czwartek, 19 września 2013

Naród wybrany Tomasza Terlikowskiego

W Klubie Ronina niedawno odbyła się dyskusja "Polska, Żydzi, Izrael". Niektórym pomyliła się debata polityczna z katechezą i wygłosili wszystkim kazanie.  Nic mi do tego jak interpretują Torę Żydzi. Niech się spierają rabini, ale jak czyni to dziennikarz, który nazywa się katolikiem, to już inna sprawa.

Świętą księgą Żydów jest przede wszystkim Tora - Pięcioksiąg Mojżeszowy, który jest również naszą świętą księgą i co do tego nie ma żadnych wątpliwości (...) Czytanie tej świętej księgi jest elementem chrześcijaństwa i z tej świętej księgi wynika całkowicie jednoznacznie, że Żydzi są i pozostali narodem wybranym. Czy nam się podoba, czy nie, my jesteśmy tylko dziczką wszczepioną w winnice Izraela. Jesteśmy Nowym Izraelem.

To fragment wypowiedzi Tomasza Terlikowskiego z dyskusji w Klubie Ronina, pod którym podpisuje się Paweł Jędrzejewski na forum Żydów Polskich.

Nic mi do tego jak interpretują Torę Żydzi. Niech się spierają rabini, ale jak czyni to dziennikarz, który nazywa się katolikiem, to już inna sprawa. (Pomijam tu oczywisty fakt, że są różnice między Torą a Starym Testamentem, a chrześcijanina Księgą objawioną jest  Biblia składająca się ze Starego i Nowego Testamentu, a nie Tora. Na co zwracają uwagę  zarówno Żydzi jak i teolodzy katoliccy TORA A STARY TESTAMENT  ABC katechezy. Stary Testament  )

Zatrzymuję się jedynie na ulubionym „dogmacie” dziennikarza – naród wybrany i jego usilnym wszczepianiu w krnąbrne,  antysemickie głowy  katolickie.
Tomasz Terlikowski kilkakrotnie powoływał się w dyskusji na dokumenty Soboru Watykańskiego II. A choć nie wymienił tytułów dokumentów, to domyśleć się łatwo, że chodziło mu głównie o Deklarację o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich (Nostra aetate). Przynajmniej ja tak odczytałam jego wypowiedzi.
Nie jest to dokument, który wymaga specjalnych studiów teologicznych i nie jest też opasłym tomiskiem, przez które mogą przebrnąć tylko wybitni znawcy, w tym dziennikarz Tomasz Terlikowski, oczywiście.  Liczy zaledwie kilka strony i napisany jest bardzo przystępnym językiem.
Ale mającym wstręt do lektur, przytoczę fragment, na który, jak mniemam, nieustannie w dyskusjach z pasją powołuje się katolik Tomasz Terlikowski.
Fragment ów ma dobitnie świadczyć o tym, że Żydzi nadal są narodem wybranym i nawet Kościół Katolicki uznaje ich prawo do szczególnego szacunku.
Co do „innych wyznawców religii już niekoniecznie”, jak się wypsnęło w ferworze emocjonującej dyskusji uczonemu dziennikarzowi.

Nie wiem, na jaką katechezę uczęszczał Tomasz Terlikowski, ale mnie uczono, że mam kochać bliźniego, jak siebie samego. A w tym nowym przykazaniu, które dał nam Jezus  nic nie ma o tym, że tylko bliźniego swego żydowskiego. Ale mniejsza z tym, wróćmy do Nostra aetate.
Czytam:
4. Zgłębiając tajemnice Kościoła, święty Sobór obecny pamięta o więzi którą lud Nowego Testamentu zespolony jest duchowo z plemieniem Abrahama.
Kościół bowiem Chrystusowy, uznaje, iż początki jego wiary i wybrania znajdują się według Bożej tajemnicy zbawienia już u Patriarchów, Mojżesza i Proroków. Wyznaje, że w powołaniu Abrahama zawarte jest również powołanie wszystkich wyznawców Chrystusa, synów owego Patriarchy według wiary, i że wyjście ludu wybranego z ziemi niewoli jest mistyczną zapowiedzią i znakiem zbawienia Kościoła.
W tym miejscu dokument odwołuje się do Listu św. Pawła do Galatów 3,7
Zatrzymajmy się na chwilę. Co też takiego w tym liście mówi św. Paweł?
Zrozumiejcie zatem, że ci, którzy polegają na wierze, ci są synami Abrahama.

Nie wymyślił sobie więc Sobór Watykański II niczego, co by nie było w Piśmie Świętym i co by było niezgodne z Nowym Testamentem.
Kościół Chrystusowy został przepowiedziany w tajemnicy zbawienia, którą zapowiedział Bóg Żydom - narodowi wybranemu.
Już w następnym wersie wspomnianego listu św. Paweł przypomina, iż Bóg oznajmia Abrahamowi radosną nowinę: 
W tobie będą błogosławione wszystkie narody.
Jeśli na tych fragmentach tylko  poprzestaniemy, to faktycznie gotowi jesteśmy przyznać, że ma sens próba łączenia chrześcijaństwa z judaizmem w jedną religię. Wszak dalej w Nostra aetate czytamy:
Przeto nie może Kościół zapomnieć o tym, że za pośrednictwem owego ludu,  z którym Bóg w niewypowiedzianym miłosierdziu swoim postanowił zawrzeć Stare Przymierze, otrzymał objawienie Starego Testamentu i karmi się korzeniem dobrej oliwki, w którą wszczepione zostały gałązki dziczki oliwnej narodów.
To właśnie ten fragment upoważnił Tomasza Terlikowskiego do nazwania chrześcijaństwa dziczką wszczepioną w judaizm. ( Pomijam pomylenie oliwki z winnicą. Nie będę się znęcać nad dziennikarzem, kładę to na karb emocji, jakie wzbudziła dyskusja.)
Czyżby dziennikarz Terlikowski miał rację? Na takim rozumowaniu opierali się przecież Żydzi, którzy uwierzyli w Chrystusa, próbujący połączyć prawo żydowskie z nową wiarą. Bardzo szybko jednak taka postawa została nazwana herezją, a potem potępiona  już u początków chrześcijaństwa. (Sobór Nicejski 325 r.)
 Dlaczego ją potępiono?  To powinien wiedzieć tak wykształcony teologicznie dziennikarz Tomasz Terlikowski. Niestety, dziennikarz nie pierwszy to raz zamiast uczciwego przekazywania Nauczania Kościoła, manipuluje pomijając treść Nowego Testamentu.
Przytoczony wyżej fragment dokumentu Soboru Watykańskiego II odsyła  wiernych tym razem do Listu do Rzymian św. Pawła i roztropnego ostrzeżenia Apostoła:
Jeżeli zaś niektóre gałęzie zostały odcięte, a na ich miejsce zostałeś wszczepiony ty, który byłeś dziczką oliwną, i razem [z innymi gałęziami] z tymi samymi korzeniami złączony na równi z nimi czerpałeś soki oliwne, to nie wynoś się ponad te gałęzie. A jeżeli się wynosisz, [pamiętaj], że nie ty podtrzymujesz korzeń, ale korzeń ciebie.
Jakież to gałęzie zostały odcięte od dobrej oliwki  i dlaczego?
Czyżby Tomasz Terlikowski czytał z Nowego Testamentu tylko to, co odpowiada jego poglądom? 
Czyżby on, świadomy katolik, nie znał listów św. Pawła i nie wiedział, że dziczki oliwne do dobrej oliwki wszczepiono w miejsce tych, którzy nie przyjęli Chrystusa i Nowego Przymierza?
Owszem, naród wybrany nadal istnieje, ale nie jest już nim cały naród żydowski, ale ci potomkowie Abrahama, którzy uwierzyli w Chrystusa, że to Jezus jest Mesjaszem zapowiedzianym narodowi wybranemu w Starym Testamencie.
Narodem wybranym są dziś też wszystkie inne narody, które uwierzyły w to, co dziś każdy katolik wyznaje w Credo. Tak wierzy katolik i tak głosi Magisterium Kościoła i nie pomogą tu żadne krzyki, ani tupania.
Nie ma judeochrześcijaństwa, co doskonale oddaje już tytuł dokumentu Soboru Watykańskiego II  Deklaracja o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich.

Jest judaizm ze wszystkimi swymi odmianami,  w tym judaizmem mesjanistycznym  i jest chrześcijaństwo, które wyznaje wiarę w Boga w Trójcy jedynego i jedynej drogi do zbawienia , jaką jest Jezus Chrystus – Droga, Prawda i Życie. Jest nowy lud wybrany oczekujący zbawienia w nowym Jeruzalem. (Apokalipsa św. Jana)
To prawda, że ten lud wybrany musi pamiętać, aby nie został wycięty  z drzewa oliwnego.
Św. Paweł bowiem, w tym samym liście do Rzymian, poucza, iż gałęzie inne zostały odcięte, byśmy mogli czerpać soki z oliwki, ale, skoro odcięto je wskutek niewiary, to wypada z pokorą pamiętać, że i nas można odciąć, gdy stracimy wiarę. Odrzucenie bowiem Żydów, którzy nie przyjęli Jezusa Chrystusa, jest czasowe i zależy od ich  nawrócenia, a chrześcijanin ma swoje obowiązki wynikające z wiary. 
Dziennikarz Terlikowski doskonale wie, że katolik nie może prywatnie naginać sobie treści Pisma Świętego i tworzyć teorie, które mają usprawiedliwić jakąkolwiek ideologię.

Głosząc nieprawdę, naginając dokumenty nauczania Soboru Watykańskiego II, redaktor Terlikowski nie od dziś służy usprawiedliwianiu wrogiej innym narodom żydowskiej ideologii nacjonalistycznej czyli syjonizmu.
Nie jest to ideologia zakazana i potępiana powszechnie tak jak faszyzm, a szkoda, ale to nie znaczy, że dziennikarz mieniący się katolikiem ma prawo innym ją wciskać manipulując Nauczaniem Kościoła i Pismem Świętym.

Niestety, zdaję sobie sprawę, że w tym wypadku marne mam  szanse na merytoryczny dialog z Tomaszem Terlikowskim. Nie takie tęgie głowy próbowały i nic z tego nie wyszło. Osobiście bardzo mi przypomina jego sposób rozmowy świadków Jehowy, która polega na tym, że oni mówią, a my mamy słuchać.

