybliżeniu - 960 000 Żydów (...), około 70-75 000 ( 74 000) Polaków (...), 21 000 Cyganów (...), 15 000 radzieckich jeńców wojennych (...), 10-15 000 (12 000) zarejestrowanych więźniów innych narodowości (m.in. obywateli radzieckich - Białorusinów, Rosjan, Ukraińców, nadto Czechów, Jugosłowian, Francuzów, Niemców, Austriaków) ".
I nie są to dane z antyżydowskiej strony. To są liczby z


Nie w tym rzecz jednak, to nie licytacja. W obozie Niemcy zabijali ludzi. Czy tylko Żydzi są ludźmi?

Raport W. Pileckiego ujawnia niewygodną prawdę, że świat wiedział o obozie i nie zrobił nic, by skrócić cierpienie więźniów do końca wojny. Mało tego, ta wiedza o obozie była w zasięgu wywiadów zachodnich. Można ją było zdobyć i udowodnił to Rotmistrz.

Jak długo jeszcze nad Auschwitz - Birkenau zamiast modlitwy będzie unosić się propaganda? Czy temu ma służyć praca Muzeum i nieodpowiedzialne zachowanie dyrektora tego Muzeum?
Wciąż łudzę się, że Pan Michał Tyrpa i Jego Fundacja, Więźniowie oraz my wszyscy, zbulwersowani i dotknięci tą wiadomością otrzymamy przekonywujące wyjaśnienie nie tylko rzecznika Muzeum, ale również samego jej dyrektora.

niedziela, 7 lutego 2010

Kto popełnił błąd? – III część odcinka specjalnego; powstanie styczniowe


Jak niezniszczalny bumerang wciąż powraca pytanie czy powstanie styczniowe miało sens? Czy było tylko wojenną zawieruchą, nic nie znaczącą dla historii Europy, a wykrwawiającą i wyniszczającą bez potrzeby naród polski?

Michał Bobrzyński jako polityk, konserwatysta nie należał do entuzjastów zrywów zbrojnych Polaków wobec zaborców.
Tym bardziej jego ocena powstania styczniowego jako historyka jest warta uwagi i zatrzymania się na chwilę przed wydaniem ostatecznej odpowiedzi na to wciąż dzielące  Polaków pytanie.
Dziś trzeci i ostatni odcinek specjalny poświęcony powstaniu dotyczy błędów polityki międzynarodowej Anglii, Francji i Austrii, której konsekwencją była mocarstwowa polityka Bismarcka, potęga Prus i I wojna światowa.

Ofiarą tej polityki stał się naród polski. „Dziwić się nie można, że widząc trzy wielkie mocarstwa ujmujące się za jego sprawą, im zaufał, że zaufał poparciu, jakiego powstaniu użyczyła Austria, że zaufał głośnym oświadczeniom ministrów angielskich /.../ Napoleonowi, który stał u szczytu swej potęgi”. – pisze Michał Bobrzyński.

A jednak, mimo tej krytycznej opinii wobec błędów politycznej interwencji mocarstw,  pisarz nie pozostawia nas bez odpowiedzi na pytanie o sens powstania styczniowego i powstań w ogóle.Nie pomija też opisu tego, co działo się po upadku powstania styczniowego na ziemiach polskich w poszczególnych zaborach, a zwłaszcza rosyjskim oraz  na emigracji.

O tym jednak już w kolejnych odcinakach „Dziejów Polski”, w następną niedzielę, bowiem, wracamy  do historycznej opowieści, którą na chwilę przerwaliśmy przeskakując w czasie w związku z styczniową rocznicą.

 Do powstania styczniowego i oceny walki zbrojnej narodu polskiego o odrodzenie Ojczyzny wrócimy więc  jeszcze raz.
Niecierpliwych odsyłam do książki, jeśli będą mieli, podobne jak ja, szczęście i uda im się dotrzeć do wydania w II Rzeczpospolitej trzech tomów „Dziejów Polski’ Michała Bobrzyńskiego.

Nie odważę się tu zacytować w całości opinii Bobrzyńskiego, bo mogę stracić co gorętszych słuchaczy, a szkoda by było. :-)
Początek jednak mogę, czemu nie, może zachęcę tym do czytania?

W III tomie na stronie 270 czytam:
„... że chociaż powstania się nie powiodły i ciężkie sprowadziły na naród cierpienia, to jednak bez nich naród....”
I dalej: „Uwierzyć w tę apologię powstań mógł tylko ten, kto...”

Więcej nie napiszę. :-) Nie ma rady, albo cierpliwie czekać na kolejne odcinki i słuchać, słuchać  www.radiopl.pl albo trzeba sięgnąć do książki i samemu pokłócić się z Michałem Bobrzyńskim.