I z tymi niewesołymi przemyśleniami zostawiam
swoich czytelników i słuchaczy.
mama Katarzyna

 

czwartek, 12 września 2013

Czego nie wiedzą dziennikarze o polskiej szkole


Wrzutką medialną, roztrząsaną we wszystkich  przekazach  z okazji rozpoczęcia roku szkolnego,  stał się temat usunięcia z kanonu lektur „Pana Tadeusza”  i ją to właśnie kupili redaktorzy: Michał Karnowski, Łukasz Warzecha i Tomasz Terlikowski w Klubie Ronina, pastwiąc  się przy okazji bez litości nad żenującą niewiedzą egzaminowanych studentów. Tymczasem polska szkoła ma „szerokie horyzonty” i wcale nie zaniedbuje wychowania. Na czym dziś ono polega? Oto wytyczne z fachowego czasopisma „Polonistyka”.


Dawno już nie rozmyślałam przy moim zmywaku. Tyle się dzieje ważnych spraw, trudno je ogarnąć, jeszcze trudniej pojąć.
A poza tym wszystko, co ważne, natychmiast uczenie i mądrze interpretują, wyjaśniają, podają do uwierzenia eksperci. Namnożyło się ich ostatnimi  czasy, oj namnożyło. I gdzie tu mamie Katarzynie przy zmywaku wścibić swoje trzy grosze?
Problem w tym, że tzw. medialni dyżurni eksperci mówią  tylko o tym, co staje się przekazem dnia. „Kiedy czytelnicy" opozycyjnych" mediów nabiorą dość rozumu, by odesłać w diabły każdego, kto każe im  podążać za wrzutkami i reżimowym bełkotem? – pytał niedawno Aleksander Ścios na Twitterze.

Przypomniałam sobie to pytanie, kiedy w jednym z Przeglądów Tygodnia w Klubie Ronina (2.09.br.) dziennikarze masakrowali poziom polskiej szkoły. 
Wcześniej „wrzutką” medialną, roztrząsaną we wszystkich  przekazach  z okazji rozpoczęcia roku szkolnego,  stał się temat wyrzucenia z kanonu lektur „Pana Tadeusza”  i ją to właśnie kupili redaktorzy Michał Karnowski, Łukasz Warzecha i Tomasz Terlikowski, pastwiąc  się bez litości nad żenującą niewiedzą egzaminowanych studentów.

I tu muszę stanowczo zaprotestować przeciwko wszelkim insynuacjom jakoby władza chciała z naszych dzieci zrobić roboli, którzy tylko pływać    powinni umieć  i czytać instrukcje, no, może jeszcze Gazetę Wyborczą.
Nic podobnego! Władza wspiera i pomaga rozszerzać horyzonty polskich uczniów.  Ma do tego wykwalifikowane kadry, pieniądze  i drożne kanały edukacyjne, którymi wiedza trafia nawet do nauczycielskich emerytów takich jak ja, aby wiedzieli, jak kształcić i na jakich wzorcach wychować swoje wnuki.
Oto dowód.
Otrzymałam newsletter fachowego czasopisma Polonistka  (nr 8), a w nim polecane nauczycielom artykuły i pomysły na treść lekcji języka  polskiego. Jeden z takich pomysłów, podpowiadający scenariusz  zajęć mogłam przeczytać w wersji elektronicznej bez potrzeby kupowania całego numeru. 
Zwróciłam na niego uwagę, bo został umieszczony w wielce obiecującym dziale „Horyzonty polonistyki” .
Zanim zgłębiłam treść, pomyślałam sobie. Biadolą tak nad wynaradawianiem młodzieży w polskiej w szkole, a tu, patrzcie, ludzie pracują i nikt o tym nie wie, że troszczą się o tożsamość narodową polskich dzieci.
Już sam tytuł: Człowiek – naród – język ojczysty budził nadzieje i zaufanie, że sprawy mają się dobrze, a tylko prawicowi malkontenci szukają dziury w całym.

Pełna dobrej woli włożyłam na nos okulary i zasiadłam do lektury siorbiąc od czasu do czasu yerba mate z guaraną, by lepiej się skoncentrować i więcej przyswoić.

Artykuł przeszedł najśmielsze moje oczekiwania. Oto młodzież na lekcjach j. polskiego będzie zgłębiać pojęcie człowieka już nie na jakimś tam cytacie z Kochanowskiego, Reja, Norwida czy  Jana Pawła II, ale zapozna się z głębią myśli filozoficznej; Protagorasa, Pascala, Feuerbacha i Nietzschego. Wreszcie młodzież ma szansę wyjść z polskiego zaścianka. Oczywiście, nie może zabraknąć w takiej analizie zadumy nad człowiekiem  Wisławy Szymborskiej.
Ale to nie koniec. Prawdziwe natarcie szerokich horyzontów dopiero mnie czekało, kiedy autorka artykułu  po wyczerpującej analizie wiersza  dawnej apologetyki Stalina podsumowała:
Współcześni młodzi ludzie, nieobciążeni pamięcią historyczną, patrzą w przyszłość, która jawi im się jako labirynt. Potwierdzają to rozmowy z młodzieżą, która dopiero co uzyskała dyplom dojrzałości i wybiera swą drogę życiową.
Szkoła słabo przygotowała ją do zmagań z rzeczywistością. Nie wyposażyła w takie umiejętności, jak kreatywność, dobra
organizacja pracy, zdolność do aktywności społecznej, ciekawość poznawczą. Młodzież posiada co prawda pewien zasób wiedzy, ale brak jej wiary w siebie, otwartości, operatywności.
Jest nieufna, z trudem buduje trwałe więzi.

By nadrobić niedoskonałości edukacyjne i wzbudzić poczucie wiary w siebie u zagubionego ucznia autorka przechodzi do analizy rozumienia  definicji narodu w przeszłości.
Proponuje jedynie zgłębienie myśli  Mochnackiego, dostrzegającego proroczo symptomy globalizacji świata, utrudniające kształtowanie tożsamości narodowej. Pozostali romantycy nie zasłużyli na żaden cytat. Młodzieży musi wystarczyć krótkie resumé Juliusza Kleinera:

R o m a n t y z m  o d k r y ł  d u s z ę  n a r o d u. Jak stawał do walki ze światem w imię postulatów jednostki, tak rzucał światu wyzwanie w imię żądań narodowości.

Jak to przekładało się na narodową literaturę? Ee, kto by tam to chciał czytać. Dlatego, autorka niezwłocznie przeszła do  analizy najważniejszego cytatu. Proszę się skupić, by nie uronić ani słowa. Oto on:

Koniec końców silnikiem nowoczesnego narodobudownictwa była walka o samostanowienie, czyli prawo, w zasadzie niepodzielne, do wytyczania granic między „nami” i „nimi” i ochrony „naszych” interesów przed „ich” zakusami. Rzecz dziś nie tyle w nawróceniu narodów na altruizm, ale w prawidłowym rozeznaniu, co dziś, w świecie zglobalizowanej mocy i zlokalizowanej polityki, „leży w interesie narodu”, czyli co zwiększa szanse jego przetrwania jako narodu oraz szanse jego członków na godne i względnie dostatnie życie, a co się jemu przeciwstawia.


Czy gdyby redaktorzy z Klubu Ronina wiedzieli, że dziś młodzież odkrywa niezgłębione nauczanie Zygmunta Baumana, martwiliby się, że z Podstawy  programowej gimnazjum wyrzucono Pana Tadeusza?!

Panowie, jesteście do tyłu z wiedzą o polskiej oświacie. Dziś przed polską młodzieżą inne cele i zadania, horyzonty rozświetlają im na nowo marksistowsko - leninowskie idee. Wszak zagraża nam faszyzm i przed nim polska szkoła na pewno nas obroni.
Autorka, godnego złotych ramek artykułu, podsumowuje:
"Głoszenie wyjątkowości własnego narodu
wynika najczęściej z wybiórczego traktowania historycznej pamięci.
Bywa ona wykorzystywana przez polityków do manipulowania opinią publiczną. Pochodną tej tendencji jest rosnąca liczebność i siła narodowców, mających przekonanie o swej moralnej wyższości, wynikającej – ich zdaniem –
z faktu obrony tradycyjnych wartości przed kosmopolityzmem.
Tym tłumaczą szowinistyczne ataki, antysemityzm,
język rasistowski. Jest to zjawisko groźne i coraz bardziej niepokojące tym bardziej, że w szeregi nacjonalistów wstępuje głównie młode pokolenie, inspirowane przez wytrawnych graczy politycznych.

Tak tak, Panowie redaktorzy, pora dokształcić się.
Jeśli ma być w polskiej szkole omawiana definicja narodu, to Leszka Kołakowskiego, jeśli walka o tożsamość narodową, to według złotych myśli sowieckiego enkawudzisty, ubeka, odznaczonego przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego III RP Złotym Medalem Zasłużonego Kulturze Gloria Artis, Zygmunta Baumana. A wszystko po to, by przezwyciężać  stereotypy i walczyć z faszyzmem, który zagraża Polsce.
Wiedzieliście o tym? Nie? To pora najwyższa zapomnieć o medialnych „wrzutkach” i zajrzeć do prawdziwej polskiej szkoły. 

Tymczasem mama Katarzyna kończy zmywanie i zaprasza do słuchania:


czwartek, 4 lipca 2013

Jak PO spłaca długi wdzięczności i co na to opozycja i związki?

13 czerwca br. Sejm przyjął nowelizację Ustawy Kodeks pracy oraz ustawy o związkach zawodowych. 3 lipca miał zająć się nią Senat. I jak na zawołanie pojawiła się też informacja o tym, że rząd pracuje nad wprowadzeniem ruchomego czasu pracy dla urzędników mianowanych. (Elastyczny czas pracy także dla urzędników)

Pisano o tym i mówiono w mediach.
Oto jak głosowały poszczególne kluby parlamentarne:
Za przyjęciem nowelizacji, czyli wprowadzeniem ruchomego czasu pracy głosowało PO, PSL i RP. Przeciwny był klub PiS, SLD i SP, a także część niezależnych. Jak widać z wyników, nie było więc euforii zwycięstwa totalnego koalicji. Zastanawiać jednak może spora liczba, bo aż 14., posłów nie głosujących w tak ważnej sprawie z PiS, które od początku deklarowało swój sprzeciw. Warto też przyjrzeć się liście imiennej głosujących posłów.(Wyniki indywidualne)

Swój sprzeciw wobec ustawy ogłosiły wszystkie centrale związkowe.