Ale ja polecam zdecydowanie lekturę przy komputerowych głośnikach i bardzo liczę, że słuchacze Niepoprawnego Radia również.
Już teraz pozdrawiam wszystkich serdecznie. Do usłyszenia wieczorem.

Ps.
Dodam, że cały program niedzielnej audycji będzie, jak zawsze na stronie  www.radiopl.pl
Gorąco polecam wszystkie audycje a nie tylko „Dzieje Polski”

poniedziałek, 1 lutego 2010

Bandera weźmie udział w „Euro 2012”


Pierwsza tura wyborów na Ukrainie jasno pokazała, że  ukraińscy nacjonaliści spod znaku OUN - UPA i Stepana Bandery są w mniejszości. Budowanie samoistnu Ukrainu na upiorach rezunów nie chwyciło. I nie mogło chwycić, bo Ukraińcy też byli w wielu wypadkach ofiarami noży, siekier i ognia banderowców.

Problem jednak nie skończył się, a właściwie dopiero się zaczął. Pokłosie wschodniej koncepcji politycznej, co do której zgoda panowała między L. Kaczyńskim, D.Tuskiem i R. Sikorskim, a entuzjastycznie wspierała ją „Gazeta Wyborcza”, będzie teraz  drapać po bezrozumnych mózgownicach, ku wielkiej radości Moskwy, jeszcze bardzo długo. W euforii z tego powodu są też  naszego chowu komuniści z SLD.
Bez prowokacji, bez wojny, będzie Rosja miała Ukrainę dla swoich celów. Nasi „mistrzowie” od polityki wschodniej podali ją na tacy.  Pełne uznanie dla ich szachowych umiejętności.;((

O prawdziwych problemach Ukrainy dowiadywali się tylko dociekliwi z czasopism, do których ani przeciętny Polak, ani Ukrainiec nie zagląda. Nam zafundowano spektakl na grobach pomordowanych.
Szkoda, że odbywa się on kosztem pojednania zwykłych obywateli; Polaków i Ukraińców.

Bo nam cynicznego teatru nie trzeba było,  brakowało tylko  paru istotnych działań i gestów, bez których  nie da się niczego zbudować. Miało być pojednanie; wspólna praca historyków, potępienie sprawców, słowo - przepraszam.  A mistrzostwa w piłce nożnej, tak jak pomarańczowa rewolucja, miały nas połączyć.
Zamiast tego będziemy mieli protesty i  dopóki nowy prezydent w imię sprawiedliwości dziejowej aktu Juszczenki nie uchyli, będą się nasilały. Jeśli tego  nie zrobi, to na pewno z premedytacją wykorzysta go do swojej kampanii wyborczej, a polaryzację opinii samych Ukraińców skrzętnie będzie podgrzewał niejeden raz. W Polsce będzie działo się to samo. Moskwa na pewno już się o to postara.

Nie trzeba być politologiem, by wiedzieć, że taka polityka była prezentem dla Putina. Rosja doskonale wiedziała, jak bolesnym problemem jest nierozliczenie rzezi na  Kresach II Rzeczpospolitej. Trzeba być kompletnym …. (nie ma tu odpowiedniego słowa), by budować relacje z Ukrainą na  przemilczaniu i akceptowaniu  odradzającego się rewizjonizmu ukraińskich nacjonalistów, których czepił się desperacko Juszczenko jak niegdyś Chmielnicki zaporoskich kozaków. Jak można było Ukraińcom proponować haniebną historię jako wzór dla budowy narodowej tożsamości?! Komu w ogóle ten pomysł zaświtał w głowie?

Jeśli do tego dodamy,  brak jednoznacznej reakcji na odznaczenie Romana Szuchewycza w 2007 r. tytułem Bohatera Ukrainy, cyniczne wykorzystanie 65 rocznicy  rzezi na Wołyniu do kampanii wyborczej do Europarlamentu przez PSL i akcję rozpędzania spotkań, sympozjów za przyzwoleniem, między innymi, Schetyny i poparciem ukraińskich posłów, milczenie prezydenta, premiera i MSZ wobec podpisania aktu odznaczenia  Bandery, nieodpowiedzialne wypowiedzi niektórych hierarchów kościelnych, honoris causa KUL dla Juszczenki, to nie prędko temat i problem zniknie. Jeszcze tylko brakuje nam beatyfikacji biskupa Szeptyckiego i rowy między Polską a Ukrainą będą nie do zakopania.