Gorzkie przypuszczenia co do prawdziwych intencji budzi nikła kampania informująca społeczeństwo o skutkach wprowadzenia ruchomego czasu pracy i rocznego rozliczenia godzin nadliczbowych. Jest ona żenująco słaba i właściwie słyszalny medialnie wrzask podniósł się dopiero po przyjęciu ustawy przez Sejm.
Tymczasem projekt rządowy wpłynął do Sejmu już 6 lutego 2013 r.
Nagłego przyspieszenia prace nad nim nabrały dopiero w czerwcu.
Cały proces legislacyjny możemy prześledzić i przeanalizować na stronie sejmowej. (Rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy - Kodeks pracy oraz ustawy o związkach zawodowych)

A jest o czym myśleć.

Gdybyśmy częściej polegali na źródłach informacji a nie doniesieniach dziennikarskich, z pewnością mielibyśmy pełniejszy i rozsądniejszy obraz polskiej sceny politycznej.
W całej grze pozorów, nie tylko w tym wypadku, politycy chętnie pomijają kontekst unijnych dyrektyw. Tymczasem wielu z nich zdaje sobie sprawę, że mały jest już polski margines samodzielności prawnej, co jednak nie szkodzi wygrywać buńczuczne akordy demagogicznego sprzeciwu na koszt wyborcy.
Bywa też odwrotnie. Rzuca się informacje o prawie w innych krajach UE po to, by pokazać, że jesteśmy zapóźnieni, bo inni już dawno nowe prawo zastosowali.
I tylko uparcie grzebiąc w Internecie możemy dowiedzieć się, że, owszem, niektóre kraje je wprowadziły, ale marnie na nim wyszły, inne nie zamierzają dostosowywać się do pomysłów unijnych komisarzy i czynią uniki legislacyjne.
Chętnie też w dyskusjach o prawach pracowników najemnych rzuca się ideologiczne wtręty; ten to liberał i dlatego jest za, a ten to socjalista i komuch.
Nie zamierzam jednak podejmować z nimi dyskusji. Szkoda czasu na walkę z etykietkami bez treści.

Każda ze stron zdążyła już przedstawić swoje racje.

Rząd pieje peany na cześć swojej troski o obywateli, którym dzięki nowelizacji zapewni więcej miejsc pracy, choć związki nie mogą się doprosić do tej pory obiecanego wyliczenia korzyści pracowniczych.

Prezydent już wdzięczy się, do narodu puszczając oko, że wprawdzie będzie wam gorzej, ale ja poproszę pracodawców, by was i wasze rodziny za bardzo nie krzywdzili.

Nikt trzeźwo myślący nie próbuje nawet bronić tez rządowych, bo nie wytrzymują krytyki. Argumenty związkowe nie da się zbyć demagogią, że „Solidarność” chodzi na pasku PiS, zwłaszcza, że milczeniem trzeba pokryć niewygodny sprzeciw przyszłego koalicjanta - SLD i związanego z nim OPZZ, a także Forum ZZ.

Prawdę powiedziawszy związki bez względu na sympatie polityczne musiałyby być samobójcami, by godzić się, choćby bez udawanego oporu, na zmiany w czasie pracy, wywalczonym przez II Międzynarodówkę pod koniec XIX w.

Faktem jest, że wraz z upadkiem polskiego przemysłu, rola związków zawodowych mocno się skurczyła i jeśli mają przestać być przechowalnią dla związkowych etatystów, muszą się na nowo przeorganizować.
Niemniej związkowa krytyka tej ustawy jest druzgocąca i co najważniejsze jak najbardziej rzeczowa.

To jest ustawa cofająca pracownika najemnego do roli przedmiotu, niewolnika z łaski opłacanego.

Dotąd, stymulowane różnymi unijnymi dyrektywami i kryzysem finansowym banków, bezrobocie wymusiło pracę za głodowe pensje i śmieciowe umowy, a 4, 5 młodych Polaków do emigracji zarobkowej.
Teraz przyszła kolej na kredytowanie niewolniczą pracą właścicieli przedsiębiorstw.
Najkrócej; będziesz pracował i otrzymywał zapłatę, kiedy my będziemy chcieli.
Zapomnij o wakacjach z rodziną, urlopie na remont, kredycie na książki dla dzieci do szkoły.
Kiedy nie dasz rady i bank zlicytuje twoje mieszkanie, a dzieci odbierze ci sąd, bo będziesz bezdomnym chorym żebrakiem, zawsze jeszcze pozostanie ci szczaw i mirabelki, które posieje Niesiołowski na gruzowisku twego wymarzonego domu.
I nie łudź się, że, obiecane przez opozycję i związki zaskarżenie do Trybunału Konstytucyjnego ustawy, zablokuje ją.
Akurat w tym wypadku jest to czysty chwyt erystyczny. Ta ustawa nie łamie Konstytucji RP ani unijnej dyrektywy. A nawet gdyby, to wszyscy znamy jak szybko pracuje TK, choćby na przykładzie zaskarżonej nowelizacji ustawy emerytalnej.

Oczywiście, pracodawca nie jest aż takim jełopem, by pozbawiać swoją firmę młodych i wykształconych fachowców, ale czy oni akurat muszą mieszkać i zakładać rodziny w Polsce? Czy zwiększenie popytu na ich towary musi akurat oznaczać dobrobyt Polaków?

Ten cynizm, pozbawionych korzeni narodowych i związku emocjonalnego pracodawców z Polską, akurat mogę jakoś wytłumaczyć, wystarczy, że przypomnę sobie, kim jest Henryka Bochniarz i Lewiatan, ale w żaden sposób nie potrafię zrozumieć wprowadzania świadomego chaosu w funkcjonowanie i ograniczanie rozwoju gospodarki państwa polskiego przez rząd i parlament, podobno polski.

Nie trzeba być socjologiem, wystarczy mieszkać w Polsce, a nie tylko w Warszawie, by zrozumieć, co przyniesie ustawa o tzw. elastycznym czasie pracy i rocznym rozliczeniu zapłaty za godziny nadliczbowe.

Nie da się zmieniać prawa wybiórczo. To system naczyń połączonych. Wprowadzając indywidualny czas pracy w poszczególnych przedsiębiorstwach, nie tylko nie przybędzie nowych miejsc pracy, ale wprost przeciwnie, zwiększy się drastycznie liczba bezrobotnych, zwłaszcza w małych miastach i wsiach, a co za tym idzie pogłębi się kryzys gospodarczy.
Do takiego funkcjonowania przedsiębiorstw trzeba dostosować pracę szkół, przedszkoli, żłobków, urzędów, ośrodków zdrowia i co najważniejsze możliwości komunikacji nie tylko miejskiej, ale również z terenów wiejskich.
Już dziś wielu bezrobotnych mogłoby podjąć pracę, gdyby miało czym dojechać do miasta czy najbliższego w okolicy zakładu pracy, a koszty uzysku nie przekraczały nędznego, wypłacanego na raty zarobku.

To nie przypadek, że w PRL funkcjonowała Państwowa Komunikacja Samochodowa (popularne pekaesy), a pociągi zatrzymywały się na każdej małej stacyjce. Komunikacja była dostosowana do pracy dużych zakładów produkcyjnych, po których nie ma już śladu w wielu prowincjonalnych miejscowościach.

Nie przypadkiem przy fabrykach funkcjonowały stołówki dla pracowników i rodzin pracowniczych. Wszystko to zostało zlikwidowane, nawet w szpitalach chorzy otrzymują odgrzewane w plastikowych pojemnikach posiłki, które co bardziej zadbanemu psu pysk by wykręciły z odrazą.

Do wszelkich zmian organizacyjnych życia społecznego społeczeństwo nie tylko musi dorosnąć psychicznie, ale przede wszystkim żyć na odpowiednim poziomie ekonomicznym. Nie da się z dziada zrobić pana, a takim dziś społeczeństwem jesteśmy. Choć podobno, to nasza wina, bo „są ludzie, którzy w taki sposób przyjęli styl swojego życia, że chodzą i grzebią po śmietnikach” - jak nam oznajmiła posłanka Platformy Obywatelskiej Kidawa - Błońska.

Upór, z jakim PO i jej etatowy przydupas - PSL, forsują ustawę zabijającą życie społeczne, kulturalne, rodzinne i możliwości wydobywania się z kryzysu poprzez zwiększanie popytu Polaków na wytwarzane w Polsce dobra, wytłumaczyć można tylko jednym;
Platforma Obywatelska spłaca Lewiatanowi dług zaciągnięty w 2007 r. w czasie kampanii wyborczej, o czym pisano zaraz po wyborach, ale jakoś wyleciało nam to z głowy. Pora sobie przypomnieć i powtórzyć pytania, które wówczas zadał bloger Rewizor analizując Raport Kampanii Zmień Kraj Idź Na Wybory Jak zmanipulowano wybory 2007 roku

Tymczasem polskiej opozycji ( PiS, SLD, SP i związkom zawodowym) warto zadać inne pytania, na które czas sensownej odpowiedzi staje się coraz krótszy:

Czy na pewno jesteście przeciwni wprowadzonym 13 czerwca zmianom w Kodeksie pracy?
I co naprawdę zamierzacie zrobić w przypadku ostatecznego jego wprowadzenia w życie wbrew polskiej racji stanu?

______________________________

Czas pracy – czas konfliktu

______________________________________

W wersji audio możesz słuchać:

http://niepoprawneradio.pl/

czwartek, 13 czerwca 2013

Ludobójstwo na usługach polityków

Holokaust czy czystka etniczna? Czystka etniczna czy ludobójstwo? Spór wciąż trwa. Jak długo jeszcze?
Czy można by w Polsce przyjąć bezkarnie, bez reperkusji międzynarodowych i ogólnego potępienia Uchwały Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej, w której byłoby między innymi:
W lipcu 2013 r. przypada 71. rocznica likwidacji getta warszawskiego. Niemieccy naziści dopuścili się masowej zbrodni nadając jej charakter czystki etnicznej o znamionach ludobójstwa.
Wolę nie myśleć, co pisałyby wszystkie gazety, jaką listę do natychmiastowego odwołania z funkcji marszałków sejmu, pozbawienia immunitetu, członkostwa w partii, zamieściłaby Gazeta Wyborcza. I słusznie, bo holokaust to nie czystka etniczna a ludobójstwo zaplanowane i wykonane z wyjątkową dokładnością. Jeśli nie ma się powtórzyć, trzeba przypominać i trzeba chronić miejsca zagłady przed wymazaniem z historycznej pamięci. Tę pamięć winni jesteśmy ofiarom ludobójstwa i przyszłym pokoleniom, aby historia była ich mądrą nauczycielką.
Nie ma nikt prawa relatywizować tej i żadnej innej zbrodni.

Jeśli tak, jeśli wszyscy ludzie z tym się zgadzają, to dlaczego posłowie w projekcie Uchwały Sejmu RP piszą?

W lipcu 2013 r. przypada 70. rocznica apogeum fali zbrodni, których na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej dopuściła się Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów i oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii. Zorganizowany i masowy wymiar zbrodni wołyńskiej nadał jej charakter czystki etnicznej o znamionach ludobójstwa.

Jak długo jeszcze ludobójstwo dokonane przez ukraińskich zbrodniarzy wyznających nazistowską ideologię Doncowa będzie nazywane eufemistycznie czystką etniczną o znamionach ludobójstwa?

Myślę, że odpowiedzi należy szukać w tych samych źródłach co zawsze; w aktualnym zapotrzebowaniu polityków na określoną interpretację historycznych wydarzeń. Nazwa - LUDOBÓJSTWO - od lat zarezerwowana jest dla polityki i walki ideologicznej.
Eichmanna sądzono za ludobójstwo na Żydach w Izraelu i to był błąd, i nie ja to stwierdziłam, lecz żydowska pisarka Hannah Arendt, która obserwowała proces. (Po latach błędem mówienia tylko o holokauście, a nie ludobójstwie dokonanym w czasie II wojny światowej, nazwał w czasie wizyty w Izraelu wielkiej sławy skrzypek, Żyd Yehudi Menuhin).

Eichmann i wszyscy niemieccy zbrodniarze, powinni byli być sądzeni za ludobójstwo, bez względu na narodowość ofiar.
W Norymberdze powinni zostać osądzeni również wszyscy zbrodniarze innych narodowości, jak choćby policjanci na usługach Niemców w okupowanych krajach, w tym ukraińscy, mordujący gorliwie razem z Niemcami Żydów na Kresach okupowanej II Rzeczypospolitej. Ci sami policjanci stali się następnie najgorliwszymi rezunami OUN UPA.

Warto pytać - Dlaczego tak się nie stało? Dlaczego zbrodnie dawne i dzisiejsze wciąż są relatywizowane? – i szukać prawdziwych odpowiedzi, bez politycznego koniunkturalizmu.

Dlaczego stwierdzenie:
Skala niemieckiej zbrodni była możliwa nie dzięki temu, »co się działo na obrzeżach Zagłady«, lecz tylko dzięki aktywnemu udziałowi Żydów w procesie mordowania swojego narodu. Tu kłania się bierność powszechna samych Żydów i postawy Judenratów, okrutne żydowskie policje w gettach. – kosztowało prof. Jasiewicza utratę funkcji kierownika Zakładu Analiz Problemów Wschodnich w Instytucie Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk, a nie stracił swojej funkcji, prof. Tomasz Nałęcz, historyk, doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego za wypowiedź dla „Rzeczpospolitej” o rzezi wołyńskiej.
To była czystka etniczna, realizowana metodą ludobójstwa, niecofająca się przed ludobójstwem. To nie było jednak klasyczne ludobójstwo – powiedział Nałęcz.

Mam tu swoją odpowiedź.
Żadne zbrodnie ludobójstwa tak naprawdę nie zostały potępione przez polityków, co najwyżej wykorzystane do propagandy. Zapomniano już dawno o „rozwiązaniu kwestii polskiej” w III Rzeszy zanim jeszcze zabrano się za „kwestię żydowską”, wymazuje się z pamięci ludobójstwo dokonane na Ormianach, Cyganach, milczy o zbrodniach ludobójstwa na Czeczenach. Nie uczy się w szkołach, czym skończyły się rządy komunistów Czerwonych Khmerów w Kambodży.
Czasem zastanawiam się, czy sąd w Hadze uznał zbrodnie dokonane na Kurdach w Iraku w latach 80. za akt ludobójstwa tylko dlatego, że dotyczyły reżimu Husajna?
Dlaczego tej samej miarki świat nie przyłożył do ludobójstwa rosyjskiego na Czeczenach?

Patrzę tak na te wszystkie kompromitujące, ciągnące się od lat, targi polityczne o treści uchwał, które powinny być przyjmowane przez aklamację i myślę sobie. Jeśli karalne będzie jedynie relatywizowanie holokaustu, a tacy, jak prof. Nałęcz, nadal będą doradcami polskiego prezydenta i polski parlament wciąż będzie miał problem z nazwaniem rzezi na Wołyniu, Podolu i we wschodniej Małopolsce, ludobójstwem, to znaczy, że niczego nie nauczyła Polaków historia i każda powtórka zbrodni jest możliwa.

______________________________________

W wersji audio możesz słuchać:

http://niepoprawneradio.pl/

wtorek, 4 czerwca 2013

Obalenie komuny po polsku – monolog zwycięzcy

Wielkie święto. Toast wznosi sam prezydent, Bronisław Komorowski, główny przeciwnik, jak sam ogłosił niespodziewanie,  Okrągłego Stołu.  Minister, Sławomir Nowak, ten od niezawodnych zegarków,  złożył życzenia: Z okazji święta wolności - wszystkiego najlepszego nam WSZYSTKIM! :-) Do życzeń na twitterze doćwierkała się Platforma Obywatelska.

Za życzenia zawsze dziękuję. Niełatwo jednak dobrać formę podziękowania dla takich znakomitości, dlatego postanowiłam zrobić to po blogersku, tak od serca.

Oto monolog zwycięzcy przy  „Jacku Daniel'sie” w Święto Wolności.


- Chlapnij Pan,  dziś jestem hojny, stawiam moim wrogom. Pytasz, waść, jak się dorobiłem?

A no, jak komuna padła, zabrałem się do roboty. Wie pan, mam układ z wójtem i wygrywam przetargi.
Pomidory podłączone do denaturatu czerwienią się w mojej szklarni jak poziomki na leśnej polanie.
Przebijam termin ważności i śmierdzące jajka, mięso zawsze sprzedam.
Padnie krowa -  z weterynarzem odpowiednio pogadam.
Założyłem  firmę jeszcze za Rakowskiego,  bezrobotnych zatrudniam,  na pensję zawsze poczekają, akwizytor z ogłoszenia, własnym samochodem, za darmo reklamę zrobi i towar wciśnie. Tu wypiję, tam posmaruję i jakoś poleci …

- Pij pan, bo stygnie.

Syn przeholował z piciem na grillowaniu , jechał yamahą z dopalaczem, zginął człowiek  na pasach. Policjant, prokurator, sędzia, ludzki  gość i też ma wydatki…

- Co na to żona?

Ee, powiem panu,  z moją babą się nie układa, ale jest taka jedna, co jak ją postraszę, że zwolnię, to dupę nastawi bez sprzeciwu i jeszcze kawę zaparzy żonie, gdy przyjdzie do biura.  Mogę się podzielić. Chcesz,  złociutki, pociupciać moją sekretarkę? Co tam, nie zmydli się.

-Pij..

Jak tylko zapisałem się do partii, jeszcze wtedy to był KLD, wysłali mnie na kurs, tam uczyli, że wszytko  i wszystkich można kupić, no to kupuję.
Od kiedy poznałem Zdzicha na tym kursie, wszystko się kręci. Ma chłop  przełożenie, nikt nie podskoczy, za mordę trzyma, łaskawy dla swoich.

-Że co? Że to mafia?
 
Mam takich w rodzinie gołodupców, co to kazania mi prawią o uczciwości i honorze. A ja się pytam, ile rzucasz, synu,  na tacę? A u mnie ksiądz nie tylko po kolędzie bywa. Tylko ten młody wikary jeszcze biega z wywieszonym językiem po biedakach i nie dał mi, psia krew, rozgrzeszenia, gdy wnuk do komunii szedł, bo bez ślubu kościelnego żyję tylko na cywilniaku. Pierwszą rzuciłem, nie chciała się skrobać, a ja wrzasków i pieluch nie znoszę. Jeden i dość.

- No, pij pan.

Grunt to wiedzieć, gdzie i co mówić, gdzie posmarować, gdzie skłamać, a gdzie donieść.


- No to, lu, panie kolego! Do Dziubka! Fuj, jaka ta wiski ohydna Brr! Jak oni to mogą pić, ale podobno żytniej już nie wypada… No! W górę! Na pohybel komunie! Co robiłem przed 4 czerwca 1989?

W osiemdziesiątym pierwszym, jak szefa wywieźli z zakładu taczką, zapisałem się do „Solidarności”.  Głupi byłem, bo te barany szybko poszły na rzeź, a mnie do dziś kolesie przy wódce wypominają, żem niepewny, bo mogę skrewić, jak mnie teczką postraszą.

Ale blachę mi tam jakąś Wałęsa dał za kombatanctwo w rocznicę ich  zwycięstwa. Głupki, cieszyli się, jak niespełna rozumu dzieciska, wynikiem wyborów.

Co prawda ja też cieszyłem się tak, że aż film się urwał. Od czego głowa i odpowiednie stosunki. Dwie kadencje, wyobrażasz se pan,  odkładałem poselską dietę, grosz do grosza, by chałupę wybudować.
Miałem nawet startować kolejny raz, ale gnida sąsiad wyniuchał, że ormowcem i TW byłem. A co miałem nie być, kiedy płacili. Durna szuja, BMW mi pozazdrościł.

-Pijem ostatni, bo kluczykiem do stacyjki nie trafię. Zdrowie!

Teraz, panie kolego,  krzyczą, że dość, że trzeba pogonić złodziei. A niby co ja ukradłem?! Haruję jak wół, dwoję się i troję, by firma nie padła. Wszyscy tak robią.
Wczoraj znów musiałem tych nierobów pogonić do roboty. Wolne w niedzielę im się zachciało. A mnie kto da wolne?

Trochę się jednak boję, bo jak Zdzicho przegra, to i tu na dole się zmieni.


______________________________

 

Pijak ci zawsze całą prawdę powie.

Właściwie bloger do tego monologu nie musi nic dodawać. Może tylko to:

Panie Prezydencie i Ministrze, jedynie słusznego rządu z jedynie słusznej  partii, zamierzamy dokończyć zadanie. Po wyborach kontraktowych przez krótką chwilę czuliśmy się zwycięzcami, bardzo szybko okazało się, że zrobiliście z nas idiotów i żebraków, ale my już wiemy o tym. Nasze Święto Wolności będziemy świętować niedługo już bez was. Tym razem dobrze się przygotujemy i dogrywki nie będzie.
______________________________________

W wersji audio możesz słuchać:

http://niepoprawneradio.pl/



sobota, 1 czerwca 2013

Jak orły wypuszczone z klatek


Wrona Orła nie pokona! Tak skandowaliśmy w czasie marszów solidarnościowych podczas dzienników telewizyjnych, tak dodawaliśmy sobie otuchy na spotkaniach w salkach katechetycznych i kościołach podczas mszy za Ojczyznę.
W wielkich ośrodkach przemysłowych narastał sprzeciw. Kabarety pękały ze śmiechu, my przed telewizorami też. Tylko nielicznym zapalała się lampka. Jak to możliwe, że cenzura na to pozwala? I pękło! Jak orły, wypuszczone z klatek, rzuciliśmy się do pracy.
Okrągły stół uważaliśmy za sukces, za ustępstwo zmurszałej niereformowalnej władzy, za początek drogi do zwycięstwa.
Nieważne, że lista aparatczyków, esbeków, oficerów ślubujących wierność partii i Sowietom została nam narzucona.
My, tzn. działacze „Solidarności” z 1980 – 1981, zabraliśmy się do przygotowania wyborów. Czasu było mało, więc nie pytaliśmy się, skąd nagle gotowe listy kandydatów solidarnościowych.
Za własne pieniądze jeździliśmy na spotkania, ustalaliśmy swoje uczestnictwo w komisjach wyborczych, sposób pilnowania dyżurnych ormowców, by nie było cudu nad urną. Stworzyliśmy alternatywny system kontroli liczenia głosów, zmusiliśmy władzę do przestrzegania ustalonych reguł.
Klęska ich była sromotna, ale, że aż taka, nie spodziewali się. Gorączkowe konsultacje i zarządzone, wbrew konstytucji, wybory uzupełniające do listy krajowej.
Dlaczego pozwoliliśmy na to? Ja mam swoją odpowiedź. Nie wierzyliśmy, że demobarak, otoczony sowiecką armią, z ugruntowaną strukturą esbecką, partyjną i administracyjną może się przewrócić. Naszym marzeniem było patrzenie władzy na ręce, prawo do wolności zrzeszania się, wolności słowa i sprawiedliwości społecznej, godnego życia nie tylko z octem na półkach i wódą z czerwoną i niebieską kartką.
Opowiadanie, że chcieliśmy odsunąć ich od władzy jest dorabianiem do oceny sytuacji szlachetnych mitów. Owszem, mity też są potrzebne.
Zwycięstwo wystraszyło i przerosło nas jednak. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że pozwoliliśmy, by natychmiast po wyborach ruch oddolny, jakim były Komitety Obywatelskie, został rozwalony, a na ich miejsce powstały kanapowe partie, rozmnażające się przez pączkowanie i ośmieszające demokrację.
Odcięci od prawdziwej informacji, nie zauważyliśmy nawet sygnału ostrzegawczego, że dziwnym trafem dzieje się to we wszystkich krajach byłego Układu Warszawskiego. Nawet nazwy powstających partii był identyczne.
Wybory 4 czerwca zastały nas nieprzygotowanymi do przejęcia władzy.
Jak to będzie, że większość będzie rządziła mniejszością? – pytał mnie rozdygotany i przygaszony rozmiarem klęski, pułkownik z komisji wyborczej.
Byliśmy tak zachwyceni, szczęśliwi i naiwnie ufający, że wspaniałomyślnie pozwoliliśmy, by główny gangster wojskowej junty został prezydentem Polski.
Zostaliśmy ewidentnie zrobieni w konia, ale dopiero później, kiedy partia zaczęła lizać rany i wykorzystywać uruchomione oddolnie mechanizmy demokracji.
Dumni zwycięzcy, o których mówił cały świat, przełknęliśmy wszystko, nawet każdy demontaż wiary w siłę pokojowego ruchu, jakim była „Solidarność”.
Śmiejąca się nam w nos Gazeta Wyborcza, która z solidarnościowego dziennika stała się agendą ciągłości PRL pod zmienioną nazwą III RP, sączyła do polskich głów, co chciała.
Ale ja nie o tym dziś chciałabym przypomnieć. Próżne żale. Trzeba zakasać na nowo rękawy i zabrać się do pracy. Tak jak wtedy – 4 czerwca 1989 r., albo zwiesić w pokorze głowy i potulnie wyszeptać – Co ja mogę? Nic nie możemy.
Jeśli wracam do tamtej rewolucyjnej euforii, to nie po to, by kontestować zwycięstwo i umniejszać jego rozmiar, lecz by nabierać wiatru w żagle i powiedzieć młodym z pełnym przekonaniem; Chcecie wolnej Ojczyzny? Przestańcie biadolić i szukać winnych, zabierzcie się do pracy tak jak my wtedy.
Jesteście to winni Ani Walentynowicz i wszystkim ofiarom smoleńskich tragedii; tej sprzed 73 laty i tej z 2010 r. Jesteście, albo spadkobiercami komuny z jej oprawcami, albo braćmi Żołnierzy Wyklętych, których szczątki wygrzebują polskie dłonie z dołów na Łączce.
Nie ma nic pośredniego; albo jest się Polakiem, albo błaznem, który zamiast oddać honor polskiej fladze, urządza czekoladowy happening.
Wszystko wskazuje na to, że nasz „bul” z namiestnikowej oficyny dostał nowe zadanie; zawłaszczenia kolejnego zwycięstwa „Solidarności”. Dostał zadanie wykopania rowu, który wraz z ustanowieniem Święta Wolności będzie nas, Polaków, dzielił i wywoływał spory w rodzinach i na ulicach.
Żołnierzy Wyklętych przed egzekucją komunistyczni bandyci przebierali w mundury Wehrmachtu, by ich upokorzyć i odebrać godność Polaka nawet po śmierci. Dziś robi się to samo z marzeniem o wolności Polski i Polaków. Łapska spadkobierców tamtych komunistycznych swołoczy chcą urządzić nam bale przebierańców, aby nas upokorzyć i pozbawić wiary w zwycięstwo.
Nie kupuję tej wojny.
Dziś patrzę na „breżniewowski portret” prezydenta III RP, obowiązujący we wszystkich reżimowych mediach i śmieję się mu w nos. Dostaliście w dupę, towarzyszu i boli do dziś? Nie szkodzi, przygotujcie się na większe pranie. To dopiero będzie bolało. Żadna wrona nas nie pokona, fundując nam urzędowe Święto Wolności. Prawdziwą wolność wywalczymy sobie sami. Stać nas na to, by was ostatecznie pogonić.
______________________________________
W wersji audio możesz słuchać:
http://niepoprawneradio.pl/

niedziela, 19 maja 2013

Jeśli nie kodeks honorowy, to może wstyd otrzeźwi …

Informacja, jak szybko pojawiła się na pierwszych stronach wiodących portali, tak jeszcze szybciej została zadołowana, wyszukać ją jednak można. Oto posłanka PO, Beata Bublewicz, córka znanego, kierowcy rajdowego, który zmarł w 1993 r na skutek ran odniesionych w wypadku podczas Zimowego Rajdu Dolnośląskiego, przegrała w olsztyńskim sądzie sprawę ze swoją byłą asystentką.
Najkrócej rzecz ujmując, asystentka znarowiła się i nie chciała więcej za swoje pieniądze kupować ciastek na spotkania służbowe. Pani posłanka, jedynie słusznej partii, też się uparła i zwolniła ją z pracy bez wypowiedzenia. Mało tego, jak zeznała pokrzywdzona, ”mimo iż straciła pracę kilka miesięcy temu i wygrała sprawę w sądzie pracy, posłanka PO nadal nie wydała jej prawidłowego świadectwa pracy”.

Niezorientowanym przypominam, że, w przypadku przewinienia podwładnego, Kodeks Pracy przewiduje stopniowanie kary: upomnienie ustne, upomnienie pisemne, nagana i na końcu wskutek recydywy; dyscyplinarne zwolnienie. Szczególne sytuacje łamania zakresu obowiązków przez pracownika są karane odsunięciem od pracy w trybie natychmiastowym i zwolnieniem dyscyplinarnym.
Jak rozumiem, sąd nie zakwalifikował odmowy kupna służbowych ciastek z portfela asystentki do przewinień pracowniczych i nakazał wypłacić odszkodowanie, część z niego w trybie natychmiastowej wykonalności.
Ponadto Kodeks Pracy przewiduje również obowiązek pracodawcy dostarczenia zwolnionemu pracownikowi świadectwa pracy w terminie 7 dni.
Do tak „heroicznego” czynu nie może jednak żaden sąd nakłonić posłanki PO, Beaty Bublewicz, choć brak świadectwa pracy uniemożliwia legalne zatrudnienie w innym miejscu. Ewidentne szkodzenie pracownikowi ma tu szczególny posmak skandalu, bo asystentka jest matką samotnie wychowującą dziecko.
Doniesienie prasowe milczy na temat rodzaju zatrudnienia, wysokości pensji czy zasadności zwolnienia lekarskiego, na którym była podwładna, gdy otrzymała polecenie służbowe zakupienia ciasteczek.

News ten mógłby być przyczynkiem do eseju na temat pazerności i braku honoru nowobogackich, którym w życiu codziennym słoma z butów wychodzi, gdyby dotyczył któregoś z posłów PiS. Paparazzi i dziennikarze koczowaliby przed sądem.
Niestety, była asystentka ma pecha, zatrudniła ją córka Mariana Bublewicza. A który dziennikarz odważy się podpaść takiej personie? Grzecznie i lakonicznie poinformowano słuchaczy i czytelników o całej sprawie i na tym dość.

Nikt więc nie poleciał z mikrofonem i tabletem do marszałek Ewy Kopacz czy nie czuje się zgorszona postawą posłanki swojej partii i czy zamierza sprawę skierować do Komisji Etyki Poselskiej, skoro Beata Bublewicz nie tylko nie wstydzi się swojego postępowania, ale zamierza się od wyroku sądu odwołać.
No cóż, na ciasteczka nie stać, a na wynajęcie mecenasa a i owszem. W końcu dieta poselska nie na wszystko musi starczać.
Może tak wyborcy zakupią jej ciasteczka i zaniosą do biura? Co tam, biednej trzeba pomóc, wyborców PO stać na to.

Nikogo też nie dziwi, że posłanka może łamać prawo, że w tak brutalny sposób traktuje matkę samotnie wychowującą dziecko. Nie grzmi prof. Środa, posłanka Nowicka i inne walczące jak lwice o kobiety, feministki. Asystentka widać ma podwójnego pecha; jej sprawa nie dotyczy odmowy dokonania aborcji i molestowania seksualnego przez szefa.
Żadna działaczka Femen nie pojawiła się w biurze posłanki i nie obrzuciła ją ciasteczkami. Tu z kolei Beata Bublewicz miała szczęście, że nie jest biskupem Kościoła Katolickiego w Belgii.
Ale dziwić może i to bardzo, że nie odzywają się również w tej sprawie posłowie i członkowie Platformy Obywatelskiej. Nikt też nie pyta przewodniczącego PO w Olsztynie, Jacka Protasa, co sądzi o zachowaniu koleżanki z ławy partyjnej. Widać historia, z bezkarnym zwolnieniem Grzegorza Rogińskiego, osobistego fotografa Donalda Tuska, z Kancelarii Premiera, upewniła Klub poselski i biura regionalne, że poseł PO wszystko może.

Dziwić może jednak milczenie posłów z innych partii.
Czyżby blady starach na nich padł, że zbuntują się ich asystentki i zażądają zapłaty za kupowane pączki, sprzątanie biura czy robienie prywatnych zakupów?
Jeśli już stan poselski został wypruty z poczucia godności pełnionej funkcji i honoru, to może choć wstyd przed własnym elektoratem przyniesie otrzeźwienie?

______________________________________

W wersji audio możesz słuchać:

http://niepoprawneradio.pl/

______________________________________

adres zdjęcia: http://bublewicz.infowm.pl/templates/131/files/images/otwarciebiura/nidzica%20bb+rg2.jpg

środa, 15 maja 2013

Marketing czyli, jak zarobić na głupocie kobiet

Rano zawrzało. Przywitało nas w Internecie powłóczyste spojrzenie pięknej Angeliny Jolie. Zobaczcie, jaka piękna i odważna. Dla dobra dzieci wycięła sobie piersi, bo jej matka chorowała na raka. Po przeczytaniu kilku komentarzy i wściekłego ataku na redaktora Warzechę, który nie poddał się nastrojowi bezkrytycznego współczucia i mnie emocje się udzieliły. Wpisałam:

Co za idiotyzm opanował twitter? Jak można wciskać ludziom, że profilaktyką walki z rakiem może być wycinanie części ciała na wszelki wypadek?!

No i dostało się i mnie. Won do Warzechy – przeczytałam. Na wszystkie moje wątpliwości otrzymywałam odpowiedzi, które jasno mi udowadniały, że Angelina jest bohaterką, a amputacja piersi, eufemistycznie nazwana mastektomią, to najskuteczniejsza metoda zapobiegania chorobie, a ja jestem zaślepiona ideologicznie i nieczuła na ludzkie cierpienie. I tylko na pytanie - Czemu ten news ma służyć? - i sugestię, że jest to cyniczny marketing, zapadało grobowe milczenie.

Przy domowej krzątaninie rozmyślałam. Panie Boże, czemu stworzyłeś nas kobiety takimi głupimi? Wyposażyłeś w urodę, uczucie, inteligencję, a my w kosmicznym tempie wybrakowałyśmy sobie instynkt samozachowawczy.
Przecież nie ma w naturze drugiej takiej istoty, która z taką ochotą i ufnością robiłaby z siebie dobrowolnie przedmiot użycia.
Tabletka na trądzik? Proszę bardzo! Trądzik znika, dziewczę młode też, bo koncerny zapomniały poinformować, że ich cudowne lekarstwo może zabijać
Boisz się ciąży? A co to za problem?! Kliniki czekają.
Nie chcesz skrobanki? Też da się załatwić. Pigułka przed, pigułka po. Ktoś tam przestrzega, mówi o nadciśnieniu, zakrzepicy żylnej, ale kto by tam się tym przejmował
Tylko pamiętaj! Żadnych fiku miku, jak będziesz musiała zrobić przerwę w łykaniu, bo może się zdarzyć dziecko niepełnosprawne – przestrzega ginekolog. Ale i tu kobiety wyzwolone pomogą ci, wskażą adres, gdzie usłużny rzeźnik z dyplomem lekarza usunie z twego ciała "to to".

Kiedyś może, mimo wszystko, natura zwycięży i urodzisz długo oczekiwane dziecko, a ono, zdarzy się, zachoruje, ty śmiertelnie wystraszona będziesz czuwać przy łóżeczku. Może przed oczami mignie ci fotel aborcyjny, jak błyskawica przesuną się pytania. Jakie ono (one) byłoby (byłyby) teraz, gdybym je urodziła? I będziesz czuła ucisk w sercu. Ale to tylko chwila. Pomyślisz. Przecież to nie było jeszcze dziecko, to tylko zarodek, płód… wszyscy tak robili. A jednak myśli wrócą, czasem będziesz płakać po kątach, bo nie będziesz miała komu powiedzieć o swojej rozpaczy. Ale co tam, teraz - Żyje się raz!

Nie masz pracy? Wejdź do Internetu. Zobacz, na czym można zarobić; twoje rozkraczone nogi, twój tyłek, wypchane botoksem usta, to twój majątek.Zrobią ci fachowcy zdjęcie... Musisz tylko zastosować odpowiednią dietę, ale i dla pulchnych coś się znajdzie.
Wepchane w legginsy anorektyczne nogi, w buciorach, które wykręciłyby łapska nawet chłopa na schwał, a cóż dopiero delikatną dziewczęcą stopę, nastroszone lakierem, postrzępione na chłopczycę, pomazane czarną farbą, włosy, z papierosem w dłoniach z obgryzionymi, ale pomalowanymi na zielono, paznokciami, z granatowymi ustami, które głośno i krzykliwie wyrzucają z siebie w tramwajowy ścisk - „Jak, k..wa się przyp.....lił do mnie, to ja mu wyje...am w nos, że mam go dość”. (Przepraszam za te wulgaryzmy, ale ja tylko cytuję.)

Dziewczyny odarte z godności, bez nadziei i szans snują się po naszych ulicach, czasem zarabiają na nich na lepszy kosmetyk czy fajną kieckę z podtatusiałym panem, który ma szmal, ale żona mu wydziela.
Margines? Może i tak, ale coraz bardziej się rozrastający, bo rodzice, zapracowani, mijają się z własnymi córkami, a jedyne zmartwienie, to, żeby bachora do domu nie przyniosła.
Ten margines dziewczęcych zmarnowanych szans, zakrzyczanej wulgaryzmami samotności i bezradności, dochodu jednak nie daje, co najwyżej utrzymuje ciuchlandy i przemysł tekstylny z Chin i Indii, pomaga przybyszom zza wschodniej granicy handlować tanimi kosmetykami na bazarach.

Co innego panienki z dobrych domów. Im świat z kolorowych czasopism masowo powielanych dla głupich gęsi, jasno rozświetlają holiłudzkie gwiazdy. Gwiazdki i gwiazdy rozbudzają wyobraźnię.
- Zobacz, jaka ona szczupła, a jaka zgrabna! Jak ona to robi…? I ten biust i te pośladki, istny cud. Och! Ja muszę być taka. Zrobię karierę na wybiegu, zachwycę na castingu, będą o mnie pisać.
To nic , że teraz gdzieś tam piszą o rakotwórczych implantach, śpiączkach po nieudanych operacjach plastycznych. Przecież wszyscy to robią; poprawiają nosy, odsysają uda, rzeźbią policzki, wydymają usta. Jeszcze tylko korekta uszu… . Ból? Niee, o tym nie wspominają kolorowe okładki.
Czy zauważyłyście, drogie dziewczęta i podstarzałe wieczne nastolatki w balzakowym wieku, wyzwolone feministki, że przede wszystkim mężczyźni są ginekologami i chirurgami plastycznymi? No cóż, kiedy wy marzyłyście o wielkim biuście, oni studiowali nie tylko medycynę ale i marketing czyli, jak zarobić na głupocie kobiet.
Ale wszystko ma swoje konsekwencje, nieudane operacje, zmarnowane zdrowie, przestaje się kręcić złoty biznes. Plastyka już coraz mniej dochodowa, teraz czas na genetyków. Piękna Angelina doskonale się do tego nadaje. Nikt przecież nie sprawdzi, co tam w staniku, implanty czy prawdziwe? A nawet jeśli implanty, to co?
Chwila zastanowienia i zdrowy rozsądek każe myśleć - Do jasnej Anielki, mam wycinać sobie zdrowe części ciała, by uniknąć raka?!

Otrzeźwienie przychodzi zwykle, gdy opadają emocje.

Dobry marketingowiec wie, że trzeba je podtrzymać, jeśli się chce towar sprzedać. A cóż może lepiej działać na wyobraźnię jak nie strach, lęk przed cierpieniem i umieraniem?
Dobrze rozpoczęta kampania marketingowa emocje podtrzymuje. I nie inaczej było w tym wypadku.
Dowcipy panów na temat piersi Angeli rozładowały emocje, czas na dorzucenie drewna do wygasającego ogniska. I wszystko nagle stało się jasne. Wieczorem prof. Jan Lubiński za sprawą Onetu informuje: około 100 tys. kobiet w Polsce ma mutację w genie BRC1
Jakie na to lekarstwo?
Ważną informacją dla wszystkich Polek, jest to, że, aby przeprowadzić test takiego genu wystarczy poprosić, czy lekarza pierwszego kontaktu, czy specjalistę, o skierowanie do onkologicznej poradni genetycznej. - W każdym województwie jest taka placówka - mówi profesor.
Dyskretnie nie wspomina o cenie testu.

I teraz już wiemy, dlaczego piękna Angela od rana uśmiechała się do Polek z każdego zakątka Internetu i mediów, niestety, nie tylko wiodących. Akcja się powiodła. Polki wiedzą już, jak uniknąć raka piersi.
Kto i jaką premię za to dostanie? A to tajemnica handlowa. Nasze geny też są towarem.
Po tej udanej narracji czekam na następną, z troską pochylającą się nad nami mądrych posłów i senatorów, o prezydencie już nawet nie wspomnę. Już widzę oczami wyobraźni, jak poseł Anna Grodzka ze łzami w oczach przekonuje na mównicy i w studiu jedynie słusznej tv, że życie bez piersi jest koszmarem, bo ona tego doświadcza każdego dnia, a na implanty nie stać biednych Polek.
Zastanawiam się. Czy po takiej narracji badania genetyczne staną się obowiązkowe, a od ich wyników będzie zależeć nie tylko zdrowie Polek, ale i ich ubezpieczenie zdrowotne?

No cóż skoro Angela straszy, mama Katarzyna też raz może postraszyć.

______________________________________

"Tania antykoncepcja!". Lek na trądzik zabija!

Aborcja i zdrowie kobiety

Antykoncepcja hormonalna a zakrzepica żylna

Zarzuty ws. nieudanej operacji, po której Szwedka zapadła w śpiączkę

Rakotwórcze implanty piersi we Francji

Prof. Jan Lubiński: około 100 tys. kobiet w Polsce ma mutację w genie BRC1

Z Twittera:

@Leszek 2m

Anna Grodzka o Angelinie Jolie: Bycie kobietą bez piersi to dramat. Wiem coś o tym.

______________________________________

W wersji audio możesz słuchać:

http://niepoprawneradio.pl/

sobota, 11 maja 2013

"Smert' Lachom, Żydom i Moskwiczam" – zawołanie Bandery

W hołdzie tysiącom pomordowanych i zamęczonych w 55 rocznicę śmierci z rąk OUN - UPA

Przed 65 rocznicą ()11-07-2008) rzezi na Wołyniu dokonanej przez nazistowskich siepaczy spod znaku OUN UPA w Parlamencie Europejskim zbierano podpisy pod oświadczeniem, w którym uznawano ukraińskie zbrodnie popełnione na Wołyniu za ludobójstwo. Pod dokumentem nie podpisała się większość z polskich europosłów. Szczegółowa lista zaprzańców znajduje się w blogu: MULHOLLAND DRIVE Prawda o Wołyniu
Na wszelki wypadek, gdyby adres internetowy zmienił się, zamieszczam ją oraz treść oświadczenia, a także tekst ukraińskiej groźby, w swoim blogu. Jak dobrze, że są Polacy, którzy dokumentują nie tylko piękne karty z życia polskich patriotów, ale również świadectwa hańby cynicznych polityków.

Dziś zbliżamy się do 70 rocznicy okrutnych wydarzeń w okupowanej przez Niemców II RP. I znowu historia się powtarza. Brak spójnika „i” stoi na przeszkodzie wypracowania wspólnej Uchwały upamiętniającej zbrodnię, która była zwieńczeniem obłędnej ideologii Doncowa.
Wielkim tego świata nie przeszkadza milczenie i zakłamywanie tej zbrodni, choć poprzedziła ją masowa eksterminacja innych narodowości, w tym Ormian, Czechów i Żydów.
Widać Żydzi ze wschodnich terenów II RP nie zasługują na pamięć i ściganie zbrodniarzy, tam Gross nie zawitał, nie opowiedział światu, jak ukraińscy policjanci szkolili się przy Niemcach, wyłapywali Żydów i prowadzili na rzeź.
Nie czyni tego w imię pojednania czy dlatego, że boi się neobanderowców w Kanadzie?

Grossowi się nie dziwię, nienawiść do Polaków „wyssał z mlekiem matki”, ale jak Polski Parlament frymarczy prawdą i nie potrafi jej przez lata nazwać po imieniu, godnie upamiętnić 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian, to pozostaje zapytać, czy na pewno jest on polską instytucją, czy może tylko Polacy jako niewolnicy zmuszani są do opłacania sutych diet i liczonych w dziesiątki tysięcy nagród.
Nie nazwę tego hańbą, bo tym epitetem zapewne ani Ewa Kopacz, ani Śledzińska - Katarasińska się nie przejmie. To zwykła, cyniczna kalkulacja.
Całe to „przedstawienie” na grobach setek tysięcy pomordowanych odbywa się jedynie po to, by nie zrazić do siebie środowiska nacjonalistyczne zamieszkałych w Polsce Ukraińców, bo przecież to ich głosami potomkowie rezunów zasiadają w polskim parlamencie bawiąc się na ukraińskim festiwalu w rocznicę straszliwej zbrodni.

Gdzieś mi w piątek mignęła informacja, że nad uchwałą będą pracować wspólnie z parlamentarzystami historycy IPN. Mam więc pytanie. Czy jednym z nich będzie dr Mariusz Zajączkowski z warszawskiego IPN?
Historyk ten gościł z wykładem przed liturgią, jaką sprawowano w intencji pojednania polsko – ukraińskiego w Lublinie Liturgia w intencji pojednania
Pan doktor pracujący w Instytucie Pamięci Narodowej, powstałemu dla dokumentowania i "Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu", tak widzi ludobójstwo na Kresach:
Wśród czynników, które - zdaniem dr. Zajączkowskiego - złożyły się na szczególnie brutalny charakter wydarzeń wołyńskich, były: niewłaściwa polityka narodowościowa w czasach II Rzeczpospolitej, ideologia szowinizmu i nacjonalizmu po obu stronach konfliktu, podżeganie wzajemnych waśni przez okupanta i spór o ziemie, do których oba narody rościły sobie prawa.
Czy trzeba większego zakłamania, ignorancji i złej woli „badacza” polskiej historii? Czy tak będzie brzmiała treść uchwały napisanej wspólnie z warszawskim IPN? Jeśli tak to proponuję zamianę nazwy komisji „Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu” na "instytut policzkowania durnych Polaczków".

Pytanie retoryczne na koniec.
Co stałoby się z naukowcem, historykiem, który ośmieliłby się usprawiedliwić Holokaust Żydów syjonizmem i ekspansją żydowskiego kapitału?

______________________________________________

PS.

Lista polskich deputowanych, którzy nie zgodzili się podpisać pod treścią dokumentu dotyczącego rzezi na Wołyniu, w którym inicjatorzy apelowali o uznanie tych wydarzeń za ludobójstwo : Adam Bielan – Małopolska
Jerzy Buzek – Śląskie
Zdzisław Chmielewski – Pomorze Zachodnie
Marek Czarnecki – Warszawa
Urszula Gacek – Małopolska Bronisław Geremek – Warszawa
Adam Gierek – Śląskie
Bogdan Golik – Wielkopolska
Genowefa Grabowska – Śląskie
Małgorzata Handzlik – Śląskie
Krzysztof Hołowczyc – Białystok
Filip Kaczmarek – Wielkopolska
Stanisław Jałowiecki – Śląskie
Wiesław Kuc – Białystok
Jan Kułakowski – Poznań
Janusz Lewandowski – Małopolska
Bogusław Liberadzki – Warszawa
Marcin Libicki – Wielkopolska
Jan Olbrycht – Śląskie
Janusz Onyszkiewicz – Warszawa
Józef Pinior – Dolny Śląsk
Paweł Piskorski – Warszawa
Jacek Protasiewicz – Dolny Śląsk
Wojciech Roszkowski – Śląsk
Dariusz Rosati – Warszawa
Jacek Saryusz – Wolski – Warszwa
Czesław Siekierski – Małopolska
Marek Siwiec – Warszawa
Bogusław Sonik – Małopolska
Grażyna Staniszewska – Śląsk
Andrzej Szejna – Warszawa
Tadeusz Zwiefka – Warszawa

Oświadczenie pisemne w sprawie uznania rzezi Polaków dokonanej przez nacjonalistów ukraińskich za zbrodnię ludobójstwa.

Parlament Europejski, - uwzględniając art. 116 Regulaminu,
A. mając na uwadze, że od 1943 roku Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) prowadziła akcje eksterminacji polskiej ludności cywilnej,
B. mając na uwadze, że w wyniku masowych mordów UPA śmierć poniosło ponad 150 tysięcy Polaków na okupowanych przez Niemcy terenach wschodniej Polski,
C. mając na uwadze, iż znaczna część kadry UPA składała się z ukraińskich oficerów i żołnierzy służących w dywizji SS Galicja i innych formacjach okupacyjnych,
D. mając na uwadze, że nacjonaliści ukraińscy mordowali także Żydów, Ukraińców i Czechów,
E. mając na uwadze niespotykane okrucieństwo w popełnianych zbrodniach,
jak masakrowanie ciał, obdzieranie żywcem ze skóry, nabijanie na pal, rozpruwanie brzuchów kobietom i dzieciom,
1. mając na uwadze starania Ukrainy o członkostwo w UE, posłowie popierający te aspiracje wyrażają zaniepokojenie faktem, iż prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko ma zamiar przyznać UPA prawa kombatanckie równorzędne z prawami żołnierzy koalicji antyhitlerowskiej;
2. apeluje do Prezydenta oraz Rady Najwyższej Ukrainy o uznanie rzezi Polaków za akt ludobójstwa;
3. uznaje, że żadna wartość, nawet wolność i suwerenność narodu, nie może usprawiedliwiać ludobójstwa;
4. zobowiązuje swojego przewodniczącego do przekazania niniejszego oświadczenia wraz z nazwiskami sygnatariuszy Komisji, Radzie Europejskiej oraz rządom Polski i Ukrainy.

„OUN straszy Polskę”

”Jeśli zaś zostanie uchwalona pozytywna decyzja odnośnie pomnika w Warszawie (pomnik w hołdzie ofiarom nacjonalizmu ukraińskiego – przyp. red.), to obchody spec-operacji „Wisła” mogą przetworzyć się w nową ukraińsko-polską wojnę ze wszystkimi skutkami jakie z niej wypływają. (…) Postawienie pomnika, ideologia którego skierowana jest przeciw UPA, jest niczym innym, jak wtrącaniem się Polski w wewnętrzne sprawy Ukrainy. (…) W każdym przypadku Polacy „dolali oliwy do ognia”, którego płomień od teraz może przerzucić się na ich ziemie”.

Cytaty za MULHOLLAND DRIVE Prawda o Wołyniu

______________________________________

List Otwarty do marszałek Kopacz i Przewodniczącej KKiŚP Iwony Śledzińskiej-Katarasińskiej

______________________________________

Holokaust po banderowsku

______________________________________

W wersji audio możesz słuchać:

http://niepoprawneradio.pl/

czwartek, 9 maja 2013

A debata o polskiej szkole wciąż trwa…

Trudny wiek, trudna szkoła. Czy gimnazja to samo zło?

To ja w obronie gimnazjów.

Napisałam 6 maja 2008 r. w swoim Zmywaku:
Droga Pani Minister, a ja (nie wiem jak inni) tak nie chcę rozmawiać o polskiej oświacie! Nie chcę tańczyć od pieca, ja lubię od orkiestry. Chcę słyszeć nie wybrane takty, lecz całą melodię.

Nie należy powtarzać tego, co oczywiste i co wówczas sądziłam o kierunku zmian w polskiej oświacie i dlatego zainteresowanych tematem odsyłam do notki PILNIE POTRZEBNA NARODOWA DEBATA!!! Istota sporu o polską szkoły i paru innych dotyczących tematu. (adresy w zakończeniu)
Właściwie wszystko, co wydało mi się istotne, zawarłam w nich i może nie powinnam się już odzywać, bo w międzyczasie nastąpiła zmiana sztafety. Ostro i co najważniejsze w wielu wypadkach skutecznie, zabrali się do pracy inni. Dotarło wreszcie do nas, że nie wystarczy gadać, ale trzeba działać. Akcja Ratuj maluchy! wciąż trwa i wymusza częściowe ustępstwa betonu partyjnego PO w Ministerstwie Edukacji Narodowej. Gorąco polecam rodzicom tę stronę, bo otrzymają tam konkretne wskazówki, jak postępować i przed czym się bronić, by nie skrzywdzić pochopnymi decyzjami edukacyjnymi własne dzieci.
W tej chwili trwa akcja wymuszenia na aroganckiej władzy Referendum edukacyjne "Ratuj Maluchy i starsze dzieci też!"

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo zwyczajnie cieszę się, że wreszcie wielu z nas nie czekało na gotowe, nie biadoliło, tylko zachowało się, jak pełnoprawni obywatele, którzy znają swoje miejsce w społeczeństwie, płacą podatki i potrafią wymagać. Oczywiście, nawet kilka jaskółek nie czyni wiosny, ale bez nich nie byłoby jej wcale.
Najważniejsze w tym wszystkim, niezależnie od celów akcji, jest włączanie do dyskusji społeczeństwa. Niepoprawne Radio PL w Audycji 421 (niedzielnej) odtworzyło debatę, jaka odbyła się w Klubie Ronina oraz dyskusję w Radiu Jutrzenka. Polecam, choć nie ze wszystkimi opiniami się utożsamiam.
Szczególnie bliski jest mi pogląd na pożądany kierunek zmian w polskiej oświacie Macieja Świrskiego, prowadzącego debatę „Katastrofa w polskiej szkole”.
Dla mnie, starego belfra, nie ulega wątpliwości, że wielu z nas patrzy na szkołę przez pryzmat własnych doświadczeń jako ucznia i jako rodzica, tymczasem świat się zmienia, zmieniają się rodziny i uczniowie też. Nie da się przystawić kalki i odrysować to, co za naszych czasów było dobre, a wyrwać bez szkody z systemu to, co jest, naszym zdaniem, szkodliwe. Tu podpisuję się pod wypowiedzią Macieja Świrskiego.

Czego mi jednak brak w debacie?

Po pierwsze – Szerszego odniesienia do funkcjonowania oświaty w Europie.
Minister Hall po dojściu PO do władzy zapowiedziała dokończenie reformy ministra Handkego. Zaczęła od zmian w Podstawie programowej. I tak to się zaczęło… ostateczny demontaż polskiej szkoły po kawałeczku trawa w najlepsze. Myli się jednak ten, kto sądzi, że bez planu i celów. Kawałki tzw. reformy są wycinane z całości i podrzucane do niby – konsultacji społecznych, których wnioski nikt nie ma zamiaru uwzględniać, bo kierunek jest jasny dla każdego, kto choć trochę interesuje się dyrektywami i planami federacyjnymi unijnych biurokratów.
To nie zła wola, ale zaplanowany proces unifikacji społeczeństw europejskich, a nie tylko społeczeństwa polskiego. Unifikacji pod dyktando neolewicy z szaleńczymi pomysłami ideologii gender i dyktatem organizacji gejowskich. Tu nie ma miejsca na narodowe szkoły i wychowanie patriotyczne.
Kto jeszcze ma złudzenia, że nie do tego dąży Unia Europejska, niech zapozna się z funkcjonowaniem szkół w Kanadzie. Tam jest osiągnięty już prawie ideał, któremu próbuje się przeciwstawiać społeczeństwo, niestety, już z nikłym powodzeniem.
My mamy jeszcze szansę, ale musimy patrzeć szerzej i widzieć również to, co poza opłotkami się dzieje. Szukać kontaktów z tymi, którzy się przeciwstawiają totalitarnym zmianom w swoich krajach.
I tego tematu brak mi bardzo we wszelkich dyskusjach o polskiej szkole.
Pamiętajmy też, że nie jesteśmy samotną wyspą, chciałoby się czasem usłyszeć głosy polskich absolwentów, którzy wyjechali za chlebem na emigrację i tam żyją, pracują i wychowują swoje dzieci. Co z polskich szkół przydało się im, a co absolutnie nie przystawało do tego, co na obczyźnie zastali, z czym się musieli zmierzyć?

Po drugie – W debacie brakuje mi rozpisania ról stosownie do wiedzy i umiejętności.
Czy zgodziłby się ktokolwiek, aby dyskutujący o służbie zdrowia pacjenci dyktowali, jak ma przebiegać operacja wycięcia wyrostka?
Pacjent ma prawo do takiego funkcjonowania służby zdrowia, aby należycie i w porę chroniła jego zdrowie. Ma prawo wskazywać na błędy, żądać zmian, zrzeszać się dla osiągnięcia wytyczonych celów, bo płaci na jej utrzymanie składki i podatki, jest suwerenem a nie niewolnikiem, ale absurdem byłoby, gdyby opracowywał metody leczenia nie będąc lekarzem.
Niestety, w naszej drogiej Ojczyźnie wszyscy są lekarzami i wszyscy są nauczycielami. Tak jest i w przypadku dyskusji o przyczynach katastrofy w polskiej szkole.
Morze żalów i słów krytyki wylano na funkcjonowanie gimnazjów; wyrywają dzieci ze środowiska, są przechowalniami, siedliskiem przemocy, nauczyciele nie uczą, bo nie potrafią zapanować nad agresywnymi i rozwydrzonymi wyrostkami. To tylko niektóre z argumentów za likwidacją gimnazjów.
Podpadnę, broniąc gimnazjów, teraz wszystkim, którzy są gorącymi zwolennikami powrotu do szkół ośmioklasowych.
Uważam, że problemy szkoły nie tkwią w systemie podziału szkół, jaki wprowadziła reforma Handkego. To raczej skutek trudności, z którymi polska szkoła nie radziła sobie również za komuny. Czy ktoś jeszcze pamięta, dlaczego nikt nie protestował przeciwko reformie Handkego? Między innymi, wszystkie zarzuty stawiane dziś gimnazjum były przytaczane jako argumenty przemawiające za jego powstaniem.
Chciano chronić dzieci klas młodszych przed nasilającą się agresją wyrostków z klas VII i VIII, przed uczniami, którym wąsy zdołały sypnąć się obficie pod nosem, a którzy nie nauczyli się ani pisać, ani czytać, bo taki był ich urok, ale mogli szkołę bezkarnie opuścić dopiero po 17 roku życia.
Czy pamiętamy, jak nam obiecywano odrębne budynki dla gimnazjów, jak przyrzekano, że dzieciaki z I –III nie będą pracować w systemie lekcyjnym, lecz blokowym? Czy pamiętamy jeszcze, że w szkołach były koła zainteresowań, SKS, zajęcia wyrównawcze, rewalidacyjne? Dlaczego w większości szkół tego nie ma?
Przyczyn jest wiele. Od zmian w funkcjonowaniu państwa, przemian gospodarczych i kulturowych, z czym wiążą się przecież zmiany w funkcjonowaniu rodzin, oczekiwaniach rodziców od szkoły i nauczycieli, zmian w nadzorze, po głupotę, interesowność i bezmyślność wyborców tak w wyborach samorządowych jak i krajowych.

Nie da się dyskutować o szkole postulując likwidację jakieś jej struktury. To system naczyń połączonych, to cała orkiestra, w której jeden fałsz decyduje o jakości gry. Na problemy wychowawcze i edukacyjne składa się tak wiele czynników, że nie sposób je wszystkie wymienić.
Dyskutujmy o gimnazjach, zastanawiajmy się czy warto ten system utrzymywać, jak go zmienić, naprawić, ale nie wmawiajmy rodzicom, że wraz z likwidacją gimnazjów znikną problemy wychowawcze i edukacyjne, bo może się okazać, że wprawdzie operacja się powiedzie, ale pacjent umrze.

______________________________________

Moje notki o oświacie

Czego potrzebuje polska szkoła? – myśli kilka starego belfra

O co powinni zapytać nauczyciele Olejniczaka, Żelichowskiego

Jak Broniarz przehandlował polską oświatę

Sławomir Broniarz przeciwko bratnim związkom zawodowym

Wyrównywanie szans - cz. I

Wyrównywanie szans - cz. II

Wyrównywanie szans - cz. III

Istota sporu o reformę polskiej oświaty - "Nowa Szkoła" Cz. 1.

PILNIE POTRZEBNA NARODOWA DEBATA!!! Istota sporu o polską szkoły

Czy "Pani minister pisze sobie scenariusz odwołania"?

______________________________________

W wersji audio możesz słuchać:

http://niepoprawneradio.pl/