Dziś Kresowiaków postawiono pod ścianą.
Nie pozostawiono im żadnego wyboru. Jeśli nie zaprotestują, jeśli nie pokażą światu, że nie godzą się na to, by mordercy ogłaszani byli bohaterami narodowymi, to już nigdy  nikt nie dowie się o polskiej, ormiańskiej i żydowskiej tragedii. Zginęło 260 tys. obywateli polskich, zniszczono polską kulturę, jej zabytki, a kolejny bandyta  staje się bohaterem Ukrainy za przyzwoleniem Polaków?!
Europa musi się o tym wreszcie dowiedzieć dla dobra jej obywateli, którzy chyba nie bardzo  zdają sobie sprawę, że Bandery, OUN, UPA nie da się oddzielić od faszyzmu i nazizmu europejskiego. Oprócz  Mussoliniego i Hitlera był Dymytr Doncow, Stepan Bandera, Roman Szuchewycz, Galizien –SS i wykonawcy bestialskich, sadystycznych mordów, przy których gazowanie wydaje się litościwą śmiercią, jeśli w ogóle o litości może tu być mowa. Banderowcy prześcignęli swoich   niemieckich nauczycieli. Ostatnio pojawiła się nawet nikła szansa, że Europa wreszcie dowie się,  bo na odznaczenie Bandery zaprotestowali wreszcie Żydzi.
Lepszej okazji do protestu, który zostanie usłyszany, jak losowanie  grup eliminacyjnych  „Euro 2012” nie będzie. Problem w tym, że protesty te są również na rękę Janukowyczowi  oraz Rosji i wpisują się w kampanię wyborczą na Ukrainie.
Juszczenko  aktem nadania odznaczenia Bohatera Ukrainy St. Banderze faktycznie poparł w drugiej turze wyborów Janukowycza, budząc lęk przed nacjonalistami we wschodniej Ukrainie. Nienawiść do Tymoszenko odebrała mu instynkt samozachowawczy, czy też ktoś mu tę nieobliczalną w skutkach głupotę podsunął?
Nie ma to najmniejszego już znaczenia. Wzajemnych animozji, konfliktów i protestów nie da się uniknąć. 
Czy to wina  Kresowian, czy braku kompletnej odpowiedzialności polityków? Jeśli Kresowianie są wykorzystywani do wielkoruskiej polityki, to na pewno nie ich wina. Im nie pozostawiono wyboru.  

Jest na to jakaś rada? Oczywiście, że jest.
Gdyby to ode mnie zależało, zabroniłabym udziału w tych protestach jakimkolwiek politykom.
Pora by przestali wykorzystywać ludzkie tragedie, wojny i ludobójstwo do marketingu politycznego. Może lepiej niech zajmą się drogami, budową stadionów, likwidacją skutków srogiej zimy, służbą zdrowia? Tyle jest  pracy, nie ma potrzeby, by pojawiali się na demonstracjach. Do demonstrowania swoich opinii mają cały Parlament. Tam ich miejsce.

Pogoniwszy polityków, zaprosiłabym do wspólnych protestów Ukraińców. Zwykłych obywateli, mieszkańców Warmii, Mazur, Ziemi Lubuskiej, Pomorza, Dolnego Śląska … zapytała czy mają odwagę wspólnie zaprotestować przeciwko narzucaniu im bohaterów, którzy dokonują nowego podziału miedzy ludźmi, nie pozwalają ranom zabliźnić się, uczcić krzyżem swoich bliskich na grobach w ziemi ojców  i cieszyć się pokojem.

Życie jest zbyt krótkie i zbyt trudne, by budować je na nienawiści. Przyjaźni nie da się jednak w żaden sposób  pogodzić z ideologią  Dymitra Doncowa. Można ją tylko potępić, odrzucić i prosić Boga, by nigdy już nikt nie zdołał wychować żadnego Bandery ani dziś, ani jutro. Czy możliwe jest by była to wspólna modlitwa; Polaków i Ukraińców ponad głowami polityków polskich, ukraińskich  i Rosji?

Nie jestem naiwna, wiele widziałam i słyszałam, wychowałam się i żyję przecież wśród Ukraińców, ale mimo to, a może właśnie dlatego jestem przekonana, że jest ona możliwa.
Zanim to nastąpi, pozbierajmy wszystkie okruchy mrówczej pracy ludzi dobrej woli na rzecz pojednania i zabliźnienia ran.
Jeśli chodzi o mnie nazbierałam ich sporo  i zamierzam o nich mówić bardzo często, na przekór krótkowzrocznym politykom.

_____________________________________

Moje notki o problemie odradzającego się ukraińskiego nacjonalizmu: